Szwedzi we Lwowie. Część I

Szwedzi we Lwowie. Część I

 

„Rok 1704 stworzył dla Lwowa wyjątkową katastrofę” – zaznaczył badacz dziejów miasta dr Aleksander Czołowski, opisując zdobycie i grabież Lwowa przez Szwedów.

Katastrofa ta odzwierciedliła opłakany stan gospodarki miejskiej na przełomie XVII i XVIII wieku, daleko posunięte zaniedbanie potrzeb obrony miasta, nieudolne funkcjonowanie Magistratu, zubożenie mieszczaństwa lwowskiego.

Koniec XVII wieku zaznaczył się w dziejach Lwowa kolejnymi napadami Tatarów w latach 1695 i 1699. W 1695 roku Tatarzy posunęli się tak blisko pod mury miasta, że hetman Stanisław Jabłonowski stoczył bitwę z nimi na placu przed kościołem NMP Śnieżnej, na wprost bramy Krakowskiej. Po tych najazdach bp Załuski pisał: „Stan kraju łatwiej było opisać łzami niż piórem”.

Tragiczny stan fortyfikacji Lwowa
Ubogie mieszczaństwo lwowskie było bezsilne w sprawie organizacji życia publicznego. Znaczną część miasta opanowali Żydzi, którzy nie poczuwali się do obowiązku świadczeń na sprawy miejskie. Wiele kamienic w mieście i dworów na przedmieściach należało do szlachty i duchowieństwa, którzy nie płacili podatków miejskich i „wraz z Żydami woleli tonąć w błocie, aniżeli jakimkolwiek wydatkiem przyczynić się do naprawy bruków i fortyfikacji. Nie znajdował też pospolity mieszczanin pomocy u tych, którzy w pierwszym rzędzie powinni dbać o interes miasta, u panów rajców. Siedząc na dożywotnich krzesłach radzieckich, skarlali potomkowie sławnych ongiś patrycjuszowskich rodów, obojętnym niemal wzrokiem patrzyli na w coraz większą nędzę pogrążające się miasto”. Magistrat zmuszony był zaciągać corocznie nowe długi na potrzeby miejskie, zaś nie mógł dostać od skarbu państwa pieniędzy, przeznaczonych w uchwałach Sejmu na remont fortyfikacji. A stan ich był po prostu tragiczny. Wysoki Zamek stał opuszczony, fosy były zamulone, od lat nie czyszczone i nie pogłębiane, mury w niektórych miejscach uszkodzone. Na przykład, w 1702 roku w czasie odnawiania cerkwi Wołoskiej uszkodzony został sąsiadujący z tą świątynią wycinek obwarowań „od furty bosackiej aż do baszty murarskiej”. Stan innych wież obronnych i murów również „w dość smutnym przedstawiał się świetle. Fortyfikacji nowszego systemu prawie nie było, a co najgorsza, że dawniejsze zostawały w stanie nader zaniedbanym”. Według relacji pułkownika Kampenhausena, mury w wielu miejscach miały wyłomy, wieże prawie wszystkie pozbawione były dachów, a w baszcie kramarskiej sklepienie zupełnie zawaliło się, koło murów brakowało ganków, schodów i drabin, zwody u bram również były połamane.

Stanisław Leszczyński i August II Sas (Fot. sp9nauka.weebly.com/odkrywcy.pl)

Polska – areną wojny domowej
Tymczasem ekonomiczna i polityczna sytuacja Rzeczypospolitej wyglądała nie mniej rozpaczliwie. Obrany w 1697 roku król August II Sas prowadził politykę, daleką od prawdziwych interesów kraju, z usposobienia był awanturnikiem i intrygantem. W roku 1700 wciągnął Rzeczpospolitą w wojnę ze szwedzkim królem Karolem XII. Wynikiem klęsk wojennych była faktyczna okupacja przez Szwedów znacznej części kraju, zdobycie Warszawy i Krakowa, detronizacja Augusta II i wybory nowego króla – Stanisława Leszczyńskiego, którego popierał Karol XII i konfederacja wielkopolska. Ku obronie Augusta II zawiązała się w roku 1704 konfederacja sandomierska. Teren całego kraju stał się areną wojny domowej. Król August II podpisał nowe tajne umowy z Rosją i car Piotr Wielki wysłał do Polski moskiewskie wojska posiłkowe. Zaczęły się zatem „z wielkim utrapieniem Rzeczypospolitej, marsze i kontrmarsze wojsk szwedzkich, saskich i posiłkowych moskiewskich, srogie kontrybucje, łupienie domów szlacheckich, porywanie i więzienie senatorów, straszliwa orgia wojenna, oświecona łunami pożarów, zrumieniona krwią winnych i niewinnych”.

Przygotowania do obrony Lwowa
Natychmiast po elekcji Leszczyńskiego ruszył Karol XII na południe kraju i już w połowie sierpnia, ścigając wojska Augusta II, stanął obozem pod Jarosławiem. August zaś, cofnął się w stronę Sokala, gdzie połączył się z posiłkami moskiewskimi z dalszym zamiarem marszu na Warszawę. W ten sposób August lekkomyślnie otworzył Szwedom drogę na Lwów. Miasto było nie przygotowane do obrony, lecz król polski nawet nie myślał o jakiejkolwiek pomocy. Już 15 sierpnia szwedzki generał Steinbok zdobył Jarosław, skąd wydał rozkaz do Magistratu lwowskiego, wymagając „ażeby mu przez 10 tygodni dostarczał Lwów po 1.000 beczek piwa i 3.000 półmiarków mąki pszennej”. W roku 1702 miasto już zmuszone było dostarczać prowiant Szwedom i zapłacić kontrybucję. Lecz teraz sprawa wyglądała inaczej, mianowicie, na początku 1704 roku przystąpił Lwów do konfederacji sandomierskiej i w mieście umieszczono załogę królewską z komendantem – wojewodą Galeckim na czele. Komendant dysponował tylko 300 żołnierzami najemnymi, lecz król August obiecał uroczyście, że wkrótce 6.000 wojska regularnego powiększy załogę miejską. Zachęcony tą obietnicą, Magistrat odmówił Szwedom stanowczo. Komendant Galecki nawet pojechał do króla Augusta do Sokala, lecz wrócił tylko z nowymi obietnicami. Mieszczaństwo lwowskie rozpoczęło dzielnie przygotowania do obrony, uzbrojona milicja miejska i cechy pełniły wartę przy bramach i wieżach. Leżące poza murami miasta obwarowane kościoły i klasztory Klarysek, Karmelitów bosych i trzewiczkowych obsadzono załogą żołnierzy najemnych w liczbie około 200 ludzi. Żydów użyto do obsługiwania dział, których arsenały miejski i królewski posiadały znaczną ilość. Nie brakowało również innej amunicji i prochu.

Przepowiednie i znaki szczególne, zwiastujące klęskę
Panowało jednak w mieście usposobienie dziwnie przygnębione, pełne obaw i najgorszych przeczuć. Od wieków wierzyli we Lwowie w różne przepowiednie i znaki szczególne. Na przykład, złamanie, zniszczenie lub upadek „lewka” na iglicy wieży ratuszowej uważano za bardzo zły znak. Otóż, 10 grudnia 1703 roku straszny wicher panował we Lwowie, który ogromne zrządził spustoszenia, zupełnie zgiął krzyż na Katedrze Łacińskiej i uszkodził znacznie „lewka” ratuszowego. Była to zapowiedz strasznych klęsk. Z końcem sierpnia 1704 roku, pisał w swojej kronice kanonik ks. Jan Tomasz Józefowicz: „widzieli niektórzy ludzie jakoby niebo nad samym ratuszem otwarte i jasność wielka, tak dalece, że nią całe miasto i kamienice oświecone były. W pośrodku tej jasności pokazał się miecz goły w kształcie rzymskiej dziesiątki stojący, nad którego krzyżem wydawała się miotła na bok. Trwało to widzenie więcej, niż kwadrans. Pokazywał Pan Bóg zawczasu, co ze lwowianami uczynić zamyślał, otwierał niebo wielom, do którego przez miecz, powietrze i biczyk jakiś dostać się wkrótce mieli”. Sytuacja wyglądała bardzo groźnie nawet i bez znaków szczególnych. Karol XII cieszył się sławą niezwyciężonego dowódcy, prawie geniusza sztuki wojennej, miał 17.000 żołnierzy, dobornie uzbrojonych i wyćwiczonych, a znanych z bezlitosnych grabieży i okrucieństwa. Jedyną nadzieję mieli mieszczanie na kilka chorągwi koronnych i litewskich, które 3 września pod dowództwem referendarza Rzewuckiego i księcia Janusza Wiśniowieckiego stanęły na przedmieściach lwowskich. Dowódcy zjawili się na ratusz i zmusili burmistrza Dominika Wilczka i rajców miejskich do zaniechania wszelkich pertraktacji z królem szwedzkim. Obiecali też pomoc i posiłki od króla Augusta.

Widok ogólny bramy Halickiej. Rekonstrukcja i rysunek. Rys. I. Kaczor (Fot. lwow.com.pl)

Obrona u bram Lwowa
Tymczasem Karol XII, zostawiwszy w drodze piechotę i artylerię na czele jazdy, ruszył z Jarosławia do Lwowa i szybko zbliżał się do miasta. 5 września w godzinę po wschodzie słońca oddziały szwedzkie stały na przedmieściach lwowskich. Wojska koronne Rzewuskiego i Wiśniowieckiego po małej z nimi potyczce w pośpiechu wycofały się w stronę Sokala dla połączenia z królem Augustem, pozostawiwszy Lwów swojemu losowi. Ks. J. T. Józefowicz w diariuszu swoim, pod wymownym tytułem: „Lwów utrapiony in anno 1704” napisał: „Już i załoga, i mieszczanie byli osiedli po wałach naznaczone i rozdane od kilku dni sobie kwatery, już w mieście alarmo, bębny, kotły huczały, wystawione chorągwie po wałach i z ratusza wielka wojenna chorągiew podczas oblężenia do pokazania naznaczona. Ludzie, domy opuściwszy, brali się na wały, strzelby, prochy, kule znosili, już IMC Pan Wojewoda Galecki i Ich Mośćmi kolegami na wale na kwaterze swoim zostawał i cechy podzielone mieli i zastąpili parkany”. Komendant Galecki wybrał basztę prochową na swoją kwaterę główną. Na beluardzie wielkim działa koronne wystawiono. Obronę od beluardu do bramy Krakowskiej trzymali mieszczanie pod dowództwem pułkownika Stanisława Józefowicza, ławnika miejskiego. Furty Jezuickiej bronił oddział mieszczan pod dowództwem pułkownika Rafała Boima, ławnika. Bramę Halicką z armatami bronili puszkarze miejscy i oddział pułkownika Tomasza Budnego, również ławnika miejskiego. Od bramy Halickiej do beliuardu i furty Bosackiej, wału i muru bronił pułk czwarty mieszczan lwowskich „pod dyrekcją pana Karola Szmelinga, ławnika i pułkownika”.

Fragment wałów Bosackich — od lewej: Mur Wysoki z wieżą Mularzy, ludwisarnia między murami, Mur Niski, Arsenał Królewski, w głębi wieża Rymarzy (Fot. lwow.com.pl)

Walki wśród ognia i dymu
Wojska szwedzkie dwoma kolumnami podchodziły pod mury miejskie, jedna – traktem Janowskim, druga zaś – dzisiejszą ulicą Kopernika i z łatwością z marszu zajęły przedmieścia oraz nieobsadzony załogą Wysoki Zamek. Tylko, kiedy wróg podszedł pod mur i uderzył na furtę Bosacką spotkano go ogniem z dział i broni ręcznej. Dragoni szweccy cofnęli się i zajęli domy na przedmieściu. Wtedy rozkazał komendant wojewoda Galecki: „zapalić przedmieścia”. Wszczął się okropny pożar drewnianych budynków, tak części krakowskiego jako i halickiego przedmieścia, w którym i kościółek św. Krzyża przy bramie halickiej stał się pastwą płomieni. Pałające srogim ogniem przedmieścia wstrzymały natarczywy atak Szwedów. Również miasto za murem było zagrożone pożarem. Wśród ognia i dymu wrzała do samej nocy nieprzerwanie walka, nie ustając ani na chwilę.

Dzielnie spisali się puszkarze miejscy. Ze strony miasta naliczono 360 strzałów armatnich. Jedna kula spadła obok samego Karola XII, który z wzgórza obserwował walkę i wyszukiwał odpowiedniego miejsca dla generalnego szturmu miasta. Według jego planu, atak miał nastąpić już najbliższej nocy. Do szturmu wyznaczono trzy pułki dragonów. Reszta wojska stała w obwodzie miasta. Kwatera główna króla znajdowała się obok kościoła św. Wojciecha pod Wysokim Zamkiem. O godzinie czwartej rano wydał Karol XII rozkaz zdobycia klasztoru i kościoła karmelitów bosych, który leżał na wzgórzu naprzeciw arsenału królewskiego i furty Bosackiej. Fortyfikacji klasztornych broniło 200 ludzi (inne kroniki podają tylko 90 osób) na czele z porucznikami Heningiem i Wąsowiczem. Król w mundurze żołnierskim osobiście szturmem dowodził i „własną ręką pierwszy nań rzucił granat, i równocześnie dał rozkaz rąbać otaczające go palisady”. Komendant miasta Galecki tymczasem, jak pisał kronikarz D. Zubrzycki, „o kilkadziesiąt sążni od tego klasztoru w pośród murów miasta, w prochowni słodko zasypiał, przy pierwszych strzałach porwał się ze snu, rozkazał brać się do broni, a sam opuściwszy swe stanowisko umknął na drugą stronę miasta i schronił się do kolegium jezuickiego”. Nie mając chwili do stracenia, rozkazał król przypuścić szturm na mury miejskie, tym bardziej, że miał obok siebie Polaków, dobrze obeznanych z systemem obronnym Lwowa, lecz furta Bosacka po niedbałości komendanta nie była zamknięta i załogą należytą nie obsadzona. Dragoni atakowali mur miejski, wchodząc przez tę furtę, zaś król „na czele innego oddziału ruszył do szturmu na magazyn prochowy i basztę, najbliżej klasztoru karmelitańskiego położoną, oświadczywszy wprzód wojsku swemu, iż, jeżeliby zginął pod murami Lwowa, niech wytną, co do nogi jego mieszkańców. Jeżeli zaś zdobędzie miasto, to dozwoli im dwóch godzin rabunku.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 6 (48) 31 października 2007

Szwedzi we Lwowie. Część II

X