Wieczór wigilijny

Wieczór wigilijny

Śnieżnobiały obrus mościł się na miękkich poduszkach pachnącego siana. Poprawił się nieco, aby potrawom było wygodnie i naprężył się z całych sił, gotów przyjąć na siebie wszelkie plamy. Misja chronienia stołu była dla niego powodem do dumy. Mógł komuś pomóc. Czego więcej miałby pragnąć w ten wieczór?

Karp pływał pod sufitem szczęśliwy. Spoglądał z góry na półmisek i cieszył się, że swoim ciałem obdarzy głodnych i zdrożonych gości tej wyjątkowej wieczerzy, a on sam może się inkarnować w psa. Na próbę zamachał ogonem i uśmiechnął się szeroko. Czeka go nowe, cudowne życie. Za rok będzie tarmosił choinkę.

Choinka milcząc wpatrywała się w okno. Mogło się wydawać, że jest smutna. Utoczyła nieco żywicznych łez marząc o zaśnieżonych krajobrazach i myśląc, że gdzieś tam, daleko, mogłaby spędzić beztroskie święta, egzotyczne i pozbawione konwenansów. Jednak wystarczyło, że nachylił się ku niej Anioł i konspiracyjnym szeptem poprosił, by ukryła pod swymi gałązkami prezenty dla przybyłych, a poczuła się znów na swoim miejscu. Poprawiła nieco igliwie, wyprostowała się dumnie, odbiła światło świecy w purpurowej bombce i otuliła paczki, paczuszki i zawiniątka. Gdy przyjdzie czas rozchyli gałęzie i pozwoli zanurkować pod nie dzieciakom, których okrzyków radości już nie mogła się doczekać. „Cóż by to były za święta poza domem” – pomyślała. Może i ciekawsze, może osobliwe, lecz czy byłaby wówczas komukolwiek potrzebna?

– Martwię się, że niosę ludziom rozczarowania – powiedział strapiony Anioł. – Zamawiają tyle prezentów, a ja przynoszę im tylko jedną rzecz. Czasem trafiam, ale często to, co miało być spełnieniem ich marzeń, jednak nim jest.

– To chyba jednak nie twoja wina – próbowała pocieszyć go Wiedźma. – Dobrze by było, gdybyśmy już układając listę swoich pragnień potrafili pozostawić na niej tylko jedną pozycję. Niestety częściej to właśnie strata uświadamia nam, czego tak naprawdę chcieliśmy.

– Zatem będę dziś życzyć wszystkim dobrych wyborów – powiedział Anioł i rozsiadł się wygodnie w fotelu.

***
Im ciemniejsze stawało się niebo, tym atmosfera w domu robiła się gorętsza. Orzechy stukały w misie, mak szeleścił cichutko pierwsze świąteczne melodie, pierniki zapachem otulały każdy kąt. Jeszcze chwila i do stołu zasiądą goście.

Anioł zafurkotał skrzydłami i ustąpił miejsca Sąsiadom, kartki od Znajomych pyszniły się życzeniami. Nadzieja, cicha i skromna, przysiadła na brzegu krzesła, niepewna, czy pozwolą jej tu pozostać, lecz Wiara objęła ją mocno i podsunęła szklankę z kompotem. Kot trącił ogonem Szczęście, a ono napuszyło się w odpowiedzi i wyraźnie urosło. Radość spoglądała na wszystkich z uśmiechem.

Nagle powiało chłodem, ogień w kominku zakołysał się niebezpiecznie. Trzasnęły drzwi i do domu zajrzała Złość.

Kot nastroszył wąsy, Aniołowi opadły skrzydła, Szczęście zaskomlało, a Miłość stanęła jak wryta. Złość omiotła wzrokiem stół, gości i zatrzymała spojrzenie właśnie na niej. W narastające ciszy rozległ się łomot spadającej z choinki igły.

Zrozumienie pierwsze ocknęło się z odrętwienia.

– Chodź – powiedziało do Złości – A ty złóż jej życzenia – pociągnęło za rękaw Miłość.

Złość prychnęła złowrogo, lecz Zrozumienie chwyciło jej dłoń i wcisnęło w dłoń Miłości. Miłość popatrzyła z zachwytem, Złość zamilkła zdumiona. Spojrzały sobie w oczy i uśmiechnęły się, a obie dłonie poczęły stawać się jednością. Złość wyciągnęła ramiona, Miłość objęła jej szyję. Tuląc się i szepcząc słowa przeprosin powoli nikły, splatały się, stapiały się w jedno. Stały się Przebaczeniem.

Przebaczenie potrząsnęło włosami, rozsypując przy tym okruchy dobra. Kot przeliczył raz jeszcze zgromadzonych w pokoju i świąteczną zastawę. Zmalała liczba gości, a na stole został talerz, przy którym nie miał kto zasiąść. Wiedźma klasnęła w dłonie i skłoniła się nisko.

– Czas na wieczerzę! – zawołała. – A talerz na stole niech zostanie, nie sprzątajcie go, proszę. Przecież tak naprawdę nikogo z nas dziś nie ubyło. Rzec można – jest nas nawet więcej – uśmiechnęła się – A puste nakrycie na wigilijnym stole niech odtąd oznacza, że w domu zagościło Przebaczenie.

„Wesołych świąt” – szepnęła Choinka, a Karp zaintonował kolędę.

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 23–24 (195–196) za 20 grudnia 2013–16 stycznia 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X