Tajemnice boratyckiego lasu

Tajemnice boratyckiego lasu

Akcja, zorganizowana przez Konsulat Generalny RP we Lwowie i Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ROPWiM), ma za cel uratowanie i godne pochowanie szczątków żołnierzy polskich z września 1939 roku.

Oddziały polskie, przebijające się kierunku Lwowa, toczyły zacięte walki z przeważającymi siłami lepiej uzbrojonego i wyszkolonego przeciwnika. Szlak bojowy pomiędzy Przemyślem a Lwowem znaczony jest setkami bezimiennych mogił, w których spoczywają ci, którzy wypełnili swój obowiązek do końca.

W szczerym polu biały krzyż
Nie pamięta już,
Kto pod nim śpi…

Tak śpiewały kiedyś Czerwone Gitary o bezimiennych bohaterach. Na szlaku tym były miejsca wyjątkowo dramatycznych i zaciętych walk, są to m.in. okolice Mościsk, Sambora, Sądowej Wiszni, Jaworowa, a także cały kompleks tzw. Lasów Janowskich, ciągnący się do przedmieść Lwowa, nazwany w 1939 r. przez Niemców „lasem śmierci”.

Dzięki akcji Konsulatu i ROPWiM, przy współdziałaniu z organizacjami ukraińskimi i za zgodą władz, udało się ekshumować już szczątki trzech żołnierzy WP: z okolic Janowa (ob. Iwano-Frankowe), Brzuchowic i Boratycz. Ta ostatnia miejscowość była miejscem szczególnie zaciętych bojów. 14 września 1939 roku 24 Dywizja Piechoty pod dowództwem płk Bolesława Schwarcenberg-Czernego toczyła w tych okolicach walki z 2 Dywizją Górską, dowodzoną przez gen. Valentina Feursteina, wspieraną przez lotnictwo. Wzgórz w okolicach Boratycz bronił 155 Pułk Piechoty dowodzony przez ppłk Stanisława Kwapniewskiego.

Guzik z orzełkiem (Fot. Krzysztof Szymański)

Na miejsce jedziemy wczesnym rankiem z konsulem Marcinem Zieniewiczem, który kuruje całą akcją z ramienia Konsulatu. Towarzyszą nam członkowie lwowskiego Towarzystwa Poszukiwań Ofiar Wojny „Pamięć” Lubomyr Horbacz i jego asystent Igor Kmet’ oraz dziennikarz TVP Rzeszów Jerzy Giec.

Skąd docierają do Konsulatu wiadomości o pochówkach? W dużej mierze dzięki apelowi, który został umieszczony w Kurierze przy okazji wywiadu z konsulem Marcinem Zieniewiczem na temat akcji poszukiwawczej (KG nr 2(174) z 2013 roku). Oprócz tego zgłaszają się do konsulatu anonimowi informatorzy i przekazują poszczególne informacje o pochówkach.

Zdążyć przed „czarnymi”
Niestety wiele tych informacji dociera zbyt późno. W ostatnich latach bardzo „modne” stało się przeszukiwanie miejsc bitewnych. Znaleziska w postaci guzików, odznaczeń, pamiątek osobistych, klamer od pasów, biżuterii są niezwykle poszukiwane przez miłośników militariów i różnych kolekcjonerów. Najbardziej poszukiwane są nieśmiertelniki – blaszki, na których wyryte były dane poległego żołnierza. Po śmierci taką blaszkę przełamywano na pół. Jedna część pozostawała przy szczątkach, a druga powinna była trafić do dowództwa jednostki z danymi o miejscu pochówku. Pozbawienie szczątek takiej blaszki przemienia szczątki konkretnego żołnierza w NN. Nie powstrzymuje to niektórych „kopaczy” – tzn. czarnych archeologów – od plądrowanie ludzkich szczątków. Wprawdzie wśród nich są różni ludzie: są też i tacy, którzy zbierają to co da się znaleźć na polu walki, a gdy natkną się na ludzkie szczątki, zasypują wykop i nie niepokoją poległych. Ale za nimi mogą nadejść inni… i wtedy pozostają jedynie rozrzucone kości.

Na dziedzińcu kościoła w Miżyńcu. Od lewej stoją: Igor Kmet’, ks. Zbigniew Pabian, Marcin Zieniewicz i Lybomyr Horbacz (Fot. Krzysztof Szymański)

Mniej więcej taki przypadek mieliśmy i tym razem. Miejsce wskazał nam życzliwy mężczyzna, który zażyczył sobie by zapewnić mu anonimowość. Skąd się o tych szczątkach dowiedział – niech pozostanie jego tajemnicą. Podkreślił, że należy do tych kopaczy, którzy szanują szczątki ludzkie, ale nie wszyscy jego znajomi mają taki stosunek do zmarłych. Sam uważa, że niepokojenie zmarłych nie doprowadza do niczego dobrego: zaczynają się kłopoty zdrowotne, kłopoty rodzinne i inne nieprzyjemności, woli więc tego unikać. Czarna archeologia stała się bardzo popularną i, co najważniejsze, dochodową dziedziną, a z wolnym dostępem do współczesnych urządzeń do wykrywania metali, wielu ludzi zrobiło sobie z tego biznes.

W tym czasie członkowie lwowskiej „Pamięci” przeprowadzili już pierwsze prace – określili zasięg wykopu rozpoczęli kopanie. Na dnie płytkiego i już zasypanego okopu w pierwszych łopatach odrzuconej ziemi natrafiono na kręgi kręgosłupa – źle to wróżyło. Następnie poszły inne znaleziska: fragmenty maski przeciwgazowej, guzik, po oczyszczeniu którego ukazał się orzełek, kolejne fragmenty kości, czaszki. Po kilku godzinach na dnie rowu ukazały się dolne fragmenty dwóch szkieletów, jeden na drugim – od miednicy do stóp, dwie czaszki i kopczyk z kości. Taki układ szczątek – jak wyjaśnił Lubomyr Horbacz, świadczy o ingerencji „czarnych”. Najbardziej atrakcyjne są dla nich górne fragmenty szczątek, ponieważ na szyi są nieśmiertelniki, w kieszeniach na piersiach noszono najcenniejsze pamiątki rodzinne. Na piersiach mocowano też odznaczenia. A jeżeli grzebano zgodnie z tradycjami chrześcijańskimi to na palcach rąk, złożonych na piersiach, były obrączki lub sygnety. Czyli wszystko to, co ma dla czarnego archeologa wartość wymierną w konkretnych sumach. Na nogach nie było nic cennego, bo w wielu wypadkach miejscowa ludność przed grzebaniem ściągała porządne wojskowe buty.

I tym razem szczątków obu poległych nie dało się zidentyfikować, ani nawet rozdzielić na dwa oddzielne szkielety. Podjęto decyzję złożyć je docelowo do jednej trumny jako „Dwóch NN żołnierzy WP”.

 Różaniec wrócił do swego właściciela (Fot. Krzysztof Szymański)Ksiądz-pasjonat
Gdzie mają być pogrzebane ekshumowane szczątki? Pa poziomie międzyrządowym toczą się rozmowy o wyznaczeniu kwatery na nowym cmentarzu w Malechowie pod Lwowem, który ma niebawem powstać. Na starym cmentarzu jest już mogiła zbiorowa, uporządkowana dzięki staraniom członków Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi. Szacuje się, że w walkach we wrześniu 1939 roku na terenach obecnej Ukrainy mogło zginać więcej niż 1500  żołnierzy. Nie da się odszukać wszystkich poległych, wielu pozostanie NN, ale przynajmniej ci odnalezieni będą spoczywali na jednym cmentarzu. Tymczasem na razie ekshumowane szczątki, złożone do drewnianych trumienek, składane są tymczasowo w kryptach najbliższych kościołów parafialnych.

Wydobyte w tym dniu szczątki odwozimy do kościoła w Miżyńcu. Jest tu już jedna trumienka z poprzedniej ekshumacji. Proboszczem jest tu ks. Zbigniew Pabjan. Dzięki niemu wyremontowany został kościół, odbywają się tu letnie kolonie dla dzieci. A co najważniejsze ksiądz jest pasjonatem historii swej parafii. Historii nie tylko tej sakralnej, ale i okresu wojny. Studiuje opisy wydarzeń wojennych, które przez tereny jego parafii przewalały się w ciągu obu wojen światowych. Pośród miejscowej ludności ksiądz zbiera wszelkie wiadomości o pochówkach i w rozmowie z konsulem Zieniewiczem określił kilka miejsc w okolicach wioski, które należy spenetrować. Najbardziej zagrożone są pochówki w okolicznych lasach, których jest kilka. Oprócz tego na terenie wsi ma parę przekazów o pochówkach. Opowiedział też interesującą historię o tym, jak po walkach we wrześniu 1939 roku ludność wioski poszła pogrzebać poległych. Ktoś rozpoznał swoich bliskich i zabrał zwłoki na stary wiejski cmentarz. Jakież było zdziwienie, gdy po dwóch latach, już za okupacji niemieckiej, ów poległy… wrócił z niewoli niemieckiej. Kogóż pochowano? Niestety już nikt z tej rodziny nie żyje i nie wiadomo, gdzie odbył się wtedy pochówek, ani kogo pochowano.

Ks. Zbigniew przygotował już kolejne trumienki na ekshumowane kości. Odbyła się też bardzo symboliczna i wzruszająca uroczystość. Po oczyszczeniu, znalezionych podczas poprzedniej ekshumacji w Boratyczach, przez członków towarzystwa „Pamięć” manierki, innego wyposażenia i różańca, te rzeczy powróciły do trumienki ze szczątkami NN żołnierza. Niestety w przypadku kolejnej ekshumacji nie znaleziono żadnych rzeczy osobistych poległych, mogących pomóc w identyfikacji.

Ponawiamy apel do wszystkich, którym znane są miejsca pochówku żołnierzy WP, poległych we wrześniu 1939 roku na obecnych terenach Ukrainy, niezależnie od ich narodowości i wyznania. Prosimy o zgłaszanie tych informacji do Konsulatu Generalnego RP we Lwowie. Jeżeli ktoś posiada jakieś pamiątki, rzeczy osobiste po poległych żołnierzach, a szczególnie nieśmiertelniki, proszeni są o przekazywanie zdjęć tych ostatnich z wiadomością gdzie spoczywają te szczątki. Można to zrobić osobiście lub anonimowo. Dyskrecja zostanie zachowana. Jeżeli poza granicami Ukrainy są osoby, które posiadają tego rodzaju informacje, przekazane im przez rodziców, też proszeni są o kontakt z Konsulatem. Informacje te są bardzo ważne – mogą pomóc w identyfikacji poległych i odnalezieniu ich rodzin, pomogą także zachować pamięć o poległych, należnie uczcić ich ofiarę i dokonać godnego pochówku w duchu tej religii, którą za życia wyznawali.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 15 (187) 16 – 29 sierpnia 2013

X