Ruthenis receptis, czyli geneza i dzieje unii brzeskiej. Część 3

Na ziemiach Galicji Wschodniej

Zupełnie inaczej w XIX w. potoczyły się losy unitów z diecezji lwowskiej i przemyskiej, które w wyniku rozbiorów znalazły się w granicach państwa austriackiego. Tu dzieło unii rozwijało się spokojnie. W 1807 r. wznowiono arcybiskupstwo halickie, złączone wieczyście z archidiecezją lwowską. W nowej archidiecezji unia rozwijała się tak pomyślnie, że dwaj jej metropolici, mianowicie Michał Lewicki (1816-1858) i Sylwester Sembratowicz (1882-1898), w uznaniu zasług dla Kościoła katolickiego, zostali wyniesieni do godności kardynalskiej. Kiedy liczba katolików zaczęła wzrastać, papież Leon XIII w 1885 r. ustanowił nową diecezję, stanisławowską. W 1891 r. metropolita Sembratowicz zwołał synod prowincjonalny do Lwowa, na którym wprowadzono ważne przepisy liturgiczne i obyczajowe istotnym rozwoju Cerkwi unickiej w tym czasie świadczy również fakt, że w 1897 r. dzięki staraniom metropolity Sembratowicza, Leon XIII utworzył w Rzymie Kolegium Ruskie, które miało kształcić kapłanów dla unii. Szczególne zaś warunki dla wzrostu Cerkwi greckokatolickiej w Galicji stworzył metropolita Andrzej Szeptycki. W czasie jego długoletnich, biskupich rządów (1899-1944) powstało Towarzystwo Teologiczne, które dało duchowieństwu unickiemu asumpt do staranniejszego studiowania teologii; założona została we Lwowie Akademia Kościelna, która umożliwiła męskiej młodzieży poświęcenie się studiom filozoficznym, teologicznym i innym na sposób uniwersytecki; wspaniale rozwinęło się piśmiennictwo.

W okresie cierpień i represji
Niezwykle aktywna postawa arcybiskupa była solą w oku dla schizmatyckiej Moskwy. Kiedy w 1914 r. wojska rosyjskie zajęły Lwów, metropolita Szeptycki został aresztowany pod zarzutem prowadzenia wrogiej działalności względem Rosji. Przez trzy lata był więziony w monastyrze w Suzdalu. Zwolniono go dopiero po obaleniu caratu, w marcu 1917 r. Okres międzywojenny był dla Cerkwi greckokatolickiej w Galicji stosunkowo spokojny, choć praca metropolity była trudna ze względu na narastający antagonizm polsko-ukraiński. Katastrofa nastąpiła w 1939 r. kiedy – na mocy układu Ribbentrop-Mołotow – Galicja została anektowana przez Związek Sowiecki. Wraz z nadejściem bolszewików rozpoczął się najbardziej krwawy okres prześladowań w dziejach Cerkwi greckokatolickiej. Skonfiskowano wówczas wszelkie dobra materialne, należące do Cerkwi; zniszczono wiele świętych relikwii, cennych ksiąg i dokumentów. Zlikwidowano szkoły, wydawnictwa, drukarnie. Pozamykano cerkwie i monastery, a zakonników i księży rozproszono, uwięziono lub zamordowano. Jesienią 1939 r. rozpoczęto masową deportację ludności wyznania katolickiego na Syberię i do Kazachstanu. Liczba grekokatolików, deportowanych z Galicji Wschodniej, wyniosła ok. 500 tys. osób. Przez 20 miesięcy rządów sowieckich na terenie Ukrainy Zachodniej zamordowano 34 księży greckokatolickich, a 41 deportowano. Represje te miały w zamierzeniach Moskwy doprowadzić do zupełnego zlikwidowania Cerkwi greckokatolickiej na Ukrainie.

„Sobór lwowski” oraz jego konsekwencje
Plan ten, przerwany wskutek wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, zrealizował Kreml bezpośrednio po II wojnie światowej. 7 marca 1946 r. tzw. grupa inicjatywna z księdzem-renegatem H. Kostelnykiem na czele zaimprowizowała „synod biskupów” greckokatolickich we Lwowie. W jego obradach nie uczestniczył żaden z biskupów, ponieważ zostali oni wcześniej osadzeni przez KGB w więzieniach, z których już nigdy nie wyszli, z wyjątkiem metropolity Josyfa Slipego, zwolnionego po 18 latach łagru. Kostelnyk ogłosił powrót Cerkwi greckokatolickiej na łono rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, sięgającej aż po Lwów. Uchwałą tzw. „synodu biskupów” we Lwowie w 1946 r. Cerkiew greckokatolicka na Ukrainie przestała formalnie istnieć, wbrew woli całej hierarchii, duchowieństwa i wiernych. 1400 księży, 800 sióstr zakonnych oraz 10 tys. wiernych zapłaciło za wierność swej Cerkwi i Stolicy Apostolskiej cierpieniami w więzieniach, a często również życiem. Wywożono ich całymi wioskami w głąb Rosji i na Syberię.

Oficjalnie rozwiązana przez „grupę inicjatywną” pod przewodnictwem ks. Kostelnyka i represjonowana z całą bezwzględnością i konsekwencją, Cerkiew unicka zeszła na ponad 40 lat w głębokie podziemie, o czym cały świat dowiedział się podczas II Soboru Watykańskiego na którego obrady, dzięki interwencji papieża Pawła VI, przybył greckokatolicki metropolita lwowski Josyf Slipyj (w 1965 r. mianowany kardynałem). Za obraz życia grekokatolików pod panowaniem sowieckim niech nam posłuży fragment listu, który w marcu 1977 r. zdołał wysłać do papieża Pawła VI jeden z mieszkańców Ukrainy Podkarpackiej. Josef Terelja pisał: „Dla naszego Kościoła greckokatolickiego czasy są krańcowo ciężkie. Cały czas jesteśmy zmuszeni przyjmować chrzest, zawierać śluby i spowiadać się w tajemnicy. Nasi kapłani w obozach i szpitalach psychiatrycznych są fizycznie niszczeni. Żyją w kraju, gdzie bycie chrześcijaninem jest zbrodnią. Nigdy wcześniej Kościół katolicki nie był tak prześladowany, jak za naszych dni, ukraińscy katolicy są pozbawieni wszystkiego: normalnego życia rodzinnego, swobody wypowiedzi i kultu w kościele. Żyjemy w katakumbach”.

Jak Feniks z popiołów
Tak więc Kościół greckokatolicki na Ukrainie kontynuował swą misję w podziemiu, a liczba potajemnie wyświęcanych kapłanów bynajmniej nie malała. Ze swej strony kardynał Slipyj, przebywający już na wolności, starał się w licznych alokucjach powiadomić świat o wszystkich niesprawiedliwościach, jakie dotknęły Kościół greckokatolicki. W 1975 r. Paweł VI mianował metropolitę Slipego patriarchą Katolickiego Kościoła Ukraińskiego. Sędziwy kardynał zmarł w 1984 r. w Rzymie. Ciało zmarłego przewieziono do Lwowa – gdzie w uroczystościach pogrzebowych wzięły udział liczne osobistości oraz około 5 tys. wiernych – i złożono w krypcie Katedry św. Jura obok grobu metropolity Szeptyckiego.

Dziś, po upadku komunizmu, Cerkiew greckokatolicka – pod duchowym kierownictwem Lubomyra kard. Huzara – z trudem odradza się w wolnej już Ukrainie. W czerwcu 2001 r. po raz pierwszy w historii Kościół ukraiński odwiedził papież Jan Paweł II. W homilii podczas Mszy Świętej w obrządku greckokatolickim na lotnisku Czajka (25 czerwca) Wikariusz Chrystusa dał wyraz zdumieniu żywotnością wiary katolickiej na Ukrainie i stwierdził, iż „korzenie jej przeszłości stały się rękojmią nadziei na przyszłość”. Papież oddał też hołd męczennikom za unię i Wiarę katolicką, podkreślając, że „droga zbawienia prowadzi przez «bycie jednością», które na wzór życia Trójcy Przenajświętszej winno kształtować codzienne doświadczenie i postępowanie wszystkich jego uczniów”, i że „współistnienie w miłości (katolików tradycji łacińskiej i wschodniej na Ukrainie – przyp. J. Z.) winno stawać się wzorem jedności, która trwa pośród uprawnionej wielości, i której gwarantem jest Biskup Rzymu, Następca Piotra”.

Niemniej jednak – wbrew oczekiwaniom wielu wiernych tradycji wschodniej – Jan Paweł II, mówiąc o przyszłości Cerkwi greckokatolickiej nie wyartykułował jasno jej roli w ewangelizacji Wschodu. Ujmując rzecz lapidarnie: nie powtórzył pięknych słów swego wielkiego poprzednika na tronie Piotrowym, Urbana VIII (1623-1644), który powiedział: „O mei Rutheni per vos ego Orientem spero convertendum! – O moi Rusini, żywię nadzieję, że za waszą sprawą zostanie nawrócony Wschód!”.

Nowe zagrożenia
Ustały wprawdzie brutalne prześladowania ze strony komunistycznego państwa, ale na ich miejsce pojawiły się nowe zagrożenia, których łagodna forma może – paradoksalnie! – stać się większym zagrożeniem dla tożsamości katolików obrządku wschodniego. W czerwcu 1993 roku grupa katolickich teologów, zaangażowanych w dialog ekumeniczny, podpisała tzw. Deklarację z Balamand. Dokument ten postuluje wyrzeczenie się przez Kościół katolicki w stosunkach z prawosławiem uniatyzmu (tj. metody powrotu odłączonych chrześcijan wschodnich do Kościoła w drodze unii) oraz porzucenie prozelityzmu. Gdyby te postulaty miały stać się podstawą oficjalnej polityki Rzymu w stosunkach z chrześcijańskim Wschodem, oznaczałoby to de facto rezygnację z nawracania prawosławnych schizmatyków! Logiczną konsekwencją byłoby podważenie sensu unii zawartej w Brześciu i katolickiej tożsamości unitów!

To krótkie przypomnienie najważniejszych faktów z liczącej ponad 400 lat historii unii brzeskiej, historii wierności Prawdzie i Kościołowi katolickiemu, pragniemy zakończyć pięknym wierszem Lucjana Rydla pt. „Unita”. Utwór stanowi fragment dramatu „Betlejem polskie” i powstał w zupełnie innych okolicznościach historycznych, niż obecne (1918 r.), ale dziś, w dobie fałszywie rozumianego ekumenizmu (pozorna jedność kosztem prawdy), jego druga strofa nabiera zupełnie nowego znaczenia…

W betlejemskiej stajence
na twarz padłem u progu.
I we łzach wznoszę ręce,
płacząc żywemu Bogu.
Bo się serce rozkrwawia
Od nowego bezprawia.
Męczeńskie ziemie nasze,
Lud, co przetrwał Moskali,
Przekupczyli Judasze,
Na łup schizmie wydali
I kładą nam na głowy
Nowy wieniec cierniowy.
Ojczyzny żywe ciało
Rozcięli jak toporem,
Aż im w ręku zadrgało
Rozdarte takim rozbiorem.
Matko! Serce skrwawione
Weź pod Twoją obronę…

Literatura wykorzystana w artykule:
Pius P.P. XII, Enc. Orientales omnes Ecclesias, b.m. i b.w.
B. Huculak, Droga do unii brzeskiej [w:] Nova et vetera, Poznań, b.d.w.
M. Karas, Wyznania wiary i główne zasady doktrynalne. Katolicyzm, Kraków 2000
F. Świątek, Świętość Kościoła w Polsce w okresie rozbiorowym i porozbiorowym, Kielce 1930.
Unia brzeska – geneza, dzieje i konsekwencje w kulturze narodów słowiańskich, praca zbiorowa pod red. R. Łużnego, F. Ziejki i A. Kępińskiego, Kraków 1994.
Hasło Unici [w:] Encyklopedja Kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, wydana przez ks. M. Nowodworskiego, tom XXIX, Warszawa 1878.

Jarosław Zoppa
Tekst ukazał się w nr 8 (50) 30 listopada 2007

Ruthenis receptis, czyli geneza i dzieje unii brzeskiej. Część 1

Ruthenis receptis, czyli geneza i dzieje unii brzeskiej. Część 2

X