31 maja 1894 roku o godzinie 6:00 rano z zajezdni tramwajowej przy ulicy Wuleckiej (ob. Sacharowa) wyjechał pierwszy lwowski tramwaj elektryczny. We Lwowie w tych latach jeździł jeszcze tramwaj konny. Bardzo szybko tramwaj elektryczny zwojował sobie najważniejsze miejsce w komunikacji miejskiej i odgrywa poważną rolę w życiu miasta do dziś.
Pierwsze wozy tramwaju elektrycznego obsługiwały pasażerów na liniach Dworzec główny – szkoła św. Zofii – Powszechna Wystawa Krajowa na wzgórzu nad parkiem Stryjskim oraz z Wałów Hetmańskich (kawiarnia „Wiedeńska”) na teren tejże Wystawy.

Popularność tramwaju elektrycznego i jego dostępność dla wszystkich sprzyjały szybkiej rozbudowie nowych linii tramwajowych i wzrostu liczby wozów tramwajowych. Otóż w 1925 roku we Lwowie funkcjonowały 9 linii tramwajowych, które w tymże roku w lipcu otrzymały oznaczenia cyfrowe (przed tym używano oznaczenia literowe): nr 1 – Dworzec główny – Łyczaków; nr 2 – Dworzec główny – Szkoła Techniczna; nr 3 – Rogatka Janowska – św. Piotra (Cmentarz Łyczakowski); nr 4 – 29 Listopada – Wysoki Zamek; nr 5 – Dworzec główny – Gabrielówka; nr 8 – Bogdanówka – Górny Łyczaków (Dworzec Łyczakowski); nr 9 – Gabrielówka – Wały Hetmańskie; nr 10 – Rogatka Zamarstynowska – Rogatka Stryjska; nr 11 – Dworzec główny – Wały Hetmańskie. W 1927 roku długość linii stanowiła 29,5 km. Tabor stanowiło 107 wozów silnikowych i 48 wozów przyczepnych. MZE zatrudniały 1291 pracowników. Zawód motorowego (tak wówczas nazywano motorniczego – red.) należał do jednego z najbardziej prestiżowych wśród robotników lwowskich.
Linie tramwajowe rozwijały się bardzo prężnie. Już w 1931 roku park taborowy stanowił 117 wozów silnikowych i 58 wozów przyczepnych. W 1934 długość linii tramwajowych stanowiła 50,5 km, zaś w 1939 roku 65,5 km. Według „Przewodnika dla zwiedzających miasto” autorstwa Aleksandra Medyńskiego, w 1937 roku funkcjonowało 8 linii tramwajowych, zaś w od 1938 roku tramwaj na Wysoki Zamek kursował ulicą Kopernika od zajezdni tramwajowej na Wuleckiej. Pod Wysokim Zamkiem nie było pętli i tramwaje na tej trasie miały dwa silniki.

W tym samym czasie początki tramwaju lwowskiego weszły już do historii motoryzacji w II Rzeczypospolitej. W 1930 roku lwowski wagon nr 1 fabryki Weitzera w Grazu produkcji 1894 roku wystawiono na Międzynarodowej Wystawie Komunikacji i Turystyki w Poznaniu, gdzie ten zrobił sensację i był jednym z najciekawszych eksponatów historycznych. Zapomniano już, że to właśnie ten wóz 12 lipca 1894 roku na trasie do Powszechnej Wystawy Krajowej „nie dał rady dojechać na przystanek końcowy i został wciągnięty za pomocą sznura”.
Niestety od pierwszych dni eksploatacji tramwaje elektryczne ulegały licznym awariom. Były na to przyczyny techniczne wozów, lecz też brak doświadczenia personelu. Prasa umieszczała barwne opisy takich zdarzeń. Oto jeden z pierwszych takich wypadków z dnia 16 czerwca 1894 roku: „O godzinie 7 wieczorem wóz kolei elektrycznej nr 4 źle hamowany uderzył zjeżdżając z góry wystawowej przejeżdżający koło szkoły św. Zofii wóz włościański. Woźnica obalony wraz z wozem i końmi odniósł cięższe obrażenie w głowę i został przez służbę miejską odstawiony do szpitala. Wóz kolei elektrycznej pomknął w dalszą drogę ku miastu. Mnożące się z dniem każdym katastrofy na kolei elektrycznej zniewalają nas do ponownego wezwania władz o skuteczną interwencję”.
W latach 20-30. XX wieku nic nie zmieniło się na lepsze. W kronice miejskiej opisane są liczne przypadki zdarzeń drogowych z udziałem tramwajów. Miały miejsce również wypadki śmiertelne. Na przykład 5 maja 1923 roku „Wiek Nowy” pisał: „Tramwaj przejechał 2-letnie dziecko. Na ulicy Łyczakowskiej przejechał w środę wóz tramwajowy TD nr 149 prowadzony przez motorowego Bazylego Krzemienieckiego 2-letniego Juliana Gitla, odcinając mu lewą nogę. Dziecko w agonii odwieziono na stację ratunkową karetką pogotowia”. Już 20 maja trafił się kolejny wypadek, mianowicie „dwunastoletni Romuald Ziemleński w ulicy Leona Sapiehy dostał się pod przejeżdżający wóz, przy czym odniósł ciężkie kontuzje na obu nogach i rękach. W pogotowiu ratunkowym udzielono mu pomocy”. 3 czerwca tegoż roku prasa donosiła, że Józef Wrzosek, akademik (czyli student) został potrącony przez tramwaj na placu Gołuchowskich i odniósł bolesne obrażenia.
Od pierwszych dni eksploatacji tramwaju konduktorzy (wtedy tylko mężczyźni) mieli duże trudności z utrzymaniem dyscypliny wśród pasażerów. Wagony jeździły przepełnione. Ludzie uczepiali też na pomostach wozów i nie były zamykane drzwi podczas ruchu. Od pierwszych lat eksploatacji tramwaju we Lwowie zjawiła się moda wyskakiwania z wozów podczas ruchu w każdym dogodnym miejscu, bardzo często na zakrętach, gdzie tramwaj jechał nie tak szybko (na przykład obok Poczty głównej, lub na tzw. „zakręcie Badenich”). Moda ta rozpowszechniła się nie tylko wśród batiarów i młodzieży, lecz nawet wśród całkiem poważnych obywateli. Wypadki takie trafiały się dość często. Na przykład, w grudniu 1938 roku „Dziennik Polski” donosił: „Fatalny skok z wozu tramwajowego na ulicy Czarnieckiego. Inżynier T. Czesnak skoczył z wozu tak nieszczęśliwie, iż upadł na bruk i doznał silnego potłuczenia głowy”.
Od pierwszych dni funkcjonowania tramwaju elektrycznego zorganizowały się też szajki złodziejskie, które okradały pasażerów z pieniędzy i cennych rzeczy. Dyrekcja Miejskich Zakładów Elektrycznych i policja lwowska bezskutecznie wałczyły z tą plagą. Oto tylko wybrane doniesienia policyjne. „Gazeta Narodowa” w kwietniu 1915 roku pisała: „Donosiliśmy swego czasu, że istnieje cała szajka złodziei-specjalistów w okradaniu pasażerów tramwajowych. Wczoraj udało się schwytać na gorącym uczynku dwóch bez wątpienia członków tego „towarzystwa”. W wagonie jechało dwóch młodych ludzi, na których padło podejrzenie. Usiłowali oni uciec, wyskakując z tramwaju, ale jednego zatrzymała policja. Ów Izaak Wanstein miał przy sobie skradzione pieniądze. Został aresztowany”.

W monografii „Tramwaje lwowskie. 1880-1944” czytamy: „Następstwem wojennego rozprężenia dyscypliny społecznej i obyczajów była trwająca szczególnie w latach 1919-1923 plaga kradzieży w tramwajach. Kroniki miejskie gazet lwowskich wprost pękają w szwach od opisów działań kieszonkowców, a miano „złodziejskich tramwajów” nadano liniom KD oraz ŁD. Na tych właśnie trasach ofiarami złodziei byli często prowincjusze odwiedzający miasto w celach handlowych. Pomysłowość kradnących nie miała granic. W jednej z gazet relacjonowano, jak mali chłopcy, korzystając z niebywałego ścisku panującego w tramwajach, ostrymi nożycami odcinali pasażerom kawałki futer, z których następnie wykonywano czapki męskie”.
3 czerwca 1923 roku „Wiek Nowy” umieścił na ten temat nawet uwagi filozoficzne: „Kieszonkowiec lwowski kradnie zawsze i wszędzie, a z szczególnym zadowoleniem w tramwajach. Skutkiem tego świeżo opłakuje znów stratę zegarka srebrnego „Omega” inżynier Onufry Gudz (Grunwaldzka 9), którego obłupili złodziejaszkowie przy sposobności wsiadania do tramwaju ŁD, na osławionym przystanku koło kawiarni „Wiedeńskiej”. 5 czerwca 1926 roku Michał Pluszyński, zamieszkały w Złoczowie, jechał tramwajem lwowskim. W czasie tej jazdy skradziono mu z kieszeni portfel zawierający 160 zł., 1 dolar i różne dokumenty”.
Bywały i bardziej niebezpieczne przygody tramwajowe, przy których można było nawet stracić życie. 13 czerwca 1926 roku prasa lwowska donosiła: „Strzał do wozu tramwajowego. Michał Stankiewicz, inspektor miejskiej kolei elektrycznej, doniósł wczoraj do policji, że do wozu tramwajowego nr 796 ktoś strzelał na ulicy Janowskiej z wylotu ulicy Świętokrzyskiej. Kula rewolwerowa lub z flobertu przebiła szybę nie raniąc nikogo z jadących osób”.
Obsługa pasażerów, szczególnie w latach 20. też nie była na wysokim poziomie. Do redakcji gazet lwowskich regularnie nadchodziły skargi pasażerów na nieuczciwe zachowanie konduktorów. Oto jedna z nich z dnia 14 czerwca 1923 roku pod tytułem „Rozkosze tramwajowe”. „Konduktorzy miejskiej kolei elektrycznej przyjmują od publiczności systematycznie banknoty podarte, a często wprost szczątki ich, z których trudno domyśleć się jaki banknot się otrzymuje. Oczywiście tych lepkich, brudnych szpargałów, które niegdyś były banknotami, pozbywają się natychmiast, nie uszczęśliwiając niemi przy wydawaniu reszty jadących. Jeden z takich wybrańców smutnego tramwajowego losu przesyła nam skargę, że jadąc onegdaj z Wałów Hetmańskich na Podzamcze, dał konduktorowi nr 3 o godzinie 9.45 wieczór banknot nowy 10-tysięczny, z którego konduktor wydał mu same podarte 500-markówki. Wówczas pasażer ów znalazł w portfelu swym banknot 1000 markowy i poprosił konduktora o zwrot 10 tysięcy, nie chciał bowiem przyjąć podartych banknotów. „Uprzejmy” funkcjonariusz jednak odrzekł, że „mu się nie chce” i przemocą wcisnął szczątki przeżartego brudem papieru w rękę swej ofiary. Skutek jest ten, że uszczęśliwiony gość tramwajowy nie może nigdzie pozbyć się owych 500-markówek, ani też nic za nie kupić, apeluje więc do dyrekcji tramwajów, by zabroniła służbie swej na przyszłość zarówno wydawać, jak i przyjmować podarte szczątki banknotów, jeśli publiczność nie ma być nadal narażona na straty”.
Wracamy jednak do święta tramwaju lwowskiego, które odbyło się 31 maja 2026 roku. Impreza udała się na całego. Było wszystko. Wystawa historycznych wozów tramwajowych, koncert pod chmurką, piękne melodie i piosenki, otwarcie nowego LEM Food Market – przestrzeni gastronomicznej w starej, stylowo odnowionej zajezdni tramwajowej, gdzie 13 różnych zakładów pod jednym dachem proponowały najróżniejsze smakołyki kuchni lwowskiej od lodów do barszczu. Odwiedzający mogli oglądnąć trzy stare tramwaje historyczne, mianowicie wóz „Sanok SW-1” z 1909 roku, niemiecki tramwaj „Gotha T59E” z 1960 roku i czeski „Tatra T47” z 1970 roku. W latach 60-90. XX wieku właśnie wozy tramwajowe niemieckie Gotha i czeskie Tatra kursowały ulicami lwowskimi.

Tłumy lwowian i gości miasta odwiedzających w ten dzień „LEM-Station”, świetnie bawiły się przez cały dzień do wieczora. Było naprawdę ciekawie, smacznie i bardzo wesoło. Nowe wykorzystanie starej zajezdni tramwajowej organizowano w ramach ambitnego projektu „LEM-Station”. Wszystko zaczęło się w 2018 roku, kiedy teren starych, zaniedbanych warsztatów tramwajowych postanowiono rekonstruować, wyremontować i nadać mu nowe życie. Stylowo odnowiono wszystkie obiekty, na nowo uporządkowano teren, zorganizowano faktycznie nowy wielki plac wśród starej zabudowy końca XIX – początku XX wieku. Ów plac nazwano „Przestrzeń Lema”, lub „Plac Lema”, ku pamięci wybitnego polskiego pisarza-fantasty, futurologa, filozofa, który urodził się i dorastał we Lwowie.
Właśnie 31 maja 2026 roku zakończono rekonstrukcję i odnowienie ostatniego obiektu – starej zajezdni tramwajowej. Wcześniej odnowiono zabudowania dawnej elektrowni, budynków administracyjnych, warsztatów remontowych i kotłowni, przeprowadzono rewitalizacje całej przestrzeni wzdłuż ulic Sacharowa i Bohaterów Majdanu. Wysadzono setki nowych drzew i krzewów, urządzono parkingi, trawniki i dróżki imitujące dawne szyny tramwajowe. W wyremontowanych pomieszczeniach urządzono przytulne kawiarnie i nowoczesne restauracje, sale wystawowe. Organizatorom świetnie udało się odrodzić w tych romantycznych zaułkach atmosferę i ducha starego Lwowa. Na jednej z bocznych ścian dawnej stacji kompresorowej powstało oryginalne malowidło przedstawiające Stanisława Lema i bohaterów jego utworów. Można tylko podziwiać kreatywność i nowoczesność projektu „LEM- Station” oraz troskliwe podejście do konserwacji wszystkich budowli historycznych. Przy tak widocznym unowocześnieniu funkcji wszystkich obiektów, udało się zachować atmosferę Lwowa końca XIX wieku i podkreślić walory artystyczne każdej zabytkowej budowli.
Jurij Smirnow
