Wróżenie z fusów

Wróżenie z fusów

Prezydentowi Janukowyczowi udało się to, czego od wielu lat nie dokonał żaden polityk. Mianowicie, na pięć minut przed wileńskim szczytem trzyma w szachu całą rzeszę analityków, dziennikarzy i rzecz jasna, polityków, każąc im powtarzać wyświechtane frazesy, powielać bliźniaczo do siebie podobne teksty i przypuszczenia, a do tego wróżyć z fusów.

 

Wypowiedzi ukazujące się w mediach z lekka tylko różnią się między sobą. Nikt, chyba nie chce wyraźnie powiedzieć, że prezydent Ukrainy zdecyduje się obrać jedną, konkretną drogę, bo kto wie – może w każdej chwili zaskoczy nas jakąś polityczną woltą? Dlatego kolejne osoby lawirują pomiędzy opcją prorosyjską i prounijną, a co niektórzy rozważają, czy Kijów może nadal trwać w zawieszeniu między tymi dwoma światami i realizować swą przedziwną „trzecią drogę”.

Wiktor Janukowycz sprawia wrażenie, że ta ostatnia wersja byłaby mu najbliższa. Nie ryzykując eskalacji niechęci względem jego osoby, rosnącej w ostatnich dniach w społeczeństwie, mógłby podtrzymać poprawne relacje z Moskwą, niespecjalnie tracąc na stosunkach z Brukselą. Z jednej strony ukraińscy przedsiębiorcy nadal mieliby przed sobą otwarte drzwi na rosyjski rynek. Z drugiej tracić, wedle oceny prezydenta, nie ma co, bo Unia Europejska niczego Ukrainie nie zagwarantowała. Głowa państwa wypomina, iż jego ojczyzna nie dostała ani solidnego zastrzyku gotówki, ani wyjątkowo atrakcyjnych kredytów, ani wiarygodnych obietnic, że może na unijne pieniądze liczyć.

Na dłuższą jednak metę to trwanie „pomiędzy” może okazać się jednak trwaniem między młotem a kowadłem, z nadzieją, że jedno się nie usunie spod nóg, a drugie nie spadnie z hukiem na głowę. Janukowycz, jako człowiek bez wątpienia myślący, a przy tym otoczony rzeszą doradców, zdaje sobie z tego sprawę. I w tym miejscu, świadomi rozterek, jakie mogą dręczyć prezydenta, analitycy rozważają, czy jednak nie wykona on kroku w którąś ze stron.

Strona rosyjska z pozoru jest bliższa. Wieloletnie powiązania, skuteczne szantaże, mniej lub bardziej zawoalowane obietnice i naciski, a przede wszystkim pogawędki z Władimirem Władimirowiczem Putinem, mogą tę bliskość jeszcze spotęgować. Może nie od razu Ukrainie byłoby wtedy spieszno do unii celnej, ale pozostałaby w dobrze znanym miejscu na geopolitycznej mapie kontynentu i zagwarantowałaby spokojny sen kremlowskim włodarzom, a przez to i własnym producentom słodyczy i odbiorcom gazu. Trzeba się jednak zastanowić, czy prezydent Janukowycz może nie być świadomym tego, że jeśli teraz ugnie się pod moskiewskimi argumentami, to nie pozostanie mu już nic innego, jak wciąż słuchać wskazówek płynących z Kremla i targować się o ceny gazu.

Jeśli szantaż okaże się skuteczny to Rosjanie będą go kontynuować. Świętowaliśmy niedawno na Ukrainie rocznicę Wielkiego Głodu, który w latach 1932-33 zabił co najmniej 4,5 miliona osób. Może warto przy tej okazji wspomnieć, że nie był to pierwszy głód, a ponowne wprowadzenie w życie metod, które przetestowano już w latach 1921-23. Tylko wprowadzono je w o wiele bardziej drastyczny sposób.

Wiktor Janukowycz powinien zatem wyciągnąć z tego faktu naukę i pamiętać, że stara szkoła może raz jeszcze zadziałać, a za jedną groźbą pójdą kolejne. Jeśli dodać do tego protestujące na ulicach ukraińskich miast tysiące ludzi może powinien jednak zwrócić się w stronę Zachodu?

W tym przypadku możemy prorokować, że Kijów chce tylko wywrzeć nacisk na Brukselę i cała ta gra jest obliczona na postraszenie unijnych przywódców tym, że jeśli nie wysupłają pewnych kwot ze wspólnej kieszeni, to potencjalny ogromny rynek zbytu zostanie oddzielony może nie żelazną, ale na pewno szklaną kurtyną. Z drugiej strony, dopijając kawę i spoglądając na układankę z fusów na dnie filiżanki, możemy gdybać, że tak naprawdę mamy tu raczej do czynienia z farsą. Grający w niej główną rolę prezydent, który musiał przecież wiedzieć, że obywatele wyjdą na ulice, wykorzysta protesty i mnożące się majdany, aby usprawiedliwić przed Rosją podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE.

(Fot. Wojciech Jankowski)Intryga to zawiła i wielopoziomowa, ale pomyślmy – w trosce o dobro narodu, wychodząc naprzeciw jego woli i oczekiwaniom, chcąc dla Ukraińców jak najlepiej, prezydent uda się do Wilna i złoży stosowne podpisy, a Moskwa będzie zmuszona spojrzeć na ten fakt jak na gest prawdziwego ojca narodu. Może nawet wzruszona uroni łzę. A Janukowycz wygra i dobre relacje z Unią Europejską, i naprawi swój błąd, przychylając się do woli protestujących przeciwko wcześniejszej decyzji o zerwaniu rozmów.

W przeciwnym razie wciąż potrzeba całego arsenału wróżebnych akcesoriów, aby pojąć, jak na dłuższą metę Wiktor Janukowycz zamierza realizować swą politykę. Trudno uwierzyć, iż nie wie, że właśnie kopie grób kolejnej kadencji swej prezydentury. Co w takim razie zamierza zrobić? Bo dobrze jest wierzyć, że poprzez wstrzymanie przygotowań do podpisania umowy stowarzyszeniowej nie kupił sobie prezydenckiego fotela od Rosjan. Gdyby tak się stało, Ukrainę czeka bardzo trudny czas walki o to, by nie stać się drugą Białorusią.

(Fot. Wojciech Jankowski)***

Tymczasem jednak nic nie zostało przypieczętowane. Nawet, jeśli w Wilnie nie zapadną żadne decyzje, obie strony zostawiły sobie czas do grudnia, aby ostatecznie podjąć decyzje. Kijów może wynegocjować potrzebne mu do łatania budżetowych dziur pieniądze, a Bruksela może do tej pory zrozumie, że z tym partnerem należało rozpocząć negocjacje od rozmów o finansach.

Analitycy będą w najbliższym czasie obserwować potencjalne zmiany na stanowisku premiera. Jeśli one nie nastąpią, małe są szanse, by przerwać tasiemcowy serial o zbliżeniu, z kimkolwiek by ono nie było. Mykoła Azarow będzie prawdopodobnie nerwowo spoglądał w stronę Janukowycza i rozważał, czy jego miejsca nie zajmie Wiktor Medwedczuk. Gdy tak się stanie, Kijów przestanie ukrywać prorosyjskie ciągoty. A jeżeli ktoś inny miałby zostać nowym premierem? Cóż, wtedy przyglądając się jego sylwetce będziemy znów prorokować, co też zmiana ta może zwiastować.

A na majdanach w całym kraju obywatele będą bohaterami tej nowej, dziwnej rewolucji. Rewolucji, w której akcentują swoje prawa, odżegnując się od polityków. Bohaterami, których wierne rządowi media przedstawiają jako młodych gniewnych studentów, którzy może i są przyszłością narodu, ale nie są tak poważnymi osobami jak robotnicy, aby musieć ich słuchać. Ot, młodość ma swoje prawa, musi się wyszumieć – choćby w rewolucji odbywającej się pod hasłami zbliżenia z Unią Europejską, lecz nie pod unijnymi flagami. Tych na majdanach jest bardzo mało, stanowią towar deficytowy. Dlatego demonstranci mówią o Unii stojąc pod flagami Ukrainy. Integracja nad Dnieprem ma swoje własne barwy. Niby bliskie barwom Unii Europejskiej, a jednak jakby nieco inne.

Agnieszka Sawicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X