Wicemarszałek Sejmu Galicyjskiego Oktaw Pietruski Prawnuk Oktawa Pietruskiego – Mieczysław Pietruski

Wicemarszałek Sejmu Galicyjskiego Oktaw Pietruski

Polacy–Galicjanie XIX wieku – zapomniane znakomitości Lwowa

Z Mieczysławem Pietruskim, urodzonym we Lwowie, wieloletnim inżynierem Polskiego Radia i Polskiej Telewizji w Warszawie, rozmawiała Anna Gordijewska.

Na Cmentarzu Łyczakowskim przy głównej alei stoi grobowiec rodzinny Pietruskich. Czy Pan pochodzi z rodziny wicemarszałka Sejmu Galicyjskiego Oktawa Pietruskiego?
Mniej więcej pośrodku głównej alei, po jej lewej stronie zwraca uwagę biały medalion wtopiony w czerń prostopadłościennego grobowca. Jest to wąsata twarz mojego pradziada, Oktawa Pietruskiego, wieloletniego posła i wicemarszałka Sejmu Galicyjskiego oraz przewodniczącego Wydziału Krajowego – de facto premiera Galicji. Trudno jest zacząć opowieść nie wtrącając siebie w treść, mówiąc nieskromnie. A jestem imiennikiem jego syna Mieczysława Mariana ze Siemuszowy Pietruskiego, admirała c.k. floty Austro-Węgier i dla odróżnienia dano mi inne drugie imię. Ów mój stryjeczny dziad był pierworodnym synem mojego pradziada, o którym tu będzie mowa. Był znaczącym działaczem politycznym, inicjatorem budowy gmachu Sejmu Galicyjskiego. Równocześnie został wicemarszałkiem, a później marszałkiem Wydziału Krajowego, czyli był premierem rządu Galicji i Lodomerii. Rzecz się dzieje właściwie we Lwowie bo tu była „centrala” Galicji z przyłączoną od 1867 r. Galicją Zachodnią z Krakowem. Obaj, oraz inni członkowie rodziny, pochowani są na Cmentarzu Łyczakowskim w rodzinnym grobowcu założonym dla marszałka Oktawa przez Miasto Lwów.

Prawnuk Oktawa Pietruskiego – Mieczysław Pietruski

W Polsce panuje powszechne przekonanie, że w porównaniu z pozostałymi zaborami Galicja była krajem niemal szczęśliwości społecznej. Co Pan o tym sądzi?
Cofając się o półtora stulecia, warto uzmysłowić sobie czym była Galicja, a więc i Lwów. Faktem jest, że znaczna autonomia Kraju, tj. Galicji, doprowadziła do rozkwitu polskiej kultury i nauki w warunkach swobody narodowej. Jest to jednak tylko część prawdy, bo bieda trwała, a przed uzyskaniem autonomii w II połowie XIX w. germanizacja była bezwzględna i w zasadzie nie było miejsca dla kultury narodów podporządkowanych Wiedniowi. Potrzebne było mięso armatnie. Dopiero po różnych działaniach, o których tu mówić nie sposób, Galicja uzyskała w roku 1861 quasi autonomię konstytucyjną i konsekwentnie własny parlament – galicyjski Sejm Krajowy oraz rząd – Wydział Krajowy. Polskość odnalazła swe miejsce, lecz równocześnie paradoksalnie zaczęły się radykalizować konflikty narodowościowe – to nieszczęście przedwojennej Polski nie potrafiącej sobie z tym poradzić i dziś. W taką sytuację wpisuje się dziwnie mało znana postać Oktawa Pietruskiego, osoby bardzo zasłużonej dla autonomii Galicji.

Kim więc był ten zasłużony dla polskości w Galicji Oktaw ze Siemuszowy Pietruski, postać dziś zupełnie zapomniana?
Urodził się w Brukseli w roku 1820 jako syn Józefa Tomasza, oficera wojsk polskich z czasów napoleońskich, potomka rodziny ziemiańskiej. Jego prapradziad Marcin Pietruski w Odsieczy Wiedeńskiej 1683 r. był dowódcą gwardii królewicza Konstantego, syna króla Jana III Sobieskiego. Nazwisko Marcina figuruje w kościele na Kahlenbergu w Wiedniu na tablicy upamiętniającej zwycięską bitwę z Turkami. Po studiach w Stanisławowie i wiedeńskim Teresianum, w roku 1842 Oktaw Pietruski podjął pracę w sądzie szlacheckim we Lwowie, a następnie w Samborze. Był obiecującym prawnikiem. Jednakże w roku 1848 przystąpił do polskiej gwardii obywatelskiej, co przypłacił wieloletnim odsunięciem od awansów. Restrykcje zniesiono w roku 1857 i wówczas uznał, że większe korzyści od przygotowań militarnych przyniesie krajowi współpraca z zaborcą, w zamian za jego ustępstwa w gospodarce, kulturze, a także w kwestiach narodowych i oświacie.

A dalej dorobił się niesamowitego wzrostu kariery…
Tak, tak! W roku 1861 z tzw. kurii wielkiej własności Oktaw Pietruski został posłem na Sejm Krajowy, gdzie przewodniczył komisjom i gdzie najbardziej dał się poznać jako szermierz repolonizacji sądów, administracji i szkolnictwa. Jako poseł był już od roku 1861 członkiem Wydziału Krajowego, a w roku 1872 roku, na wniosek Leona Sapiehy, zastępcą Marszałka Krajowego. Ciążąc ku Polsce, nie przyjął w roku 1861 nominacji na posła do Rady Państwa – parlamentu w Wiedniu. Pełnił równocześnie inne funkcje pozaparlamentarne. Po śmierci w roku 1878 Marszałka Sapiehy, z którym był od początku lojalnie związany, Pietruski przestał być postacią drugoplanową. Przypisuje mu się zasługi w doprowadzeniu do otwarcia w roku 1886 słynnej męskiej szkoły średniej – Zakładu Naukowo-Wychowawczego oo. Jezuitów w Chyrowie, w której notabene uczyłem się przed wojną. Zasmuciła mnie bardzo wiadomość o tym, że sprywatyzowany „po zwolnieniu do cywila” kompleks dotknął w październiku 2017 niszczący pożar. Idea z roku 1998 utworzenia paneuropejskiej wyższej uczelni na wzór frankfurckiej Viadriny odeszła w nieznane.

Wicemarszałek Oktaw Pietruski otrzymał wiele odznaczeń oraz obywatelstw honorowych.
Tak. Kompetencje i pracowitość przyniosły mu w roku 1880 Komandorię Wielką Krzyża Orderu Franciszka Józefa. Zaś na wniosek burmistrza Stanisławowa, gdzie spędził młodość, szereg miast galicyjskich, a to: Lwów, Kraków, Rzeszów, Stryj, Kołomyja, Buczacz, Husiatyn, Brzeżany i Pogórze, nadały Oktawowi Pietruskiemu honorowe obywatelstwo.

Jeśli się nie mylę, to właśnie marszałek Oktaw Pietruski jest przedstawiony na obrazie Henryka Rodakowskiego?
Tak, to on. Henryk Rodakowski uwiecznił wizytę cesarza Franciszka Józefa w nowej siedzibie Sejmu Galicyjskiego, później gmachu Uniwersytetu Jana Kazimierza, obecnie im. Iwana Franki.

Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją we Lwowie.
Pracowite życie Oktaw Pietruski zakończył 22 lutego 1894 r. we Lwowie, gdzie pochowano go na Cmentarzu Łyczakowskim. Wydział Krajowy, któremu Pietruski wcześniej przewodniczył, uchwalił urządzenie pogrzebu na koszt Kraju, złożenie na trumnie wieńca od Wydziału, wywieszenie flag żałobnych i uczestnictwo w pogrzebie w pełnym składzie. Zgodnie z dawnym obyczajem, do wdowy, Stefanii z Augustynowiczów Pietruskiej, wysłano pismo kondolencyjne. Stanisław Nicieja w swym monumentalnym dziele „Cmentarz Łyczakowski we Lwowie” na str. 360 tak pisze: „Pietruski Oktaw (1820–1894), prawnik, działacz polityczny, przyczynił się znacznie do polonizacji życia publicznego w Galicji”. Dwie strony dalej jest fotografia fragmentu grobowca z tym pięknym białym medalionem z alabastru, a na stronie 230 przy omawianiu pogrzebu Kornela Krzeczunowicza Nicieja dodaje: „Przed złożeniem zwłok do krypty kaplicy przemawiał przewodniczący Wydziału Krajowego Królestwa Galicji i Lodomerii Oktaw Pietruski” i że „[….] pogrzeb w styczniu 1881 roku przemienił się w jedną z największych manifestacji żałobnych dawnego Lwowa”.

Kto jeszcze jest pochowany w grobowcu rodzinnym Pietruskich?
W grobowcu Oktawa spoczęli później: żona Stefania, synowie Mieczysław i Zygmunt oraz brat żony Zygmunt Odrowąż Augustynowicz. Młodszy syn Zygmunt wybrał wzorem ojca zawód prawniczy, był sędzią w Brzeżanach i we Lwowie. Jak mówią, była to postać z centrum lwowskiego życia towarzyskiego. Tak, jak ojciec, miał usposobienie pogodne, a takich mile się widzi na salonach. Do dziś krąży w rodzinie anegdotka, że dziadzio Zygmunt chadzał do kasyna szlacheckiego ze służącym Harmatą, który niósł jego rewolwer, by w razie klęski miał się z czego zastrzelić. Przegrywał też spadkowe Sokolniki pod Lwowem, ale nie strzelał.

Słyszałam kiedyś z Pana opowieści, a znamy się od wielu lat, że był jeszcze u Zygmunta wątek Gabrieli Zapolskiej. Czy to prawda?
W skomplikowanym życiu Gabrieli młodszy o rok Zygmunt pojawia się jako przyjaciel. Zapolska musiała wiązać z nim nadzieje i przeżyć być może zawód, skoro poświęciła mu tytułową rolę w opowiadaniu „Wodzirej”. Po wielu wędrówkach Gabriela osiadła we Lwowie w roku 1905, ale 47-letni już wówczas Zygmunt rok wcześniej ożenił się z posażną dziedziczką zamku w Baranowie Sandomierskim, Zofią Dolańską, moją babką. Zamieszkali w słonecznym mieszkaniu przy ulicy Tarnowskiego, dzisiaj Tarnawśkoho. Z Zofią Zygmunt miał trzech synów. Zmarł nagle 25 maja 1923 r. w przeddzień matury pierworodnego syna Oktawa Marii, kolejnego prawnika i Oktawa w rodzinie, ojca piszącego te słowa. Pochowany został we wspomnianym grobowcu rodzinnym ufundowanym przez miasto Lwów po śmierci marszałka Oktawa w roku 1894.

Na zakończenie może jeszcze warto cofnąć się do czasów marszałka Oktawa Pietruskiego.
O marszałku można opowiadać i opowiadać. Otóż, z żoną Stefanią Augustynowicz Oktaw Pietruski miał trzech synów – Włodzimierza, Mieczysława i Zygmunta oraz córkę Marię. Włodzimierz zmarł młodo. Drugi syn, Mieczysław, po ukończeniu Teresianum pozostał w Wiedniu, gdzie zrobił karierę marynistyczną jako dowódca i wynalazca. Doszedł do rangi wiceadmirała cesarsko-królewskiej marynarki. Po nieudanej operacji w Wiedniu zmarł w pełni sił w roku 1905. Najmłodsza Maria wyszła za Augusta hr. Łosia i zamieszkała przy ul. Obrony Lwowa 28 obecnie Doroszenki 73, w okazałej willi Łosiów i Cieńskich. Jej jedyny syn, Zygmunt Łoś, zginął 28 grudnia 1936 w katastrofie oblodzonego samolotu LOT na trasie Lwów – Warszawa k. Suśca. Zakleszczony pas bezpieczeństwa uniemożliwił mu wyrwanie się z płonącej maszyny.

Tu dla porządku warto dodać, iż dzisiejsza ulica Doroszenki, to dawna Sykstuska. W roku 1938, w 20. rocznicę walk we Lwowie, została podzielona na dwie części. Część górna od Słowackiego do Sapiehy, dzisiaj Bandery, dostała nazwę ul. Obrony Lwowa. Nieznaną sprawę można potwierdzić na planie Lwowa wydawnictwa Zimnego z roku 1940. Z tej samej okazji jeszcze dwie inne ulice Lwowa zmieniły nazwę.

Gdzie Pan się urodził i czy pamięta Pan przedwojenny Lwów?
Pamiętam nieźle i ten wojenny. Urodziłem się przed wojną w klinice Salus koło ul. św. Mikołaja, obecnie Hruszewskiego. Mieszkaliśmy do wojny przy ul. Tarnowskiego i w Rudzie k. Żydaczowa, a ja jeszcze w internacie szkoły oo. Jezuitów w Chyrowie. Podczas wojny przygarnęli nas dziadkowie Kielanowscy do dużego lekarskiego mieszkania w gmachu Skarbka oraz ciotka Maria Łosiowa na Obrony Lwowa właśnie. W owej willi Łosiów i Cieńskich w maju 1941 r. obudziło mnie o świcie trzęsienie ziemi, podobno na Bukowinie. Było tak silne, że zamknięte drzwi balkonowe same się otworzyły, meble się poruszały i trzeszczały. Zaś w czerwcu tego samego roku niemieckie bombardowania Lwowa zniszczyły od ściany do ściany ulicę Obrony Lwowa, Pocztę Główną na Słowackiego i na zawsze Pasaż Mikolascha – ten dumny symbol bogatego lwowskiego mieszczaństwa. W leju bombowym na Obrony Lwowa zginęła młoda dziewczyna oraz poeta ukraiński. Ślady leja jako nierówny bruk były widoczne przez cały sowiecki okres Lwowa. Dziś w tym miejscu tramwaj wyprowadzony spod Poczty Głównej na Słowackiego skręca do Kopernika.

Do kategorii zjawisk niecodziennych za mej pamięci dodam, iż w styczniu 1940 r. we Lwowie temperatura spadła do rekordowych minus 41 stopni! Na pogrzebie mojej babki poodmrażaliśmy sobie z siostrą poważnie ręce i nogi, czego ślady mam do dziś. Ówczesne Radio Lwów mówiło o niezwykłym zimnie i ostrzegało, bo powszechne wówczas termometry rtęciowe stawały na minus 38 – temperaturze krzepnięcia rtęci. A radio we Lwowie na ogół nie było rzadkością. Lwów miał najwięcej w Polsce odbiorników radiowych na głowę i atrakcyjne audycje Szczepcia i Tońcia, czy w niedziele pogadanki ks. Rękasa dla chorych.

Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że porozmawiamy jeszcze o słynnych postaciach, nietuzinkowych osobistościach z lwowskich rodzin, z których Pan się wywodzi.
Chętnie, bo warto przybliżyć czytelnikom jeszcze nie byle jaką rodzinę Kielanowskich: dziadzio Bolesław Kielanowski – lekarz miasta Lwowa, babcia Maria, malarka Lityńska, oraz czwórka dzieci – Józefa, moja matka, Tadeusz, Leopold i Jan. Po wojnie wszyscy zaszli wysoko w godnościach akademickich i artystycznych, nie zapominając ani na chwilę o duchu Lwowa.

Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 2 (318) 1-14 lutego 2019

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

code

X