Szwedzi we Lwowie. Część II

Szwedzi we Lwowie. Część II

 

Szwedzi nacierali na Lwów w trzech kolumnach. Przez furtę Bosacką wdarli się na wal i palisad, gdzie podzielili siły.

Jedna kolumna uderzyła na murowany beluard, a dalej zawróciła na południe wzdłuż muru i zdobyła bramę Krakowską oraz furtę Jezuicką. Bramy bronili mężnie mieszczanie z cechu kuśnierskiego na czele ze swoim cechmistrzem i ławnikiem S. Józefowiczem. Szwedzi zabili piętnaście osób, reszta rozsypała się, chroniąc po okolicznych domach i kościołach. Druga kolumna działała z przeciwległej strony, zajęła bramę Halicką i obwarowany kościół bernardyński, gdzie po krótkiej obronie poddał się pułkownik Undorf z załogą z 50 żołnierzy. Trzecia, najsilniejsza kolumna szwedzka, pod dowództwem generała Steinboka torowała sobie drogę wprost przez bramę Ruską, ulicą Ruską na plac Rynek, gdzie rozpędziła milicję miejską, która próbowała czynić opór. Generał wstąpił na Ratusz w otoczeniu oficerów, część piechoty szwedzkiej stała w stroju bojowym w Rynku, reszta Szwedów rzuciła się zabijać i grabić mieszkańców, oddanych rozkazem króla na dwie godziny na pastwę bezlitosnych żołdaków. Ks. J. T. Józefowicz pisał, że nie było prawie domu, z którego by Szwedzi nie zabrali wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość. Zabierano pieniądze i kosztowności, zrabowano zakłady i kramy kupieckie, zabrano żywność i napoje. Zrabowano kościoły i klasztory, zabierano wszystko, co tylko znaleziono po zakrystiach i skarbcach. Z aptek zabrano wszystkie leki. Bardzo ucierpiały bogate sklepy ormiańskie.

Ludzie chowali się w kościołach i klasztorach. Katedra Łacińska przepełniona była wystraszonymi, gorąco modlącymi się mieszczanami. Lecz Szwedzi po cmentarzu kościelnym grasowali, w niewinnych strzelali, wprost na progu kościoła kilka osób zabili, lecz w ten moment „ks. Józefowicz i ks. Kuciński, kanonicy, rezydenci, życie w ręce Boskie oddawszy, wyszli do nich, pokornie po łacinie prosili, żeby miejscu świętemu …wiolencji nie czynili, ludzi nie zabijali – potem, że z łaski Bożej audytor wojska szwedzkiego na koniu nadjechał i proszony od tychże kanoników, gwałtu zakazał. Kościół katedralny, wśród dookoła szerzących się gwałtów wojennych, za łaską Boską nie zmazany krwią, nie zrabowany, nie sprofanowany został”. Ks. Sadok Barącz opisał podobną scenę i przy Katedrze Ormiańskiej. Do klasztoru benedyktynek ormiańskich schowały się setki ludzi „jedni drzwiami, drudzy przez dachy i strychy. Pod kościołem zabijano, „na naszym cmentarzu (ormiańskim) z łaski Pańskiej nikogo nie zabito, gdy ludzie różnej kondycji kościół nasz napełnili, w którym był przytomny z kapłanami ks. Deodat Nersesowicz biskup, który gdy stał się szelest wchodzących na cmentarz nasz Szwedów z oficerami swymi, przeciwko nim wyszedł z kapłanami i mową ich swoją osobliwie starszego łagodził i obowiązywał, aby żadnej przykrości ani kościołowi ani ludziom nie czynili”.

Janusz Witwicki „Panorama plastyczna dawnego Lwowa”: Furta Jezuicka Wewnętrzna od str. Wałów Hetmańskich. (Fot. lwow.com.pl)

Król Karol XII zdobył miasto, mając do dyspozycji tylko piechotę i jazdę. Artyleria była jeszcze na marszu i udziału w szturmie nie brała. Od czasu, kiedy wojska szwedzkie zjawiły się na przedmieściach lwowskich, minęło tylko 20 godzin, zaś Karol XII był już gospodarzem zdobytego miasta, oddanego teraz na jego łaskę i niełaskę.

Szwedzi na Ratuszu lwowskim
Generał Steinbok udał się na Ratusz razem z kanclerzem szwedzkim Piperem. Na rezydencję wybrali sobie salę radziecką. Piper zajął miejsce burmistrza, obok stał generał Steinbok. Przy bocznym stole miejsca zajęła grupa oficerów, wśród nich król Karol XII, nie poznany przez lwowian, w zwykłym mundurze oficerskim. Generał Steinbok wezwał burmistrza Dominika Wilczka, radnych i ławników lwowskich. Niektórych długo szukali żołnierze szwedzcy, wyciągali z kamienic, piwnic i kościołów. „Z bojaźnią i pokorą” tulili się „prawie nieprzytomni” rajcy przy ścianie sali, zaś przy drzwiach stał wezwany przez Szwedów kat miejski z mieczem w ręku. Jak pisał J. T. Józefowicz „stał z gołym mieczem i profos przy drzwiach, czyli dla strachu większego patrzącym, czyli na ucięcie szyje ludziom naszym wezwany”. Najpierw generał głosem groźnym wyraził zarzuty swoje, jak to w sprawie niedostarczenia prowiantu dla wojska szwedzkiego i wysłania delegacji do króla Augusta o posiłki zbrojne, lecz „szczególniej unosił się nad tym, jak śmiano strzelać z dział do armii szwedzkiej, wiedząc, iż się sam król przy niej znajduje i w ten sposób zagrozić życiu monarszemu!”. Na salę obrad przybyli również kanonicy katedralni Józefowicz i Kuciński i błagali o litość nad miastem „o przebaczenie winy mieszkańcom i łaskę dla zwyciężonych. Na to generał Steinbok z wielką furią krzyknął: „Żadnego miłosierdzia nie doznacie!”. Kronikarz lwowski podaje jednak, że generał miał być człowiekiem „nie złym, a nawet dosyć łagodnym” i tylko umiał on, gdy było potrzeba, przybierać tak groźny wyraz i taką okazywać srogość, iż przerażeniem przejmował tych, których zamierzał przestraszyć. Otóż rozkazał generał rajców i ławników na czele z burmistrzem D. Wilczkiem osadzić pod pilną strażą na górnym piętrze Ratusza. Sprowadzono tam innych mieszczan bogatych i wpływowych, również komendanta Galeckiego i regimentarza Kamińskiego oraz obydwóch kanoników Józefowicza i Kucińskiego. Zabrano klucze od miasta, chorągwie załogi i cechów lwowskich. „Łagodny generał” ze swoimi oficerami opuścił salę obrad i udał się do obozu szwedzkiego poza miastem. Nad wieczór przybył na Ratusz posłaniec od generała z oświadczeniem, że król Karol XII przebaczył mieszkańcom lwowskim wszelkie ich winy i rozkazuje dostarczać dla wojska szwedzkiego żywność i złożyć jako okup 400.000 talarów.

Kościół i klasztor O.O. Bernardynów. – Rekonstrukcja i model: Inż. Janusz Witwicki. – Akwarela: Prof. Dr Władysław Witwicki (Fot. lwow.com.pl)

Najcięższa kontrybucja
Przerażeniu rajców nie było granic. Po złupieniu miasta przez żołnierzy suma ta wydała się im wprost fantastyczną. Po długich pertraktacjach ustąpił Steinbok i zgodził się na 300.000, za co dostał osobiście dla siebie łapówkę 5.000 talarów. Pieniądze miały być dostarczone w najbliższe 24 godziny. „Ojcowie miasta” na czele z burmistrzem D. Wilczkiem przez całą noc w obecności komisarza szwedzkiego wśród „swarów i wrzawy” układali listę i wyznaczali kwoty okupu, który nakładano na poszczególne „nacje”, kościoły i klasztory. W dziejach Lwowa była to już trzynasta z rzędu i najbardziej ciężka ze wszystkich kontrybucja. Do tegoż miasto było już przez żołdaków szwedzkich obrabowane, zaś wiele towarów zniszczono. Ułożona lista okupu świadczyła też o zamożności niektórych obywateli, również pozwalała porównać ze sobą majątek kościołów i klasztorów. Badacz dziejów Lwowa, historyk A. Chlędowski podaje, że na Żydów nałożono kwotę 120.000 talarów. Arcybiskup łaciński razem z kapitułą miał zapłacić 4.000 talarów, zaś biskup ruski – 10.000, ormiański razem z koadiutorem – 4.000. Na Kościół katolicki nałożono 10.000 talarów kontrybucji, na ormiański – 3.000, na ruski – 10.000. Niektóre wielkie klasztory miały spłacić również poważne sumy: jezuici i dominikanie – po 10.000 talarów, franciszkanie – 6.000, cerkiew św. Jura – 4.000. Inne, małe i biedne – znacznie mniej. Czerniczki ruskie (bazylianki) tylko 50 talarów, kościół św. Jana – 30 talarów, cerkiew na Tarnawce – 100, szpital św. Ducha – 100, kościół św. Antoniego – 200. Według tych obliczeń, najbiedniejsze były podmiejskie cerkwie prawosławne.

Czwartego dnia po wejściu Szwedów do Lwowa „w nocy około godziny trzeciej zajął się ogień przypadkowy w stajni pewnego domu”. W krótkim czasie pożar ogarnął ulice Zarwańską i Żydowską, arsenał miejski, skład zboża, szpital i przyległe do nich baszty. Na szczęście wywieziono zawczasu z arsenału beczki z prochem, zaś w basztach zostały jeszcze „działa nabite i strzelba, które ogromny łoskot sprawiały”. Spłonęła prawie cała dzielnica żydowska i przyległe zabudowania, ogółem – czwarta część miasta. Szwedzi wydłużyli termin zbierania kontrybucji o sześć dni i zmusili rajców oraz kanoników do podpisania odpowiedniej deklaracji, dopiero potem wypuszczono ich na wolność, z zobowiązaniem gorliwego udziału w zbiórce okupu. Żydzi lwowscy czynili różne potajemne pertraktacje ze Szwedami, starali się oderwać od reszty mieszczaństwa, wytargować sobie lżejsze warunki, oczywiście – kosztem innych. Otóż, zapłacili generałowi Steinbokowi 20.000 talarów, lecz kiedy termin spłaty kontrybucji upływał i Steinbok dowiedział się, że Żydzi nie wnieśli do wspólnej kasy ani grosza, kazał wystawić przed synagogą szubienicę i kilku starszych kahału żydowskiego za ręce do niej przybić. O tychże 20.000 talarów nawet nie wspominał. Tak to „dobrze poskutkowało, iż wniesiono natychmiast oznaczoną kwotę, nie w samych pieniądzach, ale po większej części w złotych i srebrnych naczyniach”. Król szwedzki kazał pozdejmować wszystkie dzwony z kościołów i zabrać działa z arsenałów tak miejskiego, jak i królewskiego. Udało się wykupić tylko niektóre, najbardziej cenione i starożytne dzwony, lecz w tej sprawie każdy kościół i klasztor pertraktował ze Szwedami osobno. Obydwa arsenały lwowskie były bardzo dobrze zaopatrzone. Szwedzi pozabierali z nich wszystko, cokolwiek tam się znajdowało: broń ręczną, amunicję, zaś najpierw – działa. Wywieziono wówczas 171 dział. Część z nich Szwedzi zniszczyli, około 50 udało się jednak ocalić od zniszczenia.

Stanisław Leszczyński, 1871 r. (Fot. wydawnictwo.dikappa.pl)Dnia 14 września przybył na czele 6.000 wojska koronnego z Warszawy król Stanisław Leszczyński w towarzystwie królewicza Aleksandra Sobieskiego. Na drugi dzień wysłuchał powitania i gorących próśb Magistratu, duchowieństwa i mieszczaństwa lwowskiego. Król Stanisław obiecał wstawić się za lwowianami przed królem szwedzkim, lecz na razie, mało czym mógł pomóc. Tymczasem upłynął fatalny termin spłaty kontrybucji, lecz cała kwota nie była jeszcze uzbierana. Kronikarz pisze, że „chciwość i zdzierstwo Szwedów były z niczym nieporównane”. Dnia 18 września przybył na ratusz generalny komisarz szwedzki Rozenstern, a ze strony króla Leszczyńskiego – marszałek koronny Poniński. Obliczono zebrany okup, „taksując” bardzo tanio polskie pieniądze, tylko po osiem złotych za jeden talar i jeszcze taniej – na wagę złote i srebrne naczynia, powtórnie oszukując zrabowanych mieszczan. Pełnej sumy jednak nie było i komisarz szwedzki wpadł w furię. Kazał aresztować sześciu radnych, zagroził kanonikowi Józefowiczowi i innym księżom, że wywiezie ich do Sztokholmu oraz, że spali miasto. Mieszczanie z wielkim pośpiechem i strachem przynosili ostatnie towary, duchowieństwo oddawało srebrne kielichy i krzyże. Kronika benedyktynek ormiańskich zanotowała, że „nawet i nasz ubogi konwent musiał dać w srebrze różnych galanterii, nader wybornem, a przez Szwedów zaś lekko bardzo i tanio taksowanem, talarów bitych 600”. Szwedzi liczyli zebraną kontrybucję bardzo nieuczciwie. Stefan Laskowski „starszy narodu ruskiego” w swoim diariuszu, który nazwał „Diariusz nieszczęśliwy”, pisał, że zebrali przedstawiciele „nacji ruskiej” i cerkiew prawosławna 7.051, 2 talara bitych (około 56.500 złotych), które „sami Szwedzi sobie taksowali i rachowali. Ale prawdziwie rachując, wynosiło to na sto dwadzieścia tysięcy złotych”. Wstawił się wtedy za mieszczanami lwowskimi król Stanisław Leszczyński i Szwedzi wypuścili aresztowanych radnych, oddali część dzwonów i jeszcze niezniszczone działa. Za to kazali komisarze i generał Steinbok dla siebie „honorarium z grzeczności” wypłacić. Zmuszeni byli mieszczanie i duchowieństwo jeszcze i na ten cel pieniądze zbierać. Zapłacono generałowi łapówkę w wysokości 2.000 dukatów, „co czyniło talarów 4.444, komisarzowi Brumel 200 dukatów, komisarzowi Sołdan 200 dukatów, kasjerowi Kock 100 dukatów, jenerał-adiutantowi Hielm 400 dukatów, różnym oficerom szwedzkim 2.000”. Królowi Leszczyńskiemu za wstawienie się przed Karolem XII – 1.300 talarów (J. Chodyniecki pisze, że znacznie więcej, czyli „około 3.000 talarów pieniędzmi i towarami różnymi”.)

Cudowne wstawiennictwo Matki Bożej
W swoim diariuszu Stefan Laskowski odnotował cudowne wydarzenie, które miało miejsce w tym ciężkim czasie i ogromne zrobiło wrażenie tak na mieszkańcach miasta, jak i na Szwedach. Otóż, w diariuszu czytamy, że w ciężkiej sytuacji „naród ruski mocną ręką Boską i instancya Przenajświętszej Matki do tego majestatu, w obrazie naszym miejskim cudownym w kaplicy bałabanowskiej nazwanej salwowała, który w ten czas jawnie łzy święte toczył. Posłano do nas komisarza (szwedzkiego) Gustawa Soldana, który, gdy przyszedł do cerkwi Bożej i ujrzał gmin ludu płaczącego i ten cud w obrazie Panny Przeczystej, niedługo patrząc, wszedł w ołtarz, gdzie stał obraz Panny Przenajświętszej Trębowelskiej jeszcze nie obdarty, jej cudem skruszony, poniekąd i na nasze łzy patrząc i darem ukontentowany, już się nie kazał tego obrazu tykać i obdzierać… Potem też za łaski Bożej i serce króla Imci szwedzkiego skłoniło, że wszystkim domom Bożym, co nie dodali condonować kazał”.

Z ogromnym wysiłkiem zebrało całe miasto i przekazało Szwedom kontrybucję w sumie 173.381 talarów: z kościołów, cerkwi i duchowieństwa – 33.381 talarów, z mieszczan katolików i Ormian – 70.000, z Żydów – 40.000, z Rusinów – 30.000. Niektórzy mieszczanie osobiście wnieśli do tej sumy znaczne pieniądze, co dało podstawę dr Ł. Charewiczowej uważać, że we Lwowie nie brakowało wtedy ludzi zamożnych z wielką fortuną. Na przykład, Ormianin Łazarz Steckiewicz zapłacił 3.000 talarów, zaś inny Ormianin Dominik Bogdanowicz – 7.000 talarów.

Janusz Witwicki „Panorama plastyczna dawnego Lwowa”: Zamek Niski od strony miasta – od lewej: baszta Sądowa, dwór „burgrabski”, kościółek św. Katarzyny, pokoje wielkie, brama wjazdowa, na rogu wieża Złotników (Fot. lwow.com.pl)

Wyjście Szwedów ze Lwowa i podsumowanie katastrofy
24 września odziały szwedzkie zaczęły wymarsz ze Lwowa w stronę Żółkwi, lecz przed tym zrabowali klasztory, „zabrali tam wszystkie zapasy zboża, poniszczyli biblioteki. W Zamku niższym ścielili aktami grodzkimi w stajniach pod końmi. Złupili sklepy, przyczem zabrali sukna granatowego, które szczególnie im się przydało na mundury, 16.800 łokci”. Szwedzi aresztowali i uprowadzili ze sobą komendanta Galeckiego i pułkowników załogi. Chcieli też zabrać burmistrza D. Wilczka, lecz dał Steinbokowi łapówkę 50 czerwonych złotych. Król Stanisław Leszczyński żądał od Magistratu i mieszczaństwa lwowskiego przysięgi i uznania jego elekcji, również jak przystąpienia do konfederacji warszawskiej. Miasto odmówiło wykonania takich żądań i król „po kilku prywatnych konferencjach z obywatelami i wojskiem szwedzkim odstąpił od tych przedłożeń”.

Smutne podsumowanie katastrofy znajdujemy w liście burmistrza i rajców lwowskich, który 1 października 1704 roku Magistrat lwowski wysłał do podkanclerza królewskiego. Pisał burmistrz o „nieszczęśliwym fatum” i o tym, że „nie było, bowiem należytej obrony, ostrożności i dyspozycji”. Szwedzi zaś „z jednej strony rabunkiem, z drugiej kontrybucją” zagarnęli cały majątek mieszczan lwowskich, którzy, i to nie wszyscy, „ledwoś się przy życiu zostali… Kościoły, klasztory z ozdób swoich i sreber zdarte, depozyta szlacheckie gdziekolwiek tylko były, zabrane, armata, tak koronna, jako i miejska prochami porozsadzona, dzwony z kościołów i cerkiew przedmiejskich pobrane, bramy i furty miejskie kapitalnie popsowane, parkany na wałach w znacznej części zrujnowane. Do tych wszystkich opressyj i mizeryj naszych, po spaleniu dla obrony przedmieść miasta, dodało się i to, że czwarta część miasta z cekauzem i szpiklerzem miejskim z wtorku na środę zgorzała z wielką szkodą ubogich ludzi. Generał Steinbok stał w mieście u Pana Gordona, kolegi naszego, insi generałowie i oficerowie po klasztorach i kamienicach rezydencye swoje mieli, nie było tego klasztoru i domu, któryby kilkadziesiąt osób i koni nie żywił”.

Kronikarz lwowski D. Zubryzcki uważał, że obrona miasta była sprawą „zupełnie nierozsądną; bez załogi, bez dowódcy w sztuce rycerskiej biegłego, czyliż mogła garstka mieszczan, rzemieślników, pierwszemu owego wieku bohaterowi czoło stawić? Gdyby było miasto wysłało pokorną deputacyę do zwycięzcy, przed którym wszystko pierzchało, wyjednałoby było bez wątpienia za opłatą kontrybucyi, którą i tak złożyć musiało, ocalenie swe, niewystawione by było na niebezpieczeństwo szturmu, na rabunek i przedmieścia, które lekkomyślnie bez najmniejszej i dla sprawy króla Augusta i miasta korzyści spalono, były by ocalały”. Nie skończyły się na tym utrapienia lwowian. Po klęsce wojennej przyszła klęska żywiołowa. Już na drugi dzień po wyjściu Szwedów całe miasto ogarnęła trwoga z powodu śmierci kilku ludzi, która miała być skutkiem powietrza morowego. J. Chodyniecki pisał: „z miasteczka Niemirowa rozszerzywszy się zaraza, przeszła na Wołyń, Podole, i aż do granic węgierskich; a na Rusi Czerwonej grasując w samym Lwowie przeszło 10.000 mieszkańców przeniosła z życia do śmierci”. Burmistrz D. Wilczek zapisał w swoim pamiętniku: „wszczęło się powietrze w mieście, w którym wymarło ludzi ze 2/5 do Nowego Roku, skąd co znaczniejsi wyjechali i potem aż po Trzech Królach się zjeżdżali i dopiero się porządek w mieście zaczął”. W październiku 1705 roku znów zaraza wróciła, również jak i w latach 1709 i 1710, a „dwa lata później (1712 r.) nawiedził Lwów wielki pożar i również straszne zrządził spustoszenia”. Dr Ł. Charewiczowa uważa, że właśnie po tych klęskach nastąpił prawdziwy upadek miasta, że „szczelinami zrujnowanych przez Szwedów murów wpełzły bakcyle prawdziwego rozkładu i rzeczywistej ruiny”.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 7 (49) 19 listopada 2007

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X