Wiosną 1915 r. we Lwowie trwała okupacja rosyjska. Proponuję dziś lekturę o tym, jak wówczas żyło się w mieście i czym swoich czytelników zajmowało „Słowo Polskie”, które ukazywało się regularnie dwa razy dziennie. Daty w relacjach frontowych podawane są podwójnie – według „starego” i „nowego” kalendarza.
Możemy porównać ówczesne i dzisiejsze doniesienia z frontu.

Głównymi były wiadomości „Ze sztabu zwierzchniego wodza naczelnego” publikowane w każdym wydaniu:
Urzędownie według „Arm. Wiest.” z d. 2/15 – d. 3 (16) kwietnia b.r.:
W Karpatach wojska nasze w nocy na 2 (15) w cichości zbliżyły się do drucianych zagrodzeń nieprzyjaciela między wsiami Telepocz i Zuela, niespodzianie przerwały je i po krótkim boju na bagnety opanowały dwie wyniosłości. Wzięto dużo jeńców.
Nieprzyjaciel skierował w to miejsce swoje rezerwy celem wykonania kontrataku. Walki trwają dalej w kierunku ku Rostokom. Nieprzyjaciel od strony wsi Orosz-Pataki (Ruski Potok) prowadził ataki bezskuteczne na zajęte przez nas wyżyny;
W kierunku na Stryj d. 1 (14) z powodzeniem odpieraliśmy trwające dalej ataki nieprzyjaciela.
Z różnych sekcji frontu karpackiego nadchodzą doniesienia o zupełnych roztopach wiosennych i silnych wylewach rzek.
Na wszystkich innych częściach naszego frontu bez zmian. W rejonie za Wisłą bez zmian (całkiem jak u Remarqua – na wschodzie bez zmian, a tymczasem tysiące ludzi ginie, jest rannych i dostaje się do niewoli).
W Galicji w rejonie rzeki Dunajca od 30 marca (12/IV) do 1/14 kwietnia toczyła się zwyczajna wymiana strzałów artyleryjska i karabinowa.
W sekcji Mözo-Laborcza ofenzywa wojsk rosyjskich trwała dalej z powodzeniem, chociaż wolno wskutek nadzwyczaj silnie umocnionych pozycji nieprzyjaciela.
W sekcji Zabołocz oddziały rosyjskie posuwały się w górę. Wskutek niepogody, zadymki śnieżnej i bardzo porżniętej powierzchni, pokrytej lasami, wypadło prowadzić ofenzywę w wyjątkowo trudnych warunkach. Nie mniej pułki rosyjskie posuwały się najprzód, a następnie przeszły do ataku. Niemcy otworzyli niszczący ogień artyleryjski i karabinowy i z mitraljez. Pomimo to bohaterskie wojska rosyjskie dotarły prawie do samych okopów nieprzyjaciela, gdzie zajęły pozycję.
W sekcji Użok oddziały rosyjskie posuwały się w dalszym ciągu z powodzeniem. Nieprzyjaciel kilkakrotnie atakował Wyżynę na południowy wschód od Wołosate, ale pod celnym ogniem rosyjskich karabinów , mitraljez i armat, za każdą razą nawracał i z wielkiemi stratami cofał się do dawnych pozycji.
Ataki nieprzyjaciela na Wyżynę południowo-zachodnią od Bukowca powodzenia nie miały.
W rejonie Butli pułki rosyjskie z powodzeniem posuwały się, przyczem pojmały do niewoli 500 jeńców. Prócz tego zupełnie zniesiono trzy bataliony Niemców.
W sekcji Stryja nieprzyjaciel z niezwykłą natarczywością i uporem atakował wyżyny na południe od Koziówki, ale wszystkie ataki zostały odparte z wielkiemi dla nieprzyjaciela stratami.
Wydarzenia w Karpatach interesowały również dziennikarzy zagranicznych. Redaktor działu wojennego „Daily Telegraph” w swym przeglądzie operacji tak ocenia sytuację karpacką:
„Rosjanie dzięki opanowaniu nowych pozycji strategicznych i dzięki pomyślnemu przebiegowi swych operacji utwierdzają się na całej rozciągłości frontu od Beskidów Zachodnich, czem przyczyniają armji austryjackiej duże trudności. Odległość od wyżyn, obecnie znajdujących się w rękach rosyjskich, do wejść na równiny węgierskie wynosi 20 mil angielskich. Istotne niebezpieczeństwa na drodze ku stolicy węgierskiej już są przezwyciężone przez armję rosyjską. W kompetentnych kołach wojennych panuje przekonanie, że Austro-Węgry wszystkiemi siłami swojemi nie zdołałyby wytrzymać naporu i że tylko koncentracja znaczniejszych sił niemieckich na froncie karpackim może wstrzymać ofensywę rosyjską do pewnych granic”.
Znany pisarz wojenny niemiecki, pułkownik Gaedke, przeniósł się obecnie na łamy „Vorwaertsu”, gdzie pisze o operacjach rosyjskich w Karpatach:
„Wiemy tylko, że Rosjanie nieustannie wzmacniają swe ataki, głównym centrem ataków jest północnozachodnia część frontu karpackiego, która została wybrana zarówno ze względów strategicznych, jak i politycznych”.
Co do rzekomego wyczerpania sił rosyjskich, o którem pisze prasa austryjacko-niemiecka, to Gaedke stwierdza, że „wyczerpania tego wcale, do tej pory nie widać”.
W berlińskich kołach wojskowych zauważyć się daje widoczna konsternacja pod wpływem szybszego, niż powszechnie przypuszczano postępu ofensywy rosyjskiej w Karpatach.
Od tygodnia na przestrzeni od Renu do Wisły: dokonywane jest niewidziane dotąd od początku wojny przegrupowanie sił. Załogi w miastach niemieckich zmniejszono do minimum. Publiczność z niecierpliwością oczekuje wieści z Karpat, dzienniki jednak podają skąpe wiadomości, tłumacząc się koniecznością trzymania w jak najściślejszej tajemnicy przygotowań do wielkich wydarzeń, których się w najbliższej przyszłości spodziewać należy.

W podobnym duchu utrzymane były doniesienia z innych frontów i stref działań wojennych z Turcją, nad Wisłą i na Froncie zachodnim.
W każdym numerze drukowane są „Wieści o jeńcach”, które pozwalały mieszkańcom miasta zorientować się o losie bliskich:
W Orenburgu bawią jeńcy z Galicji i Poznańskiego: Pełeszczuk Grzegorz, Krasków, Łobzowa 15; Pytel Jan, Rybna, Kraków; Piotrowski Antoni, Osowce, Buczacz; Padykuła Jan, jednor. och., Wadowice Dolne, Mielec; Przybyła Franciszek, Prusy, Chorzymin Bornst; Pasternak Józef, Lwów, Mączna 9. Piątek Jan, Serzakowa, Chrzanów; Pisarski Jan, Palaczów, Lisko; Potoczny Józef, Nowe Miasto, Dobromil; Peszek Leopold, Lwów (…).
Ale w samym mieście pod okupacją życie toczyło się normalnie, o czym świadczą „Wiadomości bieżące”:
– Repertuar Teatru w Kasynie miejskiem we Lwowie (ul. Akademicka 13):
W sobotę ,,Rozwódka“, operetka w 3 aktach. W niedzielę o godz. 3.30 popołudniu po zniżonych feeriach „Paryżanie na prowincji”, farsa w 3 aktach. Wieczorem tego samego dnia „Czy jest co do oclenia?” farsa w 3. aktach i część muzyczno-wokalna i humorystyczna.
– W Kasynie Miejskiem – jak nam donoszą – grają dziś po raz trzeci „Rozwódkę”, cieszącą się stale ogromnem powodzeniem, która za każdym razem gromadzi tłumy publiczności w sympatycznej sali Kasyna.
– Poranek muzyki komnatowej, odbędzie się jutro, t. j. w niedzielę w sali Towarzystwa Muzycznego. Początek o godz. 12 w poł. (Czas rat.). Program obejmuje jeden z najpiękniejszych utworów Czajkowskiego, Trio a-mol, op. 50, które będzie odegrane przez pp. Dańczowskiego, Głowackiego i Perutza; następnie znany śpiewak operowy p. Okoński odśpiewa Tren X Kochanowskiego z muzyką Moniuszki oraz pieśni Karłowicza, Noskowskiego i Niewiadomskiego. Pp. Perutz (skrzypce), Dańczowski (wiolonczelista) i Głowacki (fortepian).
– Nasze zdrojowiska. Sezon w Truskawcu rozpocznie się 15 maja.

O działalności władz rosyjskich w Galicji pisze w wywiadzie hr. Bobrinskij, wojskowy, generał-gubernator Galicji i Bukowiny w latach 1914–1915:
W dziennikach kijowskich znajdujemy telegramy o wywiadzie u generał-gubernatora Galicji hr. Bobrinskiego, który szczegółowo wobec korespondenta „Russk. Sł.” omawiał rozmaite kwestje ogólno-krajowe.
Zdaniem generał-gubernatora wprowadzenie administracji rosyjskiej do Galicji nie powinno wywoływać żadnego przewrotu i powinno polegać na uznaniu przez Rosjan interesów galicyjskich, jej życia i bytu. „Rzekłbym nawet – mówił hr. Bobrinskij – że utrzymamy wszystko, co było, jeżeli to nie przyniesie nam żadnej szkody. „Przechodząc do niektórych konkretnych kwestji mojej działalności w Galicji, muszę powiedzieć, że główną naszą trudnością, nieraz uniemożliwiającą wprowadzenie w życie zamierzonych przez nas zarządzeń, jest różnoplemienność ludności galicyjskiej.
W Galicji walczą z sobą i są w stanie nieprzyjaźni cztery grupy: rusko-galicyjska, polska, ukraińska i żydowska. Koniecznem jest również podnieść, że mamy do czynienia z różnicami w sferze stosunków religijnych: istnieją tu katolicy, prawosławni, unici i żydzi.
„Muszę kategorycznie oświadczyć, że stosunek prawie wszystkich galicyjskich grup narodowych do władz rosyjskich, jest bezwarunkowo poprawny. O żadnych wystąpieniach przeciwko nam nawet mówić nie można.
„Przechodzę do kwestii wyznaniowej. Z Kościołem katolickim nie mamy żadnych dyskusji. Najtrudniejszą jest kwestja unicka, ale i tu unikamy wszelkiego przymusu. Oczywiście, jak na razie, nie obeszło się bez pewnych chropowatości po tej i po drugiej stronie – ale stopniowo uda nam się stworzyć odpowiednie położenie.
„Stanowisko rosyjskiej władzy do sprawy szkolnej jest takie: wykłady w niższych szkołach powinny się odbywać w języku rosyjskim, z wyjątkiem miast z dużym procentem ludności polskiej, gdzie zostaną założone polskie szkoły prywatne. We wsiach Galicji wschodniej będą zakładane szkoły rosyjskie, w zachodniej Galicji polskie z obowiązkowym wykładem języka rosyjskiego. Kwestja szkoły średniej pozostaje otwartą. Wyższe zakłady naukowe do końca wojny nie będą funkcjonować. Według wszelkiego prawdopodobieństwa lwowski uniwersytet zostanie przeniesiony do Warszawy, a warszawski do Lwowa”.
Na zakończenie hr. Bobrińskij powiedział: „Co się tyczy pogłosek o niektórych środkach w stosunku do żydów to muszę powiedzieć, że jak na razie rzecz ta pozostaje w sferze rozważań i do końca wojny w tym względzie żadne kroki nie zostaną zrobione”.

Dziennik podaje „Komunikat austryjacki o upadku Przemyśla” i obszernie opisuje moment kapitulacji twierdzy:
Austryjacka kwatera główna dnia 12 bm. ogłosiła komunikat, broniący się przed zarzutami prasy, że nie przedsięwzięto wszystkich środków w celu „dostatecznego zaopatrzenia Przemyśla i że pozostawiono w nim za wielką załogę: „Według dawnego planu obrony twierdzy – jak głosi komunikat – załoga twierdzy miała wynosić 185.000 żołnierzy. Ale po zaniechaniu pierwszego oblężenia twierdzy urządzono nowy wewnętrzny rejon fortyfikacji w obszernej peryferji, wskutek czego przyszło wzmocnić znacznie liczebność załogi. Twierdza była w dostatecznym stopniu zaopatrzona w żywność, ale po powtórnem cofnięciu się za rzekę San do Przemyśla weszły znużone wojska, pomiędzy któremi było wielu rannych.
Korespondent „Russk. Słowa” podaje garść nieznanych szczegółów o kapitulacji Przemyśla. Szczegóły te opierają się na informacjach oficera sztabu gen. Seliwanowa. Oficer ów, zbudzony hukiem wysadzanych fortów, wyjechał z dwoma towarzyszami ku pozycjom. Niebawem dano im znać, że gościńcem z twierdzy wyjechał automobil austryjacki z białą flagą. Kiedy automobil dojechał do rowu, przerzynającego drogę, zatrzymał się; wysiedli zeń oficerowie, do których zbliżyli się oficerowie rosyjscy. Po wzajemnych przedstawieniach oficerowie przemyscy oświadczyli, że są parlamentariuszami, wysłanymi w celu przeprowadzenia pertraktacji o poddaniu twierdzy. Przedstawili oni następujące listy uwierzytelniające.
Oficerowie rosyjscy natychmiast zaprosili gości do udania się rosyjskiemi samochodami do sztabu armji. Zewsząd zbiegali się rosyjscy żołnierze i pospolitacy, zebrało się też wielu oficerów. Ponieważ parlamentarze definitywnie oznajmili o bezwarunkowej kapitulacji Przemyśla, nie zawiązano im oczu i samochody ruszyły naprzód wśród tryumfujących i oddających honory wojsk. O godz. 10 rano samochody stanęły przed pałacem, w którym zakwaterowany był sztab armji i po kilku minutach generał Seliwanow przyjął Austryjaków. Wręczyli oni wodzowi rosyjskiej armji oblężniczej list komendanta twierdzy. Oddawcy tego listu, a mianowicie: pułkownik brygadjer August Martinek i podpułkownik Ottokar Hubert, obaj ze sztabu jeneralnego, byli upoważnieni do prowadzenia odpowiednich pertraktacji i otrzymali potrzebne do tego wskazówki.
Następnie austryjacki tłumacz, nadporucznik Wagner, zaczął odczytywać punkty, na podstawie których jenerał Kusmanek chciałby kapitulować.
Gen. Seliwanow przerwał czytanie punktów i stanowczo oświadczył parlamentarjuszom, iż nie uznaje żadnych warunków, że on będzie rozkazywał, a oni mają spełniać jego rozkazy. Według opowiadania świadków wywiązał się mniej więcej następujący djalog:
Austryjacy: „Dlaczego pan nie chce roztrząsać warunków kapitulacji?”
Gen. Seliwanow: „Ponieważ wy nie macie co jeść. Rozkazuję wam niezwłocznie przerwać wysadzanie w powietrze fortów, psucie broni i bezcelowe wystrzeliwanie amunicji.
Austryjacy: „Psujemy broń, forty i mosty, spełniając swój obowiązek wobec ojczyzny.
Na to gen. Seliwanow oświadczył kategorycznie, iż proponuje załodze Przemyśla poddanie się na łaskę i niełaskę. – Inaczej – biada zwyciężonym! – dodał generał.
Vae victis! – przetłumaczył dosłownie nadporucznik Wagner. Pełnomocnicy austryjaccy zgodzili się na ten ostatni warunek. Przemyśl poddał się bez zastrzeżeń.
Kornel Makuszyński w tym czasie był krytykiem teatralnym w „Słowie Polskim” i tak pisał między innymi o działalności teatru w rubryce „Z teatru”:
Przejdziemy do Edmunda Rostanda „Romantycznych”, czy też, raczej „romansowych”, do tego prześlicznego obrazka, wymalowanego na pudełku od cukierków, do tej miłosnej powieści, pisanej perfumą na wstążce, do szekspirowskiego wydania dla małych dzieci, do bajki, uplecionej z róż i z rymów, tak pięknych, jak róże. Jeśli jednak o rymach mowa, to tylko o francuskich, gdyż wiosenny obrazek Rostanda miał to nieszczęście, że w języku, który stworzył arcydzieła przekładów „Cyrana de Bergerac”, został przetłumaczony bardzo, bardzo nieszczególnie. Pan Leo Belmont, który jest dyletantem przygodnym w poezji, mimo usilnych starań nie zdołał pod względem piękności języka dorównać nawet lichemu poecie, wskutek czego w splocie rostandowskich rymów, z których każdy lśnić powinien, zgrzytem odzywa się dla poetyckiego ucha takie niedobrane małżeństwo słów, jak „teraz – nieraz”, „naraz – zaraz”, co przypomina jeszcze jednego nieszczęsnego tłumacza Rostanda – pana Londyńskiego, który poszczuł na siebie takie dwa słowa, jak: „tygrys — wygryzł”. W każdym innym wypadku zły przekład Rostanda nie raziłby tak, jak właśnie nieudolny przekład tej komedji, która utkana jest z przędzy prześlicznych słów.
Rubryka „Z chwili” zamieszczała ostatnie informacje i ciekawostki:
Bierzmy się do pracy! Z tem hasłem zwracamy się dzisiaj do fryzjerów.
Co się robi w tym zawodzie? We Lwowie przed wojną na 300 zakładów fryzjerskich zaledwie 20 było chrześcijańskich. A po miastach prowincjonalnych na próżno szukano chętnych, którzy by taki zakład otworzyli. Zgłaszano się z kilku miast do Lwowa po fryzjerów. Nie można było znaleźć.
Zakłady większe nie kształciły chłopców, stowarzyszenie było w rękach żydowskich i szkoły dla uczniów chrześcijańskich niepodobna było założyć. A wiele młodzieży marnowało się na bruku, szukając zajęć biurowych.
Jeśli teraz nie pomyślimy o dźwignięciu tego zawodu, to będziemy patrzeć na emigrację zarobkową ludzi miejscowych, a przybywać będą wykwalifikowani rzemieślnicy z innych miejscowości.
Fryzjerów dostarczy zapewne Warszawa, skąd rozchodzą się oni na wschód i na Królestwo, ale dlaczego młodzież miejscowa nie może się wziąć do tego zajęcia – to pytanie obciążać będzie odpowiedzialnością większe zakłady fryzjerskie, które nie potrafiły wytworzyć w mieście ogniska swojego fachu.
Zakłady fryzjerskie powinny otworzyć dostęp do siebie młodym praktykantom i hodować specjalistów na użytek miast powiatowych. Na razie kilkunastu chłopców we Lwowie znalazłoby zajęcie.
Kursy ogrodnicze w Snopkowie rozpoczynają się we wtorek. Wiele panien zapisało się do internatu, wiele też zgłosiło się osób, które dochodzić będą z miasta popołudniu. Kierownikiem robót, który wiele może nauczyć, jest dr. Kubik, łączący w sobie szczęśliwie wiedzę praktyczną i teoretyczną i dobry pedagog.
Dla panien, mających skłonności do pracy gospodarczej, lubiących życie wsi, ziemi i roślin, jest to znakomita sposobność pokierowania się, w każdym razie pożytecznego spędzenia czasów bardzo dokuczliwych, gdy się nie ma zajęcia.
Snopków z dworem i zakładem – to arcymiła miejscowość sielska, aczkolwiek leży pod samem miastem, malownicza i zdrowa. Owiana przytem atmosferą patryjarchalności i wysokich cnót obywatelskich właścicieli Internatów dla panien w tych warunkach jest dobrodziejstwem, z którego niejeden dom skwapliwie teraz skorzysta”.
Zakaz używania mąki do placków. W „Kuryerze; Poznańskim” czytamy: Na mocy rozporządzenia Rady związkowej z dnia 25 stycznia i za zgodą prezesa regencyjnego, magistrat poznański obwieszcza co następuje:
„Używanie maki pszennej, rżanej, jęczmiennej; i owsianej do placków jest wzbronione, Jako placek; uważa się każde pieczywo, który nie jest chlebem, ani bułką, ani sucharkiem. Nie zastosowanie się do zakazu tego karane będzie więzieniem do pół roku, lub grzywną do 1.500 marek. Rozporządzenie to poczęło obowiązywać z dniem ogłoszenia, a więc z dniem 15 marca br.
Wojna wojną, a złodzieje nie śpią. Do mieszkania Julji Kozak zam. ul. św. Marcina 24, włamali się złodzieje i skradli 144 rubli i rozmaite rzeczy. Jako podejrzanego o tę kradzież aresztowano Jana Podgórskiego.
Ze składu masarskiego Józefa Pelaka na ul. Żółkiewskiej l74 skradziono kiełbasy i słoniny warte 400 rubli. Złodzieje dostali się do sklepu przez wyłamanie drzwi. Znaczną kradzież popełniono onegdajszej nocy na ul. Sobieskiego 12. Oto złodzieje włamali się do galanteryjnego sklepu Natana Mozesa i skradli towaru na 1 750 rubli i 1 200 rubli w gotówce.
Dziennik zamieszczał również reklamy i „Ogłoszenia drobne”, w których czytamy między innymi:
Szkoła języków ul. 3 Maja 1 m. 11. Postępowe metody nauczania rosyjskiego pozwalają rychło osiągnąć1 cel. Tylko zagranicą kwalifikowane siły. Kursy handlowe. Informacje rano i popołudniu.
Artykuły spożywcze. Pensjonat „Zacisze”, Zyblikiewicza 52, wypieka na zamówienia bułki i babki słodkie jednokilowe po rublu 25 kop., pół kilowe po 75 k., postne strucle kilowe po 80 k., półkilowe 45 k.
Pensjonat „ANUTA” obecnie ulica Romanowicza nr 10. Pokoje wraz z całem utrzymaniem dla przyjezdnych. Obiady w domu i do menażek od kor. 2 począwszy.
Została zachowana oryginalna pisownia
Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 8 (468), 29 kwietnia – 15 maja 2025
