W kościele z Jazłowczyka, który znajduje się na terenie lwowskiego skansenu, 2 sierpnia została otwarta wystawa pod tytułem „Vox Inaudita / Niesłyszalny głos”. Jest to wspólny projekt artystyczny odeskiego artysty malarza Stasia Żałobniuka i dwóch lwowskich rzeźbiarzy – Wołodymyra Semkiwa i Denysa Szymańskiego. Artystów łączy przyjaźń, która powstała dzięki wzajemnemu zainteresowaniu swoją twórczością.

Wołodymyr Semkiw po raz pierwszy zetknął się z twórczością Stasia Żałobniuka jesienią 2022 roku w Kijowie – na wystawie „Treść potencjalnie (nie)akceptowalna” w Muzeum Rewolucji Godności, a z twórczością Semkowa Staś zapoznał się rok później w Odessie – na otwarciu swojego projektu w Odeskim Narodowym Muzeum Sztuki. Jak wspomina Wołodymyr, zapamiętał Stasia wizualnie, a później przypadkiem odnalazł go na portalach społecznościowych i wysłał prywatną wiadomość… Tak zaczęła się wirtualna przyjaźń, która później przerodziła się w osobistą, do której dołączył także dobry przyjaciel Wołodymyra Semkiwa Denys Szymański. W tym samym czasie artyści zaczęli wymieniać się swoimi pracami. Cała trójka stwierdza, że podziela podobne poglądy na sztukę… Pomysł wspólnego projektu zrodził się i rozwinął wraz ze Stasiem Żałobniukiem podczas przygotowań i ekspozycji jego poprzedniej wystawy „Promieniowanie” w przestrzeni drewnianego kościoła z Jazłowczyka w Muzeum Architektury i Życia Ludowego we Lwowie im. Klemensa Szeptyckiego. Zaistniała chęć wspólnej pracy nad jednym tematem w sakralnej przestrzeni kościoła.
– Tematem projektu jest modlitwa – wyjaśnił Roman Zilinko, kurator projektu. – Modlitwa o sprawiedliwość. Modlitwa, która woła do Boga i wydaje się być ignorowana. Nie ma odpowiedzi, dopóki nie kłuje ból w kościach… Tym niesłyszalnym głosem – Vox Inaudita…
Na otwarciu wystawy zgromadziło sie wielu lwowian, przeważnie ze środowiska artystycznego.
– Odessa, Chersoń, Mikołajów, Goła Przystań, Awdijiwka, Wołnowacha, Donieck, Ługańsk – ile jeszcze tych miejsc bólu? – przemawiała ze wzruszeniem Iwanka Dymyd, ikonopisarka, która straciła na wojnie syna. – Cięcie, siekanie, strzały. Szary popiół, szare słoneczniki na polach chersońskich, niezbierane przez dwa lata. Sztuka potrafi przekazać to, czego nie da się wyrazić słowami. Dlaczego Staś niepokoi się, czy kultura i świątynia to rzeczy powiązane? Tak naprawdę kult i kultura mają ten sam rdzeń. Kultura wywodzi się z kultu.
Pomimo poważnego wieku na otwarcie wystaw w kościele z Jazłowczyka przychodzi jeden z najstarszych rzeźbiarzy lwowskich Jarosław Motyka.
– Teraz ten kościół można nazwać świątynią sztuki – mówi. – Kiedyś, za czasów komuny jako rzeźbiarz nie byłem w stanie stworzyć takich dzieł. Chłopcy poszli do przodu i to bardzo cieszy. Wtedy artystom nakazywano w swojej twórczości trzymać się zasad socrealizmu. Mieliśmy rzeźbić kołchoźników, robotników, a teraz artyści tworzą to, czego potrzebuje dusza.
Rozmawiamy ze Stasiem Żałobniukiem.
– Nigdy nie wyobrażałem sobie, że wystawa moich prac kiedyś będzie prezentowana w świątyni – powiedział dla Kuriera Galicyjskiego. – Nie ukrywam, że swoją twórczość zaczynałem od tematów świeckiej erotyki. Z biegiem czasu moje malarstwo przeszło transformację, stało się przemyślane i sumienne. Moje prace łączą się pod nazwą „Promieniowanie”. Ważne jest dla mnie, aby moi rodacy się porozumiewali. Kiedy mieszkańcy Lwowa nie komunikują się z mieszkańcami Doniecka, „psy” komunikują się z mieszkańcami Doniecka. Na przykład Odessa ma straszną specyfikę, którą należy zresetować, sprowadzić do zera. Zapomnieć i zaczynać budować ukraińskie miasto. Bo Odessa ma 600 lat, a nie dwieście. Zachowały się pozostałości miasta Koczubejów, o których wspominał Jan Długosz. Miałem projekt w Muzeum Sztuki w Odessie. Pokazałem tam Morze Czarne, które umarło. Zamiast morza mojego dzieciństwa, w którym uczyłem się pływać, stało się morzem agresji i są tam wrogie statki, z których skierowana jest przeciwko nam broń.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Swoimi refleksjami podzielił sie też znany lwowski galerzysta Pawło Gudimow:
– Cieszę się z trwałości tej lokalizacji i to, że skansen bardzo wyraźnie obrał drogę aktualizacji architektury poprzez sztukę współczesną. W ten sposób kościół z Jazłowczyka żyje. Artyści są bardzo wrażliwi. Słuchają tej przestrzeni, próbują nawiązać z nią jakiś dialog i ten dialog, myślę, jest dziś najbardziej namacalny.
11 lat temu z miejscowości Jazłowczyk koło Brodów do Muzeum Architektury i Budownictwa Ludowego we Lwowie przeniesiono niszczejący drewniany kościół. Świątynia została odrestaurowana na koszt Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP w ramach programu „Dziedzictwo przeszłości – fundamentem przyszłości”.
Po wysiedleniu Polaków z tej wsi, w latach powojennych kościół z czasem popadł w ruinę. Po uzgodnieniu z miejscowymi władzami ekipa studentów Politechniki Gdańskiej pod kierownictwem śp. prof. Romany Cielątkowskiej dokonała inwentaryzacji i demontażu obiektu. W ciągu lata i do końca września 2013 roku trwały prace w skansenie lwowskim, gdzie kościół został zmontowany ze starych i nowych elementów konstrukcyjnych. Drewniane elementy wymieniono w 50 procentach. Nie zachowało się wyposażenie świątyni. Jest to pierwszy obiekt sakralny obrządku łacińskiego, związany z kulturą polską na terenie skansenu lwowskiego.
Konstanty Czawaga









