„Wenecki tchórz” Franciszek Ksawery Branicki (fot. wikiwand.com/en)

„Wenecki tchórz”

W październiku 1765 roku pojawił się w Polsce dziwny podróżny, typ spod ciemnej gwiazdy, Giovanni Giacomo Casanova de Seingalt.

Pod tym fałszywym szlacheckim nazwiskiem krył się 40-letni wówczas syn włoskiego komedianta Gaetana (choć osoba jego ojca wzbudza do dziś wątpliwości) i córki prostego szewca Giovannyego Farussiego. Otaczała go już wtedy fama wyczynów, przede wszystkim miłosnych, a lista jego erotycznych podbojów była wprost imponująca. Uwodził panny z dobrych domów i praczki, mężatki i zakonnice, kurtyzany i damy dworu, a także tancerki. To właśnie te ostatnie były powodem pojedynku Casanovy z innym znanym zabijaką Franciszkiem Ksawerym Branickim, a miał on miejsce w Warszawie i jest właśnie tematem naszej opowieści.

Casanova w swoich podróżach po Europie zawitał m.in. do Berlina i w poczdamskim pałacu Fryderyka II próbował go namówić do organizacji państwowej loterii. Nic mu z tych planów nie wyszło, więc udał się do Petersburga z nadzieją dostania się na audiencję u Katarzyny II. Udało mu się spotkać z carycą, ale nie dostał żadnej lukratywnej posady na jej dworze. Po krótkim namyśle, wsiadł więc w dyliżans i wyjechał do Warszawy.

Do stolicy Rzeczypospolitej przybył wenecjanin 10 października 1765 roku i zatrzymał się w znanej gospodzie u Villiersów. Z listami polecającymi udał się na drugi dzień do ks. Kazimierza Adama Czartoryskiego, znanego polityka, a także dramatopisarza i mecenasa kultury, który był przywódcą królewskiego Stronnictwa Patriotycznego. Dzięki niemu poznał wkrótce liczne grono wojewodów, generałów i biskupów, a wśród nich ks. Augusta Kazimierza Sułkowskiego, pisarza wielkiego koronnego, ks. Kacpra Lubomirskiego, generała lejtnanta na służbie rosyjskiej, oraz biskupa i znanego poetę Ignacego Krasickiego.

Czartoryscy szybko wprowadzili swego gościa w otoczenie Stanisława Augusta Poniatowskiego. „Jest niskiego wzrostu – pisał o królu w swoich „Pamiętnikach” Casanova, – ale dobrze zbudowany, twarz zaś ma niezwykle wyrazistą. Wysławia się łatwo, a wszystko, co mówi, skrzy się dowcipem i błyskotliwością myśli”. Szybko wkradł się bystry wenecjanin w łaski monarchy, który dopuścił go do asystowania w porannej toalecie.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kobiety. W gospodzie dowiedział się Casanova, że wenecki komik Carl Tomatis został mianowany przez króla na stanowisko dyrektora pierwszego publicznego teatru w stolicy. Żoną Tomatisa była sławna baletnica, tancerka i aktorka z Piemontu Caterina Gattai, która pełniła jednocześnie rolę królewskiej kochanki. Jej piękny portret, wiszący do dziś w warszawskich Łazienkach, namalował później Marcello Bacciarelli.

Casanova zaczął coraz częściej zaglądać za kulisy teatru, a także do garderoby uroczych tancerek. Problem stanowiło pojawienie się w stolicy innej znanej w całej Europie włoskiej tancerki Anny Binetti. Jej występy tak bardzo spodobały się warszawskiej publiczności, że wzbudziły zazdrość Gattai, faworyzowanej dotąd przez zwolenników Czartoryskich. Do miłośników zaś Binetti zaliczał się znienawidzony przez szlachtę okrutnik, przyszły targowiczanin, Franciszek Ksawery Branicki i jego poplecznik hr. Konstanty Moszczeński. W najgorszej sytuacji był sam Casanova, który znał z dawnych lat obie panie, i w którym obie się oczywiście kochały.

Pewnego dnia doszło do awantury pomiędzy Branickim a Tomatisem. Potem Binetti uknuła intrygę przeciwko Gattai, w którą wplątała wenecjanina. 4 marca 1766 roku odbył się w obecności króla spektakl znanej sztuki Franciszka Bohomolca „Małżeństwo z kalendarza”. Po występie Branicki sprowokował Casanovę próbując mu wmówić, że jest kochankiem Binetti. Ten znając jego zabijackie maniery chciał mu zejść z drogi, lecz został przez Branickiego nazwany „tchórzem weneckim”.

– Panie hrabio, dowiodę ci o każdej godzinie i w każdym miejscu, że wenecki tchórz nie boi się polskiego magnata – odparł mu wściekły Casanova.

Następnego dnia pod oberżę, w której mieszkał nasz „bohater”, zajechała strojna kareta Branickiego zaprzężona w trzy pary koni. Pojedynek na pistolety odbył się w opuszczonych ogrodach na Woli. Obaj niemal jednocześnie oddali po jednym strzale raniąc się nawzajem. Casanova został tylko draśnięty w lewą rękę, lecz Branicki dostał kulę w brzuch i został przez towarzyszące mu osoby przetransportowany do pobliskiej oberży. Wenecjanin sądząc, że rana magnata jest śmiertelna, zdawał sobie sprawę, co mu grozi za udział w nielegalnym pojedynku. Szybko opuścił gospodę, chłopskimi saniami dostał się do stolicy i zabarykadował się w klasztorze franciszkanów prosząc przyjaciół o ratunek.

Franciszek Ksawery Branicki (fot. wikiwand.com/en)

Na szczytach władzy nastąpiła konsternacja – król był wściekły, poplecznicy Branickiego grozili Casanovie zemstą, lecz murem za nim stanęli m.in. wojewoda poznański Antoni Jabłonowski, marszałek wielki litewski Józef Sanguszko, wojewoda wileński Michał Ogiński i, wiadomo, Czartoryscy. Sprawa była poważna, bo w czasie obecności króla, gdy obowiązywała jurysdykcja marszałkowska, pojedynki były zabronione. Kto wie, może gdyby Branicki wtedy nie przeżył, inaczej potoczyłyby się losy Rzeczypospolitej. Ale tak się nie stało. Najjaśniejszy Pan darował Casanovie i magnatowi swoją łaską ten występek. Za namową króla doszło też do spotkania i zarazem pojednania byłych wrogów.

– Panie hrabio, przychodzę przeprosić cię za to, że nie potrafiłem wznieść się ponad błahostkę, na którą nie powinienem był zwracać uwagi – oświadczył uroczyście Casanova stając nad łóżkiem Branickiego. A magnat mu na to: „Siądź proszę i bądźmy przyjaciółmi”.

Aby przed opinią publiczną zatuszować jawne łamanie prawa, „Wiadomości Warszawskie” z dnia 8 marca podały kłamliwą wersję wydarzeń: „Dnia zaonegdajszego, w środę, jmć pan Branicki, podstoli koronny, wyjechawszy z jmć panem generałem Czapskim do Woli, mając próbować pistolety nowe sprawdzone, gdy się tam spotkali w ogrodzie z pewnym szlachcicem weneckim, nazwiskiem Kazanowa, kawalerem bawiącym tu od niejakiego czasu, który że miał jakowąś dawniejszą niechęć do jmć p. podstolego, przyszło między nimi do żwawej rozmowy, z której mimo usilnej perswazji jmci pana generała Czapskiego nastąpiła żądana i ofiarowana wzajemnie satysfakcja z tych samych pistoletów do próbowania nabitych. (…) Ten pierwszy impet odnowionej spotkaniem urazy nie przeszkodził jmci p. podstolemu koronnemu do okazania wspaniałości serca i umysłu pamięcią i staraniem o bezpieczeństwie i całości adwersarza swego, ile cudzoziemca, od którego ucierpiał. Że zaś to nie był umyślny pojedynek, ale przypadkowa zwada, została rzecz uspokojona bez wdawania się zwierzchności”. A mówi się, że kłamstwa prasowe pojawiły się dopiero w czasach komunistycznych!

Aby jednak cała sprawa nieco przycichła, Casanova wyjechał na Ukrainę i Podole. Po drodze ugościła go we Lwowie sławna Katarzyna Kossakowska. Wenecjanin odwiedził też w Podhorcach hetmana polnego koronnego Wacława Piotra Rzewuskiego, a na koniec Krystynopol, majątek wojewody kijowskiego Franciszka Salezego Potockiego, największego magnata swego czasu.

Gdy po tygodniu Casanova wrócił do stolicy, został chłodno przyjęty przez króla i przyjaciół, a przyczyna tego była taka: „Po powrocie do domu odebrałem anonim, w którym ktoś życzliwy wtajemniczał mnie w to, co słyszał na królewskim dworze. Otóż król miał się dowiedzieć, że w Paryżu powieszono mnie zaocznie za kradzież znacznej sumy z kasy loterii, że popełniłem wiele oszustw w Anglii i we Włoszech”. Wszystko to było nieprawdą, lecz na Casanovę padł blady strach. Postanowił, że wyjedzie z Polski na zawsze, lecz miał jak zwykle długi, na pokrycie których tysiąc dukatów wyłożył przez hr. Moszczeńskiego sam król. „A w dwa dni później, spłaciwszy długi, byłem już w drodze do Wrocławia”.

Ale to jeszcze nie koniec polskiej przygody Casanovy. W 1773 roku napisał utwór „Historia rozruchów w Polsce”, w którym z wielką sympatią wyrażał się o Rzeczypospolitej i jej obywatelach, a jednocześnie ganił króla za uległość wobec Repnina i carycy.

Zmarł 4 czerwca 1798 roku na zamku Dux (dziś Duchcov w Czechach), siedzibie hr. Józefa Wildsteina, potomka słynnego wodza wojny trzydziestoletniej Wallensteina, gdzie napisał cytowane wcześniej „Pamiętniki”. Dziś nie ma już jego grobu i nie wiadomo, co stało się z jego doczesnymi szczątkami.

Franciszek Ksawery Branicki przeżył swego adwersarza w dobrym zdrowiu o 21 lat!

Są też współczesne reminiscencje tamtego pojedynku – balet w dwóch aktach „Casanova w Warszawie” z wykorzystaniem muzyki Wolfganga Amadeusza Mozarta i librettem Pawła Chynowskiego. Spektakl reżyserował i wystawił w stołecznej Operze Narodowej Krzysztof Pastor.

Andrzej Sznajder
Tekst ukazał się w nr 21 (241) 17-30 listopada 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X