Spotkania w Borysławiu z potomkami ofiar zbrodni katyńskiej fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Spotkania w Borysławiu z potomkami ofiar zbrodni katyńskiej

Wśród ofiar zbrodni katyńskiej byli również Polacy pochodzący z terenów obecnego obwodu lwowskiego. Większość ich rodzin została przesiedlona do powojennej Polski. Ci, którzy zostali, przez lata zmuszeni byli ukrywać swoje pochodzenie. Przykładem jest rodzina Monastyrskich z Borysławia.

Eugeniusz Monastyrski , fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Eugeniusz Monastyrski wiedział, że jego dziadek Stanisław Szpakowski został aresztowany przez Sowietów w 1939 roku, ale o tym nie wolno było rozmawiać poza domem.

– Mama była „wrogiem ludu” – wspomina pan Eugeniusz. – Kiedy już zaczęła się Ukraina, to wujek przyjechał z Nadwórnej i oni z mamą napisali list do Czerwonego Krzyża, do Polski, aby dowiedzieć się o losie dziadka, w jakim miejscu został pochowany. Bo niewiadomo było gdzie. Tylko, że był aresztowany, że więziony w Samborze. Dziadek był posterunkowym. W tym czasie mama i babcia zostały wywiezione do Kazachstanu, a dziadek tu pozostał. Po otrzymaniu odpowiedzi Czerwonego Krzyża dowiedzieliśmy się, że dziadek był rozstrzelany przez Sowietów jako „wrag naroda”.

Po wybuchu wojny niemiecko-polskiej Stanisław Szpakowski został zmobilizowany do wojska. Po Kampanii Wrześniowej wrócił do rodziny, która mieszkała już na terenach zajętych przez Sowietów.

Janina Monastyrska, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Janina Monastyrska (z domu Szpakowska), córka zamordowanego w Katyniu Stanisława Szpakowskiego, rozkłada na stole zdjęcia i dokumenty, dalej wyjaśnia:

– Tata jak przyszedł z wojska, poszedł pracować do Nowego Miasta koło Dobromila, skąd pochodził. Pracował na stacji. Tam go złapali, zaaresztowali. Mama została biedna z tymi dziećmi. To dobrze, że rodzina mamy była dość bogata, to nas podtrzymali. Ale to niedługo było, bo zaraz nas wywieziono do Kazachstanu. Sześć lat byliśmy w Kazachstanie. Aktiubińska obłaść. Ale bidosia tam była! A tata jak aresztowali, tak i po dzisiejszy dzień. Jak przyszła wiadomość z Czerwonego Krzyża, to moja bratowa pojechała do Polski i przywiozła zdjęcie z katedry polowej, gdzie są nazwiska zabitych. I jest też nazwisko: Stanisław Szpakowski.

Po powrocie z Kazachstanu rodzina Szpakowskich nie wyjechała do PRL. Przez lata borykali się z trudnościami. Już za czasów wolnej Ukrainy przez sąd odzyskali dom rodzinny w Nowym Mieście. Janina Monastyrska jest dumna, że przekazała polskość młodym pokoleniom. Pomimo tego, że są to rodziny mieszane, rozmawiają po polsku, chodzą do kościoła.

Sergiusz Sylantiew, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Sergiusz Sylantiew, prezes Regionalnego Towarzystwa Kultury Polskiej w Borysławiu, zebrał materiały o dwóch rodzinach ofiar zbrodni katyńskiej. Poinformował o tym również naszą redakcję.

– Poznałem dokładnie dwie historie, które łączą się w jedną – powiedział Sergiusz Sylantiew. – W sąsiedztwie mieszkała Halina Rudawska, do której pani Monastyrska zawsze przychodziła. Wymieniały się książkami. I los tych dwóch pań był podobny: ojciec jednej zginął w Katyniu, tak samo ojciec drugiej zginął w Katyniu. Do 1995 roku Halina Rudawska, córka Józefa Rudawskiego, mieszkała naprzeciwko mnie, na mojej ulicy i bardzo dużo osób nauczyła poprawnie pisać po polsku. Ona była nauczycielką. Już zmarła. Chcę jej wyrazić podziękowanie, bo nauczyła mnie kaligrafii i poprawnie pisać po polsku. Czytać i pisać uczyła mnie w domu babcia. Ale co wieczór w ciągu dwóch lat my z kolegą przychodziliśmy do Haliny Rudawskiej i ona nas uczyła pisania. Za każdym razem opowiadała coś ze swego życia, swojej historii. Ona nie została wywieziona. Było ich dwie siostry – Janina i Halina. Matka uciekła z Kalinowa koło Sambora, bo ojciec miał w Kalinowie swój dwór. Oni uciekli do Horodyszcza. Tam była jakaś daleka rodzina w Horodyszczu, wioska nieopodal Sambora, i oni tam się przechowywali. Jej matka była Ukrainką. W Horodyszczu zaprzyjaźniła się z jakimś panem i wyszła za mąż. I chyba to ich uratowało, bo urodziła się jeszcze jedna córka. Nawet nazwali ją po polsku – Dorota. Z jej opowiadań wynika, że tam, gdzie ich dom był w Kalinowie, tam już nic nie ma. Już po latach ona tam pojechała, gdzie się urodziła, bo tam była strefa zakazana. Z ich majątku ocalały te zdjęcia, ocalały cztery obrazy. Jeden obrazek mam tu u siebie, w prezencie dostałem od niej.

Przed samą śmiercią zaprosiła mnie do siebie. Miała bardzo wielką bibliotekę. Moją ulubioną pisarką jest Rodziewiczówna. I ona mówi: „Weź se, bo oni to powyrzucają”. I przekazała mi właśnie te zdjęcia. I mówi: wiem, że te zdjęcia są u ciebie i ty nie wyrzucisz, a oni tu wszystko powyrzucają. I te właśnie zdjęcia przeleżały u mnie w szufladzie 20 lat. To jest Rudawski, jej ojciec. Tu jest dwóch posterunkowych i jej ojciec. Jej ojciec był posterunkowym w Kalinowie obok Sambora. Tu jest Halina Rudawska i Janina, te dwie córki. Tu było jakieś święto – może 3 Maja, to one obydwie w strojach ludowych. To u nich w domu – przyjechała jakaś rodzina ze Lwowa, jej babcia Teresa. To ich dwór w Kalinowie, kiedy on jeszcze był. To też ich rodzinne zdjęcie. To jej matka Maria Rudawska. Tu wszyscy posterunkowi z okolicy. Po telefonicznej rozmowie z Janiną Monastyrską dowiedziałem się, że pan Józef Rudawski pracował jako posterunkowy u jej ojca Stanisława Szpakowskiego. Właśnie byli kolegami i spotkał ich ten sam los.

Krystyna Frołowa, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Historią rodzin ofiar zbrodni katyńskiej zainteresowało się również Centrum Polskiej Kultury Odra-Niemen-Dniestr we Lwowie. Razem z nami była prezes Krystyna Frołowa, która przywiozła dary dla państwa Monastyrskich.

– W tym roku obchodzimy 85. rocznicę zbrodni katyńskiej, kiedy to na wiosnę rozstrzelano ponad 20 tys. obywateli polskich – zaznaczyła. – Bez wyroku, bez sądu strzałem w głowę zamordowano tysiące Polaków. To byli lekarze, nauczyciele, inteligencja polska, w tym ponad 10 tys. oficerów Wojska Polskiego i policji. Jesteśmy dzisiaj tutaj, żeby zapoznać się z historią tych rodzin, które jeszcze pamiętają te wydarzenia. Pan Sergiusz nam o nich opowiedział. Chcemy, aby pamięć o tych wydarzeniach trwała. I chcemy przekazać tę pamięć następnym pokoleniom, ukazując losy tych, którzy przeżyli.

– Dziękuję wam za wszystko – powiedziała na pożegnanie wzruszona Janina Monastyrska. – Życzę dobrego zdrowia, pokoju na świecie, by wojna się skończyła i by Pan Bóg błogosławił wam i waszej pracy, w domu, w rodzinie. Wszystkiego najlepszego!

Wkrótce na przykościelnym placu w Borysławiu, z inicjatywy Regionalnego Towarzystwa Kultury Polskiej, odsłonięta zostanie tablica pamiątkowa poświęcona ofiarom zbrodni katyńskiej.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X