Z Lublina do Kijowa. Część III

Pozostawiając za sobą stary klasztor dominikanów w Starym Czartorysku, nie warto od razu jechać dalej na wschód trasą E373, bo po jej przecięciu, kierując się na Cminy, za niecałych 20 km docieramy do Kostiuchnówki (zwanej też Kościuchnówką).

W polskiej historii ta niepokaźna wioska ulokowana pośród lasów i błot ma ważne znaczenie. W tym roku 4-6 lipca obchodziliśmy 99. rocznicę bitwy pod Kostiuchnówką, która stała się symbolem chwały polskiego oręża. Tu w potężnych okopach i umocnieniach, które częściowo przetrwały do dziś, legioniści w ilości 550 żołnierzy powstrzymywali Korpus Armijny Rosjan w sile 13 tys. żołnierzy podczas tzn. ofensywy Brusiłowa. Pomimo tego, że obrońcy Kostiuchnówki wycofali się, zadali wrogowi dotkliwe straty i nie dopuścili go na teren Kongresówki i powstrzymali ponowny atak na tym odcinku frontu. Szczególnie w tej bitwie odznaczyła się I Brygada Legionów pod dowództwem Józefa Piłsudskiego oraz 5 Pułk Piechoty, który stracił prawie 50% stanu osobowego. W okolicznych lasach poległo około 2 tys. Polaków.

Wracając na „Warszawkę” przecinamy rzekę Styr i granicę pomiędzy obw. wołyńskim i rówieńskim. W pejzaż wpisały się już dawno olbrzymie urządzenia Rówieńskiej Elektrowni Atomowej, w okolicy miejscowości Kuzniecowsk. Po tym, jak przed 19 laty stała się awaria na Czarnobylskiej elektrowni, trudno jednoznacznie ustosunkować się do tego sposobu pozyskiwania energii elektrycznej. A już szczególnie w tych malowniczych okolicach…

Dojeżdżając do kolejnego skrzyżowania można skręcić na lewo – na Rafajłówkę. Po przejechaniu 44 km częściowo asfaltowej, częściowo piaszczystej leśnej drogi, możemy zobaczyć jeden z cudów przyrody tej części Ukrainy – Jezioro Białe. Powstało ono w okresie lodowcowym i ma głębokość 34 m! oprócz tradycyjnych karasi, okoni i szczupaków trafia się tu rzadki węgorz rzeczny. Niektóre egzemplarze osiągają 1,5 m długości i ważą do 8 kg. Woda tego jeziora uchodzi za leczniczą. Uczeni zaś udowodnili podwyższoną koncentrację gliceryny. W okresie międzywojennym woda była dowożona stąd do Warszawy na leczenie Piłsudskiego. Ale najważniejsza jest tu niespotykana nigdzie atmosfera: las, kryształowa woda, piasek i powietrze. Wiele osób przyjeżdża tu z namiotami, inni zatrzymują się w kompleksie rekreacyjnym „Białe Jezioro”. W każdym wypadku warto tu przyjechać i po prosty poobcować z tą wspaniałością.

Wracając na trasę, pomiędzy Kuzniecowskiem i Rafajłówką można skręcić na lewo na drogę T-1809 która prowadzi do miejscowości Włodzimierzec (45 km od jeziora). Tu, w parku z wałami zamku Czetwertyńskich z XVII wieku, można zobaczyć piętrowy klasycystyczny pałac, który wybudował hrabia Wincenty Józef Krasicki w 1827 roku. Ozdobiony jest wielkim portykiem z czterema masywnymi kolumnami i fryzem z tryglifami. Wewnętrzne ozdoby w okresie Krasickich były dość skromne i składały się głównie z posadzek i kominków. Czy zachowały się do dziś – nie wiadomo. W pałacu była szkoła, a obecnie częściowo pomieszczenia są zamieszkałe. W czasie I wojny światowej rezydencję splądrowali Rosjanie, po czym została opuszczona. Po obu stronach pałacu znajdują się skromne skrzydła gospodarcze. Znajdował się tu też empirowy kościół, wzniesiony wspólnie z pałacem. Z żalem piszę, że w 1943 roku został wysadzony w powietrze razem z Polakami, którzy schronili się w jego wnętrzu. Wtedy zginęła ostatnia właścicielka majątku – Anna Krasicka i jej córka, Hrabina Prądzińska. Ruiny zostały ostatecznie rozebrane w 1960 roku, a na tym miejscu wybudowano restaurację.

Ażeby zobaczyć zadziwiający kościół dawnego klasztoru pijarów, który pozostał w miejscowości Dąbrowica, trzeba przejechać kawałek drogą po prawdziwym poleskim bruku (prawdopodobnie kładzionym jeszcze w okresie polskim) przez miejscowości Kanonice, Osowa i Niweck. To około 41 km. W samym centrum miasta wyrasta wysoki dwuwieżowy kościół, pomalowany na czerwono. Uważa się, że jest to jeden z najbardziej na południe wysuniętych zabytków wileńskiego baroku, w swoim czasie stylu popularnego w Wielkim Księstwie Litewskim i w Inflantach.

{gallery}gallery/2015/trasa_ant{/gallery}

Według różnych danych (1684 lub 1695 roku) pierwszy dąbrowicki drewniany klasztor i kolegium pijarów założył marszałek Wielkiego Księstwa Litewskiego Jan Karol Doliński. Zabudowania zostały puszczone z dymem przez Szwedów w 1709 roku. Aby odnowić kolegium i chwalić Boga w przepięknym kościele, rektor zakonu Kazimierz Pniewski przy wsparciu finansowym hetmana wielkiego litewskiego Michała Serwacego Wiśniowieckiego założył murowane klasztor i świątynię, które konsekrował po dwóch latach (1742) biskup Franciszek Kobielski pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Kościół miał (i na szczęście ma) najbardziej wyrafinowanie zdobione wnętrze na całym północnym Wołyniu. Wspaniałe zdobnictwo, stiuki, putta, wazony, instrumenty muzyczne – wszystko to w roślinnej ornamentyce pokrywało ściany i 3 z 9 ołtarzy świątyni. Jest to prawdziwa symfonia zaklęta w kamieniu. Świątynia bardzo przypomina kościół św. Piotra i Pawła w Wilnie. Nie mniej ozdobne są elementy drewniane bocznych ołtarzy, które prawie zostały zniszczone w okresie sowieckim, gdy umieszczono tu magazyn soli (1945-1992). Jedynie niektóre detale, które obecnie pieczołowicie złożone, dają minimalne pojęcie o wspaniałościach pracy rzeźbiarzy. W głównym ołtarzu ocalał fresk Chrzest Chrystusa. W połowie XVIII wieku świątynię zdobiło kilkanaście obrazów pijara o. Łukasza Hubla. W prawej nawie zachowały się epitafia hrabiego Wiktora Broel-Plattera, który miał (dziś zupełnie zniszczoną) rezydencję pod miastem.

Dąbrowickie pijarskie kolegium miało status wyższej szkoły. Jego absolwentami byli historyk i bibliotekarz Łukasz Gołębiowski, poeta i żołnierz legionów Dąbrowskiego Cyprian Godebski i poeta i dramaturg Alojzy Feliński. Jak i inne kolegia pijarskie ten też został zamknięty przez Rosjan w 1831 roku. Kościół od tego czasu był parafialną świątynią.

Katolicka parafia w Dąbrowicy jest niewielka, ksiądz-pallotyn o. Władysław dojeżdża tu z sąsiednich Sarn, więc nabożeństwa odbywają się jedynie w niedzielę o godz. 13:00. Szczerze polecam Czytelnikom tę świątynię, warto zobaczyć ten zabytek i pomodlić się pod napisem na frontonie: „Soli Deo honor et gloria”.

Teraz już asfaltowa droga prowadzi z Dąbrowicy do Sarn (38 km), skąd radzę zrobić kolejny wypad do starej polskiej rezydencji, tym razem w miejscowości Tynne. Jedzie się tu przez wioski Niemowicze i Znosice. Droga jest w miarę znośna. Miejscowa szkoła – to wielki, dobrze zachowany klasycystyczny pałac. Nie wiadomo kto i kiedy go zbudował, ale sądząc z architektury powstał w XIX wieku. Wtedy Tynne należało do Dawidowskich i Malińskich. Główną ozdobą pałacu jest piętrowy imponujący portyk, który do 1939 roku ozdobiony był herbem właścicieli. Co zachowało się z wewnętrznych ozdób – nie wiem. Wiosną 1917 roku miejscowi chłopi „wyczyścili” pałac całkowicie.

Tynne znane jest z bardzo zaciekłych walk wojsk polskich, które broniły Umocnionego Rejonu Sarny przed sowietami. Walki trwały w dniach 20-21 września 1939 roku. Ze strony polskiej zginęło 500 żołnierzy, a wziętych do niewoli, wbrew wszelkim umowom międzynarodowym, sowieci rozstrzelali koło kościoła nad Słuczą. Z tamtego okresu pochodzą betonowe umocnienia. Jeszcze jedna wojna i nowe ofiary…

W Sarnach zawracamy dalej na wschód, ale zanim opuścimy obw. rówieński, możemy podjechać do niewielkiego miasteczka pośród lasów – Klesowa. Od trasy na lewo jest do niego kilka kilometrów. Podstawową atrakcją stanowią lasy i niewielkie dendrarium, z drzewami i krzewami, wystrzyżonymi w różne figury. Jest tu niewielki staw i altanki z rzeźbionymi figurami. Przyjmowanym na nocleg turystom gospodarze proponują niezwykłą atrakcję pod postacią kąpieli w wannie z ciepłym ziarnem. Podobno pomaga na choroby kości i stawów.

(cdn)

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 13 (233) 17 lipca – 13 sierpnia 2015

X