Wołyń i pojednanie

Wołyń i pojednanie

Obchodom 70. rocznicy wydarzeń na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-1944 towarzyszą liczne debaty, seminaria i konferencje. Niejednokrotnie towarzyszą im pytania o chwilę obecną, o stan relacji polsko-ukraińskich, pojednanie a nierzadko pytania o Polskę i Ukrainę w ogóle. Jedno z takich spotkań, z udziałem profesorów Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie Jarosława Hrycaka i Myrosława Marynowycza oraz Bogumiły Berdychowskiej z redakcji kwartalnika „Więź” i Łukasza Kamińskiego, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej odbyło się 26 czerwca w warszawskiej Fundacji Batorego, w przeddzień panichidy odprawionej przez abp Światosława w intencji ofiar zbrodni wołyńskiej.

Dyskusję otworzyła wypowiedź prezesa IPN Łukasza Kamińskiego, który stwierdził, że w ostatnich latach nie udało się wykonać zbyt wielu kroków ku pojednaniu. W rezultacie dialog polsko-ukraiński znajduje się w tym samym miejscu, co dziesięć lat temu, kiedy to Leonid Kuczma i Aleksander Kwaśniewski wspólnie odsłaniali pomnik poświęcony zamordowanym w Porycku (dziś Pawliwka). Stało się tak, ponieważ po ważnych politycznych i religijnych deklaracjach nie było zbyt wiele realnych działań. Dlatego konieczne jest wspólne przebycie trudnej i bolesnej drogi. Nie uda się pominąć najtragiczniejszych spraw z przeszłości – przekonywał. Drodze ku pojednaniu nie pomaga też bardzo niski poziom wiedzy Polaków o tych wydarzeniach, co pokazują badania z lat 2003 i 2008. „Jeśli nie brać pod uwagę elit, środowisk intelektualnych, politycznych i religijnych – mówił Kamiński – to w przypadku zbrodni wołyńskiej panuje raczej niepamięć. Jak można doprowadzić do pojednania, jeśli tak naprawdę oba społeczeństwa nie wiedzą, co mają sobie wzajemnie przebaczać?”

Z tezą o polskiej niepamięci nie zgadzała się Bogumiła Berdychowska. Przypomniała badania przeprowadzone w 2009 roku dla Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, z których wynika, że największymi wrogami Polaków podczas wojny byli Ukraińcy. Oni w tym badaniu wyprzedzili zarówno Niemców jak i Związek Radziecki. „Oznacza to, że pamięć o tragedii w relacjach polsko-ukraińskich jest mocno zakorzeniona”. Ponadto – w porównaniu z innymi wydarzeniami historycznymi – o Wołyniu wie stosunkowo wielu respondentów. Łukasz Kamiński prostował: nie chodzi tu jedynie o wiedzę na temat wydarzeń, ale także o symbole ich dotyczące (upamiętnienia, obrazy filmowe…), a tych w przypadku tragedii wołyńskiej jest niezwykle mało.

Mówiąc o dialogu polsko-ukraińskim Łukasz Kamiński zwracał uwagę na dwie kwestie. Konieczne jest odpowiedzenie sobie na pytanie, jakie miejsce zajmuje w naszej historii zbrodnia wołyńska, nie tylko wspólnej – polsko-ukraińskiej, ale także każdego z tych społeczeństw z osobna. Potrzebne jest także podjęcie wspólnych działań, które mogą prowadzić do zbliżenia, np. wspólnych badań mających na celu ustalenie liczby ofiar i sporządzenie ich imiennej listy. „Ta wspólna pamięć o ofiarach mogłaby stać się przedmiotem naszej wspólnej polsko-ukraińskiej troski. Razem moglibyśmy dbać o miejsca pochówku” – przekonywał szef IPN. Ten dialog jest jednak utrudniony między innymi przez brak woli politycznej. Nie pomaga również brak równowagi w stanie badań po stronie polskiej i ukraińskiej.

Po części zgodził się z tym Jarosław Hrycak. „Oczywiste jest, że ogólnie w kwestii wołyńskiej na Ukrainie panuje niewiedza” – przyznał. Dodał również, że „ukraińscy politycy stronią od tego tematu, bo jest to kwestia bardzo drażliwa, a zajmując się nią można łatwo narazić się na utratę wyborców”. To powoduje, że kapitał polityczny na tragedii wołyńskiej zbijają środowiska radykalne – nacjonalistyczna Swoboda, a także ta część rządzącej Partii Regionów, której bliskie są wartości prorosyjskie. „Ale paradoksalnie – stwierdził Hrycak – niska świadomość Ukraińców o wydarzeniach na Wołyniu nie musi być zjawiskiem negatywnym. Brak wiedzy albo częściowa amnezja niekoniecznie jest czymś złym. Może działać na rzecz pojednania”. Jako przykład Jarosław Hrycak podał Hiszpanię, w której przyjęto pakt o amnezji. Takie działania pomagają społeczeństwom, które mają za sobą traumę totalitarnego albo autorytarnego reżimu. Niestety, trudno wyobrazić sobie taki pakt na Ukrainie, chociaż podejmowano pewne próby jego wprowadzenie za prezydentur Leonida Krawczuka i Leonida Kuczmy. „Nie ułatwiają nam też tego nasi sąsiedzi” – podsumował.

„Czy pojednanie oparte na amnezji będzie prawdziwym pojednaniem?” – pytał retorycznie Łukasz Kamiński. I tłumaczył: „dyskusja o tragicznej historii musi wywoływać ból. Nie da się go uniknąć. Ta dyskusja jest niezbędna. Są tacy, którzy zarzucają, że prowadzi ona do eskalacji konfliktu. Ale jestem przekonany, że ona nie tyle wywołuje konflikt, co raczej pozwala uniknąć go w przyszłości”. Zwrócił również uwagę, że we współczesnym świecie trudno mówić o amnezji, bo nie sposób wymazać świadectwa ofiar. Pamięć o traumatycznych wydarzeniach i prędzej czy później powrócą, i wtedy może zostać przejęta przez środowiska radykalne.

Bogumiła Berdychowska i Łukasz Kamiński (Fot. Piotr Kosiewski)

Z kolei Bogumiła Berdychowska mówiła o kwestionowaniu w ostatnich latach, zarówno w Polsce jak i na Ukrainie, dorobku dialogu między obydwoma krajami. Okazało się, że można podważyć dotychczasowe działania wokół np. Wołynia, które przecież doczekało się wielu książek, artykułów, filmów. Były także gesty najwyższych urzędników państwowych. Takie postawy po polskiej stronie prezentuje przynajmniej część środowisk kresowych. O podobnym zjawisku na Ukrainie mówił Jarosław Hrycak, stwierdzając jednoznacznie, że ukraińska dyskusja o Wołyniu zaostrzyła się, a głos środowisk radykalnych jest w niej coraz mocniejszy. Jako przykład podał kontrowersyjną publikację Wołodymyra Wiatrowycza, w której rzeź wołyńska została przedstawiona jako druga wojna polsko-ukraińska. „Uważam tę książkę za skandaliczną, bo ona wprost relatywizuje Wołyń. I nie chodzi jedynie o to, że ta książka się pojawiła, ale również o to, że Wiatrowycz – mimo jednoznacznej krytyki niektórych środowisk – stał się gwiazdą ukraińskiej sfery publicznej. Co prawda, sprawiła ona również, że na Ukrainie o Wołyniu mówi się więcej. Ale nie jestem do końca przekonany, czy właśnie o to nam chodziło”.

Książka Wiatrowycza – podkreślała z kolei Bogumiła Berdychowska – pokazuje, jak bardzo potrzeba wspólnej pracy nad ustaleniem wszystkich faktów dotyczących tej zbrodni. Rok 2013 różni się tym od 2003, że dziś w ukraińskiej debacie publicznej może pojawić się historyk, który deklaruje: na Wołyniu nic specjalnego się nie wydarzyło. „Jest to dla mnie wyjątkowo smutne”. Dlatego działania, o których mówił prezes Kamiński, jak wspólne policzenie ofiar ma „wyjątkowy sens, bo może ograniczyć tego typu praktyki”.

Z kolei Myrosław Marynowycz tłumaczył, że „z dyskusją o Wołyniu spóźniliśmy się. Dlatego przejęły ją środowiska radykalne. Zaraz zobaczymy morze radykalizmu jaki rozleje się po Ukrainie” – konstatował ze smutkiem. Marynowycz starał się również spojrzeć ze zrozumieniem na to, co robią w Polsce środowiska kresowe. „Są to ludzie, którym zabraniano pamiętać i mówić o ich bólu. Oni ten ból muszą dziś po prostu wykrzyczeć. Mówienie o bólu jest ich prawem” ¬– stwierdził. Ale jednocześnie dodał, że nie można pomylić bólu z nienawiścią. „Rozumiem, że one często idą w parze, ale wtedy trzeba rozumieć, że ból wymaga naszej empatii, miłości i szacunku. Ale nie można wymagać, żebyśmy szanowali nienawiść”. Na tej ostatniej nie zbuduje się pojednania. W tym kontekście przypomniał słowa Benedykta XVI, który nauczał, że prawda zawsze związana jest z miłością. Prawda bez miłości, przestaje być prawdą.

 „O Wołyniu nie można mówić bez bólu” – podkreślała też Bogumiła Berdychowska. Ale trzeba zastanowić się, jak unikać w tej dyskusji zbędnych emocji, jak na przykład fałszywe zdjęcie dzieci opasanych drutem kolczastym wokół drzewa, które przez wiele lat było główną ilustracją tej zbrodni. „Czy rzeczywiści chodzi o oddanie hołdu tym, których zamordowano, czy o wzbudzenie jak najgorszych emocji wobec Ukraińców?” – pytała. W naszym mówieniu o Wołyniu w ostatnich latach nastąpiła też „dewaluacja słów i pojęć”, na co w Polsce wpływ ma najbardziej radykalna część środowisk kresowych. Dla nich jedynym właściwym określeniem na wydarzenia na Wołyniu stało się „ludobójstwo”. Ponadto część tego środowiska jest przekonana, że mimo licznych dyskusji i publikacji na ten temat, „ich cierpienie jest ciągle niedocenione”. Z kolei część Ukraińców uważa, że Polacy za pomocą Wołynia chcą „rzucić Ukrainę na kolana, zakładają złą wolę, a także próbę zbicia kapitału politycznego na tych wydarzeniach”. I zaapelowała do Ukraińców: „trzeba przyjąć do wiadomości, że Polacy pamiętają i będą pamiętać o Wołyniu, niekoniunkturalne, bo jest to elementarna powinność żywych wobec umarłych”.

Do tych słów nawiązał, zabierając głos z publiczności, Konstanty Gebert, który przywołał przykład relacji polsko-żydowskich. Fundamentalna zmiana w dialogu Polaków z Żydami nastąpiła wówczas, gdy przyjęto założenie dobrej woli tej drugiej strony. „Bez założenia dobrej woli po drugiej stronie dialog nie jest możliwy” – podkreślał Gebert. „Założenie, że tamci ze swojego punktu widzenia mają prawo do swojej narracji, jak my ze swojego punktu widzenia. Oni się mylą, to my mamy rację. Ale mylą się niejako niewinnie”. Jak sprawić, by ta dobra wola się pojawiła? „Postaw nie zmieniają informację, postawy zmieniają się – i to niechętnie – pod wpływem faktów” – mówił Gebert. I dodawał: „ilość aktów dobrej woli po stronie polskiej zmieniła obraz Polski w oczach znacznej części Żydów. Ilość aktów dobrej woli po stronie żydowskiej, zmieniła obraz Żydów u Polaków. Dzisiaj założenie dobrej woli w dialogu polsko-żydowskim stało się czymś oczywistym. Nadal się kłócimy, i to dziko. Ale kłócimy się zakładając, że tamci nie mają racji, ale mogą tak uważać”.

Myrosław Marynowycz i Jarosław Hrycak (Fot. Piotr Kosiewski)

Zgodzono się, że tym aktom dobrej woli może pomóc „uspołecznienie” 70. rocznicy tragedii wołyńskiej, co jest zjawiskiem pozytywnym. Dziś znacznie większe jest poczucie obywatelskiej odpowiedzialności niż to było dziesięć lat temu. „Niezwykle pozytywną rolę odgrywają tu nasze kościoły, w tym szczególnie zwierzchnik Kościoła Greckokatolickiego abp Szewczuk” – mówiła Berdychowska. „To rzecz wyjątkowa – wszystkie najważniejsze ukraińskie kościoły wystąpiły wspólnie. Na Ukrainie dzieje się tak niezwykle rzadko” – wtórował jej Jarosław Hrycak. Jednak z tego procesu nie można wyłączyć polityków. „Szanując zarówno inicjatywy społeczne jak i aktywność kościołów – nie można zwolnić z myślenia o kształcie dialogu polsko-ukraińskiego świat polityki” – podkreślała Berdychowska. Przypomniała również, że w ostatnim czasie pojawiło się wiele tekstów ukraińskich intelektualistów, jak chociażby Antina Borkowskiego czy Wasyla Rasewycza, które są „nowy otwarciem”. „I to jest znaczący postęp w stosunku do 2003 roku” – mówiła Berdychowska.

Jarosław Hrycak zwrócił uwagę na jeszcze jedną rzecz odróżniająca rok 2003 i dzień dzisiejszy. Gdy dziesięć lat temu w Pawliwce odbywały się oficjalne uroczystości z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy, byliśmy jeszcze przed pomarańczową rewolucją. „Dziś jesteśmy po doświadczeniu tej porażki. A „porażka” – to słowo klucz” – podkreślił Hrycak. Mniej więcej połowa Ukraińców żyje w wielkim rozczarowaniu, ponieważ nie udało się zrealizować nawet części marzeń tej rewolucji, również tych związanych z pamięcią historyczną. Jednym z podstawowych priorytetów prezydentury Juszczenki było upamiętnienie Wielkiego Głodu z lat 1932-1933. Jego następca, Wiktor Janukowycz zrobił wszystko, aby tę pamięć zatrzeć. „Nasze społeczeństwo czuje się dziwnie. Z jednej strony, świat nie chce uznać, że Wielki Głód był ludobójstwem. (…) Z drugiej, wymaga się od nas – i to właśnie tak jest odczuwane – że mamy uznać Wołyń za ludobójstwo, któremu winni są Ukraińcy” – tłumaczył postawy na Ukrainie Hrycak. To zaostrza dyskusję o Wołyniu. A także pozwala przynajmniej po części zrozumieć, skąd bierze się popularność takich partii jak nacjonalistyczna Swoboda.

Szansą na wyjście z tej pułapki jest zmiana ukraińskiego rządu i danie Ukrainie szansy na europejską perspektywę. Powołał się przy tym na amerykańskiego historyka Timothy’ego Snydera, który stwierdził, że w Polsce dyskusja na temat Holokaustu może być łatwiejsza, bo Polacy znajdują się w komfortowej sytuacji – są w Unii Europejskiej, nikt im nie zagraża, więc mogą zdobyć się na rozmowę o trudnej przeszłości. „Ukraińcy takiego komfortu nie mają” – zauważył. Hrycak zachęcał również do spojrzenia na stosunki polsko-ukraińskie w nieco szerszej perspektywie. „Konflikt polsko-ukraiński nie jest konfliktem wyjątkowym. W historii podobnych przypadków było wiele. I udawało się doprowadzić do pojednania, istnieje więc pewna praktyka dochodzenia do kompromisu”. W tym kontekście przywołał książkę Timothy’ego Snydera „Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem”, którą – jak stwierdził – „wszyscy przeczytali, ale mało kto zrozumiał”. Amerykański historyk proponuje w niej inny model spojrzenia na region, gdzie w bardzo krótkim czasie doszło do kilku ludobójstw. „Ukraińcy widzą ukraińskie ludobójstwo, Polacy – polskie. Natomiast Snyder pokazuje, że były one ze sobą powiązane” – mówił Hrycak. Dlatego, aby rozumieć wydarzenia na Wołyniu, nie wystarczy znajomość polskiej czy ukraińskiej historii – trzeba widzieć tę zbrodnię w szerszym kontekście.

O spojrzeniu z innej perspektywy mówił też Myrosław Marynowycz, który rozmowy o naszej tragicznej historii porównał do patrzenia na ryty z Nazca. Ich sens można dostrzec tylko, gdy spojrzymy na nie z góry. Patrząc z bliska, widzimy jedynie kamienie. Każdy widzi swój mały fragmencik i nie dostrzega sensu całości. W tym kontekście ważne są działania kościołów. Udało się im zaproponować inną perspektywę mówienia o tej tragedii, niejako z góry. „W moim przekonaniu – kontynuował Marynowycz – to jedyna perspektywa, która może pogodzić różne sposoby patrzenia i doprowadzić do porozumienia między naszymi narodowymi spojrzeniami”. Zachęcał również, by nie ulegać „jak to dzieje się dzisiaj, logice Starego Testamentu”. Zamiast mówić za Ewangelią o grzesznikach, wśród których pierwszy jestem ja, najczęściej wołamy: oko za oko, ząb za ząb”. „Kiedy jesteśmy pojednani, kiedy stoimy przed Bogiem i spowiadamy się, wtedy nasze prawdy wzajemnie się uzupełniają” – mówił. Dojść do prawdy można tylko wtedy, gdy nie uznaje się wyłącznie swoich argumentów za jedyne słuszne.

„Polska od początku niepodległości Ukrainy dbała o jej interes” – podkreślał także Myrosław Marynowycz. „Niejednokrotnie bardziej niż sama Ukraina”. Polska odniosła sukces, którym może się pochwalić, a Ukraina jest sfrustrowana – dodawał Jarosław Hrycak. „To może sprawić, że odrodzą się stare stereotypy”. Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym, nie zaostrzać sytuacji. A Bogumiła Berdychowska, apelowała do wszystkich, którzy biorą dziś udział w dyskusji na temat Wołynia: „musimy pamiętać, że po 70. rocznicy antypolskiej akcji na Wołyniu będzie dzień następny. I powinniśmy roztropnie ważyć słowa, żeby się nie okazało, że nazajutrz nie będziemy mogli ze sobą rozmawiać”.

Tomasz Horbowski, Paweł Pieniążek

X