Trzeba ratować, bo wywiozą do Rosji lub zniszczą Fot. FB / Grigorij Demianow

Trzeba ratować, bo wywiozą do Rosji lub zniszczą

Wojskowi i wolontariusze z Dniepra ewakuowali posągi połowieckie

Starodawne artefakty zostały wywiezione ze strefy przyfrontowej w obw. donieckim. Kamienne posągi liczące 800-900 lat znalazły się w strefie przyfrontowej i ich los był zagrożony. Wiele takich zabytków sztuki sakralnej miejscowych ludów stepowych zniszczyły kule i bomby agresora.

Fot. FB / Grigorij Demianow

Ryzykują życie, ratując relikwie

– Pierwsze dwa posągi wywieźliśmy własnymi siłami samochodem z przyczepką – opowiada wolontariusz Grigorij Demianow, zajmujący się ratowaniem zabytków. – Łomami, rękoma, linami – jak mogliśmy tak to wszystko załadowaliśmy. Pomogli nam wojskowi, bo kamienne „baby” trzeba było wykopywać z podłoża, gdzie były zabetonowane. Następnym razem przygotowaliśmy się już lepiej – wzięliśmy ze sobą odpowiednie narzędzia i dźwig-manipulator. Do miejscowości Wielkie Nowosiłki, gdzie był posąg, dowiózł nas kierowca, gotowy na taką wyprawę, chociaż byliśmy zagrożeni ostrzałem.

Ewakuacja zabytków z miejscowości rzeczywiście okazała się wyprawą niebezpieczną. Nad miasteczkiem latały drony wroga i ostrzeliwała je artyleria. Prace należało wykonać szybko. Z kolejnych wypraw wolontariusze przywozili połowieckie baby we fragmentach – głowy, tułowie. Ostatni artefakt przewieźli wspólnie z wolontariuszem Jurijem Sulimą zakupionym na własny koszt samochodem dla wyjazdów na front,.

Działaliśmy podobnie, jak dawni Egipcjanie, którzy wznosili piramidy – ciągnie dalej Grigorij. – Podkładaliśmy walce i belki i po nich wtaczaliśmy posąg na samochód. Gdy figura stała jeszcze pionowo przywiązywaliśmy do niej paletę. Służyła za podstawę, na którą kładliśmy posąg i powoli wciągaliśmy na samochód. Rozumieliśmy czym ryzykujemy, ale takie zabytki są ważne, a pozostało ich niewiele. Niektóre są już uszkodzone przez ostrzały. A są to przecież bezcenne relikwie, bo jest to nasza historyczna tożsamość.

Fot. FB / Grigorij Demianow

Połowcy ustawiali baby na kurhanach parami

Wszystkie dziesięć posągów tymczasowo „zakwaterowano” na terenie Dnieprowskiego Muzeum historycznego im. Jawornickiego. Jest to placówka kulturalna, gdzie zgromadzono największą na Ukrainie liczbę zabytków kultury stepowych koczowników, zaczynając od epoki neolitu, przez okres brązowy do czasu, gdy na stepach przydnieprowskich zamieszkiwali Scytowie i Połowcy. Zgromadzono tu ponad 100 artefaktów, w tym około 70 połowieckich kamiennych bab.

– Ten lud koczowników pojawił się na naszych terenach w XI-XII wiekach – opowiada wicedyrektor Muzeum Aleksander Staryk. – Kamiennymi posągami Połowcy przeważnie oznaczali granice koczowania tego czy innego plemienia lub kilku plemion, czyli ord. Ustawiano je na kopcach kurhanów, by były widoczne z daleka. Te posągi związane są z kultem przodków. Można było kierować do nich prośby, składać im ofiary, a nawet – karać. Połowcy ustosunkowywali się do nich, jak do istot żywych.

Jak twierdzi Aleksander Staryk, posągi rzeźbiono przeważnie z piaskowca. Od posągów innych narodów odróżniają się potężnymi udami, wielkim brzuchem z naczyniem nad nim. W odróżnieniu od Scytów, gdzie posągi były wyłącznie rodzaju męskiego, Połowcy swe ustawiali na kurhanach parami.

Fot. Ludmiła Pryjmaczuk

– Tu mamy górną część posągu męskiego, wywiezionego z Doniecka – Aleksander oprowadza nas po Muzeum. – Świadczy o tym hełm, wyrzeźbiony na głowie. Takie hełmy nazywano „misiurkami”, nosili je wojownicy. Na postaci kobiecej widoczne są charakterystyczne połowieckie ozdoby – korale, kolczyki. Zdarzają się resztki baranich rogów, które używano do dekoracji.

Wicedyrektor podkreśla, że ewakuowane posągi będą w Muzeum tymczasowo. Po zwolnieniu terenów powrócą na swoje miejsca. Na razie fachowcy Dnieprowskiego wydziału kultury prowadzą prace konserwatorskie.

Cztery posągi zostały wywiezione z inicjatywy Olgi Solarz. Jest to polska wolontariuszka, przywożąca pomoc dnieprowskim wojskowym, walczącym na donieckim froncie. Jedną z połowieckich bab wywieziono w ubiegłym roku do Lwowa.

– Od początku rosyjskiej agresji Ukraina straciła około 100 kamiennych posągów – mówi Olga, – w tym w Mariupolu i Berdiańsku. A ile mniejszych było w lokalnych muzeach! Liczba strat jest jeszcze większa. Zostały po prostu wykradzione i wywiezione z Ukrainy.

Na posągach są „kamizelki kuloodporne” z napisami

Dnipro jest miastem, leżącym niedaleko linii frontu. Przed rokiem posągi stojące w Muzeum pod otwartym niebem „odziano” w kevlerowe kamizelki. Pomoże to zabezpieczyć zabytki przed ułamkami. Niedawno te „kamizelki” pomalowano.

– Te szare konstrukcje zaczęto w mieście nazywać ulami – opowiada Aleksander. – Postanowiliśmy coś zmienić i zaproponowaliśmy artystom wykorzystać je w swoich dziełach. Propozycja została przyjęta zarówno przez „mistrzów pędzla”, tak i przez amatorów. Jedną z konstrukcji udekorowali skauci, na innej przedstawiono kotów-archeologów, na kilku – połowieckie i słowiańskie księżne. Następne obiecano je wymalować w tradycyjne petrykowskie wzory.

Fot. Ludmiła Pryjmaczuk

Jedną z artystek zastaliśmy przy pracy. Dziewczyna z zaparciem malowała czerwonego konia.

– Malarstwo jest moim hobby. Pracuję przy zbiorach muzeum – mówi Anastazja Galimowa. – Mamy tematykę stepu, więc postanowiłam, że najlepiej zilustruje to koń. Jest symbolem koczowników, wolności, ruchu, buntowniczości.

Jak twierdzi Aleksander Staryk, prace nad tą art-przestrzenią trwają ciągle. Planuje się wymalować wszystkie 40 konstrukcji, a w przyszłości, gdy kamienne baby można już będzie odkryć, zrobi się z tego oddzielną ekspozycję.

Ludmiła Pryjmaczuk

Tekst ukazał się w nr 12 (448), 28 czerwca – 15 lipca 2024

X