Wołyń – spór o wartości

Wołyń – spór o wartości

W roku bieżącym mija 70. rocznica rzezi wołyńskiej. Poruszanie tego tematu niektórzy publicyści porównują z chwytaniem gołą ręką za rozżarzone żelazo. Dlaczego?

Szczególna to próba dla tych, którym zależy na porozumieniu polsko-ukraińskim. W sferze deklaracji zależy na nim prawie wszystkim. Często jednak zaraz potem pojawiają się zastrzeżenia. Tak, ale… W szczególny sposób dotyczy to wydarzeń z lat czterdziestych ubiegłego wieku, w szczególności rzezi na Wołyniu i w Galicji. Zasada, że ostatnia krzywda boli najbardziej działa tu z żelazną konsekwencją.

Pojawiają się próby relatywizacji ocen tych historycznych już wydarzeń. Niektórzy nazywają ją wojną pamięci. Jest podobno pamięć polska i pamięć ukraińska. Czy aby naprawdę?

Są fakty. Nieubłagane. Należy je znać i dalej badać. Dziś to zadanie dla historyków. Nie ma prawdy polskiej i prawdy ukraińskiej. Prawda jest jedna. Trzeba ją znać i o niej mówić. Tylko wtedy mamy szansę, że to, co się wówczas wydarzyło, nigdy więcej się nie powtórzy. Powtarzam – to tylko szansa, nie pewność. Dlatego nie ma miejsca na półtony czy skrywanie faktów w imię doraźnych interesów politycznych czy źle pojętych interesów narodowych. Tylko prawda ma walor oczyszczenia. Zbrodnia pozostanie zbrodnią. Człowiek nie ma prawa odbierać życia drugiemu człowiekowi. Nie ma idei czy ideologii, w imię której byłby do tego uprawniony. A takie próby przecież są. Także dzisiaj. Jedynym antidotum jest prawda, podparta wiedzą i mocnym kręgosłupem moralnym.

Każde wydarzenie ma swoje przyczyny. Były przyczyny rzezi Ormian, wielkiego głodu na Ukrainie, holokaustu. Był ciąg zdarzeń, który zakończył się rzezią na Wołyniu i w Galicji. Jednak żadna przyczyna, bez względu na jej wagę, nie może być usprawiedliwieniem dla ich sprawców. Oni sami ustawili się poza nawiasem europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej. Być może u kanibali byłoby inaczej.

Niedawno rozmawiałem o Wołyniu z moim przyjacielem, ukraińskim publicystą i historykiem. Nie zamierzam przepraszać nikogo za Wołyń – powiedział. – Niech przepraszają ci, którzy czują się związani z ideologią, która do tego doprowadziła. Dlaczego mam przepraszać za zbrodniarzy? Nie czuję z nimi związku. Mogę ich tylko potępić.

Zgadzam się z moim przyjacielem. Modny ostatnio zwyczaj przepraszania w „imieniu narodu” uważam za co najmniej niefortunny. To na ogół tylko fasada. Mało tego, to pułapka, w którą próbuje się wpędzić współczesne społeczeństwa. To moralnie dwuznaczna próba rozłożenia odpowiedzialności na wszystkich ich członków i przypisania im jednego ideologicznego stygmatu. Próba utrudniająca ocenę faktów i manipulacja psychologiczna wywołująca naturalny odruch obronny.

By pójść dalej, by budować coś wspólnie musimy dokonać oceny przeszłości, przede wszystkim z punktu widzenia naszego człowieczeństwa. To nie jest spór o historię. To spór o wartości. NIE ZABIJAJ – jakie to proste i trudne zarazem.

Marcin Romer
Tekst ukazał się w nr 7 (179) 16-25 kwietnia 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X