Święto Kałusza

Święto Kałusza

Kilka orkiestr dętych, setki kolorowych haftów, smacznych potraw, dziesiątki dziecięcych zespołów w strojach ludowych i estradowych, uśmiechy, powitania. W cerkwiach – nabożeństwa o pomyślność rodzinnego miasta, Kałusza. W ostatnich dniach jedno z większych przemysłowych miast Przykarpacia obchodziło 575. rocznicę pierwszego zapisu kronikarskiego.

Na obchody przybyła delegacja miasta partnerskiego – Gorlic. Z polskimi partnerami miasto współpracuje już od 13 lat. „Mieliśmy liczne wyjazdy, ale było i ochłodzenie naszych stosunków, – opowiada „Kurierowi” Witold Kochan, burmistrz Gorlic. – Naturalnie, chciałbym, abyśmy znajdowali jak najwięcej wspólnego w różnych dziedzinach.

Niedawno przebywała u nas delegacja władz miasta i przedsiębiorców. Dla tych ostatnich poszukujemy partnerów w Gorlicach. Szczególne nadzieje pokładamy w wymianie młodzieży i udziale kałuskich sportowców w naszych imprezach sportowych. Zapraszamy deputowanych lokalnych władz do zaprezentowania swych umiejętności nie tylko w podejmowaniu decyzji, ale i na arenach sportowych w czasie zawodów samorządowców. W Gorlicach jest duża gmina ukraińska i co roku w Zdyni odbywa się „Łemkowska watra”, którą odwiedza wielu turystów z Ukrainy”.

Z siedziby rady miasta, gdzie odbywało się spotkanie z delegacjami z Polski, Niemiec oraz innych miast z Ukrainy: Mikołajowa, Stryja, Drohobycza, marynarzy z dalekiego Oczakowa, goście przemieścili się do Domu kultury „Minerał”, gdzie odbywała się uroczysta sesja Rady Miasta, pełna powinszowań, śmiechu i żartów.

Mer miasta, Igor Nasalik, charakteryzując osiągnięcia miasta, sfery komunalnej, oświaty, medycyny, zaznaczył, że w jednym aspekcie mieszkańcy… nie mają osiągnięć. To przyrost naturalny mieszkańców. Dlatego wydał decyzję, żeby do kolejnego dnia miasta ilość jego mieszkańców wzrosła. „Kontrolę” tej sprawy doręczył… deputowanym.

Na jednej z centralnych ulic miasta ustawiono udekorowane namioty. Gościńce kałuszanom przynieśli i mieszkańcy okolicznych wiosek. Czego tu tylko nie było – rozdawano pieczone prosiaki, polewano wódkę na pokrzywie, częstowano kiełbasami, szynką, zawijańcami i kozacką kaszą. Nęcił zapach dziesiątek różnorodnych pączków, bo co to za dzień bez tego słodkiego smakołyku. Każda wioska specjalizowała się w pączkach z powidłem, mięsem, rodzynkami, serem, do tego z różnymi polewami – i ze słodką, i z czosnkową.

Goście z Polski byli zdziwieni, że tak wiele osób zna język polski. Wielu z nich bywało w Polsce, przeważnie pracowało. A kałuska wioska Nowica ma partnera o tej samej nazwie w Polsce. Wiejscy muzycy, z różnych zakątków rejonu grali gorlickiemu burmistrzowi polskie piosenki i chętnie rozmawiali.

„Bardzo się cieszę, że przyjechałem do Kałusza, – mówi Eugeniusz Liana, przewodniczący komisji infrastruktury i inwestycji miasta Gorlice. – Ludzie są tu tak szczodrzy i rozmowni, że nie potrzebni są tłumacze. Przypuszczam, że to oziębienie stosunków pomiędzy Europą i Ukrainą, które wynikło ostatnio, dawno by zanikło, gdyby przedstawiciele Unii częściej bywali na takich świętach, pomiędzy zwyczajnymi, prostymi i szczerymi ludźmi, którzy umieją smucić się i cieszyć razem z sąsiadami i wspólnie rozwiązywać swe problemy. Możliwie, że żyje się im nielekko, ale wierzę, że pokonają wszystkie trudności”.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 10 (158) 29 maja – 14 czerwca 2012

 

Obejrzyj galerię:

Święto Kałusza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X