Targi starego Stanisławowa. Część 3 Handel na pl. Trynitarskim. Pocztówka z kolekcji Wołodymyra Szulepina

Targi starego Stanisławowa. Część 3

W II połowie XIX w. centrum miasta przypominało wielki targ. Handlowano wszędzie – na dzisiejszym placu Wieców, na placu Mickiewicza, wokół Ratusza i kto wie gdzie jeszcze. Rada miasta starała się uporządkować handel gdzieś w jednym miejscu… Aż nareszcie jej się to udało.

Plac Trynitarski

Po kilku nieudanych próbach uporządkowania handlu ulicznego w centrum miasta,magistrat jednak zwyciężył. Pod koniec 1895 r. handlarze z pl. Mickiewicza przenieśli się na tzw. „plac Trynitarski”. Dawniej obok mieścił się klasztor trynitarzy i od niego nazwę otrzymał plac.

Przyjeżdżały tu gospodynie z okolicznych wiosek i handlowały jarzynami. Miejsce było dobre, bo obok przebiegała ul. Halicka i dostać się do śródmieścia było łatwo. Jednak warunki sanitarno-higieniczne na placu były dalekie od ideału – w większości przypadków handlowano z ziemi. Dziennikarz Jaś Niedopytalski napisał bardzo wymowny artykuł o dniu handlowym w 1905 r.:

„Na Rynku na pl. Trynitarskim wielki ruch. Tu, obok tego co rodzi ziemia święta, koło kramów z tkaninami, butami, owocami – Żyd rozłożył swój towar na ziemi i reklamuje: „Każda sztuka tylko 5 centów, obrazki po 2 centy, dzbanki, garnki”. Pomiędzy kupcami chodzi poważny z wyglądu ochroniarz porządku, pilnuje swoim okiem, by kupcom nic nie przepadło”.

Tradycyjnie rynki są terenem wzmożonego niebezpieczeństwa kryminalnego. Jest tu wielkie skupisko ludzi – swawola dla kieszonkowców. Ale oszukiwali i sami handlarze. Krajoznawca Olena Buczyk przytacza interesujące fakty, jak nierzetelni handlarze wciskali łatwowiernym klientom starą wołowinę jako cielęcinę. Oszukiwano na starej śmietanie – dodawano tam krochmal, mąkę, mleko i potas, przez co śmietana „odświeżała się” i stawała się śnieżno-biała i nadzwyczaj smaczna. Zdarzały się i manipulacje wagami czy spiłowanymi ciężarkami, by oszukać klienta.

Magistrat starał się z tym walczyć. W 1902 r. wprowadził posadę handlowego komisarza. Został nim niejaki pan Banach, który przechadzał się po bazarze w poszukiwaniu wyrobów niskiej jakości i fałszywych wag. Gazety pisały o nim, że prawie co dnia konfiskował stare jaja, masło, śmietanę i inne produkty. Prawdopodobnie to jego w swoim felietonie opisał Jaś Niedopytalski.

Na targu można było od razu umyć jarzyny. Zdjęcie z archiwum Natalii Kiriuchinej, lata 60. XX w.

Korona ustępuje złotemu

W czasie I wojny światowej i wojny polsko-ukraińskiej bujnie rozkwitł czarny rynek. Aby kupić żywność, ludzie znosili na targ wszystko co posiadali – od porcelanowych słoników po gramofony. Ceny uparcie szły w górę. Na przykład: w czasie ZURL chleb był na talony. W specjalnych sklepach bochenek kosztował koronę i to zadowolenie trzeba było rozciągnąć na dwa tygodnie. Za to na bazarze chleb sprzedawano wolno, ale już za 13 koron.

Gdy w Galicji nastała polska władza, kraj pogrążył się w hiperinflacji. Pierwszą narodowa walutą była marka polska. Według poziomu dewaluacji wyprzedziła ona nawet ukraińskie kupono-karbowańce. Gdy w 1924 r. wprowadzono złotego, wymieniano go według kursu 1 zł = 1 800 000 marek polskich.

W latach 1930. władze miejskie postanowiły przenieść handel z Rynku na pl. Trynitarski. Wiązało się to z rekonstrukcją ratusza, gdzie planowano umieścić muzeum Pokucia, bibliotekę im. Smagłowskiego, archiwum miejskie i restaurację. Wpbec tego rynek miał się stać centrum kulturalnym miasta i absolutnie nie pasował tu handel pomidorami i kabaczkami.

Do przenosin przygotowano się rzetelnie. Na pl. Trynitarskim wybudowano murowany pawilon mięsny okrągłego kształtu, drewniany pawilon mleczny i poszerzono lady. Targ nie ograniczył się samym placem i zajął teren pomiędzy obecnymi ulicami Halicką, Starozamkową i Dniestrowską.

Władze zmieniły się, ale „tradycje” handlowe pozostały. Tu nadał oszukiwano klientów i okradano sprzedających. Pisarz Horacy Safrin w książce „Przy sabatowych świecach” przytacza charakterystyczną anegdotę:

Wejście na Rynek kołchozowy, lata 80. XX w. fot. Ihor Panczyszyn

„W Stanisławowie na rynku, pośród ciżby ludzkiej stoi szewc Aron Kapłan. To łapie się za głowę, to nerwowo sprawdza kieszenie. Ciągle wrzeszczy:

– Gwałtu! Okradli! Zabili, zamordowali! Dziś jeszcze miałem pieniądze w kieszeni. Gdzie moje pieniądze?!

– Panie Aron – krzyczy ktoś z tłumu – poszukajcie jeszcze raz w kieszeniach.

Aron szybkimi ruchami omacuje ubranie.

– Nie ma, nie ma!

– Panie Aron – zauważa ktoś – czy zaglądał pan do kieszeni w spodniach?

Aron spode łba spogląda na doradcę.

– Też mi powiedział! Jak mogę tam zajrzeć? Jeżeli i stamtąd je ukradziono, to całkiem przepadłem…”

Ten pawilon handlowy wystawiono w latach 30. Fot. Rostysław Szpuk

Targ, co przypominał cyrk

Sowieci nazwali targ „Rynkiem kołchozowym” i zrobili go całkowicie spożywczym. Główne wejście mieściło się od obecnej ul. Szeremety. Prawdopodobnie za Niemców handel na Rynku znów się odrodził, ale już w 1945r. władze zakazują „stawiania koni i handel z wozów na terenie wokół ratusza”.

Na starych zdjęciach dobrze widoczne są stare drewniane lady, pomalowane w brudno-niebieskie lub ciemno-zielone kolory. Tam stały hydranty, koło których można było umyć zakupione jarzyny. Rynek kołchozowy miał kilka lokacji. Mięso, mleko i jarzyny sprzedawano na pl. Trynitarskim. W czasach sowieckich został on nazwany ul. Starozamkową, a sąsiednią Trynitarska, nazwano Kołchozową. Drób (żywy i bity) sprzedawano na terenie obecnych pawilonów kwiatowych. Dynie, arbuzy – na terenie dawnego banku Ukraina. W niedziele handlowano też rybkami w akwariach, chomiczkami, żółwiami i innymi zwierzętami domowymi.

Budowa nowej hali handlowej. Zdjęcie z kolekcji Petra Goja

W kuluarach władzy narodził się ambitny plan. W 1966 r. „Przykarpacka Prawda” pisała, że „niebawem zacznie się budowa nowego sklepu uniwersalnego, a po jej ukończeniu powstanie nowy kryty targ”. Budowa rozpoczęła się w 1972 r. Architekt Zenowij Dawydiuk kardynalnie zmienił typowy sowiecki projekt. Zaproponował konstrukcję w kształcie kopuły, składającej się z żelbetowych konstrukcji trójkątnej formy. Obiekt tego rodzaju montowany był w ZSRR po raz pierwszy. Nowy kryty targ miał średnicę kopuły 78 m, wysokość od 7 do 15 m i ogólną powierzchnię 4500 m kw.

Jednak budowa przeciągnęła się na długo. Uroczystego otwarcia nowego krytego targu dokonano dopiero 4 marca 1989 r. Ogółem kosztował 3 mln rubli. Przeznaczony był na 1010 miejsc handlowych (wraz z letnimi pawilonami), ściany obłożono marmurem, kolumny – trawertynem, podłogę wymoszczono granitem. Ogólna powierzchnia sali powiększyła się do 7000 m kw. Gazety pisały, że „ta oryginalna konstrukcja ze szkła i betonu przypomina kompleks teatralny czy arenę cyrkową”.

Nowa kryta hala handlowa, fot. Iwan Wowk

Handel szybko przeniósł się do nowej hali, a stare lady rozebrano. Dzieciarnia nieźle wówczas zarobiła, wyszukując pośród rozwalanych drewnianych lad zgubione monety. Trafiały się nawet polskie złote i grosze.

Likwidacja starego targu. Zdjęcie z archiwum Omelana Lewickiego

A co stało się z terenem starego targu? Krajoznawca Wołodymyr Polek pisał w 1994 r., że „w najbliższym czasie Rynek kołchozowy otrzyma całkowicie nowy wygląd. Na konkursie na najlepszy projekt zabudowy tej historycznej części centrum uznano projekt architekta z filii „Dipromist” T. Żuka. Organicznie połączono w nim tradycję i potrzeby dnia jutrzejszego. Znikną stamtąd niewielkie sklepiki, wybudowane jeszcze w latach 30., gdzie do dziś jeszcze mieszczą się sklepy spożywcze i przemysłowe”.

Ale sytuacja gospodarcza lat 90. nie pozwoliła zrealizować te plany. Na terenie dawnego Rynku kołchozowego powstał bazarek przemysłowy. W latach 2000. chciano wybydować tam olbrzymie centrum handlowe „Trajan”, ale na szczęście przeszkodził temu kryzys. Obecnie teren jest w dzierżawie. Kupcy chcą zabudować plac, a mieszkańcy miasta pragnęliby widzieć tam skwer. Ciekawe, kto zwycięży?

Iwan Bondarew

tłum. Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 18 (478), 30 września – 16 października 2025

Targi starego Stanisławowa. Część 1

Targi starego Stanisławowa. Część 2

X