Zbigniew Herbert – wobec barbarzyństwa i przemocy fot. Maria Basza / Nowy Kurier Galicyjski

Zbigniew Herbert – wobec barbarzyństwa i przemocy

Rozmowa Anny Gordijewskiej z Mariuszem Olbromskim, literatem i muzealnikiem, animatorem działań kulturalnych.

Rozmowę prowadzimy w czasie, gdy Ukraina toczy bohaterską i zażartą walkę o niepodległość. Miasta i wioski ostrzeliwanie są przez rosyjskie rakiety, niszczone przez rozliczne nocne i dzienne bombardowania. Pociski padają też na Lwów. Wojska rosyjskie dokonują aktów ludobójstwa mordując dzieci, kobiety i starców, zmieniając w zupełny koszmar życie milionów mieszkańców Ukrainy. Już ponad dwa miliony osób, przeważnie kobiet z dziećmi, musiało opuścić swe mieszkania, domy, porzucić cały dobytek, by ratować życie, kierując się głównie do Polski. Czy nasza rozmowa o poezji Zbigniewa Herberta ma w tej sytuacji sens?

Oczywiście, skoro w wojennych warunkach redagowany jest „Nowy Kurier Galicyjski” we Lwowie – za co redakcji należą się słowa największego uznania – a wypowiada się na łamach tego pisma na różne tematy wiele osób, to trzeba właśnie teraz rozmawiać także o Zbigniewie Herbercie. Wybitnym Lwowianinie, genialnym poecie, prozaiku, dramaturgu, będącym zawsze po stronie pokrzywdzonych; twórcy kierującym się zawsze jasnymi kryteriami wyboru. Myślicielu głęboko rozumiejącym mechanizmy historii, którego twórczość mówi o sprawach zasadniczych i najważniejszych. Sądzę, że właśnie w obecnej sytuacji nabrała ona jeszcze większego znaczenia, a przede wszystkim aktualności. Jest teraz dla nas szczególnie ważnym przesłaniem. Nie powstała bowiem tylko z pobudek czysto estetycznych, artystycznych, ale z potrzeby mówienia prawdy, nazywania rzeczy po imieniu, budowania konkretnych wzorców i postaw społecznych, z niepokoju wrażliwego serca. Jego bogata i różnorodna twórczość artystyczna przepojona jest często bólem, a także współczuciem dla cierpiących. Jednym z kanonów jego myślenia była wierność ideałom do końca, wbrew wszelkim przeciwnościom.

fot. Maria Basza / Nowy Kurier Galicyjski

Skąd szczególne uwrażliwienie Herberta na historię i głębokie zrozumienie jej mechanizmów?

Myślę, że przede wszystkim z przeżyć osobistych, rodzinnych, właśnie we Lwowie. Herbert należał do pokolenia porażonego wojną wywołaną przez dwa systemy totalitarne: hitleryzm i komunizm. Jego twórczość w okresie powojennym powstała też z potrzeby oporu wobec narzuconego Polsce i innym krajom zniewolenia. Jego dzieła nigdy nie były utworami teoretyka zza biurka oderwanego od życia. Może dlatego są tak przejmujące, bo mocno zakorzenione w tragicznej rzeczywistości. Przypomnijmy, że poeta urodził się w mieście Semper Fidelis 29 października 1924 roku, a więc w chwili wybuchu II wojny światowej miał kilkanaście lat. Rodzina Herbertów przeżyła o głodzie i w nieustannej trwodze we Lwowie całą wojnę ze wszystkimi jej tragediami. A więc najpierw, we wrześniu 1939 roku, przeżyła bombardowania niemieckie i zajęcie Lwowa przez wojska hitlerowskie. Później okupację sowiecką, z wywózkami ludności polskiej, następnie ponowne wkroczenie do Lwowa hitlerowców w czerwcu 1944 roku i okupację przez nich miasta. Na początku wojny ojciec przyszłego poety Bolesław, był aresztowany przez NKWD, cudem został zwolniony i ocalał. W czasie okupacji niemieckiej młodziutki Zbigniew pracował jako karmiciel wszy w Instytucie Weigla, produkującym szczepionki antytyfusowe, co było pracą upokarzającą, osłabiająca organizm, ale chroniło przed wywózką do Niemiec. Pracował też w sklepie z artykułami żelaznymi. Uczęszczał na tajne kursy i po ich ukończeniu zdał maturę. Złożył też przysięgę i został żołnierzem Armii Krajowej. Przed kolejnym wkroczeniem do Lwowa wojsk sowieckich Herbertowie nie mając już żadnych złudzeń, co dalej będzie się działo, wyjechali 24 marca 1944 roku do Krakowa i rodzina osiadła w pobliskich Proszowicach. Z tym bagażem trudnych doświadczeń Herbert był intelektualnie w lepszej sytuacji w porównaniu do rówieśników, którzy znali wyłącznie okupację hitlerowską. Nigdy nie miał żadnych złudzeń co do tego czym jest komunizm sowiecki i co oznacza dla Polski.

Czy tragiczny, wojenny czas znalazł odzwierciedlenie w jego utworach?

Tak. Ton żałobny i antywojenny jest szczególnie widoczny w jego pierwszych tomach, choć nie tylko. Herbert debiutował bardzo późno, bo w wieku 32 lat, w roku 1956, dopiero po upadku w PRL stalinizmu. Wówczas poeta wydał w kraju swoją pierwszą książkę poetycką „Strunę światła”. Zawierała wiersze pisane do szuflady przez ostatnie 15 lat. Wyszła po tak zwanym „polskim październiku”, kiedy doszło do zmiany rządzącej ekipy komunistycznej oraz pewnych przemian w kraju na lepsze. Między innymi w polityce kulturalnej nastąpiło odejście od narzucanego pisarzom w epoce stalinizmu przez komunistów modelu literatury socrealistycznej. Na ukazanie się debiutanckiej książki Herberta krytyka literacka zareagowała entuzjastycznie. Zwracano uwagę szczególnie na to, że wiersze z jego tomu zanurzone są głęboko w kulturze, zwłaszcza śródziemnomorskiej, a mówią przede wszystkim przejmująco o sytuacji współczesnego człowieka w historii. Tom „Struna światła” otwiera wiersz, który jest zapisem autentycznej sceny jaką przyszły poeta ujrzał w Brzuchowicach pod Lwowem w pierwszych dniach wojny, we wrześniu 1939 roku, gdzie spadły wówczas hitlerowskie bomby. Właśnie w tej miejscowości letniskowej rodzina Herbertów miała swą willę i tam spędzała wakacje. Tam ją zastała też wojna. Rodzinne zdjęcia, które niegdyś oglądałem w Otwocku w albumie u pani Haliny Herbert – Żebrowskiej, siostry poety, pokazują szczęśliwe, opalone dzieci wraz z mamą i babcią Marią z Bałabanów, w okresie wakacyjnym, właśnie pod tą willą. Ale wybuch wojny raz na zawsze zakończył w życiu poety ten szczęśliwy okres. Wspomniany wiersz „Dwie krople” jest reminiscencją sceny, którą wówczas tam ujrzał, że gdy wszyscy uciekali do schronu, młoda para pozostała całując się. I jak wynika z treści utworu zginęli. Potędze zła przeciwstawia poeta kruchą potęgę miłości i jej wierności. Pisze:

do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy

Ten wiersz przypomina przecież zdarzenia dziejące się teraz na Ukrainie. Te filmowane na przykład sceny ślubów młodych obrońców, całujących swe żony i idących na wojnę. Czy inne fakty ukazujące ludzi kierujących się miłością, już nie erotyczną, na przykład śpieszących potrzebującym z pomocą wśród ruin. Utwory Herberta nie zmierzają jedynie do opisu jednego faktu, ale najczęściej ukazują jego szersze znaczenie. W jego debiutanckim tomie odnajdujemy wiersz pod tytułem „Dom”, i opis jego zagłady:

(….)
dom był lunetą dzieciństwa
dom był skórą wzruszenia
policzkiem siostry
gałęzią drzewa
policzek zdmuchnął ogień
gałąź przekreślił pocisk
nad sypkim popiołem gniazda
piosenka bezdomnej piechoty

W poezji tej pojawiają się często obrazy śmierci, jak na przykład w wierszu „Tamaryszek” z tomu „Studium przedmiotu” ukazującym śmierć bohatera, który leżąc na ziemi i konając, żegna cały świat spojrzeniem na rosnący tuż przy twarzy tamaryszek – drobna roślinę. Podobny obraz konającego wojownika poeta opisuje w wierszu „ Fragment wazy greckiej” z tomu „Struna światła”..Symbolem wszystkich miast ginących stała się w kulturze europejskiej Troja, a niektóre strofy wiersza Herberta pod tym właśnie tytułem „Troja” przypominają opis wyglądu jaki znamy z historycznych jak i współczesnych zdjęć:

(…)
Szli wąwozami byłych ulic
jak przez czerwone morze zgliszcz
A wiatr podnosił pył czerwony
wiernie malował zachód miasta
Szli wąwozami byłych ulic
chuchali na czczo w zmarzły świt
mówili: przejdą długie lata
zanim tu wstanie pierwszy dom
(…)

Dla mnie są to strofy zarówno o Troi, jak i o stolicy Polski po powstaniu warszawskim, jak i teraz – o ukraińskim Mariupolu.

fot. Maria Basza / Nowy Kurier Galicyjski

Wielki lwowianin w swej twórczości analizuje też często bardzo trudne dylematy i wybory.

Jak wiadomo, życie każdego z nas to konieczność codziennego wyboru. Poeta ukazując w swej twórczości często złożone i trudne sytuacje, nawołuje jednak do zdecydowanych i jasnych decyzji i postaw. „Bez światło-cienia” – jak wcześniej opisał taką postawę inny wielki poeta Cyprian Kamil Norwid. W wierszu „Kołatka” zamieszczonym w drugim swym tomie „Hermes, pies i gwiazda” , a opublikowanym w 1957 roku, Herbert pisze:

(…)
moja wyobraźnia
to kawałek deski
a za cały instrument
mam drewniany patyk
uderzam w deskę
a ona odpowiada
tak – tak
nie – nie (…)

W jego twórczości jednym z najznakomitszych rozważań na temat złożonych wyborów jest dramat „Jaskinia filozofów”, którego głównym bohaterem jest Sokrates, ginący w imię wierności swoim przekonaniom i prawdzie. Po niesprawiedliwym wyroku rodaków, filozof, mimo tego, że miał możliwość ucieczki, pozostaje w więzieniu i sam wypija podany kielich z trucizną – cykutą. We wspomnianym debiutanckim tomie Herberta znalazł się jeden z najsłynniejszych dziś jego utworów „Nike, która się waha”, będący opisem sceny bitewnej. Po motywy mitologiczne Herbert sięgał bardzo często. Jak wiadomo Nike to grecka bogini zwycięstwa. A więc powinna być bardzo zdecydowana, bezwzględna, „kamienna”, zachęcać do walki, prowadzić do zwycięstwa. Nagradzać wyłącznie tych, którzy odnoszą sukcesy. Tymczasem w wierszu Herberta tytułowa postać jest pełna sprzecznych uczuć, właśnie waha się, bo z jednej strony chce zagrzewać do walki („prawa ręka piękna jak rozkaz”), ale jednak z drugiej – jej „skrzydła drżą”, co symbolizuje wzruszenie i bardzo silne emocje. Obserwuje bowiem młodego żołnierza, który podąża przez jałowy krajobraz na pole walki. Wie, że wkrótce zginie. Jest jednak pełna ogromnego współczucia. Pragnie do niego podejść i go ucałować, ale nie chce osłabiać jego woli walki, wiec pozostaje na miejscu. Często zwycięstwo, niestety, wymaga największych poświęceń. Najtragiczniejsze jest to, że dotyczy ono najczęściej młodych mężczyzn, przed którymi – mogłoby się zdawać – jest całe, długie życie. „Najpiękniejsza bogini która się waha” pisze poeta i jest w tym utworze odzwierciedlona cała jego postawa, twórcy rozumiejącego głęboko dramat wojny, a także poświęcenia się jednostki w imię dobra ogółu. A zarazem wskazującego, że trzeba – mimo wszystko – być niezłomnym. Należy też wspomnieć, że jednym ze stałych motywów jego twórczości jest zarówno walka o prawdę jak też zachowanie pamięci o zaginionych i poległych. Jak wiadomo systemy totalitarne starały się ukryć swe zbrodnie, jak na przykład hitlerowcy przed końcem II wojny światowej usiłowali zatrzeć prawdę o obozach koncentracyjnych. Z kolei sowieci kryli przez dziesiątki lat prawdę o swoich gułagach – w których zginęło jeszcze więcej niewinnych ludzi niż w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. W PRL-u z kolei zafałszowywano szczególnie starannie prawdę o sowieckiej zbrodni katyńskiej, także prawdę o postawie i bohaterstwie żołnierzy Armii Krajowej i o „żołnierzach wyklętych”, tych którzy podejmowali nadaremną – jak by się zdawało – walkę zbrojną z reżimem komunistycznym w Polsce, już po oficjalnym zakończeniu działań wojennych II wojny światowej. W jednym ze swych wierszy zatytułowanym „Trzy wiersze z pamięci” z debiutanckiego tomu Herbert pisze krótko, ale wymownie: „nie dajmy zginąć poległym”. Jakże aktualne to także teraz, gdy w Ukrainie pod gruzami domów, szkół, szpitali, teatrów, świątyń, giną nie tylko żołnierze, ale cywile, zwykli mieszkańcy. To wołanie o pamięć Zbigniewa Herberta – jest oczywiście ponadczasowe.

Bardzo jasny przekaz co do postawy, jaką należy zająć wobec przemocy znajdujemy też w jego głośnym w swoim czasie wierszu „Przesłanie Pana Cogito”.

Tak, to rzeczywiście wielokrotnie przedrukowywany i często czytany utwór kończący tom „ Pan Cogito”, który ukazał się w 1974 roku, a więc jeszcze wtedy, gdy komunistyczny system totalitarny i ateistyczny w Polsce i w całej wschodniej Europie był – jak się zdawało – nie do pokonania. W wierszu tym Herbert zaproponował heroiczną postawę bezwzględnego oporu, wbrew wszystkim okolicznościom. Pisał:

(…)
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku tylko to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza cię twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów i tchórzy (…)
Bądź wierny Idź (…)

Ten ostatni wers był jakby hasłem wywoławczym, zachętą do zachowania postawy oporu dla wielu, szczególnie dla młodych. Pamiętam jak tom „Pan Cogito” czytaliśmy poza zajęciami z przejęciem na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie zaczynałem wówczas studia na filologii klasycznej. Stał się on później ważnym zawołaniem dla bardzo wielu działaczy niepodległościowych, także skupionych w potężnym, wielomilionowym NSZZ „Solidarność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego na terenie całego kraju przez komunistyczną ekipę gen. Wojciecha Jaruzelskiego w nocy z 13 na 14 grudnia 1981 roku, wiersze z tomu „Pan Cogito” często przepisywano na maszynie, powielano w konspiracyjnych drukarniach, a kończąca tytułowy wiersz fraza stała się hasłem opozycji.

fot. Maria Basza / Nowy Kurier Galicyjski

Czy wspomniany przez Pana motyw rodzinnego Lwowa rozwijał Herbert także w swych dalszych tomach?

Tak, ten motyw Herbert ubogacał w wielu utworach, bardzo różnorodnie i ciekawie. Mówiliśmy już kiedyś trochę na ten temat w jednej z poprzednich rozmów, później zresztą przedrukowanej w „Kresowej Bałagułce”. Ale w kontekście obecnych rozważań chciałbym jednak wspomnieć jeszcze raz o jego wybitnej książce „Raport z oblężonego Miasta”, która po raz pierwszy ukazała się w 1983 roku w Paryżu, a rok później została przedrukowana przez podziemne wydawnictwo w kraju. Ostatnio oglądałem Pani reportaż ze Lwowa dla TVP Polonia z ujęciami przed kościołem św. Antoniego przy ulicy Łyczakowskiej we Lwowie, gdzie zostały zabezpieczone przed możliwym zniszczeniem przez barbarzyństwo Rosjan rzeźby słynnego Sebastiana Fesingera m.in. rzeźba św. Antoni Padewski przy kościele św. Antoniego. To już widoczne przygotowania do wojny, próba osłony znakomitych dzieł sztuki. Barokowy ten kościół, o wystroju rokokowym, pełen wspaniałych dzieł sztuki sakralnej, to jedna z czynnych świątyń katolickich we Lwowie. We wnętrzu znajduje się, między innymi, pamiątkowa tablica poświęcona Zbigniewowi Herbertowi, którą ongiś odsłaniała pani Halina Herbert-Żebrowska, siostra poety wraz z synem Rafałem oraz J.E. ks. Marianem kard. Jaworskim, metropolitą lwowskim na uroczystościach, których byłem pomysłodawcą i współorganizatorem. Państwo Herbertowie przed wojną mieszkali bowiem w pobliżu tego kościoła, w kamienicy przy ulicy Łyczakowska 55, o czym też mówi pamiątkowa tablica, a przyszły poeta Zbigniew został ochrzczony w kościele św. Antoniego 24 grudnia w 1924 roku. Później, w okresie szkolnym, był w niej ministrantem, miał podobno szczególny kult dla św. Antoniego. Jego szkoła podstawowa znajdowała się w budynku po drugiej stronie ulicy, naprzeciw świątyni. Po latach zresztą wspominał z humorem i sentymentem swoje w niej dokonania, w utworze „Pan Cogito Lekcja kaligrafii”.

(…)
w klasie pierwszej
szkoły podstawowej
świętego Antoniego
siedemdziesiąt lat temu
we Lwowie
konkurs kaligrafii
Pan Cogito pobija rekord
najpiękniej napisał
literę b
osiągnął zasłużone laury Petrarki
literę b

Tak tam zaczynał, ale później, już jako dojrzały i znany w świecie twórca, był piewcą zasad, które są podstawą wartości tworzących europejski kanon myślenia, takich jak: wolność, tolerancja, honor, wspomniana pamięć o poległych oraz wierność raz przyjętym zasadom do końca. W jego poezji właśnie Lwów stał się symbolem całej europejskiej cywilizacji i wspomnianych wartości. Jego najsłynniejszy wiersz nosi tytuł „Raport z oblężonego Miasta”, a więc tak jak cała książka. Jest on zmetaforyzowanym opisem obrony tych wszystkich wartości, ale także wizyjnym obrazem obrony realnej twierdzy. Według Herberta Miasta tego trzeba bronić – nawet gdy będzie to bardzo, bardzo trudne. W utworze tym pisał, między innymi:

Wieczorem lubię wędrować po rubieżach Miasta
wzdłuż granic naszej niepewnej wolności patrzę
z góry na mrowie wojsk ich światła
słucham hałasu bębnów barbarzyńskich wrzasków.

Był przekonany że Miasto to należy bronić bohatersko i z wielkim poświęceniem, aż do końca. W zakończeniu pisał:

I jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
on będzie Miasto niósł w sobie (…)

To przesłanie skierowane jest nie tylko do mieszkańców Lwowa, ale ma charakter uniwersalny. A dziś jest szczególnie aktualne.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również.

Rozmawiała Anna Gordijewska

Tekst ukazał się w nr 6 (394), 31 marca – 13 kwietnia 2022

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X