Rezydencja Habsburgów w Stanisławowie Budynek rezydencji Habsburgów w Stanisławowie, zdjęcie Leona Orła, 2020 r.

Rezydencja Habsburgów w Stanisławowie

Najpierw parę słów o dawnym Imperium Austriackim, do którego we wrześniu 1772 r. przyłączona została Galicja. Nazwano to pierwszym rozbiorem Polski. W Stanisławowie wyglądało to tak: na czas pierwszego rozbioru w naszym ukochanym mieście stacjonował garnizon rosyjski i bez żadnych walk czy nawet strzałów wojsko rosyjskie wymaszerowało przed południem z twierdzy i miasta i nie mniej spokojnie weszło do Stanisławowa wojsko austriackie.

Ani przed tym, ani w czasie rozbioru państwo polskie nie podejmowało żadnych działań. Na tronie imperium w tym czasie siedziała kobieta – cesarzowa Maria Teresa z dynastii Habsburgów, za co wdzięczna ludność obwodowego miasta Użhorodu na Zakarpaciu wystawiła jej pomnik. Można go oglądać na placu przed katedrą greckokatolicką (byłym kościołem oo. jezuitów).

Mapa Imperium Austro-Węgier z 1910 r.

Przed I wojną światową (Wielką wojną) jedno z sześciu wielkich mocarstw europejskich, Austro-Węgry, składało się z dwóch samodzielnych państw (Austrii i Węgier) pod berłem Habsburgów. W 1913 roku obie te części liczyły 676 617 km² zamieszkałych przez 52 523 254 osób. Każda z tych części miała pod jedynym cesarskim dowództwem swoje wojska. Dzieliło się ono na wojsko (cesarsko-królewskie, albo c.k. Armia) i formację terytorialnej obrony, zwane landwehrą. Wydatki finansowe na obronę dzielono: 63,6 % wydatków pokrywała Austria, a 36,4 % – Węgry. Przy tym Austria utrzymywała osobno swoją landwehrę i tak zwany landsturm (pospolite ruszenie). Wspólnym dowództwem (OK – Ober Komando) dowodził sam cesarz, a członkowie cesarskiej rodziny obejmowali przy nim odpowiednie stanowiska. Liczne garnizony wojska były okresowo inspektorowane. W tym celu w miastach, w których stacjonowały ważne strategicznie jednostki, a też w celu zapobiegania korupcji budowano rezydencje dla inspektorów. Jedna z nich przetrwała w Stanisławowie do dziś – przy ul. Nacjonalnej Gwardii pod numerami 4 (właściwa rezydencja) i 6 (budynek dla obsługi, tzw. oficyna). Bezpośrednio przed I wojną inspekcję c.k. wojska prowadził arcyksiążę Rudolf Habsburg.

Maneż w Stanisławowie przy ul. Nacjonalnej Gwardii (dawn. Legionów) przed rujnacją, zdjęcie Leona Orła, 2015 r.

Po upadku imperium po przegranej wojnie, wolą państw Ententy na byłym terenie imperium powstało szereg państw „narodowych”. Austria przy tym utraciła obszary Galicji (79 562 km² z 8 174 000 mieszk.), część Śląska (1 009 km², 145 000 mieszkańców) i Bukowiny (10 388 km² i 795 000 mieszk.). Węgry utraciły ogółem 232 690 km² z 1 328 610 mieszkańców. Według żądań zwycięzców utworzono na tych terenach nowe narodowe państwa. Tak odrodziło się państwo Polskie (11.XI.1918). Z Galicją jednak powstały problemy: te powyżej 8 milionów mieszkańców nie były grupą jednolitą. Rusini Galicji określali się już jako Ukraińcy, chociaż oficjalnie w czasach Austro-Węgier zwano ich Rusinami. Mieszkali tylko we wschodnich powiatach, około 85% z nich było analfabetami, wobec czego o żadnych referendach nie mogło być mowy. W tejże Wschodniej Galicji w 1910 roku wydobyto 25% światowego wydobycia ropy naftowej. Mówiło się w tym czasie, że Rusini w Galicji to „naród chłopów i popów”. „Babcia Austria” używała na swoim terytorium dziewięć urzędowych języków i miała na nim wyznawców siedmiu religii. Wojna światowa zamieniła się w mnóstwo wojen obywatelskich. Młode Państwo Polskie od razu zostało krajem wielonarodowościowym. „Dobrzy sąsiedzi” często nie tyle tłumili ogień walk narodowościowych, ile dolewali oliwy do ognia.

A co z przedmiotem naszych zainteresowań – cesarską rezydencją? Przetrwała razem z całą ulicą wojskową. W te koszary i stajnie wprowadzono analogiczne rodzaje wojska, tyle, że już innego państwa (sytuacja powtarzała się niejednokrotnie). W Stanisławowie mury więzień się nie zmieniły, zmienili się tylko więźniowie. Uległy zmianie kierunek wywózek i lokalizacja obozów. Szeroko rozpowszechniły się słowa „Syberia”, „Kazachstan”, „lagier” itp.

Krótko po upadku Austrii budynek rezydencji wykupiła rodzina bogatego ziemianina z horodeńskiego powiatu i właściciela czterech dużych sklepów przy ulicy Sapieżyńskiej w Stanisławowie. Przed samą wojną mieszkał tu jego syn. Dobrym mieszkaniem rodzina nie cieszyła się długo: 20 września 1939 roku na placach i ulicach Stanisławowa sowieccy „politruki” już urządzali „masowe mityngi”, a miejskie lumpy przypominały sobie krzywdy rzekomo zadane przez „polskich panów” i dziękowały głośno za uwolnienie od Polaków, „wysysających” z nich krew itp. A tymczasem z ulicy kolejowej odjeżdżały po cichu zestawy bydlęcych wagonów w kierunku Wschodu. Trzeba było gdzieś się ukryć. Nasz bohater wspomnień Tadeusz Habczyński przeżył te półtora roku we wsi Stary Łysiec, na uboczach Czarnego Lasu. „Za Węgrów” i „za Niemców” absolwent gimnazjum pracował jako monter łączności. Kontynuował tę pracę do 27 lipca 1944 r. – dnia drugiego „wyzwolenia” miasta przez Armię Czerwoną.

Pewnego słonecznego dnia wezwano go do siedziby służby łączności i poproszono grzecznie o pomoc w naprawie jakiejś linii, obsługującej budynek NKWD. Bez żadnych podejrzeń monter wszedł z narzędziami do gmachu przy dawnej ul. Bilińskiego. Wyszedł nasz biedaczysko po dziesięciu latach lagrów.

Tak wspominał te chwile:

– Poszedłem z majorem do budynku NKWD i po dwóch tygodniach wyprowadzono mnie stamtąd, ale do „stołypinki”, którą pojechałem aż do Uchty. Tak opuściłem moje Kresy na zawsze. Niebawem wojna się skończyła, ale nie dla mnie. Walczyłem jeszcze przez kilka lat. Ale sam, o przetrwanie w mrokach dalekiej północy.

Cały ten zakątek miasta przy ul. Nacjonalnej Gwardii pełen jest miejsc pamięci naszej historii. Niestety większość z nich albo jest już zburzona, albo całkowicie przebudowana i zabudowana od nowa. Niewiele miast może się pochwalić dziś maneżem – ujeżdżalnią koni (maneż – to zamknięte pomieszczenie, w którym odbywa się ujeżdżanie koni i nauka jazdy konnej). Na pamięć autorom przychodzi tylko Trembowla i Moskwa. W Stanisławowie przy tej ulicy też był maneż, ale od kilku lat jest kompletną ruiną.

Od razu po wejściu „drugich sowietów” w dawnych stajniach i koszarach 6 pułku Ułanów Kaniowskich ulokował się pułk kawalerii wojsk NKWD. Później budynek rezydencji podzielono na osobne mieszkania i dziś, zaniedbany, niewiele przypomina cesarską rezydencję. Zwykły parterowy domek pod zardzewiałą blachą, przebudowany na nowe potrzeby, w otoczeniu czteropiętrowych bloków.

Leon Orzeł

Petro Hawryłyszyn

Tekst ukazał się w nr 12 (376), 29 czerwca – 15 lipca 2021

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X