Wspomnienie Jerzego Hickiewicza o Mirosławie Rowickim

Naczelnego Redaktora Kuriera Galicyjskiego Mirosława Rowickiego poznałem w sierpniu 2009 r., w trakcie mego wyjazdu na uroczystości 68. rocznicy Intelligenzaktion, mordu przez niemieckie Gestapo polskiej inteligencji w Czarnym Lesie koło Stanisławowa.

W trakcie tego kilkudniowego pobytu w Iwano-Frankiwsku (dawniej Stanisławowie) miałem okazję kilkakrotnie się z nim spotkać. Byłem już wtedy czytelnikiem Kuriera Galicyjskiego i zdumiało mnie, że redaktor i założyciel Kuriera nie jest z wykształcenia dziennikarzem, filologiem lub historykiem, tylko tak jak ja – inżynierem. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie, urodzonego w Stanisławowie, że on, warszawiak z urodzenia, przyjechał w 2000 r., w celach handlowych, do tak oddalonego od Warszawy mego rodzinnego miasta. W 2001 r. uzyskał pozwolenie na otwarcie sklepu z artykułami metalowymi. Sklep nazywał się, jeśli dobrze pamiętam, Zaliznyj, zlokalizowany był w rynku i nieźle prosperował. Kiedy jednak Gazeta Lwowska zakończyła swą działalność, to w 2007 r. Mirosław Rowicki założył Kurier Galicyjski, a jego redakcję umieścił w Żaliznym sklepie. Później, aby powiększyć sklep, zmienił jego lokalizację, a redakcję Kuriera przeniósł do Lwowa.

Z Mirkiem Rowickim szybko znaleźliśmy wspólny język, jego bezpośredniość powodowała, że od początku miałem wrażenie jakbyśmy się znali od dawna. Zawartą znajomość kontynuowałem telefonicznie. Bardzo martwiłem się kiedy zakażenie groziło mu utratą nogi, ale on z cierpliwością godną podziwu znosił długo ciągnące się leczenie. Odniosłem też wrażenie, że spokojny sposób prowadzenia rozmowy przez Mirka, z szacunkiem dla rozmówcy, powodował, iż miał uznanie, a nawet był lubiany, zarówno przez tych, którzy podzielali jego stanowisko, jak i tych, którzy byli mu przeciwni.

Zajmowałem się historią polskiej elektrotechniki. Bylem też członkiem Stowarzyszenia Elektryków Polskich, a SEP starało się uczcić wszelkie rocznice związane z historią polskiej elektryki, również i te związane ze Lwowem, który w trakcie rozbiorów, w związku z autonomią Galicji, odegrał szczególną rolę w polskiej historii. Od czasu poznania Mirka Kurier Galicyjski towarzyszył nam przy wielu uroczystościach rocznicowych: również w lipcu 2011 r., w 70. rocznicę mordu lwowskich profesorów, z których jednym był elektryk-metrolog prof. Włodzimierz Krukowski. Podobnie w sierpniu 2011 r. w uroczystościach rocznicowych w Czarnym Lesie koło Stanisławowa i było to jedyne polskie czasopismo, które o tych uroczystościach napisało. W 2013 r. obchodziliśmy 150. rocznicę urodzin pierwszego polskiego profesora elektrotechniki Romana Dziślewskiego, profesora CK Szkoły Politechnicznej we Lwowie. O tym i wielu kolejnych rocznicach informował Kurier.

Mirek zachęcił mnie do pisania dla Kuriera Galicyjskiego. Jego inicjatywa spowodowała, iż przygotowałem artykuł o prof. Romanie Dzieślewskim. Później było jeszcze kilka artykułów wspólnych z moimi młodymi współpracownikami. Mieliśmy w swoim dorobku wiele publikacji w czasopismach elektrotechnicznych, bądź historycznych, ale popularyzacja historii polskiej elektryki w Kurierze była dla mnie, jak i moich współpracowników, szczególnie satysfakcjonującym wyróżnieniem.

Podziwiałem zespół redakcyjny, który stworzył redaktor Rowicki. Mała liczbowo redakcja nie tylko relacjonuje współczesność, ale ciekawie upamiętnia wszelkie ważne wydarzenia historyczne. Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobił na mnie artykuł w rocznicę pierwszego zastosowania gazów bojowych, o roli Fritza Habera, autora tego zbrodniczego pomysłu.

Wielką stratą dla stosunków polsko-ukraińskich była tragiczna śmierć Andrzeja Przewoźnika. Po dziesięciu latach podobnie zaskoczyła nas wszystkich śmierć redaktora Mirka Rowickiego. To wielka tragedia dla Jego Rodziny i ogromna strata dla Redakcji, dla Polski oraz Ukrainy. Pozostawiłeś po sobie Mirku niezwykły ślad na ziemi.

Jerzy Hickiewicz

X