Wyjątkowe wybory na Ukrainie

W niedzielę 25 października na Ukrainie odbyły się wybory do władz lokalnych – od rad wiejskich do mera stolicy. Wybory te śmiało nazwać można wyjątkowymi. Złożyło się na to kilka przyczyn.

Przede wszystkim wybory odbyły się w nadzwyczaj niesprzyjających warunkach pandemii covid-19. Na Ukrainie, jak i w innych państwach od kilku tygodni narasta lawinowo liczba chorych. Wszyscy stawiają sobie pytanie, czy zgromadzenie ludzi w lokalach wyborczych nie powiększy tej smutnej statystyki. Ale to się okaże dopiero po tygodniu.

Drugi aspekt wyjątkowości tych wyborów polega na tym, że przebiegają one według nowych zasad prawa wyborczego. Teraz na listach wyborczych głosujący mieli do wyboru nie jedynie partię polityczną, ale i jednego z członków tej partii, podanych obok nazwy partii. Trudny wybór, tym bardziej, że byli tam wymienieni ludzie o mało znanych nazwiskach. Czyli wybierano znów „w ciemno”.

Kolejne novum – to „równość” płciowa wśród kandydatów. Do wyborów nie zarejestrowano by partii, która nie miałaby w swoich szeregach 40% kobiet – i to poczynając od pierwszej piątki kandydatów.

To wszystko dałoby się jeszcze jakoś „przetrawić”, gdyby nie największa niespodzianka, którą dwa tygodnie przed wyborami sprawił prezydent Wołodymyr Zełenski. Ogłosił wszem i wobec, że w czasie głosowania wyborcy będą odpowiadali na jego pięć pytań, które dotyczyły „ważnych” według niego kwestii politycznych. Chodziło mianowicie o:

– dożywocie za korupcję;
– powstanie strefy ekonomicznej w Donbasie;
– zmniejszenie ilości deputowanych Rady Najwyższej Ukrainy do 300 osób;
– legalizacja medycznych preparatów produkowanych na podstawie marihuany;
– zwrócenie się o pomoc w rozwiązaniu agresji Rosji do sygnatariuszy Memorandum Budapesztańskiego.

Odpowiedzi na te pytania nie mają żadnej mocy wiążącej, bo nie jest to referendum, a ich cel jest niejasny. Również do samego procesu składania odpowiedzi jest wiele zastrzeżeń. Przede wszystkim, nie przy wszystkich lokalach wyborczych stali wolontariusze z ankietami. Po drugie, jako wolontariusze została zaangażowana młodzież akademicka i chyba nawet szkolna. Sam przebieg ankietowania był, jak określano, „niepoważny”. Mianowicie wolontariusze stali poza lokalami wyborczymi i kartonowe pudła–urny trzymali wprost na ziemi w czarnych workach na śmieci (chyba po to, by nie zamokły od spodu). Niektórzy z nich zachęcali wychodzących z lokali do wzięcia udziału w ankiecie , a niektórzy stali „skromnie” z boku i nawet nie mogli udzielić prawidłowej odpowiedzi na pytanie, po co tu stoją?

Stosunek mieszkańców miasta Lwowa do tej akcji prezydenta najlepiej przedstawia wypowiedź, przytoczona w mediach:

– Negatywnie reagują najczęściej ludzie starsi, przekazując swoje „pozdrowienia” prezydentowi. Młodzież chętnie podchodzi i odpowiada, nawet żartując.

Swoje odpowiedzi na prezydenckie pytania jedna z respondentek tłumaczy następująco:

– Odpowiedziałam na dwa pytania: byłam „za” legalizacją marihuany. Co do strefy ekonomicznej na Donbasie – byłam przeciwna. Jeżeli już taka ma być, to niech będzie na całej Ukrainie.

Inna respondentka natomiast oburzyła się: – Dlaczego korupcjonera, który nakradł się, trzeba jeszcze utrzymywać naszym kosztem? Co do strefy ekonomicznej – to dlaczego by nie w obwodzie lwowskim? Czy nasi górnicy są inni? Co do ilości deputowanych – to dlaczego ma ich być 300? Może by i 150 wystarczyło?

Teraz co do przebiegu procesu wyborczego. Jest on też wyjątkowy, bowiem do urn przyszła najmniejsza liczba wyborców od 29 lat istnienia niezależnej Ukrainy – według danych Centralnej Komisji Wyborczej – 36,88%. Największą świadomością polityczną wykazali się mieszkańcy Zachodu Ukrainy. Tu w obw. tarnopolskim, lwowskim i wołyńskim frekwencja wynosiła ponad 40%. Najbardziej „zniechęceni politycznie” okazali się mieszkańcy donieckiego, mikołajowskiego i charkowskiego obwodów – około 32%.

Najwięcej emocji w dużych miastach wywoływało wyłonienie mera miasta. Jak należało oczekiwać, w wielu z nich najwięcej głosów uzyskali działający już od lat merowie. Nie wszędzie udało się określić ich w pierwszej turze. Wyróżnił się na tym tle Charków, gdzie na urzędującego mera, kontrowersyjnego Hennadija Kernesa głosy oddało ponad 58% głosujących. Nie mamy jeszcze podliczonych wszystkich głosów, ale prawdopodobnie również w pierwszej turze wygrywa Witalij Kliczko w Kijowie (ponad 50% głosów). Takie „szczęście” miało jeszcze kilku merów w mniejszych miastach. W innych miastach za dwa tygodnie odbędą się drugie tury.

A we Lwowie, jak należało oczekiwać, urzędujący dotychczas mer Andrij Sadowyj uzyskał około 37% głosów, a jego najbliższy konkurent Oleg Syniutka ponad 10%. Ci dwaj panowie kiedyś zaczynali „ramię w ramię” w strukturach Ratusza, ale potem ich drogi się rozeszły: Sadowyj pozostał ma posadzie mera, a Syniutka objął stanowisko gubernatora obwodu.

Według danych (na 27 października opracowano 79% kart do głosowania) opublikowanych przez „Interfax-Ukraina”, do Rady miasta Lwowa dostały się takie partie: „Europejska Solidarność” Poroszenki – 30,6%, „Samopomoc” Sadowego – 19,7%, „Hołos” Wakarczuka – 9,3%, „Swoboda” – 6,8% i miejska organizacja „Warta” – 6,4%. Wyniki te mogą się zmienić, ale już nieznacznie. Co to oznacza dla Lwowa? Zobaczymy.

Na ostateczne wyniki wyborów będziemy musieli zaczekać co najmniej do 6 listopada.

Źródło: zaxid.net, gazeta.ua, tvoemisto.tv

Opracował Krzysztof Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X