Reklama przed wojną

Reklama przed wojną

Dziś reklama otacza nas ze wszystkich stron.

Atakuje nas na ulicy, z telewizorów, kolorowej prasy, z internetu. Nie sposób się czasami opędzić od tego. Jak wyglądała reklama w okresie międzywojennym? Wystarczy przejrzeć stare gazety – bo te głównie były podstawowym źródłem informacji.

W Słowie Polskim za rok 1930 reklama nosi raczej charakter bardziej ogłoszeń o takiej np. treści:

Pensjonat „Stachowa Wola” w Hrebenowie 556 m.n.m. wśród gór i lasów szpilkowych poleca słoneczne wille i z werandami, kuchnia wzorowa. Ceny od 8-12 zł. Mnóstwo rozrywek. Własna orkiestra. Stacja i poczta w miejscu, obok pensjonatu.

Zaraz obok widnieje kolejne: Niemirow-Zdrój. Pierwszorzędny pensjonat „Jedynaczka” poleca pokoje urządzone z pościelą, światłem, wodą gorącą, całodziennym wykwintnym utrzymaniem i staranną usługą. Urządzenie wodociągowe w budynku.

Obok tych dwóch widnieje reklama środka owadobójczego „Flit” przeciwko groźnym dla dzieci „złośliwym owadom”: Zwiastun śmierci! Flit niszczy szybciej! Flit niszczy doszczętnie muchy, komary, pchły, mole, mrówki, karaluchy, pluskwy oraz ich zarodki…

Z reguły reklamom nie były poświęcone oddzielne strony, a „wciskano” je w dowolne miejsce przy łamaniu strony. Tak, pomiędzy informacją, że cala wieś uciekła przed najazdem myszy i locie samolotowym z Włoch do Brazylii czytamy: Futra męskie i damskie za gotówkę i na raty można nabyć u Wiktora Sichlera & synów we Lwowie przy pl. Halickim 14, 1 piętro.

W Gazecie Lwowskiej można było też przeczytać o: „Wielkiej zniżce cen obuwia w katolickim magazynie „Jotes”, pl. Kapitulny 2 I. piętro. Na sezon jesienny ostatnie nowości, trwałe obuwie szkolne, sportowe”. Ogłoszenie to ukazało się 28 września – znaczy zniżka cen była przed sezonem, a nie po nim, jak to jest teraz.

„Elegancka Pani i Elegancki Pan ubierają się tylko w firmie St. Mielnika, dlatego, że elegancko, solidnie i niedrogo. Lwów, Kościelna 8” – zachęcała Gazeta Lwowska.

Dom Mody ogłaszał się: „Największy wybór. Najnowsze wzory. Najniższe ceny. Tylko w firmie Dom Mody. Lwów, pl. Marjacki 4”.

Panie z łamów Kuriera Powszechnego mogły dowiedzieć się, że „niezniszczalne pończochy tylko w firmie M. Zaleski, ul. Akademicka 20”.

Często gazeta reklamowała sama siebie: „Inserujcie w Słowie Polskim” – Inserować? Co to oznaczało?

Kurier powszechny reklamy na swych łamach awansował w taki sposób: „Bez ogłoszeń martwa buda. Pełno klienteli po jednym ogłoszeniu u nas”. I ilustrował to obrazkiem znudzonego ekspedienta w drzwiach sklepu i masy klientów w sklepie na kolejnym obrazku.

Albo inaczej: uśmiechnięty solidny mężczyzna zwracał się do Czytelników: „Gwarancja szybkiej i sprawnej informacji i niezależnej krytyki, to Kurier (Powszechny – red.). Zwróć na niego uwagę swoich najbliższych, a będą Ci za to wdzięczni”.

Znaną do dziś przyprawę do zup Maggi reklamowano tak: „Kilka kropel Maggi-ego przyprawy dodaje mięsom, rybom, zupom, sosom, sałatom i t. p. nadzwyczaj przyjemny smak”. Na reklamie widnieje ta sama dobrze znana kwadratowa butelka z wysmukła szyjką i specjalnym korkiem „z dziobkiem” do dodawania tych „kilku kropel”.

Albo też reklama herbaty. Mówi dobra gospodyni nalewając z czajniczka złocisty płyn: „Zwyczajną nie traktuję, tylko daję państwu aromatyczną ciemno naciągającą chińską herbatę Riedla”. A kawę te samej firmy: „Kawa, we wszystkich gatunkach codziennie świeżo palona doborowa i tania, znana ze swej dobroci. Tylko w specjalnych składach Edmunda Riedla. Centrala: ul. Rutowskiego 3”.

A jako dodatek do powyższego: „Spróbuj do kawy likieru „Kapucyńskiego” rektyfikacji warszawskiej!”. Albo też z tego samego dobrego źródła: „Naturalne gronowe wina węgierskie austriackie, francuskie i inne po najniższych cenach poleca Edmund Riedel”. Adres ten sam – Smacznego!

Ojciec znanego fotografika polskiego Adama Bujaka prowadził we Lwowie sklep z aparatami i sprzętem fotograficznym i w taki sposób ogłaszał się w gazetach: „Chcesz być zadowolony ze swoich zdjęć fotograficznych, daj je wypracować do firmy Jan Bujak, Lwów, Kopernika 4 – specjalny magazyn aparatów fotograficznych. Przekonasz się, że będą najstaranniej i najszybciej wykończone”.

Zbliżał się sezon letnich urlopów i z tej okazji jak najbardziej odpowiednia była reklama aparatu fotograficznego „Hawk-Eye Kodak, obiektyw anastygmat F:6,3 za 100 złotych” o takiej treści: „Niezawodny przyjaciel za 100 złotych. Nie zapomnij o nim jadąc na urlop! Weź go ze sobą! Jest on wierny, oddany, niezawodny, niekosztowny i chociaż milczy, jakże ciekawie opowiadać będzie Twe przeżycia radosne, wspomnienia dni spędzonych na swobodzie, wśród lasów, pól, czy też na plażach nadmorskich. Wystarczy jedno zdjęcie i znów będziecie przeżywać radość tych dni”.

A gdy kończyły się wakacje – w Gazecie Lwowskiej można znaleźć takie ogłoszenie: „Powrót z wakacji. Trzeba znów wziąć się do pracy codziennej, wytężona jednak praca wymaga również rozrywek. Najtańszą, a jednak najlepszą jest radio w domu. Kup więc odbiornik firmy włoskiej Markoni! Kilka złotych – a przyjemności wiele”.

W latach 30., gdy rozwijała się radiofonia, nie mogło zabraknąć i innych reklam odbiorników radiowych. Można spotkać o takiej treści: „Eugeniusz Bodo – jutro u nas o 19:30 – czy już kupiłeś odbiornik firmy Telefunken?”. Lub też na ten sam temat: „Uwięziony jest człowiek ze słuchawkami na uszach przy aparacie detektorowym – ani mówić, ani ruszać się, ani tańczyć. Zamiast na detektor możecie odbierać stację lokalną na głośnik dwulampowym odbiornikiem Philipsa!”. Jak zmieniły się czasy, a znów powróciliśmy do „słuchawek na uszach”. Albo też – „Specjal! 3-lampowy z 4-tą prostownicą. Odbiornik radiowy wysokiej klasy. Nowa linia skrzynki akustycznej. Zasięg wszechświatowy. Telefunken – mistrz tonu, precyzji o formy!”.

Sprzęt sportowy reklamowano na przykład tak: „Łyżwy, ocyle, ufnale poleca w wielkim wyborze firma Alfons Menšik, Lwów, Wałowa 11”.

Kino reklamowało również swoje premiery. Kino Apollo dało takie ogłoszenie: „Dziś wznowienie. Na ogólne żądanie wyświetlamy największy film dźwiękowy świata p.t. „Śpiewający błazen” z Al. Jolsonem. – Nadto: dodatki dźwiękowe”.

Lub w innej wersji: „Szalona noc” – już wkrótce premiera w pierwszorzędnym kinie Chimera”.

Nie pozostawały w tyle różne specyfiki zdrowotne i upiększające. Bayer tak reklamował aspirynę: „Biedny chłopak! Już znów masz ból głowy?! Zażyj oryginalnych tabletek Aspiryny! Możesz je nabyć w każdej aptece, gdyż prawdziwa Aspiryna Bayer-a jest znanym środkiem przeciwbólowym”.

Pasta do zębów Kolodont zachęcała: „Pielęgnuj swe zęby tylko dobrymi środkami, a będą zdrowe i białe. Używaj stale doskonałej pasty Kolodont!”.

W innym numerze znów możemy przeczytać: „Popy Libeti – najlepszy lakier do paznokci” do nabycia w dobrych sklepach i magazynach z kosmetykami”.

Na dolegliwości żołądkowe natomiast najlepszy był Karposal: „Zaparcia i obstrukcję chroniczną usuwa się, zażywając sól owocową Karposal Karpińskiego. Cena Zł. 4.00. Sposób użycia załączony”.

Słowo Polskie i Gazeta Lwowska reklamy umieszczały na dalszych stronach pisma Kurier Powszechny już od pierwszej strony przyciągał uwagę czytelnika: „Tutki (zwijki) Morwitan z najszlachetniejszego surowca”. Dodam, że tzw. „tutki” czyli zwitki to były rurki z bibułki papierosowej z kartonowym ustnikiem, służące do indywidualnego nabijania tytoniem.

Czasopisma anonsowały również swoje najbliższe publikacje. Na pierwszej stronie Kuriera Powszechnego z 1934 roku dużą czcionką rzuca się w oczy: „Korporanci” powieść Józefa Bieniasza” i dalej drobniejszą – „już za kilka dni na łamach naszego pisma”.

Prasa codzienna szybko poznała się na reklamie jako źródle dodatkowych, niekłopotliwych dochodów, ponieważ raz przygotowana, mogła służyć w kolejnych licznych wydaniach. Ze swej strony duże firmy zamawiały indywidualną reklamę u artystów i potem umieszczały ją w kilku dziennikach (jak np. reklama radia marki Telefunken). Jeżeli w latach 30 pojawiały się jedno czy dwa ogłoszenia reklamowe, to dziś w kolorowych pismach mamy połowę wydania pod reklamą… A w końcu za wszystko płaci klient.

Opr. Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 19 (215) za 21-30 października 2014

X