Zaleszczyki – riwiera międzywojnia. Część 8

Zaleszczyki – riwiera międzywojnia. Część 8 Zakład Sadowniczy w Zaleszczykach, pocztówka, nakł. księgarni Jakóba Kofflera, Zaleszczyki, lata międzywojenne

Zaleszczyki stolicą ogrodnictwa i sadownictwa

Już od dawna przybywającemu w rejon Zaleszczyk tak sama miejscowość, jak i okoliczne wsie, jawiły się niby zatopione we wszechogarniającej zieleni sadów i ogrodów. Widok był urzekający zwłaszcza w porze kwitnienia drzew. Uprawiano tam z powodzeniem na żyznym lessie, przy wyjątkowo sprzyjającym klimacie „Ciepłego Podola”, bakłażany, kawony (arbuzy), kukurydzę, melony, paprykę, pomidory, morwę (dla miejscowej hodowli jedwabników w Dobrowlanach) i tytoń. Obficie owocowały tam czereśnie – dojrzewające już w maju, brzoskwinie, szlachetnych odmian grusze i jabłonie, morele, orzechy włoskie, renklody, wiśnie oraz winorośl dająca owoce o wybornym smaku.

Zaleszczyki: Kwitnąca morela, fotowidokówka, nakł. FOT-POL, Zaleszczyki 1938 r.

Morele, które z czasem stały się królewskim owocem regionu, uprawiano na mniejszą skalę jeszcze przed rozbiorami. W Zaleszczykach oparto się na odmianie „żardel” znanej w okolicach Kamieńca Podolskiego. Niegdyś owoc ten, uważany za pośledniej jakości, nie był w cenie. Większe zainteresowanie nim pojawiło się dopiero wtedy, gdy na Węgrzech, wskutek mroźnych zim, drzewa morelowe wymarzły powodując wzrost cen ich owoców na Podolu. Wtedy to, w 1870 r., założono w Zaleszczykach dużą plantację morelową, co przyczyniło się do dalszego poszerzania takich upraw, zwłaszcza, że zapotrzebowanie na te owoce stale rosło. Zwiększał się tedy ich wywóz do dalszych rejonów osiągając w latach międzywojennych znaczne w sezonie zbiorów rozmiary. Tak więc jeszcze pod koniec XIX w. pojawiła się potrzeba prowadzenia upraw w oparciu o wyselekcjonowane sadzonki. Wtedy to – w 1892 r. – baron Julian Brunicki otworzył w pobliskich Dobrowlanach szkółkę drzew owocowych oraz winorośli; można wspomnieć, że eksperymentem próbowano objąć również uprawę pomarańcz, a nawet ryżu. Niebawem, bo już w 1900 r., utworzono w Zaleszczykach, w oparciu o decyzję Sejmu Krajowego we Lwowie, rządowy Zakład Sadowniczy. Przy nim powstała szkoła sadownicza, jedna z pierwszych krzewiących na Podolu edukację rolniczą. Do utworzenia szkoły przyczynił się ziemianin hrabia Tadeusz Celestyn Cieński (rezydujący w nieodległym Oknie). W 1901 r. dla potrzeb zakładu wzniesiono nowy budynek, zaś kierownikami placówki byli m. in. Kazimierz Brzeziński (od 1905 r.) czy Władysław Kubik (od 1921 r.), wybitni specjaliści w zakresie pomologii. Przy zakładzie, noszącym później nazwę Państwowego Instytutu Ogrodniczego, działała jednoroczna szkoła dla robotników ogrodniczych. Instytut dysponował terenem ok. 8 ha dla prowadzenia instruktażowych kultur, zajmował się też z sukcesem sprzedażą drzewek owocowych i szczepów winnych wyhodowanych we własnej szkółce. Uprawiano tam przede wszystkim drzewka (słynną „morelę zaleszczycką”), uruchomiono też stację przetworów owocowych – konfitur i marmolady. W latach międzywojennych placówka szkolna nosiła nazwę Państwowej Rolniczej Szkoły Sadownictwa, Warzywnictwa i Pszczelarstwa w Zaleszczykach, ukierunkowanej głównie na uprawę winorośli. Tak prowadzona instytucja, która zapisała się złotymi zgłoskami w polskiej ogrodniczej edukacji, wypromowała rzesze cenionych w tej branży fachowców. Miasto było też siedzibą powołanego w 1931 r. Związku Posiadaczy Sadów Ciepłego Podola, przekształconego trzy lata później w Podolsko-Pokucki Związek Posiadaczy Sadów w Zaleszczykach. Działali też w mieście renomowani ogrodnicy indywidualni – Mytrofan Diechtiarów przy ul. Kilińskiego oraz Michał Krasij w Zaleszczykach Starych.

Pogoda w Zaleszczykach, tradycyjnie piękna i sprzyjająca wszelkim uprawom, płatała mimo wszystko co jakiś czas sadownikom i ogrodnikom figle. W korespondencji własnej „Z polskiego Meranu” (zamieszczonej w Ilustrowanym Kurierze Codziennym z 28 lipca 1927 r.) znajdujemy taką oto wiadomość: „Nie ma ludzi zadowolonych na świecie. Co jednych wprowadza w dobry humor, to drugim znów psuje w sposób wyraźny krew. Tak się mniej więcej przedstawiają humory rolników i ogrodników tutejszych, w odwrotnie proporcjonalnym stosunku do spuszczonych na kwintę nosów – letników. Wszystkiemu zaś winien dwudniowy uporczywy deszcz, który w tutejszym południowym klimacie jest ponoć wielką rzadkością. Od początku kwietnia panowała nieprzerwanie słoneczna pogoda z upałami dochodzącymi do 52 stopni Celsjusza. Zupełny brak dreszczów i tak wysoki upał zniszczyły wszelkie owoce i jagody z wyjątkiem moreli, których urodzaj jest świetny”.

Uprawa moreli stanowiła chlubę Zaleszczyk, nie było tedy dziwne, że nazwa owocu królowała w przestrzeni miasta. Tak więc jeden z tamtejszych pensjonatów, połączony z wytwórnią win, należący do Jana i Heleny Zielińskich, nosił nazwę „Morela”. Był też w mieście sklep „Morela” Juliana Grzesiowskiego (mieszczący się przy rynku w przybudówce ratusza) oraz ulica Morelowa. Kwitnące sady, tak w mieście jak i okolicy, sprzyjały rozwojowi pszczelarstwa, a powstałe w mieście firmy z sukcesem zajęły się wysyłką owoców i miodu do wszystkich zakątków kraju. Firma „Sady Królewskie” w Zaleszczykach zaznaczała, że sezon morelowy trwa tylko 15–20 dni, przeto „upraszała o łaskawe wczesne zamówienia celem zapewnienia sobie dostawy”. Wysyłka owoców, jak podaje firma, rozpoczynała się 10 lipca. Były to „światowej sławy zaleszczyckie morele (Aprykozy) szczepione, czerwonolice, pierwszej jakości, codziennie świeżo rwane, wybrane i starannie opakowane, do jedzenia i smażenia”. Zbiory tych owoców musiały być okazałe, skoro np. w 1934 r. wyekspediowano wypełnionych nimi kilka dziesiątków wagonów kolejowych. Ponadto, oferowano pomidory wyborowe, miód kuracyjny i gruszki rabskie. Od sierpnia wysyłano dereń oraz śliwki węgierskie. Owoce do wysyłki umieszczano w tzw. klatkach (skrzynkach) 5 i 10 kilogramowych, miód w bańkach, zaś gruszki i bakłażany w koszykach w analogicznych wagowych ilościach. Przy wysyłce owoców, warzyw i miodu w większych ilościach stosowano niższe ceny. A więc, gdy 5 kg moreli kosztowało 8,50 zł, pomidorów 7,00, a miodu – 14,50, to hurtowe ceny 100 kg wynosiły odpowiednio znacznie mniej, bo 105 zł, 100 zł i 230 zł. Stałym odbiorcą tej firmy była m.in. elegancka cukiernia rodziny Maurizio w Krakowie, mieszcząca się w Kamienicy Kencowskiej (Rynek Główny 38) – jedna z dostaw została tam wysłana z Zaleszczyk 28 czerwca 1939 r.

Inna, mniejsza podobna firma w Zaleszczykach ogłaszała się jako „JOTKO – wysyłka owoców i miodu”, a jej klientami byli odbiorcy z różnych polskich miast. I tak np. Stefan Łukaszewski z Piotrkowa Trybunalskiego otrzymał już 7 lipca tegoż 1939 r. propozycję zakupu „Morel Zaleszczyckich, wyborowych, I gat. szczepienia, w cenie 110 zł za 100 kg oraz pomidorów wyborowych – 90 zł za 100 kg. Ceny powyższe są loco Zaleszczyki za nadesłaniem 30% zadatku”. Odbiorcy zapewne nie przypuszczali, że były to jedne z ostatnich, a może i ostatnie przesyłki owoców, jakie otrzymali z Zaleszczyk…

Jan Skłodowski

Tekst ukazał się w nr 8 (372), 30 kwietnia – 13 maja 2021

Jan Tadeusz Skłodowski dr n. hum. Uniwersytetu Warszawskiego, fotografik, publicysta, podróżnik, badacz Kresów. Założyciel i prezes Stowarzyszenia "Res Carpathica". Członek Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i Związku Polskich Artystów Fotografików. Odbył ponad 60 podróży badawczo-inwentaryzacyjnych na tereny Litwy, Łotwy, Słowacji i Ukrainy. Jest autorem 10 książek i albumów oraz ponad 100 artykułów, a także licznych wystaw fotograficznych w kraju i za granicą poświęconych ziemiom oraz dziedzictwu kulturowemu terenów wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Otrzymał odznakę honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

X