Świat polskiego kryminału w Charkowie do 1914 roku

Świat polskiego kryminału w Charkowie do 1914 roku Wyroki śmierci w carskiej Rosji

Jak Polacy Charków budowali. Część XXIX

Każde miasto świata posiada liczne zabytki, które zachwycają podróżnych. Narody szczycą się także wybitnymi postaciami urodzonymi na tych ziemiach. Świadectwem tego są liczne pomniki i tablice pamiątkowe, odsłaniane z okazji kolejnych rocznic. Jednak są też takie, które mrożą krew w żyłach. Do nich należą zabytki związane z mrocznym światem kryminału.

Charków też nie jest tu wyjątkiem. Zresztą, gdy przybywa się do tego miasta, tutejsi mieszkańcy chcą ostrzec przybysza przed dzielnicą ChTZ, powstałą w latach 30. XX wieku dla pracowników fabryki ciągników, a uważaną za szczególnie niebezpieczną. Praktycznie od początku istnienia Charkowa Polacy stanowili jego nieodłączną część, dlatego nie należy odrzucać faktu, że nie byli związani z przestępczością, gdyż do miast obok ludności przybywającej w poszukiwaniu pracy przybywał również element przestępczy.

Przedstawiony temat nosi charakter pionierski. Brak dotychczas opracowania na ten temat. Za podstawowe źródło zostały zatem wykorzystane materiały prasowe ukazujące się w charkowskich gazetach, omawiających przestępczość na terenie miasta. Pewne dane w tym temacie można odnaleźć w ukraińskojęzycznych opracowaniach na temat historii miasta Charkowa, wydawanych od XIX wieku. Niektóre informacje można także odczytać na kanwie publikacji „Polacy na wschodniej Ukrainie w latach 1832–1921”. Zatem niniejsza publikacja nosi także charakter pewnego sygnału do dalszych możliwych badań.

Temat przestępstwa na przykładzie Charkowa należy rozpatrywać w dwóch aspektach:
– politycznych jeńców, kierowanych tu dla odbycia kary;
– przestępców, popełniających wykroczenia na miejscu lub przybywających do tego miasta w celu popełnienia nielegalnych czynów.

Odnośnie do tych pierwszych wiele zostało już powiedziane w poprzednich materiałach. Choćby przy okazji historii miejscowej parafii, gdy relacjonowano, że w 1888 roku z Warszawy do Charkowa pod nadzór policji zostało zesłanych dwóch kapłanów – kameduła o. Albert Nowalski i dominikanin o. Wincenty Skrobiński. Podobnie jeszcze od 1864 roku przez osiemnaście lat w Charkowie mieszkał ks. Piotr Pruski, kapłan diecezji podlaskiej, aresztowany po upadku powstania styczniowego.

Feliks Konieczny w książce pt. „Święci w dziejach Narodu Polskiego” pisząc o przeciwnikach powstania styczniowego wspominał więźnia z Charkowa biskupa Konstantego Ireneusza Łubieńskiego (1825-1868): „Był to rodowity Warszawianin, urodzony z rodziny znanej od dawna z poświęcenia dla Kościoła i narodu. Kształcony długo za granicą, po powrocie do Polski obrał sobie stan duchowny i pracował przy warszawskim kościele Wizytek. Kiedy jego ojciec Henryk skazany został na wygnanie do Kurska, towarzyszył mu i rozwinął tam działalność misyjną. Następnie był proboszczem przy jedynym katolickim kościele w Petersburgu, Świętej Katarzyny. W roku 1857 towarzyszył arcybiskupowi Żylińskiemu w wizytacji archidiecezji mohylowskiej, zwiedził przy tej sposobności grób św. Andrzeja Boboli w Połocku, umacniał unitów w wierze i za to został skazany na wygnanie do Charkowa. Odzyskawszy wolność, odwiedził w r. 1861 Rzym, a w marcu 1863 r. został biskupem w Sejnach, w których od 17 lat nie było biskupa”.

Wygnańczy los spotkał wielu innych powstańców, którzy odbywali tu karę, na przykład przy budowie kolei. Inni znajdowali się pod nadzorem policyjnym w więzieniu na Chołodnej Górze, które miało charakter roty aresztanckiej. Tak w 1864 roku zostali tu zesłani Teodor Łuszczyński, Ignacy Pawlikowski, Ludwik Walz i wielu innych. Ciekawy przypadek miał miejsce 16 marca 1865 roku, gdy jeden z dawnych powstańców Józef Anzelm Żuliński (1841–1908) zbiegł z więzienia. Kierownik aresztanckiego oddziału P. Floryński informował, że w czasie prac fizycznych w pobliżu neteczeńskiego mostu powstaniec „wykorzystując duże natężenie ludności i wszedłszy w tłum skrył się”. Dopiero latem tegoż roku udało się schwytać zbiega w pobliżu Kijowa. Żuliński został ostatecznie przez sąd wojskowy skazany na 5 lat katorgi za ucieczkę oraz kradzież żywności u ludności wiejskiej.

W latach 1863–1865 większość aresztowanych w więzieniu charkowskim stanowili dawni powstańcy z terenów Królestwa Polskiego. W 1865 roku na stale przebywało tu 562 więźniów, z których 469 osób pochodziło z polskich terenów. Ogółem w latach 1864-1867 przez pomieszczenia charkowskiego tymczasowego więzienia przeszło ponad 800 powstańców styczniowych, których następnie kierowano do innych miast carskiej Rosji.

Wśród dorosłych w więzieniach znajdowały się także nieletni uczestnicy powstania styczniowego. W Państwowym Archiwum Permskiej Obłasti znajduje się dokument pt. „Lista osób zesłanych z Królestwa Polskiego z powodów politycznych do Charkowa do dyspozycji MSW i przeznaczonych do wysłania na zamieszkanie, pod nadzór policji oraz osadnictwo”, gdzie na liście liczącej przeszło 300 osób, 12 dzieci z rodzin szlacheckich nie posiadało pełnoletności. Wszyscy oni zostali wzięci do niewoli w Królestwie za udział w walce zbrojnej albo za zamiar przystąpienia do niej. W tym też zespole akt znajduje się dokument datowany z dnia 20 marca 1865 roku, gdzie niejaki szlachcic Kajetan Makowski zwracał się do władz policyjnych powiatu z prośbą „o przyznanie mu w związku z brakiem jakichkolwiek środków do życia takiej samej zapomogi od Skarbu Państwa, jaką otrzymywał w Charkowie”. Natomiast mieszkający w Charkowie Marian Dubiecki tak o tych dzieciach wysyłanych na zsyłkę pisał: „Dziatwa ta najrychlej ginie, najskuteczniej się wytępia, a często drogi, którymi ich ku zatraceniu prowadzono, są przerażające. Niejeden z nich ginąc przedwcześnie mógł z całą słusznością do pozostałych rówieśników rzec ową wielką prawdę: lepiej dobrze umrzeć niż źle żyć”.

Jeszcze przed rewolucją 1905-1907 roku na wschód kierowano też osoby zaangażowane w lewicowe ruchy polityczne. Tak oto w październiku 1904 roku do Jekaterynosławia przybył Bernard Szaniawski, o którym mówiono, że „człowiek ten należał do tajnej organizacji partyjnej Polskiej Partii Socjalistycznej Proletariat”. W Jekaterynosławiu objęto go nadzorem policyjnym. Po upływie dwóch miesięcy miał zamiar wyjechać do Charkowa, jednak żandarmeria utraciła nad nim kontrolę w styczniu 1905 roku.

W Charkowie karę odbywały osoby prowadzące antypaństwową działalność polityczną w Królestwie Polskim. Tak oto wiosną 1909 roku trafili tu: Józef Kryszczyński, Stanisław Kalikst Benklewski, Jan Swoboda, Natalia Smolańska vel Maria Daszkiewicz, Józef Babicki, Bronisław Guzowski, Teofil Bensz, Jan Sibiński i Stanisław Wawrzkiewicz. W Charkowie przebywał też szlachcic z guberni piotrkowskiej Teofil Falfasiński, zatrzymany i oskarżony o działalność antypaństwową z racji posiadania pism endeckich.

W Charkowie, Kijowie i Połtawie w latach 1911–1914 przebywali Stanisław i Władysław Kosiorowie, pochodzący z powiatu węgrowskiego, których oskarżano o kontakty z frakcją bolszewicką.

Znacznie ciekawsze są dzieje przestępców odniesionych przez nas do drugiej grupy. Najczęściej informacje o nich są znikome. W książce S. Uszerowicza pt. „Śmiertelne kaźnie w carskiej Rosji” wydanej w Charkowie w 1933 roku zanotowano, że w latach 1826-1917 w Charkowie ogłoszono 38 wyroków śmiertelnych. Oczywiście nie wszystkie wykonano, niektóre zamieniono na dożywocie lub na wygnanie w głąb Syberii. Jednak, mimo że przy skazańcach nie wpisywano ani narodowości, ani wyznania, zaskakujące jest to, że część skazańców posiadała typowo polskie nazwiska takie jak: Horbaś, Daniłowicz, Zasławski, Lisiański, Smorczewski i dwaj bracia P. i A. Szariga skazani na karę śmierci za napad na mieszczanina. Inni byli skazywani na śmierć za zabójstwo policjanta, czy też za sprzeciw zbrojny w czasie aresztowania. Najwięcej jednak wyroków śmiertelnych było wydawanych za tzw. ekspropriację, czyli za kradzież.

W większości przestępstwa Polaków w Charkowie do 1914 roku wynikały z pobudek politycznych. Po upadku powstań Polacy nie porzucali nadziei na odzyskanie niepodległości i podjęli walkę ze wszystkim, co niepolskie. Każdy zatem urzędnik w ich oczach jawił się jako prześladowca narodu polskiego. Bolesław Limanowski i Ludwik Kulczycki w 1907 roku tak opisywali Polaków XIX wieku: „W całej Europie słowo „Polak” stało się synonimem rewolucjonisty”.

W książce Uszerowicza zawarto informacje, że w imię wolności własnej ojczyzny niejaki Tomasz Kaczura syn Korneliusza dnia 26 października 1902 roku został skazany na śmierć za napad z bronią na gubernatora charkowskiego księcia Iwana Oboleńskiego, który wcześniej brał udział w akcji pacyfikacyjnej powstania wśród robotników i chłopów. Jednak na prośbę samego Oboleńskiego kara śmierci została zamieniona na zsyłkę do Archangielskiej guberni. Sam zamach miał miejsce 29 czerwca 1902 roku w charkowskim ogrodzie „Tivoli”. Wykonawcą był właśnie Tomasz Kaczura, który kilkakrotnie wystrzeliwszy z rewolweru, żadnego razu nie trafił do celu.

Radykalnymi metodami walki posługiwali się także członkowie rosyjskiej partii „Narodna Wola”, powstałej w 1861 roku, z którymi współdziałali Polacy. Członkowie tej partii uważali, że wszelkie winy za istniejącą sytuację ponosi jedynie car. Z tej też racji dążono do zamordowania cara Aleksandra II. Ogólnie na życie cara dokonano szereg prób zabójstwa przez indywidualnych zamachowców. Jednak za każdym razem car uchodził cało z zastawianych przez zamachowców pułapek. Dopiero 13 marca 1881 roku miał miejsce siódmy zamach, w którego czasie zginął car Aleksander II.

Jednym z takich członków partii „Narodna Wola”, kierowanej przez Zofię Perowską, był Aleksander Sycjanko (1861-1898) mieszkający w Charkowie przy ulicy Gogola nieopodal obecnego kościoła katolickiego. Był synem Józefa, wykładowcy elektrotechniki na miejscowym uniwersytecie.

Według zachowanych danych ojciec dziewiętnastoletniego Aleksandra budował nowy dom. Tam właśnie na strychu młodzieniec rozlokował drukarnię dla powielania antycarskich ulotek oraz narzędzia dla przygotowania kolejnego zamachu zbrojnego na życie cara, które próbowano urzeczywistnić w Aleksandrowsku (obecnie Zaporoże). Jednak przed nadjeżdżającym pociągiem cara ładunek nie eksplodował.

Policja po tym incydencie odnalazła miejsce tajnych spotkań Narodnej Woli w Charkowie, a Aleksander Sycjanko wraz z ojcem zostali aresztowani i skazani na przymusowe prace w Irkucku. Przy tej okazji aresztowano także innych członków organizacji.

W celu zdobycia większych swobód studenckich na terenie carskiej Rosji, począwszy od 1860 roku, co raz wybuchały studenckie strajki i demonstracje, szczególnie po przyjęciu studenckich zasad w 1884 roku, które nakładały cenzurę na kandydatów wstępujących na poszczególnie wydziały wraz z obowiązkową opłatą za studia, co ograniczało możliwości studiowania osobom z biednych rodzin. Zabroniono też wstępu na uniwersytet kobietom i wolnym słuchaczom.

Największe takie powstanie miało miejsce w 1899 roku, objęło ono niemal wszystkie wyższe uczelnie na terenie Rosji. Obok żądania swobód studenckich zamieszki przybrały w niektórych miejscach charakter wrogości między Polakami i Rosjanami. Ci drudzy zaczęli oskarżać Polaków, że to oni w imię własnych interesów o odzyskanie niepodległości są winni wszystkim tym zamieszkom.

Jeden z ówczesnych profesorów tak pisał o polskiej młodzieży studenckiej: „Polska młodzież trzymała się z dala od rosyjskiej i przy każdej okazji nie ukrywała nacjonalistycznej antypatii do wszystkiego, co rosyjskie. Polacy w tym czasie przy własnym liberalizmie i patriotyzmie nie mogli ani na krok odejść od katolicyzmu, gdy młodzież rosyjska wyróżniała się nie tylko oziębłością w sprawach religii, ale i odrzucała wszelaki dogmatyczny autorytet. Polacy przy własnych tendencjach do odrodzenia własnego państwa zawsze byli szlachetni: u nich wiele mówiono o narodzie, ale naród rozumiano jako szlachta lub o ludziach zbliżonych do szlachty, wówczas gdy rosyjski naród był liberalny i razem z tym odnosił się do szlachty nie tylko z podejrzeniem, ale i z nienawiścią”.

W trakcie strajków studenckich w Charkowie na 6 dób karceru został osądzony Józef Piłsudski. Niektórych bardziej zaangażowanych politycznie Polaków wydalano z charkowskiej uczelni. W publikacji pt. „Krótki rys historii charkowskiego uniwersytetu” stwierdzono, że w czasie studenckich strajków w 1899 roku z uniwersytetu wydalono 95 studentów, następnie w czasie kolejnych manifestacji, jakie miały miejsce w 1901 roku, wydalono aż 115 studentów. Wśród wydalonych z uczelni oczywiście była też znaczna grupa Polaków, którzy starali się o przyjęcie na inne uniwersytety. Z charkowskiego Instytutu Technologicznego za działalność patriotyczną w 1904 roku został wydalony Wacław Jan Przeździecki.

Wkrótce wybuchły jedna po drugiej dwie wojny światowe, niosąc wiele nieszczęść ludzkich, po nich zaś nastąpiły znaczące zmiany w społeczeństwie, nauce i ekonomii. Zmienił się też świat kryminalny, w którym stosowano już nowe narzędzia i metody. Rozwój kolei sprawił, że przestępcy zaczęli podróżować w celu zdobycia łatwego łupu. W Charkowie Polacy wsławili się napadem stulecia, które i dziś zadziwia kryminologów, jednak o tym już w następnym opracowaniu.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 11 (303) 15-28 czerwca 2018

X