XV Pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej w Bołszowcach

Ponad 500 osób – młodzież, dzieci i starsi ze Lwowa, Tarnopola, Śniatynia i Iwano-Frankiwska – pielgrzymowało w tym roku do sanktuarium Matki Bożej w Bołszowcach koło Halicza. Piętnasta z kolei pielgrzymka została zorganizowana przez ojców franciszkanów konwentualnych.

Z każdą grupą spotkał się w drodze arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki. Szedł z pielgrzymami pod palącym słońcem czasem ponad 20 kilometrów. Zwracał się do nich ze słowem, modlił się razem z pątnikami, rozmawiał, odprawiał dla nich mszę św.

W grupie pielgrzymów ze Lwowa spotkałem dwóch wiernych aż z Krzemieńczuka nad Dnieprem.

– Jestem pierwszy raz na takiej pielgrzymce – powiedziała 60-letnia pani Irena. – Bardzo chciałam zobaczyć Zachodnią Ukrainę. Nie przejechać drogami, a przejść, porozmawiać z ludźmi.

Pan Aleksander mówi po rosyjsku. Powiedział, że pochodzi z polskiej rodziny wysiedlonej do Kazachstanu.

– Księdza nie było, to moja babcia przekazywała wszystkim wiarę katolicką, błogosławiła dzieci – wspominał. – Później jeździliśmy do kościoła w Kamieńcu Podolskim, jednak nie wchodziłem do środka dlatego, że byłem pionierem. Już po rozpoczęciu budowy kościoła w Krzemieńczuku przyszedłem na mszę św. Teraz jestem prezesem rady parafialnej.

W Tarnopolu do miejscowych pielgrzymów dołączyła 50-osobowa grupa z Maćkowiec koło Chmelnickiego (d. Płoskirowa).

– W okresie sowieckim moich przodków prześladowano za to, że byli wierzącymi – powiedziała Irena Bondar. – Dziadek był w więzieniu, a babcia z małymi dziećmi została wywieziona do Kazachstanu. Spędzili pierwszą zimę w stepie, w wykopanej piwnicy. Dzięki wierze w Boga znieśli wszystkie cierpienia, wrócili do domu i przekazywali wiarę swoim dzieciom i wnukom. Teraz już my staramy się umacniać wiarę w Pana Boga u młodzieży i dzieci.
W podolskiej wsi Uhrynów prawosławna rodzina Merenów zaprosiła całą grupę pielgrzymów do swej restauracji na przekąskę. – Jesteśmy chrześcijanami – wyjaśnili Igor i Irena Merenowie. – Cieszymy się bardzo, że możemy gościć pielgrzymkę rzymskokatolicką.

– Może zostaniecie u nas na nocleg? – padało z ust mieszkańców wsi Hanusiówka w obwodzie iwanofrankiwskim, którzy częstowali pątników z Bukowiny, Huculszczyzny i Pokucia.

{gallery}gallery/2016/bolszowce1{/gallery}

– Cieszę się bardzo, że w mojej archidiecezji ruch pielgrzymkowy bardzo się rozwija – powiedział w Bołszowcach dla Kuriera Galicyjskiego arcybiskup Mieczysław Mokrzycki. – Każdego roku widzę, że jest co raz więcej ludzi, którzy pielgrzymują z różnych zakątków naszej archidiecezji do Bołszowiec by spotkać się z Matką Bożą, by umocnić swoją wiarę, swoją miłość. By spotkać się z życzliwością brata, siostry, z którymi spotykają się w drodze, a także z uśmiechem, z serdecznym przyjęciem, życzliwością ludzi, którzy ich goszczą. Widzę, że wierni nasi mają potrzebę takiego duchowego przeżycia swojego czasu, swojego życia. To piesze pielgrzymowanie jest właśnie takim sposobem, takimi rekolekcjami w drodze. Widzę, że każdego roku idą ci sami pielgrzymi, że widzą w tym sens i potrzebę. Jestem bardzo wdzięczny ojcom franciszkanom, że przygotowują te pielgrzymki. Że tutaj w sanktuarium, co raz piękniejszym z każdym rokiem, przyjmują nas serdecznie, opiekują się młodzieżą i pielgrzymami, którzy tutaj przychodzą.

Na Ukrainie obecnie przeżywamy trudny czas, w Kościele przeżywamy okres Bożego Miłosierdzia. Ta pielgrzymka ma też wymiar pokoju, miłosierdzia i przebaczenia. Zwłaszcza, że przychodzimy do Matki Boskiej w Bołszowcach, Matki Pokoju i Pojednania i chcemy, aby to nasze świadectwo wiary pobudzało do zbliżenia się wszystkich, do pojednania się z Bogiem. Ta pielgrzymka ma też wymiar pojednania, zbliżenia dwóch narodów. Narodu polskiego i ukraińskiego. Chcemy, aby wierzący na Ukrainie żyli we wzajemnej zgodzie, a także bratali się, jednali się ze swoimi braćmi, którzy przeżywają w Polsce.

– Dzisiaj jest dzień tak uroczysty, dlatego że świętujemy odpust parafialny, ale też jest to miejsce, gdzie od 15 lat odradza się sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej – powiedział o. Edward Kawa, delegat krakowskiej prowincji Franciszkanów na Ukrainie. – Jest to miejsce szczególne dlatego, że kiedyś również przybywały tu pielgrzymki. Biskup emeryt Stanisław Padewski jako dziecko chodził tutaj w pielgrzymce. Kiedyś w Stanach, w Chicago spotkałem starszą panią, która wspomniała, że też jako dziecko chodziła z Buczacza do sanktuarium w Bołszowcach. Dzisiaj w całej Ukrainie przeżywamy rocznicę Krwawej Niedzieli. W sposób szczególny pamiętamy w modlitwie o ofiarach tych bolesnych wydarzeń. Charyzmatem sanktuarium w Bołszowcach jest pokój i pojednanie. Dzisiaj tutaj w szczególny sposób zanoszono modlitwy o pojednanie narodów polskiego i ukraińskiego. Ale też o przebaczenie. Ażeby stanęliśmy w prawdzie, ażebyśmy mieli odwagę stanąć w prawdzie. Młodzież w sposób szczególny przyniosła tutaj swoje intencje, prosząc Boga o jedność, na tych ziemiach. Proszą Boga o pokój, którego szczególnie brakuje. Może pokoju brakuje dlatego, że nie ma przebaczenia, nie ma wyjaśnienia, czy brakuje stanięcia w prawdzie przed Bogiem i przed wszystkimi tymi wydarzeniami, które miały miejsce na tych ziemiach.

{gallery}gallery/2016/bolszowce2{/gallery}

Odpustowej mszy św. przewodniczył arcybiskup Mieczysław Mokrzycki. Metropolita lwowski również dokonał poświęcenia nowej kopii obrazu Matki Bożej Bołszowieckiej oraz podarował różaniec, jako znak pamięci o św. Janie Pawle II. Po zakończeniu liturgii ulicami Bołszowiec przeszła procesja Eucharystyczna.

Po wspólnej modlitwie odbyło się pożegnanie z opiekunem sanktuarium i Centrum Pokoju i Pojednania o. Grzegorzem Cymbałą OFM Conv, który został przeniesiony do innej placówki. Pani Wiesława Holik odczytała list gratulacyjny marszałka Senatu RP Stanisława Karczewskiego. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP wyróżniło ojca Grzegorza Cymbałę brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” za osobisty wkład i za zaangażowanie w dziedzinie ochrony kultury i dziedzictwa narodowego, a szczególnie za pracę na rzecz ochrony polskiego dziedzictwa kulturowego w Bołszowcach. To dzięki wielkiemu zaangażowaniu i pracy o. Grzegorza Cymbały w 95. rocznicę bitwy pod Dytiatynem został odsłonięty odbudowany Polski Cmentarz Wojenny.

Również w tym dniu arcybiskup Mieczysław Mokrzycki i o. Grzegorz Cymbała zostali odznaczeni przez władze ukraińskie obwodu iwanofrankiwskiego.

– Ta praca, którą przeżywałem w Bołszowcach przez osiem lat, a wcześniej jeszcze ze Lwowa tu przyjeżdżałem i organizowałem Spotkania Młodzieży, nauczyła mnie wielu rzeczy – powiedział dla Kuriera Galicyjskiego o. Grzegorz Cymbała. – Przede wszystkim pokory wobec drugiego człowieka. Niezrozumienia między narodowościami czy konfesjami, które były tu na początku, pokazały mi, że trzeba się nauczyć wzajemnego szacunku, pomimo odmienności, szukać tego, co wspólne. Zawsze staraliśmy się tworzyć to Centrum Pokoju i Pojednania. Ono pozwalało mieć różne historie, ale widzieć siebie jako ludzi. Okazało się, że wielkie zaangażowanie trzeba włożyć do takiego pojęcia jak porozumienie, pojednanie czy też przebaczenie sobie pewnych rzeczy. Ja nawet sobie nie zdawałem sprawy, że tym słowem można wywołać jakieś zaszłości, głębokie urazy, które automatycznie przy okazji wychodziły. Po latach pracy zauważyłem, że to miało sens. Że praca, która na początku była policzkowaniem, później się okazało, że miała wielki sens dla wyrzeczenia się wzajemnych uprzedzeń czy nawet nienawiści. Dlatego mój pobyt w Bołszowcach jako Polaka, z jednej strony nauczył mnie pokory, ale też chyba uczenia innych, że nie warto być złym na drugiego człowieka, nawet jeżeli on ma odmienne poglądy. Bo to męczy i krzywdzi nas samych. Wiem, że to nie jest popularne, bo każdy się trzyma swojej historii, ale to budowanie przez pielgrzymki, przez sanktuarium, przez Centrum Pokoju i Pojednania uważam, że coś zmieniło w relacjach polsko-ukraińskich. To był mały przyczynek, który zaczęliśmy tworzyć od lwowskiego kościoła św. Antoniego, a nie było to zrozumiane również wśród Polaków. Drogą szukania pomostów idzie „Kurier Galicyjski”. I za to jestem bardzo wdzięczny „Kurierowi”, a szczególnie redaktorowi naczelnemu Mirosławowi Rowickiemu, który zrozumiał, że jest to dobra droga. Trzeba swoją historię kochać, szanować, ale innych również trzeba kochać pomimo tego, że się różnimy. Powinniśmy się wzajemnie szanować i pamiętać, że jesteśmy dziećmi jednego Boga i mieć język miłości.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 13 (257) 15 lipca – 15 sierpnia 2016

{gallery}gallery/2016/bolszowce3{/gallery}

X