W poszukiwaniu Jamali (czyli historia zagubionego albumu)

W poszukiwaniu Jamali (czyli historia zagubionego albumu)

Zimowe ferie obfitują zazwyczaj w interesujące wydarzenia. W styczniu, lwowscy wielbiciele Jamali mieli okazję po raz drugi wysłuchać koncertu piosenkarki. Koncert w lwowskiej Operze ściągnął do teatru wielbicieli jej magicznego głosu, śpiewaczka zebrała pełną salę słuchaczy.

Susanna Dżamaladinowa (prawdziwe imię Jamali) stała się znana po wygranej w konkursie „Nowa Fala 2009”. Publiczności kojarzy się z piosenką „Smile”. Zachwyca połączeniem klasyki z jazzem, wciąga do tańca, wbija się w pamięć. Większość jej utworów urzeka swoim ciepłym jazzowym stylem. Jamala zaśpiewała piosenki ze swego debiutanckiego albumu „For every heart” i kilka piosenek z nowego krążka („Kaktus”, „How to explain”, „Hurt”), który zobaczy świat na wiosnę tego roku. Zaśpiewała też dwie piosenki po ukraińsku i jedną po tatarsku. Jamala podkreśla zawsze, że nie powinno się zapominać o korzeniach, z pochodzenia jest Tatarką i w każdym jej albumie jest przynajmniej jedna piosenka po tatarsku.

Po koncercie każdy chciał otrzymać od Jamali autograf, ludzie wchodzili przez wejście służbowe. Ochrona jednak nie wpuszczała fanów. Wszyscy się rozeszli. Jedynie 5 osób czekało nadal, wśród nich byłem i ja. Po paru minutach wyszedł jej menager i powiedział, że Jamala wyjdzie do nas. Naszej radości nie było granic. Dostaliśmy autografy i można było zrobić zdjęcia. Poprosiłem piosenkarkę o podpisanie albumu. Zrobiła to.

Gdy wróciłem podekscytowany do domu, zauważyłem, że nie mam płyty. Rozpocząłem poszukiwania, telefonowałem do znajomych, z którymi byłem w garderobie u Jamali. Byłem zrozpaczony. Do głowy wpadła mi myśl, żeby skontaktować się z piosenkarką przez portal społecznościowy. W swoich subskrypcjach na Facebooku zalazłem Jamalę i zaryzykowałem. Napisałem do niej.

 

Zaginiony album (Fot. Stanisław Apriłaszwili)Jakież było moje zdumienie, kiedy następnego dnia zajrzałem na Facebooka i zobaczyłem, że odpisała. Napisała, że zapomniałem album i że zabrała go ze sobą do hotelu „Dniestr”, gdzie będę mógł odebrać go na recepcji.

Raniutko pojechałem do hotelu. Ale żadnej płyty nie było. Rozczarowany wracałem do domu. Wieczorem znów zajrzałem na Facebooka i… znalazłem wiadomość od Jamali – przed chwilą zostawiła album w recepcji. Nie spodziewała się, że tak wcześnie pojadę do hotelu. Można było westchnąć z ulgą. Odebrałem płytę i poczułem pełną euforię po koncercie.

Po tej całej historii jestem pewien, że Jamala jest nie tylko wybitną śpiewaczką, ale i cudownym człowiekiem. Zaopiekowała się moją płytą i zatroszczyła o to, aby jej dzieło trafiło do słuchacza. Piosenkarka nie dość, że nie ma gwiezdnej choroby, to potrafi też zadbać o każdego – nawet całkiem nieznanego słuchacza.

Stanisław Apriłaszwili

X