Znanych jest około dziesięciu wspomnień ze Stanisławowa z II połowy XIX w. Spisane są przeważnie przez gimnazjalistów, uczących się w mieście. Większość wspomnień poświęcona jest profesorom, prowadzącym wykłady, bądź kolegom, z którymi dzieliło się ławę szkolną. Są one bez wątpienia interesujące, ale nie dla wszystkich. Zdarzają się też miłe wyjątki. Takimi są wspomnienia Gotthilfa Kohna, który wprawdzie w Stanisławowie nie studiował, ale bywał w mieście jako podróżnik.

Arszenik dla rodziny
W dzisiejszej Ukrainie rzadkością jest spotkanie kogoś o takim imieniu. Częściej występuje w Niemczech i jest połączeniem dwóch niemieckich słów: Gott (Bóg) i Hilfe (pomoc, ratunek). Nasz Gotthilf nie był jednak Niemcem, lecz Żydem. Urodził się w 1844 r. w austriackiej miejscowości Hohenems. Wkrótce po urodzeniu syna jego ojciec, Abraham Kohn, otrzymał posadę rabina we Lwowie i rodzina przeniosła się do stolicy Galicji.
Rebe należał do reformowanego odłamu judaizmu i wkrótce nastąpił konflikt z miejscowymi ortodoksami. Po tym, jak udało mu się zlikwidować podatek na koszerne mięso i świece szabasowe, Kohn zaczął przeszkadzać żydowskim bogaczom, którzy czerpali z tego niezłe dochody. Często mu grożono, lecz on nie wierzył, że Żyd może zabić Żyda. 6 września 1848 r. ortodoksalni rabini wynajęli Berka Pilpela, który przedostał się do kuchni Kohnów i dosypał arszeniku do ich zupy.
Po tym rodzinnym obiedzie Abraham Kohn i jego młodsza córka zmarli w strasznych męczarniach. Czteroletni Gotthilf przeżył, ale na resztę życia pozostał kaleką. Historyk polskiej literatury Olga Ciwkacz pisze, że sparaliżowało mu mięśnie prawej nogi, pogorszył się wzrok i słuch. Był przy tym niskiego wzrostu, garbaty i przez całe życie poruszał się o kulach.
Kalectwo jednak nie przeszkodziło Gotthilfowi Kohnowi prowadzić aktywne życie. Był redaktorem i wydawcą ilustrowanego czasopisma „Rocznik Samborski”, członkiem Towarzystwa pedagogicznego, tłumaczył na język niemiecki utwory Mickiewicza, Wincentego Pola i różne polskie pieśni. Wiele podróżował i miał wielu przyjaciół. Przeżył długie życie i zmarł w 1919 r.
Oprócz tłumaczeń dzieł innych autorów, Kohn pisał własne. Znana jest jego broszura z 1887 r. „Ostatnie chwile świętej pamięci Agatona Gillera w Stanisławowie i jego pogrzeb”. Jednak nas bardziej interesuje inna jego praca.
Miasto, dalekie od literatury
W 1879 r. Gotthilf Kohn prowadząc interesy objechał wiele galicyjskich miast i miasteczek. W następnym roku ukazała się jego książka „Pierwsze wrażenia z długiej podróży po kraju”, w której dokładnie opisał swe podróże. W IV rozdziale autor wspomina podróż ze Stryja do Tłumacza z przystankiem w Stanisławowie.
„14 sierpnia (1879 r. – aut.) po południu wyruszyłem z Kałusza do Stanisławowa, gdzie dotarłem około 5 godz. wieczorem. Miasto jest dość rozległe i wielkie, razem z przedmieściami ma 25 tys. ludności. Sposób budowy kamienic na pierwszy rzut oka przypomina Lwów, ale kto zechce dokładniej zbadać charakter mieszkańców Stanisławowa, znajdzie różnice pomiędzy tym miastem a Lwowem, a nawet pomiędzy nim a Przemyślem.
Stanisławów jest miastem czysto kupieckim i nie ma jak Przemyśl czy Lwów tej szlachetnej ambicji, aby zajmować pierwszorzędne miejsce w naszej literaturze. Jej efemerycznymi owocami były tu „Gazeta Podkarpacka” i „Hasło”, którym przypadła rola jednodniówek”.
Chociaż w uwagach autor dodaje, że „…niedawno Stanisławów uzyskał własną gazetę. Lwowianie Lubin Iliasiewicz i Feliks Lewicki założyli tu „Kronikę”, która ukazywała się dwa razy w tygodniu. Ale przetrwała nie długo, bo skończyła na 95 numerze. Potem było jeszcze kilka prób założenia własnej prasy, ale dopiero w 1886 r. pojawił się „Kurier Stanisławowski”, który stał się najpopularniejszym miejskim tygodnikiem aż do wybuchu II wojny światowej”.
Otóż życiem literackim Stanisławów pochwalić się nie mógł, ale Kohn zauważył inne walory miasta: „Natomiast miasto bogate jest na zakłady fabryczne, ładne budynki i zamożne wystawy!”.

Żyjące miasto
Dalej podróżnik popełnia bład, twierdząc, że miasto założył Stanisław Potocki. Można mu to wybaczyć, bowiem takie zdanie panowało wśród polskich historyków tego czasu. Kohn zaznacza, że miasto przeżyło wiele tragedii, w tym najazdy Turków i Tatarów i katastrofalny pożar. Gdy odwiedził miasto, o następstwach żywiołu już prawie nic nie przypominało, więc autor nie powstrzymał się od pochwały:

„Już sam sposób, w jaki miasto odbudowało się z ruin, powstało niczym Feniks po pożarze 1868 r. świadczy o rzadko spotykanej energii i niezwykłej żywotności Stanisławowa”.
Miasto powstało z ruin dzięki energicznej działalności burmistrza Ignacego Kamińskiego, któremu pan Gotthilf poświęca cały akapit:
„Z pewnością, nie starczy słów, by opisać wdzięczność miasta swemu burmistrzowi. To do niego należy główna inicjatywa w odbudowie i wzniesieniu miasta z ruin po pożarze. Z jego inicjatywy zakładano biblioteki, szkoły i fabryki, w tym bibliotekę miejską, do której sprowadzono z Paryża, jako bibliotekarza, zasłużonego uczonego Wincentego Smagłowskiego. Jego inicjatywą jest wyłożenie ulic brukiem asfaltowym i oznakowanie ich, za przykładem Lwowa, tablicami i oświetleniem głównych ulic gazem. Wprawdzie przy tym gazie należy zatrzymać się dłużej. Nie wszędzie świeci on tak, jak by się należało, ale zdaje się, że wina w tym nie burmistrza, a raczej tych kto pilnować musi, by mieszkańcom Stanisławowa, zamieszkującym ul. Tyśmienicką, nie dawano za mało gazu przez niepojętą ekonomię”.

Trudno w to uwierzyć, ale w dalekim 1879 r. w Stanisławowie już asfaltowano ulice. Jednak nowa nawierzchnia raczej się nie sprawdziła i niebawem powrócono do sprawdzonego sposobu brukowania ulic. Do asfaltowania powrócono dopiero w okresie międzywojennym. Wówczas to zaczęto nazywać ulice imionami znanych działaczy i stąd wynika potrzeba tablic z ich nazwami. Co się tyczy oświetlenia gazowego, to stało się ono możliwe po uruchomieniu w 1873 r. miejskiej gazowni, położonej w miejscu dzisiejszego sklepu „Fokstrot” naprzeciwko bazaru. Wówczas zaczęły znikać z ulic latarnie olejowe, chociaż całkowicie na gaz Stanisławów przeszedł dopiero w 1903 r.
Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 18 (454), 30 września – 14 października 2024
