X SchulzFest w Drohobyczu fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

X SchulzFest w Drohobyczu

Senat RP ogłosił 2022 rok Rokiem Brunona Schulza, polskiego pisarza i malarza pochodzenia żydowskiego. Tegoroczny Jubileuszowy Dziesiąty Międzynarodowy Festiwal SchulzFest w dniach 7-10 lipca przebiegał w Lublinie, a 12 lipca, w 130. rocznicę urodzin Schulza w pomieszczeniu Lwowskiego Akademickiego Obwodowego Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Jurija Drohobycza w Drohobyczu odbyła się inauguracja drugiej edycji festiwalu.

Festiwal SchulzFest powstał w tym mieście w 2002 roku dzięki inicjatywie Polonistycznego Centrum Naukowo-Informacyjnego przy Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym im. Iwana Franki w Drohobyczu.

– Festiwal odbywa się w dwuletnim cyklu – wyjaśniła dla Kuriera Galicyjskiego dr Wiera Meniok, kierownik Centrum, które teraz nosi imię Igora Menioka, jej śp. męża. – Corocznie mamy inny projekt, w rocznicę tragicznej śmierci Brunona Schulza, czyli „Druga jesień”, 19-20 listopada. Natomiast Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza to jest ogromne wydarzenie. Taki festiwal mieści w sobie 50-60 wydarzeń. On nie może być corocznym. Od razu, z mężem jeszcze w 2004 roku przyjęliśmy taką zasadę, że ten festiwal będzie cały czas się rozbudowywał. Jego architektonika będzie rozbudowywana, ale będzie się odbywał raz na dwa lata. Żeby można było energię wznowić. Żeby był czas na to, żeby się nasiąknąć nowymi myślami, pomysłami interpretacyjnymi itd.

Wiera Meniok, fot. Igor Rewaga

W tym roku festiwal jest jubileuszowy, bo dziesiąty. 2022 rok przez Senat RP został ogłoszony Rokiem Schulza, ponieważ w tym roku przypadły jego 130. urodziny. Właśnie dzisiaj. Kartki były wysyłane wirtualnie przez tłumaczy i badaczy Schulza z różnych krajów świata. Potem te kartki dotrą do nas fizycznie. Więc to dzisiaj mamy te 130. urodziny, a 19 listopada będziemy upamiętniać 80. rocznicę tragicznej śmierci Brunona Schulza. Więc tak te daty się zbiegają. Koniec staje się początkiem, początek staje się końcem.

Bardzo mocno zastanawialiśmy się nad tym i mieliśmy ogromny dylemat czy Festiwal odbędzie się w ogóle, ponieważ był zaplanowany na początek czerwca. Zaplanowany z wyprzedzeniem. I stało się, jak powiedziała Bogumiła Berdychowska podczas realizacji odsłony lubelskiej Festiwalu. Apokalipsa. I apokalipsa trwa. W moim przekonaniu Festiwal nie miał się odbyć w ogóle w tym roku. Jako taki znak dystansu do tego, że jakby to rzeczy nie są najistotniejsze. Mówiłam otwarcie w Lublinie i teraz mogę powtórzyć. Tak, w tej chwili najistotniejszy jest znany pisarz ukraiński Serhij Żadan, który do nas dzisiaj przemawiał (wygłosił esej inauguracyjny online z Charkowa – K.Cz.). Nie Schulz. Zaskoczyłam Pana, prawda? Co nie znaczy, że nie będę organizowała dalej festiwalu. Co nie znaczy, że nie będę kochała dalej Schulza. Co nie znaczy, że nie będę zajmowała się jego twórczością. Ale tu i teraz, w tej chwili on nie jest dla mnie najistotniejszy. Składam mu życzenia urodzinowe, kocham go, ale istotnym i jakby takim znakiem życia w ogóle mojej codziennej egzystencji jest Serhij Żadan. Dlatego bardzo się cieszę, że on dzisiaj przyszedł wirtualnie, zdalnie. Nie mógł przyjechać fizycznie. Ale na pewno nie raz jeszcze przyjedzie. Oczekiwaliśmy gości z czternastu krajów, ale każdy uczestnik zgłosił przyczyny, dlaczego nie mógł być dzisiaj fizycznie w Drohobyczu.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Andrzej Stasiuk, który nigdy nie był w Drohobyczu, powiedział, że jedzie do tego miasta, bo jego obecność będzie wsparciem dla Ukrainy. Robimy zbiórki na batalion drohobycki. Możliwość wsparcia Serhija Żadana, który opiekuje się siedmioma jednostkami wojskowymi. I on nie ma innego celu poza zwycięstwem. Jak zawsze czołówka nasza ukraińska – Jurij Andruchowycz, Ołeksander Bojczenko, Taras Prochaśko, Jurij Wynnyczuk, Ostap Sływyński, Andrij Lubka… To jest czołówka współczesnej literatury ukraińskiej. To było moją misją i najważniejszym moim celem, żeby na Festiwal Schulza przybył desant z innych krajów. Przyjechali świetni badacze i tłumacze Schulza z 15 krajów. Chwalimy się tym, oczywiście, ale najważniejsze jest to co zostanie w Ukrainie. Co zostanie w Drohobyczu. To, że przetłumaczył Schulza najlepszy pisarz ukraiński Jurij Andruchowicz to są przecież efekty Festiwalu. To, że Serhij Żadan już po raz trzeci pisze esej specjalnie poświęcony Schulzowi. Już nie będę zradzać tajemnicy, bo mamy z Serhijem dalszy plan. To jest właśnie jakby to miejsce, które daje tę energię. To miejsce, które ma tę swoją pamięć. To miejsce, którego energią cały czas jest Schulz. Ale ta energia jakby idzie dalej. I nie musi to już być ilustracja. Nie musi to być coś bezpośrednie związanego z Schulzem literalnie. Idziemy dalej. To jest arka wyobraźni Brunona Schulza – podkreśliła Wiera Meniok.

Grzegorz Józefczuk, fot. Igor Rewaga

Grzegorz Józefczuk jest dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza i prezesem Stowarzyszenia Festiwal Brunona Schulza z siedzibą w Lublinie.

– Refleksje są z jednej strony proste, a z drugiej strony są bardzo skomplikowane – stwierdził w naszej rozmowie. – Ja zawsze uważałem i uważam, że ten Festiwal powinien się odbywać niezależnie od tego co się dzieje, ponieważ ten Festiwal jest dedykowany Brunonowi Szulcowi, który jest ofiarą faszyzmu, Holocaustu, w pewnym sensie też komunizmu, wszelkich skrajności dziejowych, które prowadzą do zniszczenia wolności twórczej i wartości, które my nazywamy wartościami europejskimi. I w związku z tym kiedyś już zapomniano o Brunonie Schulzu i zapomniano o tych wartościach. Trzeba zawsze do tego wracać niezależnie od tego co by się działo. Czyli to, że nie chcemy czucia zostawić na los chwili jest pewną metaforą o dotyczącym nie tylko Schulza, ale także odnoszących się do różnych sytuacji współczesnych. Wydaje mi się, że to zadziałało, ponieważ mimo różnych oporów ze strony środowisk ukraińskich wszyscy chcieli, żeby Festiwal się odbywał. Żeby mimo wojny była pewna namiastka normalności, tym bardziej że chodzi o Schulza, który sam był ofiarą. Jeśli się zapomni o Schulzu, potem zapomni się o innych swoich bohaterach, którzy byli w to włączeni. Ale to nie jest takie proste, bo trzeba przekonywać różne warstwy ludzi i trzeba przekonywać, że to nie jest przeciwko sytuacji jaka jest na Ukrainie. Raczej wspomaga Ukrainę w jej walce, ponieważ jest gestem solidarności. Gestem też wsparcia finansowego. Nie boję się tego słowa użyć, ponieważ Festiwal wydaje tutaj środki na hoteli, restauracje, wydaje dla różnych grup. I co ciekawe – odzew środowisk artystycznych był znakomity i potwierdził to moje myślenie. Ponieważ wiele osób, wiele grup chciało przyjechać deklarując, że nie potrzebują honorarium. Że chcą po prostu uczestniczyć w takim wydarzeniu. I może nawet nie ma dużego znaczenia, że to jest wydarzenie polsko-ukraińskie a Polska jest przyjacielem Ukrainy i wspomaga, tylko że jest to międzynarodowe spotkanie i że ten dialog nie odbywa się gdzieś na zewnątrz, gdzieś bezpiecznie. Bo każdy może przyjechać do Berlina czy Paryża, a proszę przyjechać do Lwowa czy Drohobycza.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Liderzy artystyczni i kulturalni dawali impuls Festiwalowi i potem przez Festiwal odbywała się promocja. Na przykład niewiarygodnie dużo osób z miasta Drohobycz dostało sie na stypendium w ramach programu Gaude Polonia Narodowego Centrum Kultury. Te osoby wyrastały z działalności wokół Festiwalu. I ten poziom lokalny jest bardzo ważny, ponieważ moim zdaniem przekonuje to także władze Uniwersytetu, władze miasta, władze rejonu czy inne ośrodki polityczne, które mogą mieć różne odniesienia do tego. Ale jednak muszą to zaakceptować, ponieważ to buduje realność kulturalną Drohobycza. A drugi poziom to ogólnoeuropejski. Skoro tu spotykają się najwybitniejsi pisarzy i poeci, wymienię tylko Andruchowycza i Żadana, czy Bojczenkę czy Lubkę, Wynnyczuka czy Prochaśkę. Przyjeżdżają tacy artyści jak Nikita Kadan, którzy z tymi pisarzami wcześniej się nie znali i wspólnie robią projekty w Ukrainie, ale także ma to znaczenie dla ludzi z innych krajów, przede wszystkim Polski. Poznają środowiska ukraińskie. Potem to się przekłada na procesy tłumaczeń prozy czy poezji. Przekłada się na zaproszenia na festiwale. Przekłada się na różne formy współpracy. To nie jest festiwal, gdzie intelektualiści polscy i twórcy kultury robią desant na Drohobycz, pogadają, wyjeżdżają i nic nie zostaje. To właściwie cały czas trwa i cały czas jest odczuwana chęć, żeby znowu za dwa lata się odbyło. I jak mi się wydaje, nie mamy tu żadnych kontrowersji przy organizacji, żadnych jakichś sporów z lokalnymi elitami. Ten festiwal wrósł w tą lokalność tutaj, ale też w proces ogólnoukraiński. Były prowadzone analizy polskich wydarzeń kulturalnych, które są promocją kultury polskiej na Ukrainie i Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza w Drohobyczu był w trójce najważniejszych wydarzeń promocji kultury polskiej, jaka odbywa się na Ukrainie. Ta promocja nie polega na tym, że promuje się artystów polskich, ale artystów różnych narodowości, którzy są zainteresowani kultura polską. A tym łącznikiem, tym takim punktem, pryzmatem, który łączy, jest Bruno Schulz.

Paweł Próchniak, fot. Igor Rewaga

Wydarzenia festiwalowe odbywały na salach oraz w schronach. Alarm powietrzny przerwał między innymi występ w teatrze literaturoznawcy z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie Pawła Próchniaka. W trakcie alarmu rozmawialiśmy w schronie pod teatrem.

– Rzeczywiście współpracujemy z Wierą Meniok – powiedział. – Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie jest instytucją, która od wielu już lat wspiera i SchulzFest, i Drugą Jesień. Uważamy tę współpracę za bardzo ważną dla myślenia o jednej wielkiej bogatej kulturze europejskiej. I Schulz jest dobrą postacią, żeby właśnie w ten sposób o kulturze naszego kontynentu, o kulturze Europy myśleć.

Podczas mojego wystąpienia odezwała się syrena, alarm bombowy. Elektryzujące doświadczenie, ale było to też w momencie, kiedy mówiłem o sile sztuki. O sile wyobraźni. Podczas lubelskiej odsłony tegorocznego SchulzFestu był głos wybitnego polskiego reżysera Janusza Majewskiego, który mówił m.in. że żołnierze rosyjscy, którzy rabują, mordują, gwałcą to są ludzie bez wyobraźni. I dlatego zrobiono ich żołnierzami. Żołnierzami armii, która atakuje, niszczy. Zrobiono ich żołnierzami takiej armii właśnie dlatego, że oni nie mają wyobraźni. Janusz Majewski podał bardzo znaczący przykład. To są ludzie, którzy kradną pralkę, choć w domu nie mają bieżącej wody. Dlaczego? Dlatego, że nie mają wyobraźni. Albo że ich wyobraźnia to jest coś, co ma grubość banknotu najwyżej.

Bartłomiej Michałowski, fot. Igor Rewaga

Uczestnikiem jednego z wernisaży festiwalowych był Bartłomiej Michałowski, malarz z Lublina.

– Trudno mi policzyć ile razy byłem w Drohobyczu i Lwowie – mówi. – Zresztą Lwów to jest miasto rodzinne mojego taty i dziadka, który ukończył tam Uniwersytet Jana Kazimierza. Dzisiejsza ta podróż jest wyjątkowa i przygnębiająca. To znaczy ja przekroczyłem bardzo rano granicę Budomierz-Hruszew. Byłem jedyny. Odprawa trwała może trzy-cztery minuty. I co mnie uderzyło, jak już wjechałem na teren Ukrainy, to zupełna pustka. W wioskach, miasteczkach nie ma życia, nie ma ludzi. Ja wiem, że to poranne godziny były, siódma-ósma, ale zazwyczaj o takiej porze był ruch, targi, sklepiki otwarte… Dopiero dojeżdżając do Drohobycza zobaczyłem ruch samochodów, ludzi przemieszczających po Rynku. Gdyby jeszcze nie widziało się tyle żołnierzy na ulicach. Dla mnie jest to wrażenie trochę przerwanego życia. Ukraina bardzo rozwijała się w ciągu ostatnich kilku lat szczególnie. Naprawdę mogłem obserwować zmiany na plus. Komuś to przeszkadzało i musiał to przerwać, brutalnie zniszczyć. Niestety mężczyźni są na froncie, w zasadzie w tych małych miasteczkach zostały starsze osoby, babcie czy dziadkowie. To jest bardzo odczuwalne.

Dzisiaj na tej wystawie jest dwanaście moich prac z różnych lat. Od roku 2002. I wszystkie te prace w różnych odstępach czasowych podczas różnych festiwali tu w Drohobyczu już były prezentowane. Chciałem zupełnie nową wystawę namalować, ale wybuch wojny i taka blokada psychiczna spowodowała to, że czegokolwiek dotykałem, to było nie to co chciałem wyrazić. Być może ta wystawa dopiero powstanie… Przekaz zamordowanego świata żydowskiego, którego symbolem stał się Bruno Schulz. Tutaj w Drohobyczu, z którego powodu tutaj przyjeżdżamy…. To jest właśnie pewnego rodzaju przekaz.

Podczas naszej rozmowy z Bartłomiejem Michałowskim spadł jeden z eksponowanych jego obrazów pod tytułem „Płoniące miasto”. Może to jakiś znak?

– Ja go malowałem równo dziesięć lat temu – powiedział artysta. – To jest jak Schulz, który był symbolem żydowskiego świata zamordowanego, ale w tej chwili takich osób jak Schulz jest mordowanych na ulicach w miastach i miejscowościach w Ukrainie po prostu setki, tysiące. Bezdomne dzieci, mężczyźni, kobiety. Niszczone szkoły, niszczone muzea, szpitale. Miałem duże obawy i moje przewidywania co do rozwoju sytuacji się sprawdziły, bo od dłuższego czasu odczuwałem, że będzie ta wojna.

Józef Olejniczak, fot. Igor Rewaga

Prof. Józef Olejniczak z Uniwersytetu Śląskiego stale uczestniczy w SchulzFestach. Na moje pytanie skąd jego zainteresowanie Schulzem odpowiada:

– Bo to jest wielka literatura. Jestem literaturoznawcą. Zakochałem się w Schulzu chyba jeszcze jako łepek paru nastoletni na poziomie liceum. Potem jako student pierwszego roku byłem niemym wtedy słuchaczem pierwszej takiej dużej konferencji schulzowskiej, która odbywała się w Sosnowcu. Tam była polonistyka Uniwersytetu Śląskiego. Tam poznałem śp. prof. Władysława Panasa, który wygłaszał tekst. Ja prawie nic z tego tekstu nie zrozumiałem wtedy, prawdę powiedziawszy, ale jakaś osobowość Władka mnie (teraz mówię Władka, bo to mój przyjaciel serdeczny) ogromnie jakoś tak zachwyciła i potem, kiedy profesor Panas zorganizował w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim konferencje na temat twórczości Aleksandra Wata, innego wielkiego polsko-żydowskiego pisarza. Ja byłem świeżo po dużej książce o Aleksandrze Wacie, on od razu mnie zaprosił. Ja przyjechałem i zakochaliśmy się w sobie i już potem na wszystkie konferencje, włącznie z tą pierwszą schulzowską z 1992 roku. I ten Schulz mnie co raz bardziej wsysał. Niemal w każdej książce od tego momentu pojawiały się rozdziały o Schulzu, pojawiały się myślenia o Schulzu. To był wielki artysta, który ciągle rośnie i który ciągle gra na innych strunach mojej wyobraźni. Mogę opowiedzieć anegdotę z mego życia – na Pierwszy Festiwal Schulzowski do Drohobycza jechałem samochodem z dwoma profesorami i na granicy okazało się, że nie mam paszportu. Wysiadłem i wracałem na Śląsk. Potem organizowałem w Zabrzu Rok Schulzowski i zaprosiłem Wierę Meniok. Pierwszy raz byłem na Festiwalu w Drohobyczu w 2018 roku, potem w 2019 na tym jesiennym spotkaniu i jeśli tylko zdrowie i sytuacja rodzinna pozwoli, to będę tu. Jestem tu zawsze bardzo miło widziany, bo wasza gościnność jest niezwykła. Będę przyjeżdżać tu jak najczęściej. Ja się zakochałem w tym mieście, zakochałem się w tych rozmowach. Zakochałem się w ludziach, których spotykam na konferencji i na ulicy.

Nie ukrywajmy, że też istnieją stereotypy. Powinniśmy zacząć mówić pewne rzeczy odważnie i prosto w oczy. Mój Dziadek, pochodzący z Wielkopolski, kochany człowiek, o dobroci niezwykłej, nosił w sobie na przykład ten mit: „Ukrainiec ma czarne podniebienie”. Ja nie umiem złego słowa o moim dziadku powiedzieć, ale te mity są. One są gdzieś w przysadkach mózgowych, w takiej podświadomości społecznej. A potem przyszło to straszne w 2014, bo ja uważam, że to straszne zaczęło się wtedy. Z tą myślą wybrałem wierszę, które będę czytał w schronie. Po 24 lutego miałem poczucie niezwykłej bezsilności, że my nic nie możemy, że jesteśmy bezsilni. Jest tylko rozpacz. A w telewizji z całego świata opowiadają o wojnie, pokazują zbrodnie. I wtedy do mnie zatelefonowali Paweł Próchniak, a potem Wiera Meniok – czy będę w Lublinie? Oczywiście, że będę. Nie wiem już, kto z nich spytał, a czy przyjadę do Drohobycza? Nie miałem chwili zawahania. Mam poczucie, że nawet sama obecność tutaj jest ważna. Dla mnie przede wszystkim. Jestem egoistą. Wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu egoistami, ale też chyba dla was jest ważne, że nie jesteście sami.

Krzysztof Sawicki, fot. Igor Rewaga

Wśród stałych uczestników Festiwalu spotkałem też dyplomatę-emeryta Krzysztofa Sawickiego, konsula generalnego RP we Lwowie w latach 2000-2003.

– Moja przygoda z Ukrainą jest związana ściśle z Schulzem, dlatego że pisałem w Katolickim Uniwersytecie w 70. latach prace magisterską o Brunonie Schulzu – wspomniał. – Drugim po Kijowie miastem, do którego przyjechałem po objęciu stanowiska konsula generalnego we Lwowie, był właśnie Drohobycz. Tu są mili lidzie. To dla mnie zjawisko fantastyczne, jak wokół Schulza, wokół Wiery Meniok, śp. Igora, jej męża. Obecnie już trzecie pokolenie wyrasta, teraz wyrasta na froncie. To prawdziwy teatr. I zawsze jest mi dobrze tu przyjeżdżać, przyjechać do Drohobycza, bo w Drohobyczu ładuję sobie akumulatory. Z fajnymi ludźmi można porozmawiać, nigdzie się człowiek nie musi śpieszyć. To już Dziesiąty Festiwal i naprawdę aktywność Wiry Meniok i Grzegorza Jóżefczuka jest po prostu niesamowita. Głównie Wiery Meniok. To ona przecież wszystko ciągnie i robi to bardzo dobrze.

Natalia Rudczyk, fot. Igor Rewaga

Festiwal objął patronatem Konsulat Generalny RP we Lwowie, który reprezentowała wicekonsul Natalia Rudczyk z wydziału Polonii.

– Konsulat Generalny RP we Lwowie od lat wspiera tę inicjatywę – zaznaczyła. – Inicjatywę naukową, artystyczną. Ważną dla całego środowiska osób naukowców, zajmujących się twórczością i życiem Brunona Schulza. Także jestem zaszczycona, że mogę tu być i w tak znamienitym gronie uczestniczyć w Festiwalu. Wszystkim życzę poszerzenia swojej wiedzy i tradycyjnie samych dobrych wrażeń z powodu uczestnictwa w tym festiwalu.

Taras Kuczma, fot. Igor Rewaga

Od samego początku SchulzFest wspierają władze miejscowe.

– Chcę powiedzieć, że jesteśmy zobowiązani to zrobić i udowodnić, że w czasie wojny też kulturę umiemy obronić – podkreślił Taras Kuczma, mer Drohobycza. – Możemy zagwarantować pewne bezpieczeństwo, a jednak jest to bohaterstwo, dlatego że rakiety dolatują wszędzie. Chcę tak po ludzku podziękować stronie polskiej i narodowi polskiemu. Dotychczas miałem jednego brata, a teraz mam wielu – to są prezydenci miast Bytomia, Krakowa, Lublina, Sanoka i wielu innych. Wszystko to, co robią wspólnie Polacy i Ukraińcy, przybliża nasze zwycięstwo. A ten festiwal jest swoistym symbolem naszego wspólnego zwycięstwa.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X