Kościół z Jazłowczyka w skansenie lwowskim

Kościół z Jazłowczyka w skansenie lwowskim

Na terenie lwowskiego skansenu na Kajzerwaldzie (Gaj Szewczenkowski) zespół naukowy i ekipa cieśli pod kierownictwem prof. Romany Cielątkowskiej, rozpoczęli montaż drewnianego kościoła przeniesionego z miejscowości Jazłowczyk koło Brodów.

Będzie to pierwszy obiekt sakralny obrządku łacińskiego, związany z kulturą polską na terenie Muzeum Architektury Ludowej i Kultury Materialnej.

Jest to kolejny etap projektu realizowanego w ramach międzynarodowego programu „Dziedzictwo przeszłości fundamentem przyszłości”. Pierwszy etap został zrealizowany w zeszłym roku – obejmował inwentaryzację i demontaż obiektu pod kierownictwem prof. dr hab. Romany Cielątkowskiej, kierownika Katedry Projektowania Środowiskowego Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, członka Polskiego Narodowego Komitetu ICOMOS.

„Początki w tym roku nie były łatwe, ponieważ pogoda nam nie sprzyjała – powiedziała dla Kuriera profesor Romana Cielątkowska. – Zresztą wszyscy pamiętamy, że we Lwowie zima była bardzo długa i śnieżna. Tym bardziej w tym miejscu, gdzie jest las liściasty śnieg leżał długo. Ziemia była namoknięta tak, że wszystkie prace ziemne trwały bardzo długo, bo mieliśmy kłopot z wilgocią i deszczem. Trafiliśmy na bardzo zły grunt. Jest tu wszędzie glina, w związku z tym bardzo nam przeszkadzało gliniaste, nieschnące i klejące się błoto. Udało się nam w końcu po długim czasie zrobić fundament. Również z powodu deszczu i niesprzyjającej pogody nie mogliśmy przywieźć materiałów na sam plac budowy. Musieliśmy je zrzucać przy bramie i potem nosić. Początki nie były łatwe. Z czasem pogoda się ustabilizowała, złapaliśmy rytm pracy. Zaprzyjaźniliśmy się z odwiedzającymi nas pracownikami muzeum, szczególne ze sprawującym obowiązki dyrektora Aleksandrem Przemińskim. Odwiedzał nas codziennie. Toczą się od tamtej pory rozmowy na tematy specjalistyczne, snujemy wspólne plany. W ten sposób po dwóch miesiącach jesteśmy tu już zadomowieni. Teraz tylko modlimy się o pogodę, ponieważ czeka nas krycie kościoła gontem, a wtedy będzie nam naprawdę potrzebna”.

Prof. Romana Cielątkowska (Fot. Konstanty Czawaga)Kościół na nowym miejscu montowany jest ze starych i nowych elementów konstrukcyjnych.
„Drewna wymieniono 50 procent, co zdiagnozowaliśmy już w samym Jazłowczyku – mówi dalej profesor Romana Cielątkowska. – Patrząc na przywiezione na budowę drewno, widać, że odpadów jest bardzo mało. Przywieźliśmy to, co było konieczne, co dało się uratować, oczywiście ze względów i konstrukcyjnych, i funkcjonalnych. Widać bardzo wyraźnie jak na czarno-białym zdjęciu, że to co jasne – jest nowe, a to co jest ciemne – stare. Szczególnie cała strona północna kościoła była bardzo zniszczona ze względu na ziemię, deszcze, braki w odwodnieniu, dlatego przy demontażu wszystko rozsypywało się w rękach. Samo próchno”.

Ekipa cieśli jest z Polski, z Podlasia. Cały czas pracuje sześć osób. Kierująca pracami prof. Cielątkowska stwierdza, że zespół jest zgodny i zgrany: „Pracujemy już od dwóch lat – powiedziała. – W zeszłym roku cały sezon przepracowaliśmy na rekonstrukcji cerkwi greckokatolickiej, która była przeniesiona spod Krasiczyna [woj. podkarpackie] do Godkowa koło Elbląga [woj. warmińsko-mazurskie]. Cerkiew pojechała tam za przesiedlonymi przed laty Ukraińcami. Można ją już oglądać, stoją krzyże. Jest też już pod gontem. Czekamy teraz na wyposażenie wnętrza. Jak się uda,  drewniany kościół w skansenie we Lwowie i wspomniana cerkiew koło Elbląga będą otwarte w tym samym okresie”.

Dach przeniesionego i odbudowanego we Lwowie kościoła z Jazłowczyka będzie z gontu osinowego, białego, bardzo trwałego. Prof.. Cielątkowska wyjaśnia, że jest to konieczne ze względu na panujące w skansenie wyjątkowo trudne warunki jeżeli chodzi o zawilgocenie. Jest to gont najbardziej wytrzymały na warunki atmosferyczne. Gont ten przywieziony jest z Polski. „Szukaliśmy całą zimę producenta, który by nam go mógł dostarczyć. Główny problem stanowiła kwestia samego materiału, ponieważ na Ukrainie praktycznie nie robi się obróbki z osiny, bo nie jest ona tu popularnym drzewem. Nam zaś potrzeba aż 450 metrów kwadratowych drewna osinowego – powiedziała prof. Romana Cielątkowska. – Na dodatek należało to zrobić w krótkim czasie. Sam gont musi być bardzo dobrze wykonany”. 

Studentki z Politechniki Gdańskiej (Fot. Konstanty Czawaga)

„Zarówno przy pracach w Godkowie koło Elbląga związanych z cerkwią z Kupnej, jak i tutaj główną ideą programu „Dziedzictwo przeszłości fundamentem przyszłości” było ciągłe uczestniczenie w nim studentów, którzy zapoznają się jako przyszli architekci z codzienną pracą cieśli. Należy zdać sobie sprawę ile różnych czynności pobocznych trzeba także wykonać, żeby taki obiekt stanął. Oprócz tego bardzo ważnym czynnikiem jest zapoznanie się z kulturą danego miejsca. Studentki z wydziału architektury Politechniki Gdańskiej zwiedzają miasto, jego zabytki. Poznają tutaj młodych ludzi. To także jest bardzo ważne dla ich przyszłości. Są to praktyki dobrowolne, dla chętnych, ale finansowane przez Politechnikę Gdańską. Za to prace związane z cerkwią są finansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie poprzez umowę między Wydziałem Architektury Politechniki Gdańskiej a Narodowym Instytutem Dziedzictwa”. 

Od samego początku realizacji projektu z zespołem wykonującym prace rekonstrukcyjne spotykają się przedstawiciele Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie. Dzięki zaangażowaniu polskich dyplomatów oraz ukraińskich entuzjastów Rada Miejska Lwowa i Rada Wojewódzka wyraziły zgodę na przeniesienie kościoła z Jazłowczyka do skansenu we Lwowie. W ten sposób został on uratowany od całkowitej ruiny.

Teraz codziennie kościół rośnie. Z zewnątrz wygląda to nieco jak układanie puzzli. Dziewczyny z Politechniki Gdańskiej dźwigają niewielkie belki. Dalej cieśle starannie je dopasowują. Piotr Dziwonos, który pochodzi z Podlasia z miejscowości Krywiatycze koło Białowieży powiedział że już około pięciu lat zajmuje się ciesielką. „Najwięcej to właśnie u nas zajmowano się takimi rzeczami – mówi. – Ekipa jest sześcioosobowa. Cały czas pracują te same osoby. Ostatnio jedenaście cerkiewek zrobiliśmy na terenie podlaskim, tak, że doświadczenie już mamy. Wszystko ręcznie trzeba tu dopasować, powycinać. Do września powinniśmy skończyć jeżeli będzie pogoda”.

Wyposażenie kościoła z Jazłowczyka się nie zachowało. Oczywiście, coś ze sprzętów sakralnych można jeszcze znaleźć gdzie indziej i tam umieścić, podobnie jak zrobiono w zbudowanych w skansenie cerkiewkach.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 15 (187) 16 – 29 sierpnia 2013

X