Telefon – albo miłość we troje

Telefon – albo miłość we troje

Staraniem studentów konserwatorium, na lwowską scenę powróciła komiczna opera „Telefon” G. C. Menottiego. Spektakl był poświęcony pamięci Ihora Kuszplera – Narodowego Artysty Ukrainy i pedagoga, który w tym roku tragicznie zginął. Jego studenci, na czele z Mikołajem Solodem, postarali się jak najwierniej odtworzyć zamysł nauczyciela.

 

Sala Teatru Młodego Widza we Lwowie była całkowicie wypełniona, a na twarzach gości mogliśmy odczytać pytanie: cóż szczególnego kryje się w zapowiedzianej jednoaktówce? Nie często gości na lwowskiej scenie…

 

„Telefon” to wesoła historia o miłosnym trójkącie. Ben ma coś ważnego do powiedzenia, a Lucy akurat przyszła ochota na plotki z koleżanką. Za rozmową czas leci tak niepostrzeżenie… Ben się nudzi, irytuje, wpada w rezygnację. Lucy rozmawia, biega po pokoju, śmieje się i płacze. Może to taka kobieca gra? Dlaczego wciąż są razem? Kochać – to znaczy czekać. Czekają oboje, tylko każdy na swoje.


Ona, on, a między nimi telefon. Ta więź nikogo obecnie nie dziwi. Ileż to czasu spędzamy przy telefonie?! Jest to nie tylko środek ułatwiający szybką i sprawną komunikację, ale część nas samych – swoiste ucho otwarte na świat. Jaką rolę telefon może odegrać w miłości? Połączy czy rozdzieli młodą parę? Zniechęci czy zmotywuje do podjęcia kluczowych decyzji? Kompozytor odpowiedział na te pytania jeszcze w 1947 roku.

Tego wieczoru publiczność była w zachwycie od energii młodości, która na nią spływała ze sceny. Widzowie z uśmiechem obserwowali wesoły dialog bohaterów. Z niepokojem oczekiwali też jaki los spotka telefon – uwielbiany przez Lucy i zagrożony nożyczkami przez Bena. Trzykrotnie wywoływani na bis, artyści jeszcze długo po spektaklu odbierali gratulacje, pozowali do zdjęć i odpowiadali na liczne pytania z widowni.

 

Ze względu na swą lekkość, opera „Telefon” doczekała się wielu interpretacji reżyserskich, czasami bardzo różniących się między sobą. Lucy była już i elegancką brunetką, i lekkomyślną blondynką, i bałaganiarą-studentką, i rozsądną dojrzałą kobietą. No a Ben przybierał maski od nieśmiałego żołnierzyka, poprzez szarmanckiego młodego człowieka, do starszego pana o przysmaku akademickiej nudy. Wykonywano operę w wielu językach, ale zawsze bawiła i wzruszała widzów swym humorem i aktualnością. Podczas pracy nad wystawieniem opery młodzi artyści oczywiście zapoznali się z doświadczeniem swych poprzedników, ale przede wszystkim postarali się najbardziej wiernie odtworzyć pomysł śp. Ihora Kuszplera.

X