20 lat Domu Polskiego w Berdiańsku

20 lat Domu Polskiego w Berdiańsku Lech A. Suchomłynow z matką Teresa Krasnokucką-Suchomłynową, dyrektor Domu Polskiego w Berdiańsku (z archiwum L. Suchomłynowa)

z prezesem Polskiego Kulturalno-Oświatowego Towarzystwa „Odrodzenie” w Berdiańsku nad Morzem Azowskim prof. Lechem Aleksym Suchomłynowym rozmawia Konstanty Czawaga.

„Kto ty jesteś?…”
Jest to jedyny Dom Polski nad Morzem Azowskim, który powstał z inicjatywy Pana, a jego dyrektorem jest Teresa Krasnokucka-Suchomłynowa, matka Pana. Wcześniej Pan założył Polskie Towarzystwo „Odrodzenie”, którego nazwa świadczy o poszukiwaniu tożsamości rozproszonych na tym terenie ludzi o korzeniach polskich. Jaki jest związek z polskością w rodzinie Pana?
Moje nazwisko nie wskazuje na polski rodowód. Mam go po ojcu, który deklaruje się jako Ukrainiec. Urodziłem się w 1974 roku w miejscowości Krasnyj Łucz w obwodzie ługańskim. Językiem, którym posługiwaliśmy się w domu, był zawsze rosyjski. A z naszą polskością wszystko zaczęło się w 1982 roku, gdy moja matka Teresa Krasnokucka i jej siostra Halina dowiedziały się od swojego ojca, że są Polkami. Co prawda, wyrosły w domu niewierzących rodziców i same też nie były wierzące. Mogły jedynie domyślać się, że prawdopodobnie zostały ochrzczone w jakiejś cerkwi prawosławnej. Od tego czasu rozpoczęliśmy poszukiwania genealogiczne, nie dowierzaliśmy i zastanawialiśmy się, jak to się mogło stać. Rodzina Krasnokuckich najprawdopodobniej wywodzi się z drobnej szlachty zamieszkałej gdzieś w centralnej Polsce. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach, może za działalność wymierzoną przeciwko caratowi, znalazła się ona na Syberii. Jedne z pierwszych osób, o których wiemy, to Tytus i Barbara Krasnokuccy. Tytus pracował w kopalni w Zagłębiu Donieckim, a jego żona Barbara zajmowała się domem. Mieli siedmioro dzieci, ze względu na warunki życiowe i ekonomiczne do 1941 roku dożyło jedynie trzech synów, którzy podobnie jak ich ojciec pracowali w kopalni. Nasza linia pochodzi od Sergiusza, syna Tytusa. Mój dziadek Sergiusz Krasnokucki w 1933 roku ożenił się z Sofią Baturiną, Ukrainką. W czasie II wojny światowej walczył na froncie, a po jej zakończeniu wrócił do domu, do Donbasu. Do 1947 roku miał on w swoich dokumentach osobistych wpisaną narodowość polską, ale w tym roku zmienił wpisy. Zdaniem rodziny obawiał się represji i z tego powodu zrobił wszystko, aby zatrzeć swoje polskie pochodzenie. Ta obawa wpłynęła także na sposób wychowania córek. Rodzice między sobą mówili mieszaniną języka rosyjskiego i ukraińskiego, tzw. surżykiem, do którego dziadek od czasu do czasu dodawał pojedyncze słowa polskie, ale do córek oboje starali się mówić po rosyjsku, który to język dominował w całym Donbasie. Aż do 1990 roku informacja o naszej polskości krążyła jedynie w ścisłym gronie rodzinnym. Obawiano się bowiem, że ktoś z sąsiadów lub w pracy może dowiedzieć się o naszym prawdziwym, polskim pochodzeniu. Wtedy groziło to utratą pracy, brakiem poszanowania wśród znajomych i sąsiadów.

W Berdiańsku rodzina znalazła się całkowicie przypadkowo. Jeszcze w okresie pracy zawodowej moich rodziców często przyjeżdżaliśmy tam do sanatorium na wakacje. Po przejściu mojego taty na emeryturę, który był górnikiem przez całe życie, wszyscy przenieśliśmy się nad Morze Azowskie. W 1992 roku rozpocząłem studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Berdiańsku na Wydziale Filologii Ukraińskiej i Słowiańskiej. Interesowało mnie wszystko, co dotyczyło literatury, kultury i historii polskiej. Szybko znalazłem kilka osób, które przyznawały się, jeszcze niepewnie, do polskości i założyłem Towarzystwo Kultury Polskiej „Odrodzenie”.

Jak większość osób pochodzenia polskiego na terenach Ukrainy Wschodniej, kultywujemy swoją polskość na resztkach czy fragmentach pamięci kulturowej i historycznej, pozostałej po naszych przodkach. W regionach, które nazywamy tyglem kulturowym, a szczególnie na zasymilowanych i zrusyfikowanych terenach postradzieckich nie było ciągłości kulturowej.

Sporo osób przyznaje się po polskich korzeni, ale to nie znaczy, że czują się Polakami. Tożsamość takich ludzi jest naznaczona piętnem homo postsovieticus.

W jaki sposób Pan poszukiwał Polaków w Berdiańsku i okolicy?
Po założeniu „Odrodzenia” (było nas kilkanaście osób) systematycznie informowaliśmy o naszych osiągnięciach i działalności w prasie lokalnej. Robiliśmy również głośne imprezy, nie zamykając się we własnej wspólnocie. Wtedy była bezinteresowna moda na polskość. Poprzez naukę języka sporo osób powróciło do swoich polskich korzeni, zaczęli szukać odpowiednich dokumentów i świadectw przynależności do narodu polskiego. Za kilka lat liczba członków organizacji zwiększyła się do 170 osób. Dlatego powołaliśmy jednostki strukturalne w ramach „Odrodzenia”: Polonijne Koło Lekarzy, Związek Młodzieży Polskiej, Centrum Kultury Polskiej „Biesiada”, a następnie na jednej z uczelni wyższych Berdiańska założyliśmy Centrum Języka i Kultury.

Po wdrożeniu Ustawy o Karcie Polaka liczba chętnych otrzymać legitymację członkowską znacznie się zwiększyła, dlatego zarząd główny, a następnie walne zgromadzenie podjęło decyzję, że członkostwo jest niefiksowane. Przecież wszystkie imprezy mają charakter otwarty i udział w nich biorą wszyscy chętni. Inna sprawa – wybory i prawo głosu.

Siedziba w duchu rodzinnym
W jaki sposób działa Dom Polski w Berdiańsku?
Siedziba, biuro, miejsce spotkań – różnie można określać trzypokojowe mieszkanie, kupione przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” w 2001 roku dla potrzeb Polaków w Berdiańsku. Natomiast od samego początku miejscowi Polacy mówili, że jest to Dom Polski. Ten wyraz – Dom – wiąże się przede wszystkim ze słowem rodzina, czym niewątpliwie jest nieliczna, ale prężna polska wspólnota w tym wczasowym mieście.

Fakt zakupu mieszkania stał się ważnym czynnikiem integrującym wszystkich członków Polskiego Kulturalno-Oświatowego Towarzystwa „Odrodzenie”. Polacy Berdiańska poczuli się docenieni przez Macierz, odczuli, że przynależą do Wielkiej Rodziny, miano której Polska. W ciągu miesiąca w Domu Polskim pojawiły się meble, nie nowe, ale użyteczne i tak potrzebne dla normalnego funkcjonowania. Ciekawe, że jako pierwsze pojawiło się pianino, pod dźwięki którego do dzisiaj Polacy organizują tradycyjne już imprezy. Każdy pragnął przyczynić się do tworzenia Domu Polskiego: ktoś oddając własne meble, ktoś pieniędzmi, koś dobrą radą. Wynikiem tego jest ciepła i przyjazna atmosfera, panująca w tym miejscu. Poza tym warto o tym powiedzieć, że tuż obok Domu Polskiego znajduje się sierociniec, w którym wychowuje się ponad 30 dzieci polskiego pochodzenia, sierot społecznych. Dla nich na pewno Dom Polski stał się domem własnym i zastępuje tak brakującą atmosferę rodzinną.

Z czasem biuro przekształciło się w nowoczesny ośrodek dydaktyczny. Do tego przyczyniły się organizacje wspierające Polonię i miejscowi Polacy-przedsiębiorcy. Szczególne wyrazy uznania kierujemy do Senatu i Rządu Polskiego, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, do Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, Fundacji Semper Polonia, do Konsulatu Generalnego RP w Charkowie i władz Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości w Berdiańsku.

W roku 2005 Senat Rzeczypospolitej przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” sfinansował remont i rekonstrukcję siedziby Polaków Berdiańska. Dzięki pomocy finansowej ze strony Polski i ofiarnej pracy wielu członków Towarzystwa Dom Polski w Berdiańsku jest nie tylko siedzibą Polaków, ale ośrodkiem godnie reprezentującym całą Polskę i jej kulturę. Obecnie w naszym Domu Polskim jest świetlica, miejsce nauki języka polskiego dla osób starszych i podopiecznych dzieci z sierocińca, gabinet bezpłatnej pomocy lekarskiej, redakcja pierwszej na Ukrainie polskiej strony internetowej i rubryki polskiej w miejskim piśmie studenckim. Również mamy tam bibliotekę i wideotekę Towarzystwa, centrum informacyjne, biuro Towarzystwa i oddziałów. Drzwi Domu Polskiego w Berdiańsku są otwarte dla każdego Polaka i wszystkich zainteresowanych poznaniem kultury i tradycji wielkiego narodu polskiego. Utrzymanie Domu Polskiego w Berdiańsku jest współfinansowane przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” ze środków otrzymanych z Kancelarii Senatu Rzeczypospolitej Polskiej w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

Koło Lekarskie
Koło Lekarzy Polskich w Berdiańsku w roku 2020 otrzymało nagrodę TVP Polonia „Za zasługi dla Polski i Polaków poza granicami kraju”. Jak powstało to Koło i czym się zajmuje?
Koło Lekarskie powstało w 1996 roku i zrzesza specjalistów z różnych dziedzin medycyny. Jego członkami są: terapeuci, kardiolodzy, ginekolog, pulmonolog, chirurg, pediatra, nefrolog i inni. Organizacja powołana została w celu koordynowania działań o charakterze medycznym prowadzonych na rzecz całego społeczeństwa miasta. Początkowo działalność medyczną lekarze – członkowie „Odrodzenia” prowadzili półlegalnie, przyjmując pacjentów w swoich miejscach zatrudnienia po pracy. Było to spowodowane brakiem możliwości lokalowych, które nie pozwalały na organizację systematycznej działalności. Na szczęście Zarządowi Towarzystwa udało się porozumieć z ówczesnym biskupem diecezji kamieniecko-podolskiej Stanisławem Padewskim, której podporządkowana jest parafia w Berdiańsku. W wyniku tego porozumienia doszło do wyrażenia zgody na utworzenie w mieście organizacji „Caritas”. Zgodnie z porozumieniem miała ona umożliwić lekarzom–Polakom prowadzenie niezbędnych działań na rzecz potrzebujących. Po uruchomieniu tego współdziałania i przybyciu do miasta proboszcza, co nastąpiło w roku 1998, przy kaplicy powstał stale działający gabinet pomocy lekarskiej prowadzony przez Polonijne Koło Lekarzy. Ta stabilizacja umożliwiła opracowanie przez Koło i Caritas-Spes projektu opieki nad chorymi i zaopatrzenia gabinetu bezpłatnej pomocy lekarskiej w leki. Koordynatorem projektu jest prezes Koła Olga Bondarewa. Obecnie prowadzony przez Koło gabinet działa trzy razy w tygodniu. Lekarz dyżurny przyjmuje pacjentów, bada ich, wydaje leki, a w razie konieczności daje skierowanie do specjalistów – członków Koła Lekarzy.

Koło prowadzi współpracę z wyspecjalizowanymi instytucjami działającymi w Polsce. Dzięki kontaktom i stałej współpracy z Naczelną Izbą Lekarską w Warszawie, Ośrodkiem Współpracy z Polonią Medyczną (kierownik dr n. med. Bożena Pietrzykowska), Stowarzyszeniem Wspólnota Polska, Okręgowymi Izbami Lekarskimi w Poznaniu, Bielsku-Białej, Katowicach, Częstochowie i Lublinie, a także z Federacją Polskich Organizacji Medycznych za Granicą (prezes prof. dr hab. n. med. Jan Borowiec) członkowie Koła systematycznie uczestniczą w licznych stażach i konferencjach. Początkiem aktywnych kontaktów był rok 2001, kiedy czterech członków polonijnego Koła Lekarzy w Berdiańsku odbyło staż medyczny w szpitalu wojewódzkim w Zamościu w zakresie terapii i chirurgii. Później doszło również do nawiązania kontaktów z Izbą Lekarską w Rzeszowie, umożliwiając odbywanie stażu i praktyk w rzeszowskich szpitalach.

Te międzynarodowe kontakty pozwalają na uzyskiwanie w Polsce pomocy w postaci leków. Są one wykorzystywane nie tylko przez lekarzy z Koła w gabinecie, ale również przekazywane szpitalom w Berdiańsku. Zresztą zarówno Caritas-Spes, jak i Polonijne Koło Lekarzy służą pomocą ludziom, niezależnie od ich narodowości czy wyznania. Jednym z efektów wspólnych działań z Caritas-Spes-Berdiańsk było zorganizowanie wypoczynku dla 200 dzieci z diecezji kamieniecko-podolskiej i żytomierskiej.

Przedstawiciele Koła są również bardzo mocno zaangażowani w działalność prowadzoną na rzecz wychowanków Domu Dziecka. Zresztą tę działalność trzeba uznać za punkt honoru dla polskich mieszkańców Berdiańska. Wszystko rozpoczęło się od prośby miejscowych władz skierowanej do wszystkich organizacji zrzeszających mniejszości narodowe o roztoczenie opieki nad sierotami, których udokumentowane pochodzenie jednoznacznie potwierdza ich przynależność do danej grupy etnicznej. Władze „Odrodzenia” zdecydowały się na podjęcie tego wyzwania i opracowanie odpowiedniego programu opieki nad dziećmi. Uznano, że taka działalność niesie ze sobą niezaprzeczalne pozytywy zarówno dla środowiska polskiego w mieście, ale również zmienia postrzeganie Polaków przez współmieszkańców. Aktualnie działalność opiekuńczą i charytatywną stowarzyszenie prowadzi w ścisłym współdziałaniu z miejscową parafią rzymskokatolicką.

Obecnie z powodu pandemii koronawirusa uruchomiono gorącą linię telefoniczną, udzielającą porad nie tyle medycznych ile psychologicznych, ponieważ narastanie lęku doprowadzało do pogarszania stanu zdrowia. Poradnictwo telefoniczne okazało się pomocne w tej sytuacji. Już w pierwszych dniach młodzi działacze polonijni skontaktowali się z miejscowymi Polakami w wieku podeszłym i uporządkowali listę osób potrzebujących pomocy i opieki ze względu na wprowadzony w Ukrainie stan wyjątkowy i kwarantannę. Tym osobom, w miarę możliwości, młodzież pomaga robić zakupy żywności i leków. Ze względu na brak zaopatrzenia w aptekach miasta, zainicjowaliśmy szycie masek ze specjalnego materiału dla osób potrzebujących. Z posiadanych funduszy „Odrodzenia” i dzięki miejscowym sponsorom-Polakom zostały także zakupione rękawiczki gumowe i szereg środków ochrony indywidualnej.

Polonijne Koło Lekarzy w Berdiańsku włączyło się do akcji Dni Spirometrii – 2019. Badania spirometryczne były współfinansowane przez Fundację Pomoc Polakom na Wschodzie w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

Mikromozaika Bukowińska
Co łączy Polaków z nad Morza Azowskiego i Bukowińczyków?
W roku 2005 w Berdiańsku powstało Koło Bukowińczyków. Spotkania często odbywają się w naszym Domu Polskim. Największą grupę narodowościową wśród członków Koła stanowią Ukraińcy i Rosjanie, wywodzący się z Bukowiny lub związani z nią emocjonalnie i kulturowo. Są to osoby, które znalazły się nad morzem Azowskim w sposób przypadkowy, to znaczy nie związany z procesem politycznym czy historycznym. Po wielu latach zacofania i strachu bukowińskość na Ukrainie z trudem się odradza, zwłaszcza w kręgach inteligenckich. Bukowińczycy i ich potomkowie, niezależnie od przynależności narodowościowej, którzy w wyniku migracji w granicach państwa radzieckiego opuścili te ziemie, obecnie zrzeszają się w kołach i stowarzyszeniach bukowińskich na terenie całej Ukrainy. Faktycznie jest to proces powrotu do korzeni i poszukiwania własnej tożsamości. Powstanie i działalność Koła Bukowińczyków w Berdiańsku ma duże znaczenie dla jego członków i ludności miejscowej. Bukowińska wspólnota jest swoistym katalizatorem, który pomaga w odnalezieniu tożsamości i brakujących wartości, a także jest przykładem interferencji kulturowej i tolerancji.

Nawiązać bliższe relacje z Bukowiną pomogła pochodząca z tej ziemi prof. Helena Krasowska z Instytutu Sławistyki PAN, która przeprowadziła badania mniejszości polskiej na Południowo-Wschodniej Ukrainie.

Delegacja członków Polskiego Kulturalno-Oświatowego Towarzystwa „Odrodzenie” w Berdiańsku w ramach realizacji projektu Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie „Opieka i objazd miejsc Pamięci Narodowej w Rumunii” brała udział w Dniach Polskich w Suczawie. Wyjazd był współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą. Podczas pobytu na Bukowinie Południowej członkowie „Odrodzenia” uczestniczyli w sympozjum naukowym, odwiedzili polskie wioski w tym regionie karpackim, spotkali się z miejscowymi Polakami i rzymskokatolickimi duchownymi, dokonali prac porządkowych przy grobach cywilnych w Pleszy, Nowym Sołońcu, Kaczykach, Pojanie Mikuli i Suczawie.

Pokłosie naukowej współpracy polsko-ukraińskiej
Podczas sympozjum w Suczawie odbyła się prezentacja już opisywanej na naszej stronie monografii autorstwa Heleny Krasowskiej, Magdaleny Pokrzyńskiej i Lecha A. Suchomłynowa „Świadectwo zanikającego dziedzictwa. Mowa polska na Bukowinie: Rumunia – Ukraina”. Książka jest wydana przez Instytut Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, jest nie tylko pierwszym całościowym opracowaniem dotyczącym języka i kultury Polaków na Bukowinie, lecz także niezwykłym wydawnictwem, zawierającym obszerne fragmenty wywiadów, zdjęcia i nagrania, które dołączone zostały do niej na specjalnym pendrive.

Wspólnym wynikiem badań Heleny Krasowskiej, Lecha Aleksego Suchomłynowa i Piotra Syhedy jest monografia „Socjolingwistyczne kompendium”, wyd. Polska Akademia Nauk, Kijów 2020, ss. 336. Monografia ta stanowi jeden z rezultatów prowadzonych zespołowo badań naukowych w ramach projektu III Międzynarodowa praktyczno-naukowa konferencja „Współczesne metody nauczania języka polskiego” finansowanego w ramach programu Działalność Upowszechniająca Naukę Polskiej Akademii Nauk oraz Przedstawicielstwa Polskiej Akademii Nauk w Kijowie. Tematem niniejszej monografii jest szereg problemów związanych z językiem w społeczeństwie. Autorzy omawiają najważniejsze terminy socjolingwistyczne: poruszony został problem języka ojczystego i rozróżnienie w nabywaniu oraz uczeniu się kolejnych języków. Niezmiernie ważny problem wielojęzyczności to kod językowy oraz przełączenia kodów językowych. Uczeni zadbali również o to, by ich ustalenia wyszły poza wąski krąg świata akademickiego. Wymienić można kilka płaszczyzn współpracy: organizacja wspólnych konferencji naukowych o profilu slawistycznym; wspólne badania terenowe; organizacja Dni Polskich w Berdiańsku; organizacja polskiego Festiwalu Nauki, prowadzenie zajęć popularno-naukowych z młodzieżą oraz studentami promujących kulturę polską.

Polskie okno do Europy
Kto wspiera działalność Polaków w Berdiańsku? Jaki jest stosunek władz samorządowych do miejscowych Polaków?
PKOT „Odrodzenie” od początku swojej działalności nawiązuje współpracę ze wszystkimi podmiotami w Polsce, które wspierają Polaków za granicą. Strategicznymi partnerami są Stowarzyszenie Wspólnota Polska, Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie i Polska Agencja Humanitarna.

Dzięki kontaktom z Rodakami w Polsce i wsparciu miejscowych Polaków-ofiarodawców „Odrodzenie” jest względnie niezależną finansowo organizacją, a więc niezależną od władz lokalnych. Zadania statutowe są realizowane w Domu Polskim lub na uczelniach partnerskich, z którymi są zawarte umowy o współpracę. Towarzystwo organizuje dla studentów tych uczelni zajęcia języka polskiego jako drugiego obcego, także wspiera działalność naukowo-dydaktyczną.

Jak miejscowi Polacy odkrywają okno do Europy dla mieszkańców miasta i okolicy?
Teraz możliwości wyjazdu za granicę, w tym do Polski, są nieograniczone (nie mówmy o kwarantannach). Jedyne, w czym możemy pomóc – nauczyć języka i przekazać wiedzę o kulturze i tradycjach kraju nad Wisłą. Polska jest w Unii Europejskiej i NATO, jest bliska kulturowo i mentalnie Ukrainie, dlatego jest atrakcyjniejsza niż inne kraje starego kontynentu.

Berdiańsk znajduje się w odległości stu kilometrów od frontu, wojny na Donbasie. Czy wyczuwa się zagrożenie dla życia? Na pewno sporo osób posiada Kartę Polaka. Czy przygotowują się do wyjazdu na stały pobyt do Polski, na studia, do pracy?
W 2014 roku, po okupacji części terytoriów Donbasu, życie codzienne w Berdiasku zmieniło się zasadniczo. Pomimo stałego zagrożenia i niepewności (do frontu mamy tylko 90 km) do miasta przyjechało tysiące uchodźców, więc landszaft etnokulturowy się zmienił. Wciąż odczuwamy skutki radykalizacji i polaryzacji społeczności lokalnej.

W ciągu ostatnich siedmiu lat wyjechało kilka rodzin, posiadających Kartę Polaka, młodzież dalej podejmuje studia, bierze śluby w Polsce. Niektórzy z Polski wyjeżdżają do dalszych krajów, do Szwecji, Holandii, Norwegii czy USA. Nic nowego pod słońcem. Życie toczy się dalej.

Jaka jest przyszłość miejscowych Polaków?
Trudne pytanie. Kiedyś prezesowi SWP, profesorowi Andrzeju Stelmachowskiemu, gdy miała zapaść decyzja o nabyciu lokalu w Berdiańsku, powiedziałem, że jeśli sytuacja w Berdiańsku się nie zmieni, fakt posiadania własnego Domu Polskiego będzie rękojmią stabilności rozwoju polskiej wspólnoty nad morzem Azowskim. I dalej w to wierzę!

I na koniec, jak będziecie obchodzić 20-lecie Domu Polskiego w Berdiańsku?
Jeśli sytuacja pandemiczna pozwoli, to obchody będą huczne i z pompą! Planujemy zorganizować 5. Dni Nauki Polskiej w Berdiańsku i przeprowadzić sekcję o działalności „Odrodzenia”.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Konstanty Czawaga

Konstanty Czawaga przez całe życie jest reporterem, podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach relacji polsko-ukraińskich i życia religijnego. Jest zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X