Ramię w ramię przeciwko wspólnemu wrogowi

Ramię w ramię przeciwko wspólnemu wrogowi Bitwa pod Chocimiem, mal. Franciszek Smuglewicz (1745-1807) / http://katalog.muzeum.krakow.pl/pl/work/MNK-II-40-Bitwa-pod-Chocimiem, Domena publiczna

Kooperacja wojsk koronnych i litewskich z Kozakami zaporoskimi w czasie bitwy pod Chocimiem w 1621 r.

W 1620 r. pomiędzy Rzeczypospolitą Obojga Narodów a Imperium Osmańskim wybuchła wojna. Problemy między tymi dwoma państwami narastały już od dłuższego czasu. Jednym z nich było uwikłanie się polskich rodów magnackich w politykę państw będących lennem tureckim. Przedstawiciele rodów Wiśniowieckich, Potockich czy Koreckich prowadzili politykę dynastyczną mającą na celu ścisłe połączenie ich rodzin z mołdawskim hospodarem Jeremiaszem Mohyłą. Gdy do władzy doszedł jego brat Szymon, próbował zerwać z mieszaniem się polskich magnatów w sprawy Mołdawii i zacieśnić stosunki z Turcją. Jego postępowanie doprowadziło do szeregu interwencji zbrojnych sił wojskowych wspomnianych rodów a tym samym zaogniło stosunki z Turcją.

Innym ważnym casus belli były samowolne wyprawy łupieżcze Kozaków zaporoskich na tereny tureckich lenników. Kozaczyzna oficjalnie wchodziła w skład państwa polsko-litewskiego, a Kozacy byli poddanymi króla polskiego, w związku z czym wina za ich wyprawy obciążała Rzeczypospolitą. Gdy w Turcji doszło do władzy stronnictwo wojenne z wezyrem Ali Paszą na czele, tylko kwestią czasu było kiedy młody sułtan Osman I zdecyduje się na wypowiedzenie wojny. Doszło do tego w momencie, gdy zachęcony możliwością zrzucenia zależności lennej, nowy hospodar mołdawski Grek Kacper Grazziani wezwał na pomoc armię koronną. Na jego apel odpowiedział hetman Stanisław Żółkiewski, który w lutym 1620 r. przekroczył Dniestr, a Mołdawianie w tym samym czasie wymordowali Turków przebywających w Jassach. Wybuch wojny stał się rzeczywistością.

 Klęska pod Cecorą w 1620 r. i sejm obradujący w jej cieniu

Wsparcie, którego udzielili Mołdawianie dla armii prowadzonej przez Żółkiewskiego, było jedynie symboliczne. W obliczu takiego rozwoju sytuacji hetman porzucił pomysł zaatakowania armii Iskandera Paszy w polu, a skoncentrował swoje wojska pod Cecorą, tam gdzie kiedyś walczył wspólnie z Janem Zamoyskim. Taktyka zakładała uderzenie jazdy polskiej osłanianej taborami. Niestety plan dość szybko załamał się z powodu przejścia mołdawskich posiłków na stronę wroga, a w konsekwencji otoczenie wojsk polskich przez siły tureckie. Następnie dwukrotnie doszło do wybuchu paniki w obozie polskim. Hetman opanował pierwszy rozruch, ale spowodowany przez lisowczyków drugi doprowadził do rozerwania taboru, otoczenia sił polskich i całkowitego ich rozbicia. Śmierć dosięgła hetmana Żółkiewskiego, a jego zastępca hetman polny koronny Stanisław Koniecpolski dostał się do niewoli. Armia koronna pozostałą bez dowódców.

Wieści o klęsce szybko rozeszły się po kraju. Niebezpieczeństwo uderzenia sił tureckich wymogło na szlachcie zwołanie sejmu, na którym obradowano o możliwych środkach obrony. Wielkie zagrożenie spowodowało wysunięcie postulatów o wykorzystaniu wszystkich możliwych sił, w tym zaciągnięcie na żołd państwowy pokaźnych sił kozackich. W izbie poselskiej wywołało to znaczne poruszenie. Takiemu pomysłowi sprzeciwiała się szlachta oszmiańska, która domagała się kar za bezprawne wkraczanie na terytoria tureckich lenników.

W senacie panowały odmienne nastroje. Za udziałem Kozaków w wojnie opowiadał się prymas Wawrzyniec Gembicki, a także biskupi płocki Henryk Firlej i łucki Andrzej Lipski oraz kanclerz wielki litewski Lew Sapieha. Jako argumenty podawano skuteczne metody walki z Tatarami oraz bliskość religijną, w przeciwieństwie do muzułmańskich Turków czy Tatarów. Przeciwny wciąganiu Kozaków do wojny był jedynie podskarbi wielki koronny Mikołaj Daniłowicz, który jako powód swojej niechęci dla tego pomysłu podawał brak dyscypliny w wojskach kozackich.

Sporo w materii wojskowej wyjaśniał skrypt sejmowy O porządku wojny z pogaństwem, którego autorami byli najprawdopodobniej bracia Zbarascy – Jerzy i Krzysztof. Według jego założeń armię koronną i litewską miał wspomóc 20-tysięczny kontyngent kozacki. Przewidywano w nim również konkretny udział Zaporożców w operacji wojskowej, a mianowicie zorganizowanie wypraw dywersyjnych z ich udziałem w rejonie Morza Czarnego i zagrożenie bezpośrednio Konstantynopolowi. Mołojcy wraz z petardzistami zaatakować mieli turecką stolicę, a tym samym odciągnąć uwagę części armii tureckiej. Walkę z pozostałymi siłami sułtana miały prowadzić wojsko zaciężne i pospolite ruszenie.

Ostateczne ustalenia konstytucji sejmowej nieco redukowały plany Zbaraskich, ale potwierdzały asygnację 40 tys. złp na wojsko kozackie. Niestety kwota ta pozwalała jedynie na zaciąg 8 tys. żołnierzy z przewidywanych 20 tys. Punkt 21 konstytucji brzmiał: „Iż Nam przyszło do wojny z pogaństwem, a chcąc mieć wojska kozackie za stipendiarios Reipublicae, uchwałą sejmu tego, płacę im naznaczamy, z tą jednak kondycją, aby pod władzą i regimentem hetmana Naszego zostawały”. Po zakończeniu sejmu wysłano na Zaporoże posła w osobie Bartłomieja Obałkowskiego, zaopatrzonego dodatkowo w list patriarchy Teofanesa, w którym duchowny nakłaniał Kozaków i hetmana Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego do walki we wspólnej sprawie.

 Kozaczyzna włącza się do gry

Stosunki między Kozaczyną a władzami państwa polsko-litewskiego nie układały się najlepiej. W ciągu kilkudziesięciu lat doszło do dwóch powstań kozackich pod wodzą Krzysztofa Kosińskiego i Semena Nalewajki, a nawet nie licząc wspomnianych zrywów, relacje oględnie mówiąc nie były najlepsze. Cieniem na wspólnych relacjach kładły się samodzielne wyprawy na terytoria Moskwy, Ordy czy Turcji. Pewien pozytywny przełom nastąpił za rządów hetmana Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego, który nie tylko zasłynął jako hetman doby heroicznej ale również zwolennik współpracy z władzami i wojskiem państwa polsko-litewskiego. Współdziałanie wojsk koronnych z Kozakami nastąpiło już w czasie wypraw na Moskwę w latach 1618–1619. Napięte relację udało się w pewien sposób zniwelować podczas rozmów w Starej Olszance, a następnie nad rzeką Rastawicą. Był to dobry prognostyk przed rozmowami czekającymi posła królewskiego.

Obałkowski, oprócz pieniędzy zaaprobowanych na sejmie, przywiózł kilka istotnych listów. Chcąc podjąć decyzję odnośnie wsparcia wojsk koronnych, Kozacy zorganizowali zjazd w dniach 15–17 czerwca w Chwastowie niedaleko Kijowa. Choć duża część z nich miała wątpliwości co do tego pomysłu, wszelkie nastroje antypolskie łagodził sam hetman. Duży wpływ miał też list patriarchy. W obliczu wspólnego wroga Zaporożcy zdecydowali się dołączyć. Przypieczętowanie sojuszu nastąpiło w Warszawie, do której hetman udał się osobiście. W stolicy podjęto go uroczyście oraz zgodzono się na niektóre z jego postulatów, dotyczących kwestii prawosławia na Rusi. W czasie gdy Sahajdaczny gościł w Warszawie, armia kozacka licząca 40 tys. żołnierzy wyruszyła do Mołdawii, chcąc tam związać siły tureckie.

 Koncentracja wojsk pod Chocimiem

Gdy hetman dotarł do obozu wojskowego pod Chocimiem, nie zastał w nim swoich żołnierzy. Zmuszony sytuacją, wyruszył na ich poszukiwania. Jan Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski i głównodowodzący sił Rzeczpospolitej przydał mu eskortę złożoną z najlepiej wyszkolonych żołnierzy. Dzięki temu udało się hetmanowi ocalić życie, gdyż w trakcie poszukiwań armii zaporoskiej wraz z eskortą został zaatakowany przez siły tatarsko-tureckie. Kilku polskich żołnierzy poświęciło własne życie by uratować Sahajdacznego. Odniósł on jedynie ranę w rękę, wydawałoby się powierzchowną, jednak jak się okaże w przyszłości śmiertelną. W końcu udało mu się połączyć z armią kozacką, a w nocy z 1 na 2 września całość sił dotarła do obozu, kiedy to była owacyjnie witana przez żołnierzy koronnych i litewskich.

 Ramię w ramię w walce ze wspólnym wrogiem

Bitwa pod Chocimiem w 1621 r. jest przykładem na wielkie braterstwo broni pomiędzy wszystkimi mieszkańcami Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Wśród walczących byli przedstawiciele większości województw Korony, pochodząca z Litwy piechota, cudzoziemscy najemnicy oraz wojsko kozackie. To ostatnie składało się z 13 pułków, liczących od 1700 do nawet 4000 żołnierzy. Największe zgrupowania prowadzili atamanowie Wasyl Łuckiewicz i Tymosz Fedorowicz. Sam Sahajdaczny prowadził 3000 ludzi. Leszek Podhorodecki oszacował siły kozackie na ok. 30 tys. uzbrojonych mołojców. Dodatkowo przyprowadzili oni ze sobą 23 armaty oraz 12 wozów amunicyjnych.

Jeszcze przed dotarciem całości sił kozackich doszło do kilku poważnych starć z Tatarami. Pod koniec sierpnia Orda zaatakowała przednią straż obozu, a Chodkiewicz rzucił przeciwko nim znaczne siły. W centrum uderzenia znalazła sie husaria wspierana przez pozostałe jednostki kawaleryjskie, która rozbiła główne siły tatarskie. Dzieła zniszczenia dopełnili rajtarzy wespół z piechotą zaporoską, którzy osaczyli Kantymira Murzę i zmusili go do odwrotu.

Wydarzenia podczas wielodniowego starcia ułożyły się tak, że obóz kozacki był zmuszony odpierać najcięższe szturmy. Wylicza się, że takich uderzeń było osiem. Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny uczestniczył we wszystkich naradach wojennych. Cieszył się poważaniem zarówno królewicza Władysława Wazy, hetmana Chodkiewicza oraz pozostałych członków starszyzny wojskowej. W dniach 2 i 3 września obóz kozacki odparł bardzo silne natarcie janczarów. Z pomocą przybyli Polacy i Litwini. Hetman Chodkiewicz wysłał w ramach wsparcia piechotę licząca 4000 porcji. Silny ostrzał broni palnej i artylerii litewskiej wyhamował tureckie siły, na które następnie uderzyła jazda w postaci rajtarów, lisowczyków i pancernych „…wstręt nieprzyjacielowi czyniąc i harce z niemi zwodząc…”. Ośmieleni tym Kozacy przygotowali kontratak, wdzierając się mocno w szeregi tureckie. Z pola zgonił ich dopiero silny ostrzał tureckich armat. Wycofujących się mołojców osłaniała piechota litewska, która zminimalizowała straty wśród nich.

Kolejne dni nie przyniosły uspokojenia sytuacji, a walki trwały. Duże wsparcie dla obozu kozackiego zapewniła artyleria dowodzona przez Jana Wejhera, który utrudniał ataki Turków „…i od Kozaków ich odstrzeliwał…”. Najpotężniejsze natarcie nastąpiło 4 września. Sułtan rozwścieczony niepowodzeniem swoich wojsk, nakazał atakować i nie wracać bez pochwycenia Sahajdacznego. Turcy atakowali dwukrotnie, za każdym razem bez powodzenia. Po raz kolejny udowodniono siłę braterstwa broni. Chodkiewicz rzucił na pomoc Kozakom 4000 piechoty litewskiej oraz lisowczyków i rajtarów. Ale nie była to jedyna pomoc. Widząc ataki na obóz kozacki, polscy żołnierze spontanicznie zaczęli włączać się do walki. Determinacja wojsk polsko-litewsko-kozackich była tak duża, że siły osmańskie musiały odstąpić. Trzy dni później przygotowano kontruderzenie. Brali w nim udział Kozacy, piechota litewska i husaria. Piechota wsparła brawurową szarżę husarii, która „skruszywszy kopie” zmiażdżyła siły sułtana, a „…wprzód chrzęst tylko i szelest słychać było cichy, gdy nasi ławą brali pogaństwo na sztychy…”. Turcy rozpierzchli się w popłochu.

Choć problemy aprowizacyjne i upadające morale dawały się we znaki, Kozacy utrzymali swoje pozycje. Kilkukrotnie odpierali szturmy w dniach 16, 25, 26, 27 i 28 września. Pod osłoną nocy z 22 na 23 września przeprowadzili kontruderzenie, zabijając wielu Turków, dwóch paszów i o mało nie zabijając jednego z wezyrów, który schował się i „…przez całą noc w dąbrowie pod drzewem w dołku… na poły umarły ze strachu siedział…”.

 Pokłosie braterskiej współpracy

Choć kooperacja na polu bitwy odbywała się bez zakłóceń, to nie zawsze była usłana różami. Wojsko zaporoskie dość szybko odczuło braki w zaopatrzeniu, co rzutowało na negatywne nastroje, które starał się łagodzić Sahajdaczny wraz z królewiczem Władysławem. Z obozu polskiego docierało również wsparcie w postaci żywności oraz obroku dla koni. Chcących odejść z obozu Kozaków próbowała przekonać delegacja polska w osobach Jakuba Sobieskiego, Piotra Opalińskiego i Stanisława Lubomirskiego, obiecując nagrodę w wysokości 50 tys. florenów. Ostatecznie hetman Sahajdaczny, pomimo dokuczającej mu rany ręki, wygłosił płomienną mowę, którą zakończył słowami: „Lepiej jest uczciwie za ojczyznę umierać niż brać się do ucieczki, niegodnej ludzi rycerskich i zelżywej, tak niebezpiecznej”. To przekonało ostatecznie Kozaków do pozostania w obozie. W nagrodę za swoją postawę hetman zaporoski otrzymał parę nadzwyczaj urodziwych koni oraz bogato zdobiony naszyjnik z wizerunkiem królewicza Władysława, króla Zygmunta III oraz orła białego, który założył mu sam królewicz Władysław, uprzednio całując go w czoło.

Oczywiście jego służba nie odbywała się jedynie z dobroci serca. Sahajdaczny przy okazji współpracy wojskowej chciał wytargować możliwie jak najwięcej ustępstw i przywilejów dla Kozaczyzny. Domagał się 100 tys. złp za udział w wojnie, zachowania wolności dla prawosławia, utworzenia szpitala dla rannych, swobody służby w armiach europejskich, stacjonowania w leżach zimowych, opuszczenia województwa kijowskiego przez armię koronną oraz swobód w połowie ryb i myślistwie. Ze strony polskiej ewidentnie nie było widać chęci do realizacji tych postulatów. Deklarowano jedynie wypłatę 40 tys. złp, ewentualnie powiększonych o dodatek w wysokości 30 tys. oraz zwiększenie rejestru do 3000. Niestety śmierć nie pozwoliła Sahajdacznemu na dopilnowanie spraw, a strona polska uchylała się od realizacji swoich zobowiązań. Ostatecznie nie tylko Kozacy mieli problem z wyegzekwowaniem należnych sum. Problemy te dotknęły również żołnierzy Korony i Litwy, co skończyło się zawiązaniem rokoszu we Lwowie w 1621 r. Kozacy wrócili do swoich wypraw, a niekarny i nieopłacony żołnierz grabił obszar Korony, Litwy i Rusi.

Bartosz Staręgowski

Tekst ukazał się w nr 5 (369), 16–29 marca 2021

X