Styczeń 2026 roku przywitał nas jeszcze jedną niespodzianką – odsunięty i postawiony w stan oskarżenia został generał Zhang Youxia, wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej Chińskiej Republiki Ludowej. Jest to w ChRL najwyższy organ kontrolujący siły zbrojne, a przewodniczy jej nie kto inny, jak sam Xi Jinping. Zhanga uznawano za politycznego sprzymierzeńca dyktatora i osobę numer jeden w kluczowym z punktu widzenia władzy wojsku. Razem z nim zarzuty usłyszał szef sztabu, generał Liu Zhenli.
Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (bo taką oficjalną nazwę noszą siły zbrojne ChRL) to formacja złożona z paradoksów. Pod względem liczebności nie ma sobie równej. W czynnej służbie pozostaje nieco ponad 2 mln żołnierzy, wspieranych przez pół miliona rezerwistów. Stany Zjednoczone mają, dla porównania, 1 300 000 pod bronią i prawie 800 000 w rezerwie. Wszystko to przy, delikatnie rzecz ujmując, dość sporej dysproporcji populacyjnej (ChRL ok. 1 413 000 000 obywateli, USA ok. 349 000 000). Dla porównania, licząca 26 500 000 mieszkańców Korea Północna wystawia, bagatela, prawie 1 300 000 aktywnych żołnierzy i dysponuje rezerwami szacowanymi na 600 000 ludzi. Ale nie patrząc na przypadki skrajnego militaryzmu, ponad półmilionowe armie utrzymują między innymi Etiopia (ludność ok. 139 000 000), czy sąsiad Pjongjangu z południa (ok. 51 600 000), a taki Iran (ok. 93 000 000) to już w ogóle ponad 600 000 plus 350 000 w rezerwie. Nagle okazuje się, że pekińskie 2 mln nie są już taką zawrotną liczbą. Poza tym inne są koszta utrzymania armii nowoczesnej, a inne takiej, jak etiopska, polegająca wciąż na czołgach produkcji radzieckiej oraz dwudziestce rosyjskich Su-27 jako trzonie sił powietrznych.
ChAL-W zbroi się na potęgę, inwestując zawrotne kwoty w rozwój broni, która pod względem technologicznym nie będzie odstawać od standardów amerykańskich. W trwającym wyścigu o stworzenie myśliwca szóstej generacji zdaje się nawet wysuwać naprzód, bo gdy administracja waszyngtońska ogłaszała w ubiegłym roku z wielką pompą własny projekt F-47, Pekin miał już mieć nawet prototypy, i to dwóch różnych modeli, J-36 i J-50. Równocześnie europejscy sojusznicy – Niemcy, Hiszpanie i Francuzi, a swego czasu dołączyć chciała również Belgia – grzęzną nad współdzielonym projektem, nazwanym roboczo „Future Combat Air System” („System Walki Powietrznej Przyszłości”). Konkurencyjne przedsięwzięcie brytyjsko-japońsko-włoskie „Global Combat Air Programme” („Globalny Program Walki Powietrznej”) jest na tak wczesnym etapie, że ewentualną służbę tych maszyn planować mogą futurolodzy. Inne państwa (Indie, Korea Południowa, Turcja) rozwijają dopiero programy myśliwców piątej generacji, której to zresztą przedstawicielem jest F-35, rozprowadzany po świecie jako symbol nowoczesności.
O ambicjach ChAL-W świadczy najlepiej tempo rozwoju jej marynarki wojennej, z wyszczególnieniem programu budowy lotniskowców. W nich przodują Stany Zjednoczone, posiadające jedenaście konwencjonalnych, pełnowymiarowych jednostek tej klasy, wszystkich z napędem nuklearnym. Do tego jeden na ukończeniu, dwa w trakcie budowy, są zamówienia na dwa kolejne. Lotniskowcem z napędem jądrowym pochwalić się mogą wciąż tylko Francuzi, myślący już o zastąpieniu wysłużonego „Charlesa de Gaulle’a”. Pekin zaczynał skromnie, bo od wykorzystania czyjejś naiwności. Tym kimś był człowiek odpowiedzialny za sprzedaż do ChRL (celem rozbiórki) starego australijskiego lotniskowca lekkiego HMAS „Melbourne” w 1985 roku. Miejscowi rzeczoznawcy niespodziewanie mogli na własne oczy przekonać się co i jak działa. Parę lat później ponowiła się okazja zakupu lotniskowca, tym razem już sporego, w dodatku fabrycznie nowego, tyle że niedokończonego. Ukraina odziedziczyła bowiem po Związku Radzieckim zalegającego w mikołajowskiej stoczni „Wariaga”, okręt bliźniaczy doskonale znanego „Admirała Kuzniecowa”. Jako że Ukrainie niespecjalnie widziało się dokańczanie prac, został sprzedany do ChRL, a tamtejsi inżynierowie, mając australijskie doświadczenie, ukończyli go jako „Liaoning”, po czym zbudowali zmodyfikowaną, bliźniaczą jednostkę, „Shandong”. Po jej ukończeniu mieli już potrzebną wiedzę i dziś pod banderą sił morskich ChAL-W pływa większy od poprzedników „Fujian”, rozpoczęła się ponadto budowa całej klasy (szacowanej na sześć jednostek) jeszcze nienazwanych lotniskowców, szykowanych na największe okręty w dziejach ludzkości.
Wszystko to brzmi imponująco, ale jest jedno ale. I nie chodzi już nawet o to, że w rankingach najpotężniejszych armii świata ChAL-W konsekwentnie ląduje poniżej rosyjskiej, która, przypomnijmy, wciąż zajmuje Donbas. Otóż armia Pekinu kreślona jest na papierze. W swojej historii ChRL nie toczyła nowoczesnej wojny, we współczesnym środowisku informacyjnym. Ta o ustanowienie władzy, z rządem nacjonalistów, zaraz po zwycięstwie nad japońskim najeźdźcą w latach czterdziestych, to była jeszcze wojna na bagnety i kawalerię, z żołnierzami pozbawionymi butów, przestarzałą oraz zdobyczną bronią. Podobnie wojna w Korei, choć tam już latały wczesne odrzutowce. Jedynymi okazjami do zmierzenia się z nowocześnie uzbrojonym i wyszkolonym przeciwnikiem były ograniczone, nienastawione na eskalację strzelaniny na pograniczu z Indiami (obie strony mają odmienne spojrzenie na przebieg granicy międzypaństwowej). Ostatnią wojną z prawdziwego zdarzenia, choć wciąż o ograniczonej skali, była ta z Wietnamem (równocześnie zaangażowanym w operacje wojskowe w Kambodży), w 1979 roku. Pekin jej nawet nie wygrał. Później zdarzały się tylko sporadyczne potyczki, z których ostatnią było zajęcie spornej rafy w 1988 roku.
O realiach pola walki dowódcy ChAL-W wiedzą zatem tyle, ile podejrzeli u Rosjan, niespecjalnie radzących sobie z Ukrainą, i ile napisał w raportach kilkusetosobowy personel stacjonujący w Mali, na misji pokojowej pod egidą ONZ. Poza tym zostają podręczniki do historii oraz lektura dzieł Clausewitza. Znikąd pewności, że sprawdzające się na poligonie rozwiązania okazałyby się skuteczne, a stosowana na masową skalę broń jest do czegoś przydatna. Przykład? Przekazana ukraińskim artylerzystom niemiecka Panzerhaubitze 2000, w której regularne użytkowanie na polu boju przekłada się na nadmierne zużycie lufy. Na żadnych manewrach takie działa nie wystrzeliłyby więcej, niż kilka razy.
Aspektem armii, który za każdym razem weryfikują działania zbrojne, jest kadra oficerska. Niemalże pewnikiem jest, że dłuższy konflikt zbrojny przełoży się na stopniową wymianę i przeobrażenie się korpusu oficerskiego. Od 2022 roku widzieliśmy to zarówno po stronie ukraińskiej (gdzie od początku pełnoskalowej inwazji trzyma się w zasadzie tylko dowódca marynarki wojennej), jak i rosyjskiej (gdzie jednak z powodów politycznych Gierasimowa przyspawano do stołka). Jak ważne jest posiadanie wykształconej elity armii o odpowiednim doświadczeniu pokazało to, co się działo z operacjami radzieckimi po wielkiej czystce. Na mniejszą skalę owszem, zdarzały się sukcesy (jak bitwa nad Chałchin-Goł, w której ostatecznie zażegnano zagrożenie ze strony japońskiej), ale było to przede wszystkim pasmo klęsk, za które zapłacili szeregowi żołnierze i prości obywatele – wojna zimowa, odparcie agresji niemieckiej. Kwiat Armii Czerwonej przepadł, stracono przede wszystkim młodych, uzdolnionych oficerów, często edukowanych w Niemczech, ponadto z doświadczeniem wojny domowej – Uborewicza, Tuchaczewskiego, Jakira, Jegorowa, Korka. Nie tylko tych na najwyższym szczeblu, ale też masę oficerów im podległych, od dowódców korpusów i dywizji, po tych w pododdziałach. Właśnie w tym przetrzebieniu radzieckich oficerów Niemcy upatrywali szanse na prędkie przełamanie obrony radzieckiej i początkowo nie pomylili się, gdy zamiast takiego Jakira stawali przeciwko nim byli kawalerzyści z Konarmii, z Budionnym i Timoszenką na czele. Analogie do odsuniętego Zhanga nasuwają się same, był on wszak jednym z ostatnich oficerów ChAL-W, którzy osobiście brali udział w wojnie z Wietnamem. Jak na ironię, postawiono mu dokładnie takie same zarzuty, jak fałszywie oskarżanym ofiarom stalinowskich czystek – szpiegostwa, w tym wypadku na rzecz USA, a dla spotęgowania dramatyzmu zaznaczono, że chodzi o sekrety broni jądrowej.
Zhang oraz Liu nie są jedynymi, którzy w podobnych okolicznościach pożegnali się w ostatnich latach ze stanowiskami. W 2023 roku odwołany został minister obrony, urzędujący od 2018 roku generał Wei Fenghe – oskarżono go o korupcję i zdegradowano. W manierze rodem z wielkiej czystki, na parę miesięcy zastąpiono go generałem Li Shangfu, wkrótce oskarżonym o korupcję i zdegradowanym. Resort obrony objął admirał Dong Jun, o którym media pisały, że również był obiektem śledztwa w sprawie korupcji, na razie jednak oszczędzono go. Wszystkich objętych dochodzeniami oficerów wykluczono z partii, ale ich historie to wierzchołek góry lodowej. Inne ofiary śledztw, inni wykluczeni z partii? Generał Li Yuchao, dowódca Sił Rakietowych (2022–2023) i jego następca, generał Wang Houbin (2023–2025). Generał Ding Laihang, dowódca Sił Powietrznych (2017–2021). Odwołany w 2022 roku dowódca Sił Kosmicznych, kierujący nimi od chwili powstania generał porucznik Shang Hong, zaginął. W 2025 roku odwołano (zdegradowanego już) generała He Weidonga, drugiego wiceprzewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. W tym samym roku represjonowano generała Lina Xiangyanga, kierującego Dowództwem Teatru Wschodniego, a z partii wyrzucono zwolnionego rok wcześniej generała Wanga Xiubina, szefa Dowództwa Teatru Południowego. Dowództwo Teatru Zachodniego straciło szefa, który zmarł na raka oraz drugiego, który po paru miesiącach odszedł ze względu na stan zdrowia. Zwykłych zwolnień nie sposób wyliczyć, a nie są to wszystkie przypadki ofiar czystek Xi.
Obecny przywódca ChRL prowadzi je od lat, jako część kampanii walki z korupcją. Dziwnym trafem, winnymi okazują się często jego rzeczywiści i potencjalni rywale. W efekcie obserwujemy dziś w Chińskiej Republice Ludowej to, co świat spoglądając na ZSRR w 1937 roku. Różnice są stricte techniczne, oskarżeni nie idą pod ścianę, skazuje się ich na śmierć polityczną i zawodową, co w zupełności wystarcza. Istnieje też kwestia skali. Pytaniem jest, czy czystki Xi mają charakter choćby w połowie tak paranoiczny, co stalinowskie, czy raczej są przemyślanym elementem umacniania władzy. Odpowiedź kryje się, do pewnego stopnia, za losem odwołanych generałów, ale czy dane nam będzie ją poznać? Jeżeli Xi planuje wojnę, zwłaszcza inwazję na Tajwan, nielogicznym byłoby pozbywać się elity armii. Chyba, że zakłada przejęcie wyspy drogą nacisków oraz układów. Ewentualnie czuje, że jeżeli ma kiedyś zabrać się za wojsko, to musi zrobić to teraz, dając mu kilka lat na odbudowanie się. Powinno być to wykonalne, jako że wiemy o działaniach wymierzonych w absolutnie najwyżej postawionych oficerów, a nie wszystkich, jak leci.
Trudno określić, na ile prawdopodobne jest to, że Xi myśli trochę inaczej, niż my. Jego rządy stawiają na szerokie użycie algorytmów sztucznej inteligencji, obecnych już między innymi w sądownictwie. Siły informacyjne ChAL-W rozbudowują się w zastraszającym tempie, a niewyobrażalne ilości środków inwigilacji tworzą już teraz gargantuiczne bazy danych. Być może również i w dowodzeniu siłami zbrojnymi Pekin chciałby ograniczyć wpływ czynnika ludzkiego, bo jeżeli i tak zamierzałby zwiększać rolę technologii w podejmowaniu decyzji, to wtedy faktycznie, może sobie pozwolić na częściową stratę ludzi posiadających rzeczywiste kompetencje.
I trudno powiedzieć, co jest bardziej przygnębiającą wizją.
Maciej Serżysko
Tekst ukazał się w nr 2 (486), 20 stycznia 2025 – 12 lutego 2026
