Triumf „Junaka” z Drohobycza!

Triumf „Junaka” z Drohobycza!

W ramach wiosennego turnieju Amatorskiej Ligi Polaków Obwodu Lwowskiego w Piłce Nożnej, w lwowskiej hali sportowej „Hałyczyna” odbył się turniej halowy piłki nożnej (mini-futbol) pod nazwą „Ostatnia taka hala przed EURO-2012”. Na zwycięską drużynę czekał Puchar konsula generalnego RP we Lwowie, a dla każdego piłkarza – dyplom i upominki.

 

Po uroczystym otwarciu turnieju, w rozgrywce wzięło udział 8 polsko-ukraińskich drużyn z Lwowskiego i Chmielnickiego obwodu. Puchar zdobyła drużyna „Junak” z Drohobycza, otrzymując go na stałe, na pamiątkę i dla dalszych sportowych sukcesów. W nawiasie dodam, że w 2011 r. „Junak” wywalczył Puchar przechodni.

 

Drugie miejsce przypadło „Białym Orłom” z Łanowic, a trzecim zadowoliła się lwowska „Pogoń”.

Droga do triumfu
Drohobyczanom nie było łatwo. Przez dwa miesiące trwała zacięta walka i treningi na boisku pod okiem trenera Dmytra Karpiaka, aby w końcu osiągnąć sukces. Dzisiaj, na gładkim, błyszczącym parkiecie, w hali 40×20 m trzeba było dołożyć wszelkich starań, aby najpierw pokonać „Polonię” z Chmielnicka (4:2 – remis 2:2, potem dodatkowe strzały), „Pogoń” ze Lwowa (2:0) i nareszcie – rywalizować o pierwsze miejsce w finale z drużyną „Białe Orły” z Łanowic by pokonać ją z decydującym wynikiem 3:0. Umiejętne połączenie indywidualnej techniki wraz ze strategią i taktyką gry, kontrolowanie piłki „na szybkościach”, zagwarantowało „Junakowi” końcowy wynik.

Wszyscy zawodnicy grali ładnie, fachowo i fair play (nawet rzutów karnych było niewiele, a kolorowych kartoników – wcale). I jak tutaj nie docenić zespół arbitrów Lwowskiej Federacji Futbolu, którzy sprawiedliwie, lecz w sposób zasadniczy, zdecydowali o postawie drużyn w turnieju.

Ozdobą turnieju był również towarzyski mecz pomiędzy drużyną konsulów KG RP we Lwowie i przedstawicielami polskiego biznesu, a drużyną dyplomatów innych placówek dyplomatycznych i pracowników mediów. Przy faktycznej przewadze 3:0 w pierwszej połowie gry, Polacy przegrali mecz 5:4. Ale nie wynik jest ważny. Nikt nie przegrał – wygrała przyjaźń!

Naprawdę od dawna nie przeżywałem takiej miłej refleksji, jak po tym meczu. Przypomniało mi się dzieciństwo – 60 lat temu. Do woreczka od mąki napchałem szmatek i zaszyłem. W ten sposób „zmontowałem” balon (w tamte czasy nikt nie używał słowa „piłka”). W czasie „podwórkowego turnieju”, jak strzeliłem lewakiem, to balon wleciał do góry, potem nagle zakręcił odwrotnie, jak bumerang, bo był nieokrągły, a elipsowaty. Ale było śmiechu!

A dzisiaj zobaczyliśmy piękno piłki nożnej, dobrze oświetloną salę sportową, wielobarwne reklamy, krzesła na trybunie ergonomiczne i wygodne (płastykowe), a kibice – ten potężny katalizator futbolu – aktywni, weseli, gwarni i… w miarę grzeczni!

X