Szczepionka przeciw zdrowemu rozsądkowi

Szczepionka przeciw zdrowemu rozsądkowi fot. Helena Jankovičová Kováčová/ Pixabay

Przed rokiem świat pogrążył się w chaosie, któremu mniej lub bardziej przemyślane decyzje rządów oraz instytucji odpowiedzialnych za ochronę zdrowia próbują nadawać pozory stabilizacji. Rozprzestrzenianie się wirusa COVID-19 wciąż jest jednym z najgorętszych tematów politycznych debat, medialnych doniesień, prywatnych rozmów. Wśród niektórych wywołuje strach, ale też coraz częściej budzi złość powiązaną z negowaniem pandemii, a co za tym idzie – konieczności przestrzegania obostrzeń i potrzeby szczepień.

Polacy wciąż wahają się, czy są one dobrym pomysłem. W ostatnim tygodniu stycznia 2021 r. 53% respondentów było zdecydowanych przyjąć szczepionkę, ale już między 8 a 14 lutego trend ten uległ odwróceniu i odsetek zwolenników takiej prewencji spadł o 6%. Na Ukrainie sytuacja wygląda jeszcze gorzej i wg niektórych sondaży zaledwie 39% pytanych gotowych jest skorzystać z możliwości szczepienia, a gdyby miało to nic ich nie kosztować dodatkowo chętnych byłoby 4% Ukraińców. I tu obserwujemy tendencję spadkową, gdyż w listopadzie z takiej opcji chciało skorzystać 55% badanych.

Tymczasem jeszcze w 2019 r. Światowa Organizacja Zdrowia wymieniła niechęć opinii publicznej do szczepień jako jedno z dziesięciu największych zagrożeń dla zdrowia na świecie. Wśród jej przyczyn króluje obawa przed tym, czy szczepionka jest bezpieczna i odpowiednio przebadana oraz przed działaniami niepożądanymi, jakie może wywołać. Ponadto na stosunek do szczepień, ale i samej pandemii, w dużej mierze wpływają media, w tym społecznościowe – to w nich najłatwiej o fałszywe informacje. W miarę jak COVID-19 stawał się naszą codziennością, rosła liczba osób, które uważały, że wirus został sztucznie stworzony w laboratorium, albo też w ogóle nie istnieje, a epidemia została „wymyślona w celu redystrybucji kapitału na świecie”. W ślad za takimi doniesieniami podważany jest sens obostrzeń, chociażby noszenia maseczek, które nie tylko mają być nieskuteczne, ale dodatkowo powodować ciężkie schorzenia, w tym niedotlenienie i „grzybicę płuc”.

Jeszcze zanim rozpoczęły się akcje szczepień, pojawiały się też informacje o powikłaniach poszczepiennych, a gdy podano pierwsze dawki preparatu zaczęto z tym faktem wiązać zgony osób, które je przyjęły. Nie miało przy tym znaczenia, że ryzyko naturalnej śmierci osoby w zaawansowanym wieku jest statystycznie większe, niż dwudziestolatka.

Rozpowszechnianie takich informacji może być uważane za przejaw ignorancji, efekt strachu, ale też może być powiązane z trwającą od lat działalnością trolli, w tym rosyjskich, wspierających ruchy antyszczepionkowe. Trudno przy tym zakładać, że Rosja, kraj, który obwieścił niedawno zakończenie prac nad trzecią już szczepionką przeciw COVID-19, jest przeciwna szczepieniom. Nie sposób też wskazać, na ile fake newsy wpływają na obniżenie zaufania dla bezpieczeństwa szczepień w samej Rosji. W grudniu 2020 r. najwyższy odsetek osób deklarujących zamiar skorzystania z takiej profilaktyki notowano w Chinach (80%), a do państw, których populacje najrzadziej zgłaszały taki zamiar, należały Rosja (43%) i Francja (40%). Od października ubiegłego roku odsetek zainteresowanych szczepieniami spadł niemal we wszystkich badanych krajach, w tym we Francji o 14%. Wyjątkami były USA i Wielka Brytania, lecz nie wiadomo, czy świadczy to o niskiej skuteczności działań trolli w wydawałoby się strategicznych państwach, wysokiej świadomości ich mieszkańców, czy też nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia obszar, którym szczególnie zainteresowani są twórcy fake newsów. Dziś też o 34% więcej osób niż w październiku 2020 r. boi się przede wszystkim skutków ubocznych szczepionki. Drugim co do wielkości powodem niechęci do jej przyjęcia jest potencjalnie niska skuteczność, przy czym największe obawy ponownie mają Rosjanie (aż 45% badanych). Można przy tym zadać pytanie, czy deklaracje te wynikają ze strachu przed preparatami produkowanymi przez firmy zachodnie, takie jak m.in. Pfizer/BioNTech, Moderna, AstraZeneca czy CureVac i czy byłyby niższe, gdyby rozważano możliwość szczepienia wyłącznie Sputnikiem V. Nie ulega przecież wątpliwości, że Rosjanom zależy nie tylko na medycznym, ale i rynkowym sukcesie własnych preparatów, dlatego w ich interesie leży dyskredytowanie osiągnięć innych państw w tej dziedzinie.

Jak się wydaje, Rosja próbuje obecnie budować swój jak najlepszy, choć nie do końca prawdziwy wizerunek. 9 marca 2021 r. usłyszeliśmy, że Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich i szwajcarska firma farmaceutyczna Adienne zawarły porozumienie w sprawie produkcji szczepionki Sputnik V we Włoszech. Wiarygodność tej deklaracji podważył fakt, że o tych planach nie zostały poinformowane włoskie resorty spraw zagranicznych i rozwoju gospodarczego oraz władze regionalne. Podobnie rząd francuski zaprzeczył, jakoby w jego kraju miała być produkowana rosyjska szczepionka, choć nie wykluczono takiej możliwości w przyszłości. Jednoznacznie w sprawie nie wypowiedziały się Niemcy, gdzie zdaniem RFPI także mają być uruchomione linie produkcyjne, ale już Madryt podał, że nie zawarł umowy z Rosjanami, choć oni sami są przeciwnego zdania.

Nawet, jeśli negocjacje w tych kwestiach trwają, to ogłaszanie sukcesu przed ich zakończeniem jest nieprofesjonalne. Zarazem stanowi w pełni profesjonalny zabieg marketingowy. Buduje zaufanie do preparatu, o którego produkcję ma podobno zabiegać Europa Zachodnia, a stosują go już nie tylko Białoruś czy Węgry, ale też kraje azjatyckie, państwa Ameryki Południowej, Słowacja, Serbia, Algieria, Iran czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Tym samym kreowane jest przekonanie o sukcesie rosyjskich naukowców, w ślad za nimi i kraju. Wzmacnia się je przekazem o omylności tych, którzy nie dowierzali skuteczności Sputnika V, a wszystko to na tle chaosu informacyjnego, kreowanego przez Moskwę. Przeciętny adresat informacji ma bowiem trudności z oceną, które z wiadomości podawanych przez media są prawdziwe. W krótkim czasie otrzymuje wykluczające się doniesienia i nie wie, czy Europejska Agencja Leków nie otrzymała wniosku o przyspieszoną ocenę rosyjskiej szczepionki, czy może jednak został on złożony? Paradoksalnie wszystko to sprawia, że łatwiej będzie przekonać coraz więcej osób do rosyjskiej narracji, a wzrost liczby tzw. „korona sceptyków” czy antyszczepionkowców zostanie wliczony w koszty.

**
Już w 2018 r. brytyjski dziennik „The Times” opublikował artykuł, w którym opisywał rosyjskie działania w zakresie promowania teorii o szkodliwości szczepień. Za sprawą fikcyjnych kont, w tym związanych z petersburską „farmą trolli”, która miała wpływ na wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA, kreowano na portalach społecznościowych dyskusje mające podważyć wiarę w szczepionkową profilaktykę. Aby uwiarygodnić prezentowane poglądy podawano argumenty zarówno jej zwolenników, jak i przeciwników, co dodatkowo pozwalało podsycać i utrzymywać zainteresowanie zagadnieniem. Opisywano nie tylko domniemane przypadki zachorowań na autyzm jako skutki uboczne iniekcji, ale też zgony. Ponadto wskazywano, że dla „elit” przeznaczone są preparaty o lepszym składzie, nie zawierające szkodliwych substancji.

Mogłoby się wydawać, że taki przekaz trafia jedynie do wąskich grup, a użytkownicy globalnej sieci, mający niemal nieograniczony dostęp do informacji, włożą między bajki treści wskazujące na wykorzystywanie do produkcji preparatów medycznych ludzkich płodów czy też aplikowanie przy ich wykorzystaniu chipów pozwalających kontrolować umysły. Tymczasem problem nie jest tak niszowy, jak niektórzy sądzą. W sierpniu 2018 r. podano, że w Europie liczba przypadków zachorowań na odrę, świnkę i różyczkę wzrosła niemal dwukrotnie w stosunku do 2017 r. W Wielkiej Brytanii była aż trzy razy wyższa. Może zatem to te dane, a nie sondażowe deklaracje respondentów najlepiej wskazują jaki jest nasz rzeczywisty stosunek do szczepień?

I może są najlepszym dowodem na to, że w wirtualnej przestrzeni, ale też i w mediach tradycyjnych, mamy od lat do czynienia ze szczepionką przeciwko zdrowemu rozsądkowi. Tę przyjmujemy chętnie i bez obaw o skutki uboczne, którymi są wzrost skuteczności działań prowadzonych na froncie wojny informacyjnej i kreowanie poglądów wygodnych dla jednej ze stron konfliktu. Skutki dezinformacji, nie tylko zdrowotne, ale też polityczne, ekonomiczne i społeczne, odczuwamy już dziś. Deklarując niechęć do szczepień pomijamy bowiem niezwykle istotny czynnik, jakim jest ich wpływ na gospodarkę. Niewiele osób chyba zastanawia się nad tym, że to szczepienia są dziś kluczem do jej otwarcia i do przywrócenia płynności finansowej gospodarstw domowych. Dlatego lęk Polaków czy Ukraińców przed medykamentami jest prostą drogą do kryzysu, z którego trudno będzie się podźwignąć.

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 3-4 (367-368), 19 lutego – 15 marca 2021

Prof. dr hab. Agnieszka Sawicz pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z Kurierem Galicyjskim współpracuje od 2009 r. Zajmuje się historią współczesnej Ukrainy, polityką rosyjską i z pasją śledzi wszelkie fałszywe informacje. Lubi irlandzką muzykę, gorzką czekoladę i górskie wyprawy. Od 2013 r. jest też etatową wiedźmą, autorką ukazujących się w wirtualnej przestrzeni „Zapisków Wiedźmy”.

X