Rok Oskara Kolberga. Kolbergowska majówka w Żytomierzu i Warszawie

Rok Oskara Kolberga. Kolbergowska majówka w Żytomierzu i Warszawie

Wszędzie śmiech, śpiew, ruch, swoboda i życie. Kwitną mlecze i bzy z narcyzami. Nadszedł maj. Kapele i orkiestry wykonują zamaszystego mazura, roznoszą się śpiewy i muzyka. Majówki muzyczne organizowano od XIX wieku po całym kraju. Oskar Kolberg odwiedzał zaprzyjaźnione miejscowości – poza ludowymi tradycjami zapisywał pieśni i melodie, przy których bawiła się szlachta.

Na majówkach, podobnie jak na balach, tańczono mazury i oberki, polki i lansjery. Szlachta we dworach i pałacach miejskich świetnie się bawiła i w domu, i na „wolnym powietrzu”. Zabawy majówkowe popularne we wszystkich okolicach w całym kraju często bywały zamknięte, obcy pojawiali się na nich rzadko. Młodzi tańczyli ze sobą na trawie, do tańca przygrywały kapele i zespoły muzyczne. Nasz naukowiec miał pełne ręce roboty. Ostrożny w ocenach Oskar Kolberg irytował się bardzo na widok „automatycznych pudeł” w karczmach i na piknikach. Włoskie i francuskie katarynki jego zdaniem eliminowały skrzypce i inne instrumenty z tradycji muzycznej. Niestety, nieubłaganie zbliżał się wiek wynalazku braci Emila i Charlesa Pathe. W piętnaście lat po śmierci Kolberga młodzież na zabawy, a nawet na majówki taneczne coraz częściej zabierała ze sobą patefony! Na szczęście, Kolberg nie doczekał smutnych czasów kiedy na majówce nie tańczono mazura!

**
W tym roku – Roku Oskara Kolberga – mazury i mazurki zabrzmiały na warszawskim festiwalu „Rzeczpospolita Kolberga”, który stał się okazją do prezentacji muzyki tradycyjnej z ogromnego terenu, który przemierzył i opisał Oskar Kolberg – od Wielkopolski po Litwę, Wołyń i Karpaty.

Podczas trzech koncertów festiwalowych i Nocy Tańca powstał muzyczny krajobraz ówczesnej, nieistniejącej na mapie, Polski – wielokulturowej i różnobarwnej. Zabrzmiała żywa tradycja – zagrali i zaśpiewali wykonawcy do dziś ją pamiętający i kontynuujący, a ich uzupełnieniem stały się wykonania oparte na nagraniach archiwalnych i zapisach dziewiętnastowiecznego etnografa.

Od wtorku do soboty można było uczestniczyć w warsztatach gry na skrzypcach, bębnie i harmonii, śpiewu i tańca. Przygotowano koncerty, tańce i muzykowanie w klubach festiwalowych, a w sobotę miało miejsce – barwne widowisko – Targowisko Instrumentów.

W poniedziałek wielkanocno-mazurkowy na warszawskich Bielanach odbyła się zabawa taneczna, podczas której zagrali muzycy z Janusz Prusinowski Trio. Zajęli się też oprawą mszy św. z udziałem Mazurkowej Grupy Śpiewaczej, a w podziemiach kościoła zorganizowano wspólne śpiewanie z Kają i Januszem Prusinowskimi. W Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki odbył się koncert finałowy konkursu dla młodych wykonawców „Stara tradycja”. A na Zamku Królewskim w Warszawie podczas koncertu KRAINA PÓŁNOCNO-ZACHODNIA przedstawiono melodie z Kujaw i Wielkopolski.

Tydzień po Wielkanocy rozpoczęty tak barwnie przeniósł się do Centrum Artystycznego „Sen Pszczoły”. Koncert KRAINA PÓŁNOCNO-WSCHODNIA przedstawił muzykę Podlasia, Suwalszczyzny, Polesia (gośćmi byli muzycy z Ukrainy), Warmii i Mazur, Litwy i Białorusi. Zabrakło tego wieczora zaprezentowania tradycji muzycznych Wileńszczyzny. Mimo, że na Litwie jest tyle polskich zespołów folklorystycznych, organizatorzy nie zaprosili ani jednego (a byłaby to jednocześnie doskonała okazja do pokazania w Warszawie działalności artystycznej Polaków wileńskich). Kolejny koncert KRAINA POŁUDNIOWO-WSCHODNIA zaprezentował pieśni wzorzyste z Huculszczyzny, Podola i Pokucia. Andrij Ljaszuk wykonał pieśni dziadowskie przy lirze korbowej. Uczestnicy śpiewali pieśni z woj. lubelskiego, Wołynia, Rzeszowskiego, muzyka Łemków i Bojków. Muzycy ze Słowacji wykonali melodie na dudy z Orawy i Podhala. Na sobotę 26 kwietnia „Sen Pszczoły” przygotował Targowisko Instrumentów. Wystawcy z Polski, Ukrainy i Słowacji pokazali ponad 1000 instrumentów – tradycyjnych, historycznych, rekonstruowanych i autorskich. Były pokazy budowy i prezentacje warsztatów budowniczych instrumentów, koncerty, warsztaty tradycyjnych tańców polskich, huculskich, litewskich (Mindrė), góralskich (Zokopiany). Swoje stoiska i promocje multimedialne przygotowały wydawnictwa Instytutu Sztuki PAN, Fundacji Muzyka Odnaleziona i Instytutu Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Były też projekcje filmów dokumentalnych z okresu międzywojennego i współczesnych. Dzieci uczestniczyły w Bajkowej Krainie Kolberga.

**
Ponad 150 lat temu Kolberg prowadził badania terenowe na Wołyniu, pracował na Polesiu Wołyńskim w okolicach Kowla, Włodzimierza i w pobliżu Żytomierza. W roku 1862 z podróży przywiózł notatki i rysunki. Na miejscu pozostawił zachwyconych jego pracą – środowisko artystyczne z Żytomierza i Winnicy. Jan Prusinowski adwokat, poeta, tłumacz twórczości ludowej oraz poezji rosyjskiej z Żytomierza zadedykował Kolbergowi wiersz:

8 IX 1862 Panu Oskarowi Kolbergowi

Piosnkę po piosnce, nutę po nucie,
Z ludowej zbierasz pamięci,
Resztę ci w duszy szepce przeczucie,
A gorejące, szczere uczucie,
Ducha melodii tej święci.
Znać dosłyszałeś ten głos proroczy,
Co w głębi dusz naszych woła
Że Bóg rozpierzchłe myśli zjednoczy,
Jednym pierścieniem prawdy otoczy
Pośród braterskiego koła.

„Z skrupulatną akuratnością i z wielką miłością ludu wiejskiego malowałeś go Pan. Każdy ustęp w Pańskim dziele świadczy o niezmordowanej pracy, o głębokim badaniu nie tylko zwyczajów i obyczajów naszego wieśniaka, ale i temperamentu, charakteru – duszy”. Zachwycony wołyńskimi badaniami Józef Ignacy Kraszewski pisał w „Liście z Żytomierza” do „Gazety Warszawskiej”, że zgromadzone przez Kolberga materiały to „prawdziwe dzieło zamiłowania i poświęcenia […] a wykonane tak, że rzadko która narodowość pochlubić się może podobnym. Pod względem zaś powiązań melodii ze słowem jest to pierwszy krok w tym rodzaju, bo inne próby […] stawać nawet do miary nie mogą, ale ta praca wyczerpuje do dna zadanie obznajmienia nas z charakterem naszej muzyki ludowej”.

Monografia etnograficzna Wołynia została wydana dopiero 27 lat po śmierci Oskara Kolberga. Materiały Kolberga opracował i wydał Józef Tretiak, który wybrał do druku część zapisów terenowych z brulionów i korespondencję z wołyńskich tek naukowca. Podobnie pracował I. Kopernicki redagując tom „Przemyskie”, w którym znajdziemy m.in. folklor okolic Sambora, Gródka Jagiellońskiego i Mościsk. Obrzędy, melodie i pieśni z Wołynia ukazały się w 1907 roku w Krakowie.

Zapisana przez Kolberga pieśń z Żytomierza idealnie pasuje do naszej kurierowej majówki. „Hejże gracko z miejsc panowie” jest pieśnią o rytmie mazura. Polski taniec narodowy o metrum trójdzielnym, charakteryzuje się wyjątkową żywiołowością. W dawnej Polsce tańczyła go zwłaszcza młodzież – młodym szlachcicom mazur dawał okazję do wykazania się sprawnością. Rytm mazura przejmowano też w pieśniach. W pieśni „Hejże gracko” uwagę zwraca już obecny w pierwszym takcie szeroki skok melodyczny (patrz przykład muzyczny) – septymy małej (g-f) przypadający na sylaby: „gra-cko”, który wprowadza tu charakter skoczności już w samej warstwie melodycznej. Zanotowany w XIX w. przez Kolberga na Żytomierszczyźnie mazur wskazuje na wciąż żywe w XIX wieku tradycje szlacheckie w tym regionie.

Hejże gracko z miejsc, panowie

Hejże gracko z miejsc, panowie
każdy do swej damy,
Boć brzmi nuta z duszy snuta,
którą my kochamy.

Ptak w powietrzu, rybka w wodzie
najmilej pływają,
Nam wesoło, gdy wokoło
mazura suwają.

Smutno w klatce słowikowi
bez zieleni gaju,
Bez mazura Polakowi
źleby było w raju.

Gdy wąs muśniesz z dziarską miną,
życiem twarz zapłonie,
Dziewczę z boku w twoim wzroku
Całą duszą tonie.

Więc ogniście, zamaszyście
Niechże suną pary,
Ostro śmiało jak przystało
Dla nas, polskiej wiary.

Beata Kost, Michał Piekarski
Tekst ukazał się w nr 8 (204) za 29 kwietnia – 15 maja 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X