Zbieramy dla, zbieramy przeciw

Zbieramy dla, zbieramy przeciw

Rosja od wielu miesięcy buduje przekonanie, że nad Wisłą nikt już nie chce wspierać Ukrainy, a decyzje polityczne, mające ograniczyć pomoc, są zgodne z oczekiwaniami znacznej części Polaków. I rzeczywiście, statystyka stoi po stronie Kremla. W marcu 2022 roku 94% respondentów popierało przyjęcie uciekających przed wojną sąsiadów i udzieliło im wymiernego wsparcia. Wystarczył jednak rok wojny, aby tylko 73% pytanych zgadzało się na przyjazdy Ukraińców. We wrześniu 2025 roku była to już zaledwie nieco połowa Polaków.

Wpływ na narastającą niechęć, a w najlepszym przypadku na zobojętnienie, ma niewątpliwie przeciągająca się wojna. Przywykliśmy do niej, doniesienia z frontu nie budzą już takich emocji, jak przed niemal czterema laty. W pewnym sensie uśpiono naszą czujność i nawet, jeśli deklarujemy, że odczuwamy strach przez rozlaniem się konfliktu zbrojnego na nasze terytorium, to w rzeczywistości mało kto w to wierzy. Chociaż rząd przygotował dla obywateli poradnik instruujący, w jaki sposób działać w sytuacji kryzysowej, a w licznych miejscowościach prowadzone są testy systemów alarmowych i upowszechniane informacje o schronach, to z pewnością niewielu wzięło sobie te porady do serca. Zamiast zrobić zapasy żywności i spakować plecak ewakuacyjny, Polacy zajęli się pisaniem w Internecie słów krytyki i prześcigają się w zapowiedziach, co też z poradnikiem zrobią. Stwierdzenia, że skończy on w piecu, są najłagodniejsze.

Podczas gdy w innych krajach takie zalecenia są traktowane poważnie, w Polsce uważane są za manipulację. Treści, które powinny zmusić do zastanowienia się nad własnym bezpieczeństwem, zostały wyszydzone. Mało tego, są pożywką dla spiskowej narracji. Rozważania o możliwościach ewakuacji zamiast skłonić do opracowania bezpiecznych dróg ucieczki, stały się pretekstem do stwierdzenia, że ktoś (Rząd? Spiskowcy? Reptilianie?) chce wykurzyć właścicieli z ich mieszkań i przekazać lokale Ukraińcom. Takie wpisy są pożywką dla algorytmów, które podsuwając zainteresowanym podobne treści utwierdzają ich w przekonaniu, że mają rację. I że skoro nie nosili maseczek, ani się nie szczepili, a żyją, to nie ma sensu przygotowywać się do wymyślonej wojny.

Przypomnijmy może, że mówimy o narodzie, którego niemal jedna trzecia jest przekonana, że ludzie żyli na Ziemi w tym samym czasie, co dinozaury, a odsetek ten wzrósł o 4% między rokiem 2021 a 2025. 42% Polaków nie wierzy w ewolucję. 55% nie ufa nauce, jak wynika z danych Eurobarometru.

Mówimy też o społeczeństwie, które coraz bardziej się radykalizuje. Do głosu dochodzą politycy, którzy wprost krytykują pomoc dla Kijowa, ale też członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej, co oznacza, że rośnie grupa osób, które głoszą poglądy pożądane z perspektywy Moskwy. Tym bardziej, że coraz częściej mówi się też o wystąpieniu Polski z UE, co jest uzasadniane za pomocą fałszywego przekazu, który można streścić w słowach „Bruksela nam nic nie daje, za to zabiera wolność”. To „nic nie daje” nie jest rzecz jasna weryfikowane, aby nie okazało się, że nijak ma się do rzeczywistości. Dlatego też, jak podaje Fundacja Wolności Gospodarczej, aż 82% Polaków nie wie, jakie znaczenie dla rozwoju gospodarczego Polski ma dostęp do jednolitego rynku Unii Europejskiej, ponad połowa nie zna żadnej firmy odnoszącej sukcesy na unijnym rynku. Niewiele osób jest też świadomych, że dzięki wspólnocie powstało aż pięć milionów miejsc pracy i zdaje sobie sprawę z tego, że od 2004 roku przegoniliśmy Grecję i Portugalię.

Taka wiedza jest jednak niepożądana przez eurosceptyków, a także Rosję. W jej interesie leży dalsza polaryzacja społeczeństwa, wzrost popularności skrajnych, przede wszystkim prawicowych ugrupowań, oraz tych, które będą nawoływały do polexitu. Kreml robi też wszystko, abyśmy zapomnieli o Katyniu, za to pielęgnowali źle pojmowaną pamięć o ofiarach Wołynia. Nie tę pełną refleksji, a nienawiści. Abyśmy tym samym nienawidzili dzisiejszych Ukraińców, zatem ludzi, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za winy swoich przodków.

Dlatego Rosjanie wspierają rozpowszechnianie przekazu, w myśl którego Polacy nie chcą już pomagać Ukrainie. Im więcej takich wpisów przeczytają w sieci ci, którzy mają choćby najmniejsze wątpliwości, tym bardziej będą czuli, że mają rację, „coś jest na rzeczy”, zostaną w swojej niechęci usprawiedliwieni. Powstało złudzenie, że brakuje nam, jako narodowi, empatii.

Tymczasem raz w roku, w środku zimy, cała Polska przypomina sobie, czym jest bezinteresowna pomoc, ale przede wszystkim dostrzega, jak wielką moc ma wspólnota. Wrzucając pieniądze do puszek wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy już od ponad trzech dekad Polacy czynią dobro, zbierając fundusze na sprzęt medyczny. Często są to ci sami ludzie, którzy na wigilijnych stołach zapalili świece Caritasu, zakupione w ramach akcji Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom – w ten sposób wsparli wypoczynek, posiłki, rehabilitację oraz leczenie dzieci w Polsce i za granicą. Są to też te same osoby, które zasiliły konta zbiórek na rzecz bezdomnych zwierząt, starszych osób, których domy wymagają remontu, za pośrednictwem Internetu kupiły ciepłe posiłki głodującym i pomogły dzieciom wymagającym specjalistycznego leczenia. Polacy mają wielkie serca i pokazują to nawet, a może zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś im próbuje wmówić, że tak nie jest.

Do dnia 16 stycznia, do godziny 17.56,278 Polaków przekazało 33 744 złotych na agregaty prądotwórcze dla Kijowa.

Kiedy kolejnego dnia, o godzinie 21:23, Natalia Panchenko informowała w mediach społecznościowych, że zbiórka osiągnęła 700 000 złotych wydawało się, że to ogromna suma. Zwłaszcza, że kilka godzin wcześniej, o 11.58 na koncie było 105 312 złotych. Dwa dni później wpłacono już 3 mln złotych. W niecały tydzień udało się zebrać 5 mln złotych, „Dzięki niesamowitej mobilizacji 40 000 Polek i Polaków, polskich firm, aktywistów z NGO oraz polskich mediów”, jak pisała szefowa fundacji Stand with Ukraine.

Dzięki temu do Kijowa można było dostarczyć „potężniejszy sprzęt, który ma moc ogrzewania nie tylko mieszkań, ale nawet całych osiedli, szkół i szpitali”. Prócz tego przesłane zostaną podstacje energetyczne, stacje zasilania, kuchenki gazowe, koce termiczne. Wszystko to pozwoli ocalić ludzkie życie.

Wiemy też, że dzięki Polakom uratowanych zostanie więcej osób – zbiórki nie zamknięto i 27 stycznia o godzinie 11.00 kwota, jaką podzielono się z Ukraińcami w ciągu dwunastu dni, sięgnęła 8 161 039 złotych. I stale rosła. Wpłat dokonało 62 648 osób. W imieniu Stand with Ukraine Natalia Panchenko poinformowała, że 130 dużych generatorów już trafiło do Kijowa, a 100 mniejszych odebrali polscy wolontariusze działający w Ukrainie, „którzy zawiozą je dalej — do innych regionów kraju”. Jak podała pani Panchenko „5 z nich udało się przekazać też do 78. Brygady desantowo-szturmowej”. Mer stolicy, Witalij Kliczko, podziękował za pomoc płynącą z Polski pisząc między innymi, że „takie wsparcie jest przykładem jedności Ukraińców i Polaków, skutecznego współdziałania i człowieczeństwa w tej kryzysowej sytuacji”.

Pod postami, udostępnianymi przez tysiące osób, informującymi o zbiórce „Ciepło z Polski dla Kijowa”, nie brakowało komentarzy krytycznych, opatrzonych zdjęciami niektórych polityków, pytań o to, ile pani Natalia przekazała osobiście na ten cel, a ile Ukraińcy. Pojawiały się fejkowe informacje, mające na celu zdyskredytowanie działań fundacji. Głównie generowane przez boty, co nie zmienia faktu, że mierzymy się z poważnym problemem dezinformacji. Choć na szczęście ludzi dobrej woli, i dobrych słów, było więcej, to nie wolno przemilczać tych złych, lekceważyć ich tylko dlatego, że wciąż stanowią margines. Aby tym marginesem pozostały, należy je piętnować.

Trzeba też jak najszerzej promować działania takie, jak decyzja metropolity krakowskiego kardynała Grzegorza Rysia, który zarządził, aby całość składki zebranej na tacę podczas mszy w niedzielę 1 lutego przeznaczono na zakup sprzętu dla Kijowa, w tym generatorów prądu i mobilnych kotłowni. Datki można też przekazywać na konto Caritas Archidiecezji Krakowskiej z dopiskiem „KIJÓW”. Będzie to odpowiedź na słowa zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, arcybiskupa Światosława Szewczuka, który pisał: „Przeżyliśmy kolejną piekielną noc. W Kijowie jest -10. Najbardziej ucierpiał nasz Lewy Brzeg… Walka o życie, ciepło i światło trwa”. Poruszony tragedią Ukraińców kardynał Ryś postanowił osobiście ufundować generator.

W Internecie można znaleźć i inne, mniejsze, ale nie mniej ważne zbiórki, takie jak ta zorganizowana przez Stowarzyszenie Czajnia. Z pomocą ruszyli też Czesi, w ciągu sześciu dni zbierając ponad 100 mln koron, czyli przeszło 4 mln euro, na pomoc dla mieszkańców Kijowa. Jeden z organizatorów akcji, Martin Ondráček, stwierdził, że tak wielkie zaangażowanie jego rodaków jest w pewnym stopniu wyrazem sprzeciwu wobec polityki rządu Andreja Babiša, ograniczającego wsparcie dla Ukrainy.

Niewykluczone, że prócz ludzkiej solidarności podobne cele przyświecają też i mieszkańcom innych państw, którzy zamiast demonstrować swoją wolę na ulicach, pokazują ją robiąc przelewy bankowe. Politycy chyba dobrze odczytali nastroje społeczne. Na mocy decyzji premiera RP Donalda Tuska i kierownictwa MSWiA Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych przekazała 379 generatorów prądu oraz 18 nagrzewnic, a pierwsze transporty ruszyły 23 stycznia. Polska koordynuje również wsparcie z ramienia UE w postaci 447 generatorów oraz 90 agregatów, które przekaże warszawski samorząd.

Możemy zatem przyjąć, że rządzący zrozumieją gesty solidarności płynące ze strony obywateli. Z pewnością rozumie je również Rosja, zatem dialog, który Europejczycy podjęli z Kremlem, powinniśmy kontynuować tak długo, jak długo będzie potrzebny. Nie bacząc na to, że Rosjanie z pewnością zintensyfikują wysiłki mające nienawiścią przykryć ludzkie dobro.

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 2 (486), 20 stycznia 2025 – 12 lutego 2026

„Ciepło z Polski dla Kijowa”. Polacy pomagają Ukrainie przetrwać zimę

Prof. dr hab. Agnieszka Sawicz pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z Kurierem Galicyjskim współpracuje od 2009 r. Zajmuje się historią współczesnej Ukrainy, polityką rosyjską i z pasją śledzi wszelkie fałszywe informacje. Lubi irlandzką muzykę, gorzką czekoladę i górskie wyprawy. Od 2013 r. jest też etatową wiedźmą, autorką ukazujących się w wirtualnej przestrzeni „Zapisków Wiedźmy”.

X