To tylko nostalgia?

To tylko nostalgia?

Nostalgiczne wycieczki na Kresy to coś więcej niż kolejna impreza turystyczna. Mało tu osób przypadkowych. Jadą za granicę, ale dla większości to wyprawa do ich małej ojczyzny. Ich, ale coraz częściej ich rodziców lub dziadków. Nie wszyscy uczestnicy wycieczek są powiązani z Kresami rodzinnie. Nie brakuje i tych, których przygnała tu fascynacja tajemniczą przestrzenią Kresów lub ich, zupełnie współczesny kontakt z Ukrainą.

Od trzynastu lat, corocznie, organizuję wycieczki nostalgiczne na Kresy – mówi Barbara Biliczak ze Stowarzyszenia Współpracy Polska-Wschód, członek zarządu tej organizacji w Opolu. To pierwsza wycieczka w tym roku. Jeździmy po różnych trasach i właśnie to decyduje o długości wycieczki. Są to trasy co roku inne. Wycieczka, z którą przyjechaliśmy dzisiaj jest jedną z najdłuższych – obejmuje dziesięć dni.

Program „kresowy” rozpoczynamy od Stanisławowa, od tradycyjnego zapalenia zniczy w Czarnym Lesie. Cała trasa to: Stanisławów, Jaremcze, Bukowel, Kamieniec Podolski, Zbaraż, Poczajów. Tradycyjnie kończymy Lwowem. Dzisiaj wróciliśmy z Bubnyszcza, czyli ze skał Dobosza i byliśmy w klasztorze w Goszowie. Bardzo podobał się uczestnikom mojej wycieczki. Jutro wyjeżdżamy do Krzemieńca, w drodze do niego zwiedzać będziemy zamki w Chocimiu i Kamieńcu Podolskim. Następnie w Zbarażu, Wiśniowcu – dodaje, pani Barbara. –To są wycieczki nostalgiczne, przyjeżdżają ludzie, którzy tu się urodzili oraz ludzie zupełnie młodzi, którzy jeżdżą z ciekawości, z chęci poznania historii, kultury.

„Trochę spontanicznie przyjechałam na Ukrainę. Pracuję w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Opolu, jestem współautorką wystawy dotyczącej Kresów, poznałam parę osób ze Stowarzyszenie Polska-Wschód, powiedzieli że mają jeszcze wolne miejsca na wyjazd, musiałam zdecydować się w ciągu godziny czy jadę. Zdecydowałam się i jestem” – mówi Barbara Gedrojć, uczestniczka wycieczki.

„Urodziłem się w Stanisławowie w 1930 roku, teraz mieszkam w Bytomiu. Postanowiłem co roku przyjeżdżać i przyjeżdżam” – mówi Mieczysław Dajneka.

Mój pomysł i zainteresowanie organizowaniem tych wycieczek wzięło się stąd że moi rodzice i dziadkowie, pochodzą z Kresów, właśnie ze Stanisławowa. Jeszcze dziś mam w Stanisławowie rodzinę. Gdy przyjeżdżamy tutaj zawsze przywozimy coś dla miejscowych Polaków. Do szkoły polskiej nr 3 przywoziliśmy książki – mówi na koniec Barbara Biliczak, organizatorka wycieczek.

Natalia Kostyk

X