Wspomnienie o Mirku Rowickim

Z Mirkiem Rowickim poznałem się jeszcze w czasach, kiedy pracowałem w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W miarę możliwości podsyłałem mu teksty o historii Lwowa, czasami wrzucałem na łamy Kuriera relacje ze swoich wyjazdów na Syberię bądź też na daleką północ Rosji.

W porównaniu z innymi redakcjami współpracowało się nam wyjątkowo dobrze. Mirek nigdy nie wpieprzał się w zawartość tekstów i nie narzucał swojej wizji materiału. Nie oznaczało to oczywiście braku redaktorskiego nadzoru – zwłaszcza w tematach wrażliwych. A takich na polu historii nie brakowało. Pamiętam doskonale jak w 2012 r. robiliśmy wywiad o ekshumacjach we Włodzimierzu Wołyńskim. Trzeba było wówczas zareagować na ewidentne i prymitywne kłamstwa oficjalnych przedstawicieli strony ukraińskiej. To był chyba jedyny przypadek, kiedy to ważyliśmy słowa, choć chodziło nam głównie o nie zniżanie się do poziomu propagandy, której chcieliśmy przeciwdziałać. Podobnie było w 2019 r., kiedy to musieliśmy ukrócić bezprawne wykorzystywanie tekstów z Kuriera przez jedną z radykalnych polskich gazet…

Oprócz Kuriera były również konferencje w Jaremczu. Dzięki Mirkowi spotkania te znacząco odróżniały się od typowych nudnych eksperckich sympozjów. Ich głównym atutem była możliwość osobistego poznania wielu wybitnych specjalistów i nawiązania bezpośrednich kontaktów. Warto podkreślić, iż Mirek dbał o stały dopływ „świeżej krwi”, dzięki czemu udawało mu się utrzymywać wysoki poziom merytoryczny i co ważniejsze zapobiegać przekształceniu corocznych spotkań w klub wzajemnej adoracji. Większości wystąpień naprawdę warto było słuchać, choć z drugiej strony nie raz żartowaliśmy z Mirkiem, że przydałaby mu się taka długa szpilka do przekłuwania nazbyt nadętego ego niektórych uczestników…

Dziś śmiało możemy powiedzieć, że Mirek powtórzył znany od setek lat schemat, w którym to Lwów przyciągał wybitnych ludzi z całego kraju i dawał im możliwość realizacji swoich talentów. Przez prawie dwie dekady Mirek wrósł w miasto i stał się jego integralną częścią. Ba! Swoją pracą na trwałe wpisał się we współczesne dzieje Lwowa.

Oceniając dorobek Mirka, musimy spojrzeć na jego dokonania z perspektywy historycznej. O ile działania biznesowe, czy też organizatorsko-konferencyjne są w dłuższym okresie czasu ulotne, to stworzony przez niego Kurier Galicyjski zajął chlubne miejsce w dziejach lwowskiej prasy. Jeśli nie dopadnie nas jakiś kataklizm dziejowy, to Kurier będzie niegdyś czytany jako cenne źródło historyczne do naszej epoki.

O wyjątkowości i dalekosiężności działań Mirka świadczy także fakt, iż wiele wysiłku wkładał w budowanie redakcji. Cenił realną wiedzę i konkretne doświadczenie. Nie szufladkował przy tym ludzi ze względu na ich upodobania i poglądy polityczne. Właśnie dzięki silnemu zespołowi współpracowników stworzony przez Mirka Kurier Galicyjski ma szansę na uniknięcie losu wielu innych zacnych gazet, które zniknęły z rynku wydawniczego wraz ze śmiercią ich założyciela.

A z osobistych pamiątek po Mirku została mi wystawiona przez niego legitymacja dziennikarska z zamaszystym podpisem: redaktor naczelny – Mirosław Rowicki.

Adam Rafał Kaczyński

X