Ukraiński film pt. „Zakazany” w Sejmie RP

W Sejmie RP w dniu 13 lutego br., w Nowym Domu Poselskim w sali im. Jacka Kuronia wyświetlony został film ukraińskiego reżysera Romana Brovki pt. „Zakazany”.

Jest to metaforyczna opowieść o tragicznej i tajemniczej śmierci w 1985 roku w jednym z sowieckich obozów Wasyla Stusa. Był on jednym z najwybitniejszych ukraińskich poetów drugiej połowy XX wieku, obrońcą praw człowieka, bohaterem Ukrainy, który walczył z sowieckim systemem. Film zdobył pierwszą nagrodę na Międzynarodowym festiwalu Dream City na Ukrainie w kategorii „najlepszy film fabularny”. Reżyser filmu Roman Brovko był stypendystą programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Gaude Polonia w 2013 roku.

Organizatorem wydarzenia jest wicemarszałek Sejmu RP Małgorzata Gosiewska.

– To jest bardzo ważny film, który pokazuje Ukraińca, wielkiego człowieka, twórcę, ale też wielkiego przyjaciela Polski i polsko-ukraińskiego pojednania, co nie jest bez znaczenia, szczególnie wobec wydarzeń, jakie mamy w ostatnich latach – powiedziała przed wyświetleniem filmu wicemarszałek Sejmu RP Małgorzata Gosiewska. – Film „Zakazany” jest filmem zaangażowanym. Porusza ważne sprawy, ale też pokazuje jedną bardzo ważną rzecz – pokazuje czym jest Rosja. Nie jest ważne, jak ona się nazywa, nie jest ważne kto nią kieruje, ale to jest system, z którym my musimy nieustająco zmierzać. To nie jest tak, że prezydenta Putina można ułaskawić, ucywilizować, zawierać porozumienia, dyskutować. No, nie. On szanuje tylko tych, którzy są silni. Tak jest i do tego musimy przekonać nie siebie, bo my to wiemy – mówiła dalej Gosiewska. Zdaniem wicemarszałek, do tego trzeba przekonać też polityków amerykańskich i nie tylko, i właśnie film „Zakazany” jest dobrym krokiem, aby pokazać ten system.

Roman Brovko podziękował za możliwość zaprezentowania tego filmu w Sejmie RP, za wsparcie dla Ukrainy, za wspieranie kultury ukraińskiej w bardzo trudnym czasie. Film jest zrealizowany w języku ukraińskim, z polskimi napisami.

– Film jest oparty na faktach prawdziwych i przed tym, jak go zrobić, przeprowadzono sporo wywiadów z uczestnikami wydarzeń historycznych, z ludźmi, którzy byli razem ze Stusem, nawet w jego ostatnich dniach w obozie – powiedział reżyser.

W wywiadzie dla Kuriera Galicyjskiego wyjaśnił, że jeszcze w szkole zainteresował się postacią Wasyla Stusa. – Wiele razy pytaliśmy nauczycieli, ale było bardzo mało faktów – wspominał. – Nawet nasza patriotyczna nauczycielka języka i literatury ukraińskiej nie mogła wiele powiedzieć o Stusie. Wiedzieliśmy, że był taki poetą, który pisał o systemie, a następnie zmarł w nieznanych okolicznościach w obozie. Potem była Rewolucja Pomarańczowa, Majdan, gdzie byłem i nagrywałem filmy dokumentalne. Ludzie podeszli do mnie i zapytali mnie jako reżysera, dlaczego wciąż nie ma na Ukrainie filmu o Stusie? Więc go zrealizowałem.

Fot. Konstanty Czawaga
{gallery}gallery/2020/zakazany{/gallery}

Z filmem „Zakazany” Roman Brovko objechał całą Ukrainę. Promuje go też w innych krajach, zwłaszcza w Polsce. Często podczas spotkań z widzami cytowano fragment „Z obozowego zeszytu” Wasyla Stusa, który został napisany potajemnie w niewoli i przekazany światu w 1982 roku. W latach 80. XX wieku więzień polityczny Kremla interesował się polskim ruchem wyzwoleńczym.

„Chyba od samego Kijowa śledzę wydarzenia w Polsce – pisał Wasyl Stus. – Niech żyją wolontariusze wolności! Ich, Polaków, nieposłuszeństwo wobec radzieckiego despotyzmu cieszy, ich ogólnonarodowe wstrząsy imponują; klasa robotnicza, inteligencja, studenci – wszyscy, oprócz wojska i policji.

Jeśli wydarzenia potoczą się w ten sposób, to jutro płomień ogarnie również wojsko. Co będą wtedy robić Breżniewowie i Jaruzelscy?

W totalitarnym świecie nie ma żadnego innego narodu, który tak wiernie broniłby swego ludzkiego i narodowego prawa. Polska pokazuje Ukrainie przykład (psychicznie my, Ukraińcy, jesteśmy blisko, może najbliżej polskiej natury, ale nie mamy najważniejszego – ducha patriotyzmu, który konsoliduje Polaków).

Szkoda, że Ukraina nie jest gotowa na pobieranie lekcji od polskiego nauczyciela.

Reżim ZSRR i oficjalnej Polski, odważając się na walkę z własnym narodem za pomocą najpoważniejszego nacisku policyjnego, ponownie ujawnił jednak swą antyludzką, despotyczną istotę.

Po Polsce – tak mi się wydaje – w moskiewskie ideały może wierzyć tylko ostatni głupiec i ostatni łajdak. Niestety, nie wiem, jakie wrażenie wywarła Polska na narodach ZSRR i całego obozu.

Wariant wyzwolenia według związków zawodowych byłby niezwykle skuteczny również dla ZSRR.

Gdyby początek w wykonaniu inżyniera Klebanowa został poparty w całym kraju, rząd ZSRR miałby przed sobą być może najbardziej współczesnego antagonistę.

Dlatego ruch helsiński to dla tego kraju wyższa matematyka, być może również jako ruch narodowo-patriotyczny. Natomiast ruch o mieszkanie i kawałek chleba, ruch o normalną pensję to język jasny, akceptowalny.

Jestem zachwycony polskimi zwycięzcami ducha i żałuję, że nie jestem Polakiem. Polska tworzy epokę w totalitarnym świecie i przygotowuje jego upadek. Czy jednak polski przykład stanie się również naszym – oto jest pytanie.

Polska drażniła Rosję przez cały XIX wiek, a teraz kontynuuje swoje próby.

Życzę polskim powstańcom jak najlepszego losu i mam nadzieję, że wprowadzony 13 grudnia stan wojenny nie zdusi świętego płomienia wolności. Mam nadzieję, że w zniewolonych krajach znajdą się siły, które wesprą wyzwoleńczą misję polskich wolontariuszy wolności.

Biorąc pod uwagę polskie wydarzenia, wady ruchu helsińskiego – tchórzliwie szanowanego – stały się jeszcze bardziej prymitywne.

Gdyby był to masowy ruch ludowej inicjatywy, z szerokim programem wymagań społecznych i politycznych, gdyby był to ruch z planem przyszłej władzy – wtedy miałby jakieś nadzieje na sukces. Inaczej jednak ruch helsiński jest podobny do dziecka, które zamierza mówić basem. Oczywiście miał on być rozgromiony, bo w swoich żałobnych intonacjach przewidywał ten pogrom.

Być może następna aktualizacja władzy w ZSRR zmieni szanse na lepsze, ale póki co społeczny pesymizm radzieckiego ruchu dysydenckiego jest poparty żelaznymi argumentami”. [1982] – źródło: Wasyl Stus. Utwory w 6 tomach. Księga 9., tom 4., wyd. Proswita, Lwów 1994, s. 500–501.

Podczas prezentacji filmu „Zakazany” reżyser Roman Brovko mówił nie tylko o powstaniu tego dzieła, lecz również o stanie kinematografii ukraińskiej i swoich planach.

– Film „Zakazany” powstał dzięki wsparciu Ukraińskiej Państwowej Agencji Filmowej – wyjaśnił. – Podczas kadencji prezydenta Poroszenki mieliśmy bardzo mocny rozwój, renesans kultury ukraińskiej i ukraińskiego kina. Stworzyliśmy w tym okresie może więcej, niż sto filmów o ukraińskich bohaterach. To jest bardzo ważne. I musimy to przedłużyć. Teraz trwają dyskusje jaki ma być w ogóle film ukraiński i czy to musi być film komercyjny z dużym sukcesem.

Zdaniem Romana Brovki, na Ukrainie nadał jest zapotrzebowanie na filmy o ukraińskich bohaterach z szacunkiem do historii tego kraju, do wydarzeń historycznych, bo istnieje nadal zagrożenie ekspansji rosyjskiego świata. Na terenach Donbasu, niekontrolowanych przez państwo ukraińskie, młodzież i dzieci są wychowane na podręcznikach rosyjskich i „bohaterach” Związku Radzieckiego, Rosji i quasi republik.

– Mamy wspólną historię z Polską, dlatego musimy też wspólnie realizować takie filmy, które łączą nasze narody – podkreślił reżyser filmu „Zakazany”.

Andrij Deszczycia, ambasador Ukrainy w Polsce, złożył podziękowanie poseł Małgorzacie Gosiewskiej za możliwość zaprezentowania rysunków Romana Suszczenki i filmu „Zakazany” w Sejmie RP.

– Ten film warto zobaczyć, żeby przybliżyć sobie czasy sprzed kilkudziesięciu lat i zrozumieć walkę, którą naród ukraiński kontynuował w czasach sowieckich, walcząc o swoją wolność, godność, niezależność. Jednym z liderów był Wasyl Stus – powiedział Deszczycia. – Warto to zobaczyć, żeby stawić czoło możliwym zagrożeniom powrotu totalitaryzmu czy powrotu do systemu, który przeżyliśmy – Polska, Ukraina, Litwa oraz inne państwa obozu radzieckiego. Wiemy, że nie zgodzimy się żeby ten reżim powrócił.

Andrij Deszczycia wspomniał również o wystawie rysunków byłego politycznego więźnia Kremla Romana Suszczenki, która w przededniu została otwarta w Sejmie RP. Zaznaczył, że ten dziennikarz ukraiński jest również symbolem walki o wolność i ludzką godność. Także przypomniał, że na Allegro.pl trwa licytacja jego oryginalnego obrazu „Podwórko Neapolitańskie”, namalowanego w rosyjskim więzieniu. Koszty ze sprzedaży tego obrazu będą przekazane dla dzieci więźniów politycznych, którzy nadal przebywają w rosyjskich więzieniach.

– Bardzo się cieszę, że mamy tak intensywny dialog ukraińsko-polski, że Ukraina jest obecna w Sejmie RP i w społeczeństwie polskim – zaznaczył ukraiński dyplomata. – Wydaje mi się, że jest to dobry krok, by obchodzić w tym roku 100-lecie Bitwy Warszawskiej i 100-lecie Sojuszu Petlury i Piłsudskiego, który jeszcze raz potwierdził, że wspólnie możemy stawić czoło zagrożeniu, jakim był bolszewizm. I zwalczyć takie zagrożenie. Ten film jest trudny, ale nawołuje do refleksji i do tego, żeby nie ustawać w walce i osiągać swoje cele – stwierdził Andrij Deszczycia.

– Jesteśmy razem i w tym nasza siła – podkreśliła wicemarszałek RP Małgorzata Gosiewska.

Konstanty Czawaga

X