Rok 1920: Pamięć podczas epidemii. Relacja z akcji – część 5

Rok 1920: Pamięć podczas epidemii. Relacja z akcji – część 5 Konsul Generalny Eliza Dzwonkiewicz, konsul Rafał Kocot, Janusz Balicki i Marcin Demcio przy mogile w Firlejówce (fot. Dmytro Antoniuk)

Kolejny dzień naszej wędrówki po miejscach pamięci spędziliśmy z konsulem generalnym RP we Lwowie Elizą Dzwonkiewicz na terenach na północ od Lwowa.

Muszę zaznaczyć, że pomimo naszego dość napiętego harmonogramu, nie mielimy dnia tak bogatego w odwiedziny kolejnych miejsc pamięci, związanych z walkami 1920 roku. Pierwsze promienie słońca zastały nas na Górze królowej Bony w Krzemieńcu. Z ruin zamku obserwowaliśmy z zachwytem jak słońce złotym potokiem stopniowo zalewa „wołyńskie Ateny” – dawne Liceum Krzemienieckie i dworek Juliusza Słowackiego. Z dala na horyzoncie pobłyskiwały kopuły Ławry Poczajowskiej. Nie czas jednak było podziwiać widoki, bo w tym dniu byliśmy umówieni z konsul Elizą Dzwonkiewicz, konsulem Rafałem Kocotem, prezesem Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi Januszem Balickim i pełnomocnikiem Fundacji Wolność i Demokracja Marcinem Demciem. Mogliśmy, naturalnie, poprzedniego dnia dojechać do Lwowa i wyruszyć z rana wspólnie w drogę, ale bardzo chcieliśmy spotkać świt właśnie na Górze królowej Bony i zobaczyć ruiny XVII-wiecznego zamku w pierwszych promieniach słońca.

W Żółtańcach miejscowy cmentarz, gdzie byliśmy już w maju, zadziwił nas niezwykle wysoką trawą, tak że płytę z napisem „Cześć polskim bohaterom 1920” odnaleźliśmy z trudem. Natomiast w sąsiednim Horpinie (o którym też pisaliśmy) krzyż i mogiła były w idealnym porządku.

Następny był Busk. Na jednym z cmentarzy w stronie południowo-zachodniej zachował się rząd krzyży. Tą kwaterą opiekuje się PTOnGW. Janusz Balicki opowiedział, że w okresie sowieckim było tu wysypisko, gdzie zwalano wszelkie śmiecie budowlane. Zachowały się natomiast płyta z podobnym jak w Żółtańcach napisem i częściowo uszkodzona tablica informacyjna z 1926 roku. Najbardziej uderzyło nas nazwisko Jana Krydy, który zginął mając zaledwie 16 lat.

Jedziemy dalej do Firlejówki, wioski opodal Buska, znanej z czasów sowieckich jako Andrijewka. Została przemianowana na cześć jakiegoś sowieckiego działacza, ale dziś mieszkańcy nie chcą przywrócić jej, w ramach dekomunizacji, pierwotną historyczną nazwę. Tłumaczą to tym, że teraz Andrijewka nazwana jest na cześć św. Andrzeja, którego cerkiew stoi we wsi. Koło wsi, obok torów kolejowych na wspólnej mogile 32 żołnierzy WP, poległych w 1920 roku, stoi granitowy krzyż. Miejscem pamięci opiekuje się miejscowa ludność na koszt Fundacji Wolność i Demokracja.

Konsul Generalny Eliza Dzwonkiewicz, konsul Rafał Kocot, Janusz Balicki i Marcin Demcio przy mogile w Firlejówce (fot. Dmytro Antoniuk)

Przenosimy się na cmentarz w Brodach, który podczas naszej poprzedniej wizyty wywarł na nas ogromne wrażenie. Jest to potężny pochówek – spoczywa tu ponad 500 żołnierzy poległych podczas I wojny światowej i walk w 1920 roku. Mówi o tym płyta na grobie Nieznanego Żołnierza z Krzyżem Virtuti Militari i datami 1914-1920. Na początku lat 2000. ta kwatera była w okropnym stanie, ale została odnowiona przez wolontariuszy z Polski. Niestety, większa część tego cmentarza zarosła. Pani konsul umówiła się z administracją cmentarza, że do końca lata teren zostanie wykoszony dwukrotnie. Sam cmentarz jest unikalny, bo odnowiona tu została mogiła powstańców styczniowych, jak również liczne – chociaż w złym stanie – artystyczne nagrobki z I połowy XIX wieku. Absolutnie warto, przejeżdżając obok, wstąpić na cmentarz w Brodach.

Cmentarz wojskowy w Brodach (fot. Dmytro Antoniuk)

Łopatyn był miejscem naszych następnych odwiedzin. Kwatera z olbrzymim pomnikiem na cześć 135 polskich żołnierzy zasieczonych przez kozaków Budionnego spotkała nas w pełnym słońcu. Zapaliliśmy znicze na grobach wojskowych i na mogile Józefa Dwernickiego. Oba te miejsca zostały odnowione przed kilku laty staraniem Fundacji „Mosty”.

Radziechów zawsze mijałem przejazdem, zatrzymując się jedynie przy resztkach rezydencji Mierów. W centrum miasteczka zachowała się znaczna część murów i szkielet niegdyś wspaniałej oranżerii. Jak zaznaczył konsul Kocot, również tu jest coś, co wiąże się z tematem naszej wędrówki. I rzeczywiście – w otoczeniu sowieckich bloków mieszkalnych zachował się fragment starego cmentarza. Przy wejściu złożono żydowskie macewy z interesującymi rzeźbieniami. Dalej są stare krzyże, a pod jednym z nich spoczywają prochy czterech polskich policjantów, którzy podjęli nierówną walkę z bolszewikami w lipcu 1920 roku. Mogiła jest absolutnie unikalna, więc i tu należy poświęcić trochę czasu.

Przy następnym miejscu pamięci w Sokalu, na płycie wyryto niestety niepełną informację. Napis na niej głosi, że spoczywają tu polscy żołnierze z I wojny światowej, ale są tam pochowani również ci, którzy zginęli w walkach 1920 roku. Mamy nadzieję, że ta informacja zostanie uzupełniona. Podobnie jak i w Brodach, są tutaj też pochówki powstańców styczniowych.

W pobliskim Czerwonogradzie, który przed „wymianą terenów” w 1951 roku, nosił historyczną nazwę Krystynopol, odnaleźliśmy nie tylko mogiłę poległych w 1919 roku, ale i stosunkowo nowy pomnik „Walczącym o wolność Ukrainy w latach 1918-1920”. Na starym cmentarzu zachowała się kaplica Wiśniewskich, którą nieliczni aktywiści Krystynopola uporządkowali, wysprzątali śmieci i wykosili wokół trawę.

Zatoczywszy w tej wędrówce prawie pełne koło, wjechaliśmy do pięknej Żółkwi. Nie pozostało nam jednak czasu, aby podziwiać widoki zabytków po Żółkiewskich, Daniłowiczach i Sobieskich, wobec tego skupiliśmy się na poszukiwaniu pochówków z 1920 roku. Najpierw znaleźliśmy pochówki ukraińskie (przynajmniej jeden z żołnierzy zginął w 1920 roku), a następnie Polaków z lat 1918-1919. Po chwili odnaleźliśmy grób z 1920 roku. Cmentarz jest bardzo szczelnie zabudowany i ponownie odnaleźć ten grób nie będzie łatwo. W mogile spoczywa 35 żołnierzy WP, poległych w walkach pod Żółkwią latem 1920 roku. Oprócz tego zachował się krzyż na grobie szeregowego Bronisława Kuśnierza. Prawdopodobnie przed wojną takich pochówków było tu więcej. Po zapaleniu zniczy i krótkiej modlitwie ruszyliśmy dalej do ostatniego w tym dniu miejsca naszego rajdu – Kamionki Strumiłowej.

Konsulat posiadał informacje o pochówkach z 1920 roku, ale nie było dokładnej lokalizacji mogiły. Pomógł nam w tym jeden z czytelników naszej strony „1920” Piotr Korda, który w prasie z tamtych lat odnalazł lokalizację tych pochówków. Mogiła jest w kształcie neogotyckiego wysokiego krzyża na murowanym postumencie i leży obok drewnianej cerkwi św. Mikołaja. Słońce już zachodziło za wysokimi drzewami, gdy zapalaliśmy znicze i ich płomienie świeciły niezwykle jasno.

Tym sposobem przejechaliśmy po terenach walk toczonych przez wycofujące się Wojsko Polskie przed przeważającymi siłami armii Budionnego latem 1920 roku. Potem we wrześniu już tylko pędzono ich z tej ziemi.

Była to nasza pierwsza akcja. Wraz z panią konsul Elizą Dzwonkiewicz już zaplanowaliśmy następną, związaną z wydarzeniami jubileuszu sojuszu Piłsudski-Petlura. Tym razem będzie to wędrówka po południowych terenach Ziemi Lwowskiej i kilka miejscowości nad Dniestrem, gdzie wspólnie z wojskami gen. Omelianowycza-Pawlenki walczyły polskie oddziały. W okresie sowieckim pamięć o tych wydarzeniach starano się zatrzeć, ale dziś powoli zaczyna ona zajmować należne jej miejsce.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 14 (354), 31 lipca – 17 sierpnia 2020

X