Wrzesień – pora gorąca Chłopcy przeglądają na giełdzie podręczniki szkolne, NAC

Wrzesień – pora gorąca

„Gazeta Poranna” we września 1925 zamieszczała wiele interesujących materiałów z życia miasta. Jak zawsze okazuje się, ich tematyka była zbliżona do chwili obecnej. Miłej lektury…

Początek roku szkolnego w tamtych czasach też przyprawiał rodziców o ból głowy. Ważnym tematem były podręczniki i na ten temat w prasie rozgorzała dyskusja. Przypomina mi to czasy obecne i burzę wokół podręcznika nowego przedmiotu „Historia i Teraźniejszość”, którego autorem jest Wojciech Roszkowski.

Ważna kwestia książki szkolnej

Książka – to ważny czynnik w urabianiu ducha pokoleń. To nie jest rzecz obojętna, jakich to dwa miljony książek rok rocznie wchłoną w siebie umysły młodociane, by po szeregu lat studjów i nauki zacząć, wpojone przez nich zasady, wcielać samoistnie w życie, na wszystkich stopniach hierarchji społecznej. Te książki, dzisiaj takiem milczeniem i lekceważeniem społeczeństwa zbywane, to jeden z najważniejszych czynników w urabianiu przyszłych pokoleń zarówno pod względem intelektualnym, fachowym, etycznym, narodowym, państwowym i estetycznym. Im doskonalsza będzie książka szkolna i im tańsza, tem głębiej i szerzej sięgną jej wpływy – a wytwarzana przez nią kultura ogarnie wszystkie warstwy społeczne, co jest ideałem dzisiejszych zdemokratyzowanych społeczeństw.

Z tych powodów podręcznik szkolny winien interesować nie tylko fachowców ciasne koła – lecz przede wszystkiem ogół światłych rodziców, boć oni przecie za swe ciężko i coraz ciężej zapracowywane pieniądze utrzymują wszystkich producentów książki szkolnej – a więc autorów i jej wydawców. Z tego powodu konsument winien coś niecoś mieć do powiedzenia o książce szkolnej, nie zadawalając się aprobatą ministerjalną jako nieomylną wyrocznią w sprawie wartości książki. O ile w tej dziedzinie głos konsumenta, a więc w tym wypadku rodziców, z natury rzeczy będzie dość ograniczony – o tyle w kwestji sposobu wydawania i cen książek szkolnych głos rodziców winien mieć znaczenie odpowiednio doniosłe.

Rodzice muszą mieć głos w sprawie podręczników. Zorganizowana opinja najświetlejszych sfer rodzicielskich niezawodnie w niejednym względzie ukróciłaby swawolę wydawcy – zmuszając go do produkcji lepszej – technicznie trwalszej i tańszej książki, ukrócając jednocześnie nadmierne zyski rokrocznie ściągane z najbiedniejszych dzięki temu, że Ministerstwo dany podręcznik zaleciło lub dopuściło do użytku w szkole średniej.

Każde zatem dziecko wbrew woli, za pośrednictwem swoich rodziców, musi opłacać haracz na samowolę i swawolę nakładcy, którego nikt pod tym względem nie kontroluje. System znowu aprobat ministerialnych czyni z książki pewnego rodzaju monopol, o małej zresztą konkurencji — istnieją bowiem rozliczne i praktykowane sposoby utrącania wydawnictw konkurencyjnych. Wydawca, posiadłszy mniejszą lub większą ilość wydawnictw zaleconych, poleconych lub dozwolonych podręczników staje się panem sytuacji.

Ten stan nie jest stanem zdrowia. Należy więc zanalizować wszystkie objawy chorobowe, zbadać ich przyczynę, a wówczas nie trudno będzie o środki lecznicze i profilaktyczne. Tym sprawom poświęcimy szereg rzeczowych uwag i rozważań.

Tematyce tej poświęcony był kolejny artykuł, który pojawił się po kilku dniach.

Olbrzymie rzesze naszej dziatwy muszą dostać tanią i dobrą książkę szkolną!

Gonitwa za zyskiem zmusza nakładców do rzucania się na wszystkie dziedziny pracy wydawniczej, niezależnie od posiadanych kwalifikacji, a w następstwie tego szkoła otrzymuje podręczniki niedostatecznie przygotowane w pomyśle jak i wykonaniu. Ta bezplanowa gorączka i chaotyczność w pracy musi się jak najfatalnej odbijać na młodzieży, jak i na szkole samej. Wzajem licytujący się nakładcy zmuszają autorów do pośpiechu – samych zaś siebie do pobieżności w redakcyjnem przysposabianiu podręczników. Wynikiem tego są podręczniki szkolne słabe pod względem merytorycznym, a wprost horrendalne pod względem wydawniczym. Wszystko w nich przypadkowe i niezwiązane w jednolitą, świadomą dróg i celów całość; bardzo marne ilustracje zazwyczaj harmonizują z nieprzemyślanym tekstem, a wszystko to dostraja się godnie do nieudolnej szaty typograficznej. Tanio produkować a drogo sprzedawać, szybko a źle wydawać, lecz jak największe pole zbytu zyskiwać – oto tajemnicze hasła naszych nakładców!

Niestety jednak w praktyce na tę drogę wstąpili prawie wszyscy, a nawet firmy tak mocne i pewne w głoszonych przez siebie hasłach ideowych, jak Książnica i Ossolineum. Od tej chwili sprawa zaczyna już być poważną i zastanowienia godną. Kto się zabiera do produkowania książki szkolnej, ten porywa się na rzecz wielką i bardzo odpowiedzialną. Świadomość wynikającej z rodzaju pracy i odpowiedzialności nakłada pewne obowiązki. Aby im podołać trzeba posiadać coś więcej w sobie poza sprytem przeciętnego spekulanta lub kupca.

Nie można książki szkolnej pojmować wyłącznie jako lukratywnego interesu, bo wówczas wartość jej zacznie spadać gwałtownie! Dobra książka szkolna musi być wynikiem nie tylko doskonałości fachowej – ale także pewnej temperatury ideowej – musi w niej być jakiś odblask ideału ożywiającego i zapładniającego nieustannie jej współtwórców.

Czy te warunki istnieją u naszych wydawców? A jeżeli nie – to jakie przyczyny składają się na ich brak – oto pytania, których nie można zostawić bez wyczerpującej odpowiedzi, nie teoretycznej, lecz na faktach opartej.

Po takich drogach jeździło się, NAC

Znane są kłopoty na naszych drogach, szczególnie po sezonie zimowym. Okazuje się, że jest to problem „wieczny”. Nie pomagały nawet apele w prasie.

Nasze drogi toną w błotach!

Rozpaczliwy glos mieszkańców niech wyrwie z apatii odnośne władze!

Obecne jesienne błota spowodowały, że na drogach powiatowych w Małopolsce, które znajdują się w stanie opłakanym, prawie że ustała komunikacja, a ludność wiejska jest odcięta od większych miast i miasteczek. W sprawie tej redakcja nasza otrzymuje dziennie po kilka listów błagalnych z prośbą o poruszenie tej piekącej sprawy w nadziei, że to wyrwie z apatii odpowiednie czynniki.

Między innymi otrzymaliśmy list z powiatu żółkiewskiego. którego treść podajemy w wyjątkach:

„Gmina Dalwicz z przysiółkami Tolman i Hesawiec, odległa jest od siedziby starostwa w Żółkwi o 26 kim. Ludność tutejsza przeto załatwia wszelkie swe sprawy w Kamionce Str. odległej tylko o 6 km. Droga jednak do Kamionki Str. jest wręcz niemożliwa do użytku, gdyż jama obok jamy naraża tylko na połamanie wozu. Gmina ściągnęła wprawdzie opłaty drogowe od kontrybuentów i złożyła je w Radzie powiatowej, jednakże od tego czasu upłynęło już pół roku, a nic jeszcze nie zrobiono.

Drugi list pochodzi ze Złoczowa.

Mieszkańcy ul. Podwójcia, ongiś jednej z najpiękniejszych ulic Złoczowa,\ wnieśli prośbę do Zarządu Miejskiego o naprawienie tej ulicy, na której w porze deszczowej z powodu głębokich jam ruch kołowy ustaje. Prośba ta jednak ugrzęzła w biurku komisarza rządowego, wobec czego mieszkańcy tej ulicy zwracają się tą drogą do p. dra Moszyńskiego, by stanowi temu zaradził.

Po przeczytaniu powyższego artykułu Stanisław Socha postanowił opisać swe wrażenia o lwowskich ulicach. Jak okazuje się przytoczony opis jest bardzo aktualny…

Z ulic Lwowa

Miasto bohaterskie ma rzadko spotykane w świecie położenie, liczne zaś wzgórza dają bardzo urozmaicone widoki. A piękno widoków potęgują zadrzewione place, ogrody i zamiejskie parki.

I byłoby rajem zamieszkanie we Lwowie, gdyby nic pewne braki, które zatruwają życie nie tylko nielicznej garstce estetów, ale każdemu obywatelowi miasta miłującemu porządek. W ogrodach i parkach poumieszczano wprawdzie tablice z napisami do P. T. Publiczności, wzywające do opieki i ochrony plantacji, ale takich tablic przeciętny lwowianin nie czytuje… i np. w oczach publiczności obłamuje się krzewy, zrywa kwiaty, wydeptuje trawniki i tp. A jeśli ktoś ośmieli się zrobić uwagę osobie, przekraczającej zakaz, wówczas otoczenie ze zdziwieniem słucha tego mentora, uważając jego wystąpienie co najmniej za akt samowoli…

Najsmutniej przedstawia się ulica we Lwowie. Uważana przez większość mieszkańców nie za środek lokomocji, który należy chronić przed zanieczyszczeniem, ale wprost przeciwnie, za składnicę śmieci najrozmaitszego rodzaju i kalibru. I tak np. każdy pasażer tramwaju uważa za swój obowiązek rzucenia biletu na ziemię, inny rozdziera kopertę i czytając list, znaczy swoją drogę kawałkami koperty lub listu. Lampiarz zakładający nowe szkło, ciska pęknięte z wyżyny drabiny… inny przechodzień wypróżniwszy flaszkę, rzuca pustą o ziemię, rozbijając ją na niebezpieczne ostre kawałki, zdradliwe tak dla przechodnia (bosego), jak i dla konia lub psa.

W porze pomarańcz błyszczą się zdała skórki na chodnikach ulic, a gdy krajowy owoc nastanie, znajdziesz wszędzie ogryzki jabłek, gruszek, pestki śliwek i różne niedojadki owoców, bardzo zdradliwe dla przechodni.

Niektóre ulice cieszą się wielkiem podobieństwem do ulic miast włoskich… Niebezpiecznie po nich chodzić przy dzisiejszem słabem oświetleniu. Jako wzór może posłużyć chodnik pod ogrodem, przynależnym do Ossolineum. Do niedawna do wspomnianego przybytku narodowego można było jedynie łodzią przez błotną kałużę dopłynąć… dziś radzę zachować ostrożność na chodniku, bo…

Również godnym podziwu jest zwyczaj wystawiania koszów ze śmieciem przed bramami kamienic we Lwowie. Pomniki o dość fantastycznym wyglądzie z napełnionych śmieciem koszów sterczą niejednokrotnie po kilka godzin. A czego w tych koszach nie znajdujesz? Kawałki papieru, łupiny ziemniaczane, odpadki z owoców, szkło, rozbite naczynia żelazne emaliowane, często miał węglowy, wreszcie właściwe śmiecie i popiół, sadza i tp. Nikomu na myśl nie przyjdzie spalić pod kuchnią papiery, a łupiny ziemniaczane spalane oczyszczają piec kuchenny ze sadzy, toż samo odpadki z owoców.

Tragicznie wygląda operacja wypróżniania koszów ze śmieciem w czasie największego ruchu ulicy: dzieci do szkół, urzędnicy do biur itd., a tu kosz rzucony z góry wozu lub auta podskakuje, a pyl oraz resztki śmiecia unoszą się na wszystkie strony…

Podobnie dziwną operację obserwować można przy zabieraniu zmiotków pyłu ulicznego przez wozy magistrackie. Robotnik podrzuca z siłą paru atmosfer łopatę pełną pyłu ulicznego i śmiecia, przyczem tylko drobna część dostaje się na wóz lub auto.

Od paru dni zauważyłem na jednej z najruchliwszych ulic m. Lwowa zupełnie mi nieznany za granicą sposób, względnie system napraw bruku ulicznego. Oto w wyboje wrzuca się zrośnięte ziemniaki, w dwa dni później narzuca się na te miejsca naci buraczanej. Co dalej będzie wrzucał, względnie jak dalej będzie postępował ów genialny rekonstruktor, opiszę później. Ale dopiero teraz rozumiem ,dlaczego kobiety wiejskie z jarzynami tak wielką ilość naci przywożą do miasta… bo wiedzieć muszą, że nać służy do poprawy bruku ulicznego!

O ile chodnik i ulica pozostawiała wiele do życzenia, o tyle gdy wzrok przechodniu podniesiesz, zaraz ci wpadnie w oczy „piękno” mało znane w świecie cywilizowanym. Są to arabeski, hieroglify, napisy koślawe, umieszczane kredą, wapnem, błotem na cokołach kamienic przez drobną dziatwę… Nikt nie zwróci uwagi tym istotom, gdy się tą babraniną zabawiają, co gorsza, nikt tych napisów, nieraz niecenzuralnych, nie usunie…

Z wyższych kondygnacji, zwłaszcza z balkonów, spadają ci przechodniu na głowę płyny… czy zawsze czyste? Któż to odgadnie? Czasem tak intensywnie podlewa się kwiaty, czasem wylewa się płyny lub wyrzuca niedopałki cygar, papierosów i tp., boć ulica we Lwowie… to śmietnik!

Cudzoziemiec i w ogóle gość zjeżdżający na „Targi Wschodnie” nie będzie się zachwycał ulicą bohaterskiego m. Lwowa, a wywiezie smutne nad wyraz pojęcie o czynnikach, które mają czuwać nad czystością, hygieną i estetycznym wyglądem miasta, a które śpią snem twardym i wyjątkowo trwałym.

Tak produkowano parkiet w warsztatach Krzemieńca, NAC

Liceum Krzemienieckie kojarzy nam się raczej z nauką, oświatą… ale okazuje się, że Liceum miało szeroką sieć produkcyjną.

Niezwykle pomyślny rozwój przemysłowy Liceum Krzemienieckiego

Prócz licznych i różnorodnych zakładów przemysłowych w sześciu powiatach Wołynia posiada Liceum Krzemienieckie we Lwowie ul. Gródecka 115, tartak i fabrykę deszczułek podłogowych (parkietów) pierwszorzędnej jakości, bo z najlepszej dębiny wołyńskiej i z automatycznych maszyn najnowszej konstrukcji. Dla pozyskania rynków zbytu sprzedaż po cenie kosztów własnych, co wypada bardzo tanio, bo materjał czerpany z własnych lasów kalkuluje sie jak najniżej. W tej samej fabryce są do nabycia rodzaje eksportowych materiałów tartych.

Obecnie wiele osób uskarża się na różnego rodzaju bóle reumatyczne w stawach. A okazuje się, że już przez wojną (II światową) znaleziono na tę dolegliwość skuteczny ratunek.

Nowy sensacyjny wynalazek lekarski

Od dłuższego czasu uchodził dr Gustaw Paul, dyrektor wiedeńskiego instytutu bakteriologicznego za specjalistę leczenia reumatyzmu i chorób powstałych na tem tle, W czasie wojny zawezwał go rząd austriacki do walki z reumatyzmem, który szerzył sie w armji. Szczepienia, które przeprowadzał wtedy uczony dały istotnie zadziwiające wyniki. Po wojnie dr. Paul nie ustawał w pracy i przed kilku dniami ogłosił na zjeździe lekarzy niemieckich w Weimarze, sensacyjny odczyt pt. „Świat bez reumatyzmu”. Uczony wiedeński przeprowadził kilkaset doświadczeń i na podstawie tego doświadczenia przyszedł do wniosku, iż niema tak zastarzałego reumatyzmu, któryby nie ustąpił pod wpływem szczepionki.

Tym cudownym lekiem jest preparat tuberkuliny, absolutnie nieszkodliwy dla zdrowia ludzkiego, a działający niszcząco na ogniska reumatyczne. Terapja jest również niebolesną, gdyż powoduje zaledwie lekkie zaczerwienienie skóry w miejscu szczepienia i nie sprowadza stanów gorączkowych.

Referat dra Paula wywołał w świecie lekarskim wielkie wrażenie, albowiem autorytet uczonego każe przypuszczać, iż odkrycie jego nie jest żadnym humbugiem obliczonym na naiwnych, ale wynikiem rzetelnej pracy. Rząd austrjacki oddał do dyspozycji dr. Paula szpital, gdzie stosowane są bezpłatne szczepienia dla ubogiej ludności.

Czyż tak pięknych kobiet może być za dużo?, NAC

Czy kobiet może być za dużo? Pytanie to jest retoryczne. W tym przypadku chodziło raczej o większą ilość populacji kobiet niż mężczyzn w powojennej Polsce.

280 tysięcy kobiet za dużo w Polsce

Inne kraje mają jeszcze więcej nadwyżki. Ostatnie dane statystyczne wykazują w Państwach europejskich silną przewagę liczebną kobiet nad mężczyznami. Na 1000 mężczyzn nadwyżka kobiet wynosi w Rosji 229, w Niemczech 100, we Francji 95, w Anglii 93, w Austrii 89, w Szwajcarii 77, w Czechosłowacji 75, w Norwegji 68, w Danji 53, we Włoszech 50, w Jugosławii 42, w Szwecji 36, w Belgji 33, w Grecji 13. w Niderlandach 10. Równowagę wykazują jedynie Bułgaria i Rumunja.

W Polsce na 1000 mężczyzn przypada 1100 kobiet, co przy zaludnieniu 28 milionów daje nadwyżkę 280 tysięcy!

Most Chrobrego w Poznaniu, NAC

Poznańskie uroczystości 900-lecia Wielkiego Króla Bolesława Chrobrego

Imponująco wypadły w Poznaniu uroczystości 900-lecia Wielkiej Polski i Wielkiego Króla Bolesława Chrobrego. P. Prezydent Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski dokonał otwarcia mostu Bolesława Chrobrego. Jak głosi napis na balustradzie, most „Zbudowany został w latach 1924-25 w dziewięćsetną rocznicę koronacji króla Bolesława Chrobrego”.

Następnie odbyła się Msza św. w Katedrze. Po krótkiej modlitwie ks. biskup Łukomski udał się do trumien, gdzie spoczywają zwłoki pierwszych królów. Po Mszy św. Pan Prezydent złożył u trumien Mieczysława I i Bolesława Chrobrego wieńce wawrzynowe, poczem ukląkłszy modlił sie przez dłuższą chwilę. U trumien królów prezydent Poznania Cyryl Ratajski złożył wieniec z napisem: „Stolica Wielkopolski Bolesławowi Chrobremu”.

Henryk Zbierzchowski przedstawił poetycko swój stosunek do tych wydarzeń we wierszu Uroczystości poznańskie.

Dziś, gdy obchodzi Wielkopolska cała
Przepiękne święto największego z króli,
Wstaje jak wizja dawnych dziejów chwała
I siła Polski, którąśmy zatruli
Głupiem warcholstwem, prywatą i pychą,
Bo w nas Polakach siedzi jakieś licho.

I duch Chrobrego pyta nas surowo:
Coście zrobili z mym snem o potędze?
Dałem wam Polskę wielką, piorunową,
Zrobiłem Szczerbcem wyłom w dziejów księdze,
Dałem wam łany bezmierne i żyzne
A nieład całą roztrwonił spuściznę.

I dziś po wieku okrutnej niewoli,
Gdyście na koniec odzyskali wolność,
Znowu, gdzie spojrzę, cień dawnej swawoli,
Znowu ta straszna do zgody niezdolność
Znowu te waśnie u rodzinnych progów,
Gdy wokół pierścień zacieśnia się wrogów.

Cóż odpowiemy i z jakich zastawów
Wskrzesimy znowu sens istnienia dobry?
Wiele dziś w Polsce mamy Bolesławów,
Ale z nich żaden więcej nie jest Chrobry.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 17 (405), 16 – 29 września 2022

X