Ukraińska przyszłość z Nadiją

Powrót Nadiji Sawczenko zdominował ukraińską przestrzeń publiczną.

Bardzo szybko kwestia jej uwięzienia staje się jednak drugoplanowa w stosunku do sprawy przyszłości ukraińskiej lotniczki. Pod tym kątem rozpatruje się każdy jej gest, zachowanie, słowo – już od pierwszych chwil na lotnisku w Boryspolu. Publicznie zaczęto również podnosić sprawy, które doniedawna zdawały się być wręcz tematami tabu: kim jest Sawczenko, jak wyglądała jej przeszłość w batalionie Ajdar, czy rzeczywiście jest bohaterem, czy na takiego jest kreowana.

To, co niedawno jeszcze zdawało się przyciągać wielu zwolenników, stawało się symbolem patriotyzmu, teraz w zachowaniu ukraińskiej lotniczki może budzić zaskoczenie, a nawet niechęć. Jej okrzyki przed rosyjskim sądem, ostra, czasem wulgarna gestykulacja były przyjmowane jako objaw męstwa, odwagi, przeciwstawiania się rosyjskiemu okupantowi. Sawczenko pojawiając się na boryspolskim lotnisku jednak nadal wydawała się być bardziej szalona, niż zadowolona ze swojego powrotu. Jej kręcenie się wkoło, na boso, wśród dziesiątek kamer, fleszy, w środku tłumu dziennikarzy bardziej wydawało się elementem walki przeciw wszystkim, niż radości z powrotu do domu. Wykrzykiwane hasła brzmiały jak oskarżenie, rzadziej jak oczekiwane podziękowanie. Jednak głębokie wrażenie musiała wywrzeć prośba Nadii o przebaczenie od matek, których dzieci z frontu już nie powrócą.

Te pierwsze godziny po przylocie uformowały obraz Sawczenko jako hardej, dumnej, ale ocierającej się wręcz o szaleństwo. Życzliwi komentatorzy zwracali uwagę, że przecież dopiero co została wypuszczona z prawie dwuletniej niewoli, że jej psychika musi być obciążona, a proces dojścia do normalności wymaga czasu.

Sawczenko nie wpadła w ramiona przybyłej na lotnisko Julii Tymoszenko i wszystkich trzymała na dystans, również w bezpośrednim znaczeniu tych słów. Jej gesty były chłodne i zdecydowanie męskie, żołnierskie, stając się często nawet silnie przerysowane. Z lotniska Sawczenko pojechała do Sekretariatu Prezydenta, gdzie po krótkiej rozmowie z prezydentem znów pojawiła się przed kamerami. Na niezwykłą liczbę dziennikarzy i kamer (ponad 150) oficjalnie nawet zwrócił uwagę sam prezydent. W krótkich wystąpieniach znów nie padły żadne stwierdzenia dotyczące planów na przyszłość, a nawet nie padły podziękowania w stosunku do prezydenta Poroszenki. Ten natomiast dziękował za pomoc w uwolnieniu ukraińskiej wojskowej całemu światu. Górnolotnie stwierdził również, że wraz z powrotem Nadii powraca nadzieja na powrót Donbasu i Krymu. Sawczenko w czasie przemowy prezydenta niespokojnie się kręciła, nie unikając celowych, a może przypadkowych gestów i min zniecierpliwienia. Każde uniesienie oczu Sawczenko było od razu podkreślane dźwiękiem setek migawek aparatów fotograficznych. Chciano zrozumieć, co Sawczenko naprawdę myśli, wyłapać jakikolwiek szczegół, który pozwoliłby na określenie politycznej przyszłości Nadii. Chciano zrozumieć, czy jej obecność u boku Poroszenki to deklaracja polityczna, czy po prostu konieczność wynikająca z sytuacji.

Taka deklaracja jednak nie padła.

Dwa dni później Sawczenko ze swoimi adwokatami i siostrą wystąpiła na konferencji prasowej pod szyldami partii Batkiwszczyna. To miała być wielogodzinna opowieść, z – jak zaznaczyła była więzień – „dziesięciominutowymi przerwami na papierosa po każdej godzinie”. Sawczenko była już zdecydowanie w lepszej kondycji, bardziej opanowana, ale jednak wciąż impulsywna. Według niektórych jej kolegów z Ajdaru, ona taka po prostu jest…

Sama Sawczenko na konferencji prasowej dramatycznie opisała ostatnie godziny w putinowskiej niewoli. Nikt jej nie poinformował, co się ma wydarzyć, a ona przez kilka godzin spodziewała się różnych, także najgorszych wariantów. Dokąd leci, przekonała się dopiero zobaczywszy ukraiński samolot. Mimo, że sama pilot twierdzi, że o akcji nie wiedziała, Poroszenko już kilka dni przed zwolnieniem zapewnił, że Sawczenko przed końcem maja powróci do domu. Ostatecznie miały o tym zadecydować rozmowy telefoniczne Merkel, Hollande, Putina i ukraińskiego prezydenta w przeddzień zwolnienia Nadii.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że w całej sytuacji jest wiele teatralności i dziwnych, niezrozumiałych elementów. Nic dziwnego, że powraca pytanie, jaka jest rzeczywista cena za uwolnienie ukraińskiej lotniczki. Dlaczego Putin, który w tej sprawie od dwóch lat zachowuje się irracjonalnie – doprowadzając do kolejnych sankcji wobec własnego kraju – nagle ustąpił. Nie ma przecież wątpliwości, że nie chodzi o dwóch rosyjskich geruszników, którzy w zamian zostali oddani Moskwie. Widać w tym jedynie, że w całej akcji był potrzebny pewien symbol. Putin jednak nie chwali się odzyskaniem swoich żołnierzy, a rosyjskie media zaprzeczają, że dokonano „wymiany”. Trudno też uwierzyć w oficjalne stanowisko Kremla, że ułaskawienie to efekt zwrócenia się z taką prośbą przez rodziny zabitych rosyjskich dziennikarzy. Chociaż trzeba przyznać, że i tym razem putinowskie służby wykazały się kreatywnym piarem, który niewątpliwie przemawia do zniewolonych umysłów części obywateli Federacji Rosyjskiej.

Co jest zatem prawdziwą ceną uwolnienia? Czy to może być kwestia wyborów na Donbasie? Sama Sawczenko stwierdza, że wybory na Donbasie będą możliwe tylko wtedy, gdy Ukraina odzyska kontrolę nad granicą okupowanych terytoriów z Federacją Rosyjską. Tak też twierdzi większość ukraińskich polityków. Jednak odzyskanie kontroli w inny niż militarny sposób teraz wydaje się mało prawdopodobne. Militarnie zaś nie jest w ogóle możliwe teraz do osiągnięcia. Ukraińskie media podkreślają jednak, że za negocjacjami stały tak różne i na co dzień skonfliktowane ze sobą osoby jak prezydent Poroszenko, Julia Tymoszenko i Wiktor Medwedczuk. Szczególnie ta ostatnia postać jest zaskakująca z punktu widzenia możliwości reprezentowania ukraińskich interesów. Ale nawet sama bohaterka tego dramatu twierdzi, że w sprawie negocjacji co do powrotu do domu ukraińskich obywateli jest w stanie rozmawiać nawet z diabłem. Wielu ukraińskich komentatorów, a przede wszystkim działaczy Rewolucji Godności, rolę diabła przypisuje właśnie Medwedczukowi, który z Putinem pozostaje w relacjach rodzinnych. Oczywiście jeszcze bardziej skryte mogą być kwestie ekonomiczne, niezrozumiałe powiązania gospodarcze, które też w negocjacjach mogły mieć znaczenie. Dość wspomnieć, że przecież część fabryk Donbasu wciąż pracuje we współpracy z przedsiębiorstwami z terytoriów kontrolowanych przez Kijów, ukraiński rząd kupuje od separatystów węgiel (najczęściej za pośrednictwem Rosji), a oczywiście w wielu miejscach tych biznesów wciąż czuć rękę Rinata Achmetowa.

Dosyć oczywistym wydaje się, że Putin mógłby liczyć na częściowe zniesienie sankcji przeciwko Rosji. I chociaż oficjalnie Zachód się tego wypiera, to przecież może chodzić o interesy, których gołym okiem nie widać. Na przykład, może to dotyczy rozległego majątku Putina, o którym oczywiście zachodni przywódcy wiedzą dużo więcej, niż przedostaje się to do opinii publicznej. Może Putin otrzymał jakieś zapewnienia, które były warte uwolnienia Sawczenko?

Pojawiła się również kolejna teoria, według której uwolnienie Sawczenko to zdjęcie z głowy problemu dla Putina i wrzucenie kukułczego jaja do ukraińskiego gniazda. Co bardziej radykalni widzą w tym skomplikowaną operacje rosyjskich służb, które specjalnie miałyby przygotowywać Sawczneko do przejęcia roli lidera na Ukrainie, a kiedy już to się stanie, to Nadija miałaby okazać się w pełni podporządkowaną Moskwie. Chociaż ta teoria jest mocno naciągana, to jednak fakt, że pojawienie się Sawczenko na Ukrainie może być problemem dla ukraińskich polityków, wydaje się prawdopodobny. Ale tylko wtedy, jeśli Sawczenko pójdzie do polityki i zdecyduje się w niej grać opozycyjną i liderską rolę.

Jej pierwsze publiczne wystąpienia jednak nie za bardzo dają podstawy by sądzić, że jest w niej taki polityczny potencjał. Kolejne – obnażają słabą wiedzę dotyczącą sytuacji na Ukrainie i problemów politycznych. Sawczenko sama również się pozycjonuje bardziej jako żołnierz (a może już kombatant, ale tkwiący w pewnej określonej problematyce z naciskiem na uwolnienie z Rosji ukraińskich jeńców), niż polityk. Oczywiście światowe media z chęcią naginają rzeczywistość, wyrywając z kontekstu stwierdzenia Sawczenko o tym, że może być również prezydentem Ukrainy. Zarówno ta deklaracja, jak i stwierdzenie, że może być szefem Batkiwszczyny, padały raczej w kontekście abstrakcyjnych możliwości, a nie chęci i zamiarów. Przecież obecność Sawczenko w Batkiwszczynie nie wynikała z jakiś ideowych podstaw, tylko ze zręcznego politycznego projektu, który niewątpliwie pomógł lotniczce stać się sławną i główną osobą, o którą toczyła się walka o zwolnienie z rosyjskich więzień. Takimi ikonami nie stali się ani Ołeh Sencow, ani Mykoła Karpiuk, nie wspominając o kolejnych dziesiątkach osób, których nazwiska nie są powszechnie znane nawet w Ukrainie. Dziś Sawczenko mówi, że każda polityczna siła powinna „przygarnąć” chociaż jednego ukraińskiego więźnia przetrzymywanego w Rosji . Oczywiście samo przygarnięcie nie wiele pomoże: Sawczenko jest przecież deputowaną, o nią upominali się także koledzy ze Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

Dwa dni po powrocie z niewoli Sawczenko przeprowadziła kilkugodzinną konferencję prasową. Obok dziennikarzy było na niej sporo radykalnych działaczy patriotycznych, najczęściej z samozwańczych środowisk „pomajdanowych”, bez realnego przełożenia politycznego. Większość z nich deklarowało się jako jej zwolennicy, ale sama Sawczenko chłodnie przyjmowała te zapewnienia. Próbowała wciąż utrzymywać dystans.

Na konferencji wielokrotnie odpowiedzi podpowiadała jej siostra Wira, która niewątpliwie w ciągu tych dwóch lat mogła lepiej zorientować się w mechanizmach polityki, niż Nadija za kratami więzienia. Wira musiała też sprostować niefortunne stwierdzenie siostry o „wojnie domowej”. Dopiero po interwencji, Sawczenko wyraźnie nazwała konflikt na wschodzie wojną z Rosją. Sawczenko podziękowała też prezydentowi Poroszence za jej uwolnienie, tłumacząc się, że pierwszego dnia mogła zapomnieć o wielu sprawach i ucinając tym samym spekulację, że zrobiła to świadomie. Prostowała też słowa o pełnej akceptacji porozumień mińskich i nie chciała jednoznacznie zadeklarować, że czuje się wciąż członkinią batalionu Ajdar.

Ten zresztą ostatni element może ciążyć na jej wizerunku ukraińskiego bohatera. Jej koledzy z batalionu dzielą się na jej fanatycznych zwolenników i zadeklarowanych przeciwników, przypominając, że akcje wojskowe, w których brała udział, nie były sukcesami. Niektórzy wprost obwiniają ją w śmierci ukraińskich współtowarzyszy. Znamiennym jest fakt, że kiedy następnego dnia po powrocie Sawczenko do Kijowa na Majdanie odbywały się uroczystości pogrzebowe dwóch znanych żołnierzy tego batalionu, Sawczenko się tam nie pokazała. Jednak kilka godzin później przyszła na Majdan i fotografowała się ze swoimi zwolennikami. Tego jej dawni towarzysze broni mogą nie zrozumieć.

Sawczenko zaczyna nowe życie nie jako ukraińska lotniczka, nie jako żołnierz ochotniczych formacji wojskowych, lecz deputowana Rady Najwyższej. W Radzie jest wiele osób, które były bohaterami ukraińskich wydarzeń, także tych z ostatnich dwóch lat. Jest dziennikarka Tetiana Czornowoł, która zdążyła jako parlamentarzystka skompromitować się głosowaniem na dwie ręce i praktycznie nie odgrywa dziś żadnej roli, jest Mychajło Hawryluk, bity przez berkutowców na Hruszewskiego, o którego działalności politycznej ciężko byłoby coś powiedzieć, jest wielu żołnierzy, w tym pierwszy komendant batalionu Ajdar Serhij Melnyczuk, który zdążył stracić mandat w związku z zarzucaną mu kryminalną działalnością. Wszystkie te osoby były przez chwilę gwiazdami ukraińskich mediów, mogły stać się liderami, ale jednak po jakimś czasie opinia publiczna o nich zapomniała, o ile nie przypomnieli o sobie działaniami kompromitującymi.

Zachowanie Sawczenko przypomina sposób działania Ołeha Laszki, lidera Partii Radykalnej. Jest też wielu innych polityków głośno odrzucających system, którzy chcą być „głosem narodu”. Antyputinowska retoryka cechuje wielu obecnych ukraińskich polityków, w tym również Julię Tymoszenko, która w parlamencie będzie partyjnym zwierzchnikiem Sawczenko. Czy Nadija może przebić czymś wygi ukraińskiej sceny politycznej? Czy ma takie chęci i ambicje? Czy w tym procesie może zostać wykorzystana w jakiejś szerszej, niebezpiecznej grze? Na razie Sawczenko stara się przypominać o losie innych uwięzionych w Rosji. I bardzo dobrze, bo to nie tylko ci, którzy trafili do niewoli w wyniku działań wojennych, ale także krymscy Tatarzy, których putinowski reżim prześladuje każdego dnia. Sawczenko jako głos więźniów reżimu Putina mogłaby zrobić wiele pozytywnego i byłaby w tym wiarygodna. Jako działacz polityczny, może być nieprzewidywalnym i niebezpiecznym czynnikiem na ukraińskiej scenie. Szybko również życzliwe zainteresowanie wokół jej osoby może przerodzić się w koszmar nieustannego nękania. Sawczenko wytrzymała prawie dwa lata więzienia Putina, ale nie wiadomo, czy to wystarczy do wytrzymania politycznej codzienności Ukrainy.

Paweł Bobołowicz
Radio Wnet
Tekst ukazał się w nr 10 (254) 31 maja – 16 czerwca 2016

X