Przeszczep nerki w czasie wojny fot. Andrij Hnatiuk

Przeszczep nerki w czasie wojny

To niezwykła historia matki i córki. Gdy do rozpoczęcia operacji rodzinnego przeszczepu nerki w kijowskim szpitalu było tylko 20 minut, na miasto spadły pierwsze bomby. Lekarze nie ryzykowali życia pacjentek. Podjęto decyzję o natychmiastowej ewakuacji z Kijowa. Po kilku dniach przeszczep udało się zrobić już w Wołyńskim Szpitalu Obwodowym na zachodzie kraju.

Pani Alina po przeszczepie nerki czuje się dobrze. Otrzymała ją od matki – pani Wiry. Pacjentki są jeszcze pod opieką lekarzy, ale już przygotowują się do opuszczenia szpitala. Jednak poranek 24 lutego na zawsze zostanie w ich pamięci.

– Leżałam w szpitalnym łóżku, wszystko było gotowe do operacji i o 5 rano zaczęli strzelać… Lekarze kazali mi wracać do domu na czas wojny, może na kilka dni. A gdy zaczęło się to przedłużać, wezwano nas i powiedziano, abyśmy jechali do Łucka. I choć tam też wyły syreny i dużo się działo, to udało się zrobić przeszczep. A teraz chcę wrócić do domu – powiedziała Alina Iwachno, mieszkanka Perejasława w obwodzie kijowskim, której przeszczepiono nerkę matki.

W Wołyńskim Obwodowym Szpitalu Klinicznym schronienie i możliwość robienia przeszczepów otrzymali też kijowscy lekarze-transplantolodzy. A na ich pierwszą operację przywieziono właśnie matkę z córką.

– Udało nam się zawrzeć umowę z transplantologami z kijowskiego szpitala, w którym w czasie ostrzału, nie było warunków do robienia przeszczepów. Dlatego zapewniliśmy im odpowiednie warunki tu, od razu jak tylko przyjechali – powiedział Ołeksandr Dudar, dyrektor Wołyńskiego Obwodowego Szpitala Klinicznego w Łucku.

Pierwszym etapem operacji było pobranie nerki od matki. A następnie organ został przekazany innemu zespołowi chirurgów, który przeszczepił go córce. Pani Wira, której usunięto nerkę, może nadal żyć w pełni. Dla pani Aliny przeszczep był kwestią życia i śmierci.

– Przeszczep nerki powoduje, że pacjent nie musi być dializowany.  Staje się bardziej aktywny, może pracować. Rodzice, jak tylko mogą być dawcami, zawsze chcą dać drugie życie swoim dzieciom. To zrozumiałe. Dobrze, że współczesna medycyna pozwala robić takie operacje – powiedział Mykoła Polakow, transplantolog z Kijowskiego Obwodowego Szpitala Klinicznego.

fot. Andrij Hnatiuk

Matka Pani Aliny – Pani Wira  też czuje się już dobrze. Tutaj w szpitalu obchodziła swoje 64 urodziny. Jak mówi, nie zastanawiała się, decyzję o pomocy córce podjęła od razu. – Nie mogłam patrzeć, jak cierpi. Wszystko trwało rok i dwa miesiące. Ostatnie pół roku była bardzo nerwowa. Nie bałam się operacji. Chciałam ratować swoją córkę. Wojna sprawiła, że teraz to wszystko wygląda jeszcze bardziej dramatycznie – powiedziała Wira Razumowa, matka Aliny.

Pan Serhij przyjechał do szpitala odwiedzić żonę i teściową. Chcę je zabrać już do rodzinnego Perejasława w obwodzie kijowskim. Obecnie jest tam w miarę spokojnie, chociaż jeszcze niedawno w okolicy miasteczka toczyły zaciekłe walki. – Oddałem żonę zaufanym lekarzom, znałem ich już od dawna i ufałem tym specjalistom. Szpital w Kijowie na razie nie działa w pełni, więc będziemy musieli tutaj przyjeżdżać na badania – zaznaczył Serhij Iwachno.

fot. Andrij Hnatiuk

Ten rodzinny przeszczep to historia z happy endem. Ale agresja Rosji, ostrzały miast i celowe bombardowania obiektów cywilnych sprawiają, że wielu pacjentów nie ma tyle szczęścia. Ich operacje nie odbyły się, a szpitale w których mieli uzyskać pomoc już nie istnieją.

Eugeniusz Sało

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X