Tłumacze i pisarze bez granic

Tłumacze i pisarze bez granic

We Wrocławiu odbyło się II Międzynarodowe Seminarium Translatorskie „Tłumacze bez granic”. Uczestniczyło w nim 45 młodych pisarzy i tłumaczy języka rosyjskiego, białoruskiego, ukraińskiego, litewskiego i polskiego.

W dniach 24 listopada – 1 grudnia, w ramach seminarium odbyły się warsztaty i spotkania otwarte, recitale i wieczory poetyckie. Organizatorem Seminarium jest Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, współorganizatorami są Pen Club oraz Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku. Dyrektorem Seminarium jest Adam Pomorski, szef polskiego Pen Clubu.

O swoim udziale w Seminarium Translatorskim pisze Dmytro Antoniuk:

Uczestniczyłem w tegorocznym Seminarium Translatorskim we Wrocławiu. Ogłoszenia o takich imprezach często pojawiają się na łamach Kuriera. Przed wyjazdem zastanawiałem się, czy nie należy zrezygnować z udziału: dwa dni wcześniej pan Azarow ogłosił rezygnację rządu Ukrainy ze stowarzyszenia z UE. W takich warunkach nie myślałem o zawiłościach przekładów, bo tysiące mieszkańców Kijowa wychodziło już na Majdan. Jak na wydarzenie, które określało przyszłość Ukrainy, ludzi na wiecu było bardzo mało. Zdecydowałem się jednak na wyjazd do Polski, bo nie wierzyłem, że pomarańczowa rewolucja może się powtórzyć.

Już na lotnisku w Żulanach trafiłem na towarzystwo poetów Olega Kocarewa z Charkowa i Siarhieja Pryłuckiego z Brześcia. Też lecieli do Wrocławia, ale przed wylotem odwiedzili Majdan. We Wrocławiu dołączyli do nas poeci Andrij Lubka z Winogradowa, Orest Nożak z Czortkowa, Julia Stachiwśka z Żytomierza i inni. Mniej więcej tyle samo ludzi parających się przekładami przyjechało z Białorusi, trochę mniej z Litwy. Była jedna dziewczyna z Rosji i dwie z Azerbejdżanu. Kuratorami szkoleń byli najlepsi mistrzowie słowa: ukraiński krytyk i publicysta Aleksander Bojczenko, wybitny tłumacz i prezes polskiego Pen Clubu Adam Pomorski, znany poeta i prezes białoruskiego Pen Clubu Andrej Chadanowicz oraz attache ds. kultury ambasady Litwy w Polsce Rasa Rimickaite.

W ciągu 6 dni szkoleń bardzo dokładnie analizowano przekłady z języka polskiego na języki reprezentowane przez przedstawicieli innych państw. Okazało się, że do spróbowania sił w przekładzie natchnęła nas twórczość Wisławy Szymborskiej – swoje warianty tekstów poetki przedstawiło najwięcej uczestników. Były też przekłady Czesława Miłosza, Tomasza Venclovy i innych literatów. Białoruscy koledzy przedstawili najnowsze publikacje przekładów utworów klasyki polskiej – „Zemsty” Aleksandra Fredry (Andrej Chadanowicz) i „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego (Ławon Barszczeuski). Oświęcimskie opowiadania Tadeusza Borowskiego w języku ukraińskim przedstawił Aleksander Bojczenko (książka ukaże się w przyszłym roku w czerniowieckim wydawnictwie).

Prawie każdy dzień seminarium urozmaicały spotkania z gwiazdami literatury współczesnej z krajów, które kiedyś stanowiły Rzeczpospolitą. Oksana Zabużko przedstawiła swoją książkę „Ukraiński palimpsest” – cykl rozmów z Izą Chruślińską. Książka ukazała się po polsku. Swe utwory przedstawiali również Serhij Żadan, Tomasz Venclova, Olga Tokarczuk, Herkus Konsus. Na seminarium i na imprezach dało się wyczuć atmosferę dawnego tworu geopolitycznego, który jednoczył narody; atmosferę z renesansowych czasów zygmuntowskich. W szczególny sposób przejawiło się to podczas spotkania z Adolfem Józwenką, który oprowadził nas po wrocławskim Ossolineum (zajęcia odbywały się m.in. w murach tej legendarnej biblioteki). Oglądaliśmy kopie bezcennych rękopisów Mickiewicza, Słowackiego i innych klasyków, które są w zbiorach zakładu. Miałem przyjemność sprezentować dyrektorowi swoje dwutomowe wydanie „Polskie zamki i rezydencje na Ukrainie” – sporą część materiałów wykorzystanych w opracowaniu zawdzięczam właśnie zbiorom Ossolineum.

W sobotę 30 listopada, gdy rozeszła się wiadomość o brutalnym rozpędzeniu Majdanu, Ukraińcy i nasi zagraniczni koledzy nie zdołali wytrzymać siedzenia na wykładach. W takim trudnych czasie podtrzymało nas na duchu wspólne oświadczenie polskiego, białoruskiego i litewskiego Pen Clubów, w którym znaleźliśmy wsparcie dla ukraińskich zwolenników przyszłości europejskiej i potępienie dla działania ukraińskich władz. W takiej chwili bardzo wyraźnie odczuwaliśmy zjednoczenie z sąsiadami-przyjaciółmi.

Jeden po drugim przedstawiciele Ukrainy rezygnowali ze spotkań, kupowali bilety powrotne na najbliższe połączenia do Kijowa czy Lwowa. Nie mogli pozostać we Wrocławiu. Na uroczyste wręczenie dyplomów, koncert i bankiet nie pozostał praktycznie żaden reprezentant Ukrainy, nie wyłączając mnie. Jako pierwszy wyjechał Andrij Lubka, który, mam nadzieję, zdążył na samolot z Warszawy. Miał wylądować w Kijowie przed południem w niedzielę 1 grudnia, gdy protesty na Majdanie zgromadziły już około 700 tys. oburzonych działaniami Janukowycza Ukraińców. Spisuję swoją relację w autobusie, siedząc już drugą godzinę na przejściu granicznym Dorohusk-Jahodyn. Piszę i nie wiem, co dzieje się w moim, nareszcie zbuntowanym, Kijowie. Jestem jednak pewien, że Ukrainę otaczają prawdziwi przyjaciele, na których można liczyć w trudnych chwilach.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 23–24 (195–196) za 20 grudnia 2013–16 stycznia 2014

X