Uchodźcy we Lwowie fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

Uchodźcy we Lwowie

Lwów pełni się uchodźcami z tych regionów Ukrainy, gdzie teraz rozgrywa się krwawa wojna wytoczona przez Rosję. Najwięcej takich ludzi jest ze stolicy nad Dnieprem.

– W Kijowie sytuacja, o której wszyscy pewnie wiedzą. O poranku, o godz. 5 zaczęły się wybuchy i zdecydowaliśmy się jechać do Lwowa – mówi Włada Cymbałenko. – Myśleliśmy, że będzie to tylko jeden dzień, nieco odczekać, schować się. Nie wiedzieliśmy też, ile to do Lwowa przyjdzie jechać. Bardzo dużo było korków, pewnie z trzynaście godzin jechaliśmy. Przyjechaliśmy dopiero wczoraj wieczorem. Myśleliśmy już dziś jechać z powrotem, do Kijowa, bo rodzice tam pozostali, ale oni kazali nie jechać. I my też rozumiemy, że trudna droga i strach jechać. Myślimy by przeczekać jeszcze co najmniej noc, potem już myśleć, co dalej robic… Zatrzymaliśmy się u przyjaciół, znaleźliśmy mieszkanie. Zamieszkało je kilka osób. W hotelach znaleźliśmy tylko jeden pokój. Dojechała siostra, myśleliśmy wziąć jeszcze jeden pokój. Powiedziano nam, że nie ma pokoi w ogóle. Ale pozwolono nam dostawić jeszcze jedno łóżko. Podeszli ze zrozumieniem. Tu we Lwowie sytuacja jest jeszcze tako-jako spokojna, tylko o 7 rano obudziły nas syreny i w dzień było kilka. Sklepy są czynne, tylko w większości trzeba płacić gotówką, więc był duży problem by je wyciągnąć z bankomatu. Na stacjach benzynowych też wymagają gotówkę. Ale musimy jakoś wybrnąć, zwyciężyć.

Na Rynku Lwowskim spotkaliśmy uchodźców z Odessy.

– Jesteśmy z Odessy. Trochę tam bombardowano – Dżemma Gan. – Nie tak, żeby bombardowano – obudziliśmy się w nocy od wybuchów, gdzieś około 5 rano, a po wybuchach słyszeliśmy, że przeleciał jakiś samolot wojenny nad nami. Bardzo nisko, hurkotało nie tak jak cywilny. Pozbieraliśmy rzeczy i szybko ruszyliśmy do Lwowa. A teraz myślimy, że trzeba dalej, do Polski. Na sześć rąk staraliśmy się kupić bilet elektroniczny i mieliśmy szczęście – dostaliśmy dwa bilety do Lwowa… Telefonowałam, ogólnie w chwili obecnej sytuacja w Odessie jest spokojna. Ale czasami ludzie mówią, że mają informację, że tam po cichu wejdzie rosyjskie wojsko i podobno miasto nie będzie bombardowane. Tylko że nie każdy może żyć pod władzą, przepraszam, WWP (czyli Putina). Nikt tu nie chce żyć pod tym trójkolorem i nie chce mieć tę politykę. Chcemy być sobą i nie podporządkowywać się cudzym dla nas tradycjom i kulturze… Mam w Polsce znajomych, którzy obiecali nas przenocować, co dalej – będziemy myśleć. Słabo rozmawiam po polsku, ale zapamiętałam kiedyś takie powiedzenie: „Tak jasne niebo – dla wszystkich”.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X