Dziwić się temu, do czego doszło na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ można by tylko, gdyby dopiero co wybudzić się z hibernacji i nie zauważyć Donalda Trumpa dzwoniącego do Putina, chwalącego konstruktywną rozmowę, czy wreszcie wplatającego do wypowiedzi kremlowską narrację. Mimo to niesmak pozostał. Zamiast krzyczeć „Ale jak?!”, właściwszą reakcją wydaje się być markotne „Serio?”.
Podczas tego typu głosowań kraj postawiony przed koniecznością zajęcia stanowiska ma kilka opcji do wyboru – w ogóle nie przyjść, zagłosować „za”, „przeciw”, bądź wstrzymać się od głosu. Za rezolucją potępiającą rosyjską agresję na Ukrainę zagłosowały dziewięćdziesiąt trzy państwa, dość by ją przyjąć. Od głosu wstrzymało się jednak aż sześćdziesiąt pięć, w tym, co nie powinno dziwić, starające się unikać tak trudnych kwestii i opowiadania się po jednej ze stron Indie, od początku niechętna potępieniu Rosji Brazylia, grające swoją grę państwa arabskie, w tym ZEA, czy Arabia Saudyjska, ale też twardo upierająca się przy tym, że mówimy o „kryzysie ukraińskim”, nie wojnie, a już tym bardziej nie napaści ChRL. Przeciwko – wbrew dotychczasowej linii – Stany Zjednoczone, które tym samym zmontowały naprawdę barwną koalicję. Przyjrzyjmy się kto głosował na nie.
Wyspy Marshalla to była kolonia niemiecka zajęta po I wojnie światowej przez Japonię, a po drugiej przez Amerykanów. Usamodzielniła się pomimo posiadania populacji porównywalnej z Zamościem. Podpisała z dawną metropolią umowę o wolnym stowarzyszeniu ograniczając swoją suwerenność w zamian za pomoc gospodarczą i obronę. Palau miało dokładnie taką samą historię oraz ma identyczny status zależności względem USA, z tą różnicą, że populacja jest bliższa Wadowicom. Burkina Faso nie jest daleka stereotypowi wstrząsanego zamachami stanu państwa peryferyjnego. Od 2022 roku żelazną ręką włada tam kapitan Traore, który raptem parę miesięcy po poprzednim puczu obalił podpułkownika Damibę odpowiedzialnego za pchnięcie państwa w orbitę Rosji. Traore postawił na sojusz z Mali pomimo, że przez wiele lat państwa te toczyły wojny. Zdecydował się na taki krok, gdyż w Bamako odnalazł bratnią duszę, generała armii (ex-pułkownika) Goïtę (zamach stanu w 2020 roku i gdy on nie podziałał, w 2021). Również i on wybrał współpracę z Rosją jako alternatywę dla Zachodu i patrzących nieprzychylnie na watażków sąsiadów. Do tandemu panowie oficerowie dobrali sobie generała brygady Tchianiego, z którym oprócz wizji współpracy z Moskwą przeciw wspólnym wrogom, łączył ich fakt, że w 2023 roku obalił demokratycznego prezydenta Nigru. Większą stabilność dyktatury gwarantuje Gwinea Równikowa, a właściwie to jej drugi (sic!) prezydent Obiang władający niepodzielnie od 1979 roku, który z zachodnimi sojusznikami posprzeczał się lata temu. Sytuacja wciąż kształtuje się w targanym wojną domową Sudanie, gdzie zbuntowane oddziały paramilitarne, wspierane swego czasu przez Grupę Wagnera, walczą jak równy z równym z rządem, który zdecydowała się wesprzeć Rosja. Skoro już o Grupie Wagnera i Rosjanach w Afryce było, nie mogło zabraknąć też najjaskrawszego przykładu ich wpływów i niemalże kolonialnej polityki, Republiki Środkowoafrykańskiej. Wciąż nie wyklarowała się sytuacja z tamtejszą wojną domową, nie mniej Moskwa zabezpieczyła zawczasu swoje interesy, uzyskując tanią kopalnię diamentów rozmiaru państwa. Erytrea, o czym często się zapomina, pod rządami władającego nią od chwili powstania prezydenta Afewerkiego stanowi jeden z najbardziej zamordystycznych totalitaryzmów. Niepodległość wywalczyła od wspieranej przez ZSRR Etiopii, prędko zaczęła też grać znacznie powyżej własnej ligi siejąc ferment w regionie przez zaangażowanie w liczne konflikty zbrojne. Afewerki zacieśnił współpracę z Rosją po inwazji na Ukrainę oficjalnie ją popierając, co wkrótce przełożyło się na rosyjskie okręty w erytrejskiej Massale. Z kolei Burundi ma za sobą trudną historię za sprawą animozji między Tutsi a Hutu i to tam doszło do pierwszego ludobójstwa jednych na drugich (1972 rok, sto do trzystu tysięcy ofiar). Jednak cały czas podejmowano próby budowy demokracji, nawet pomimo trwającej w latach 1993–2005 wojny domowej. Relacje z Rosją są raczej poprawne, a o zaangażowaniu Moskwy w regionie może świadczyć memorandum o współpracy jądrowej z 2023 roku. Haiti natomiast istnieje tylko w teorii. Tymczasowa Rada Prezydencka dysponuje zrębkami armii niezdolnymi zapanować nad gangami siejącymi terror w Port-au-Prince i może co najwyżej wyznaczać kolejnych odwoływanych zaraz potem premierów. W praktyce zależna jest od wsparcia międzynarodowego, w tym również z USA. W Nikaragui w 1985 roku prezydentem został wyszkolony na partyzanta przez Kubańczyków Ortega, co rzecz jasna, nie spodobało się Amerykanom. Ten zdecydował się więc wejść na antyamerykański kurs w którym tkwi po dziś dzień, od 2007 roku znów rządząc krajem metodą dyktatorską. Dlaczego Korea Północna i Białoruś zagłosowały tak jak zagłosowały chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, tak jak tego, że pod rządami Orbana Węgry coraz bardziej zamieniają się w gubernię nadbalatońską. Nawet idący podobnym kursem Fico nie zdecydował się na równą bezczelność i zagłosował „za”.
Ostatnim państwem, które sprzeciwiło się uchwale był Izrael. Tel Awiw zagłosował „za” rozstrzygnięciem korzystnym dla Rosji, choć nie zdecydował się na to nawet usiłujący go zniszczyć Iran. I to wbrew temu, że atakujący północ kraju Hezbollah okazał się być posiadaczem sporych rezerw rosyjskiej broni, a Moskwa przez lata była do spółki z Iranem jednym z najważniejszych sponsorów syryjskiego reżimu, jednego z głównych zagrożeń dla Izraela.
Oczywiście, Ameryka stanowi gwaranta nie tyle bezpieczeństwa, co przetrwania Państwa Izrael, zbrojąc je na potęgę i chroniąc parasolem obrony przeciwpowietrznej. Gdy w 2024 roku Iran dokonał zmasowanego ostrzału, rakiety i drony zestrzeliwali Amerykanie, ale również i Brytyjczycy, Jordańczycy i Francuzi. Te same państwa – poza Jordanią – Ukraina musiała długo i usilnie prosić o dostawy rakiet większego zasięgu. Warto przypomnieć, że Izrael w NATO nie jest, za to dysponuje własną bronią jądrową. I gdy Teheran ostrzeliwał je, a wcześniej organizował bojówki przeznaczone do bezpośredniego uderzenia, trudno było o tak liczne głosy wzywające do „nieprowokowania”.
Izrael za rządów Netanjahu bardzo lubi podkreślać prawo do samoobrony, rezerwując sobie wszelkie możliwe środki odwetowe. Mieni się bastionem demokracji w regionie, chwali humanitaryzmem i nawet wysyła przedstawicieli na Eurowizję, podkreślając, że dla Zachodu nie jest egzotycznym partnerem, ale wręcz jego składową. Zarazem w obliczu napaści zachowującego się wobec niego wrogo państwa na pokojowo usposobiony kraj, który w żaden sposób agresji nie sprowokował, nie jest gotów potępić inwazji. Nawet nie sili się na udawanie neutralności, chociaż nie mają z tym problemu zarówno wrogowie (Iran), jak i sojusznicy (Arabia Saudyjska) USA. „Za” nie bała się zagłosować Bośnia i Hercegowina, z jedną z części składowych prowadzących prorosyjską politykę i straszącą secesją, ani nawet wykazująca prorosyjskie tendencje Serbia.
Duże zaniepokojenie może też budzić fakt instrumentalnego traktowania prawodawstwa krajowego i międzynarodowego. Izrael nie posiada konstytucji, zamiast tego posługuje się grupą ustaw zasadniczych. Wschód Jerozolimy prawnie uznawany jest za okupowany po zajęciu jej przez siły izraelskie w 1967 roku, formalnie ma on stanowić stolicę Palestyny – i wedle prawa zrębów państwowości palestyńskiej tak właśnie jest. Faktycznie jednak jako stolica państwa żydowskiego funkcjonuje cała Jerozolima, gdyż tamtejsze władze uchwaliły w 1980 roku jedną z ustaw zasadniczych w której stwierdzają, że stolicą Państwa Izrael jest cała Jerozolima. Nawet skrajnie proizraelskie Stany Zjednoczone ambasadę przeniosły z Tel Awiwu dopiero w 2017 roku, notabene z woli Donalda Trumpa. Społeczność międzynarodowa tej decyzji nie uznaje.
Nie jest to problem tylko i wyłącznie Palestyńczyków, Izraelczyków i ich sąsiadów oraz sojuszników. Zgodnie z konstytucją ukraińską kraj ten obejmuje granice sprzed rosyjskiej agresji i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Tymczasem w kwestii ewentualnych negocjacji pokojowych strona rosyjska podnosi, że nie ma mowy o zrzeczeniu się jakichkolwiek ziem, co więcej, to Siły Zbrojne Ukrainy powinny wycofać się z Chersonia i Zaporoża, gdyż zgodnie z prawem uchwalonym w Rosji Obwód Chersoński i Obwód Zaporoski są integralnymi częściami Federacji Rosyjskiej. A do obrony integralności terytorialnej potęga atomowa rezerwuje sobie wszelkie środki…
Mamy więc prawo ukraińskie kontra prawo rosyjskie uchwalone z pogwałceniem prawa ukraińskiego, za którym przemawia tylko i wyłącznie to, że Rosja pozycjonuje się jako silniejsza, a ze stron dysponujących możliwymi środkami nacisku brakuje woli by je zastosować.
Wschodnią Jerozolimę najpierw okupowała Jordania. Potem Izrael, który uznał ją za część własnej Jerozolimy. Ale to, ani działania Rosjan, nie są przypadkami odosobnionymi. Gdy Irak Saddama Husajna napadł na państwo Kuwejt, po jego zajęciu zorganizował „zamach stanu”. Puczyści proklamowali Republikę Kuwejtu, która wkrótce zgłosiła chęć zjednoczenia z Republiką Iracką, włączono ją zatem jako Gubernatorstwo Kuwejtu, pełnoprawną prowincję. Brzmi znajomo? Różnica była taka, że w reakcji na zabór roponośnego Kuwejtu Amerykanie z Arabami skrzyknęli międzynarodową koalicję i rozpoczęli I wojnę w Zatoce Perskiej. Gdy zielone ludziki weszły na Krym, ogłoszono niepodległość Republiki Krymu, która zgłosiła chęć wstąpienia do Federacji Rosyjskiej, reakcją były symboliczne sankcje, głosy oburzenia i memy. Oraz wybuch uwielbienia dla Natalji Pokłonskiej.
Izrael ma dziś w Trumpie idealnego sojusznika, wydaje się, że gotowego na każde ustępstwa. Prezydent USA zapowiada wręcz rozwiązanie kwestii Gazy poprzez masowe wysiedlenia, ściągając na siebie groźbę zarzutów o zbrodnie wojenne. Tyle że co niby w dzisiejszym świecie takowe znaczą? Szeroko komentowano wydanie przez Międzynarodowy Trybunał Karny nakazu aresztowania Putina i Marii Lwowej-Biełowy. Podnosiły się głosy oburzenia, gdy bezkarnie wjechał na teren Mongolii. A potem MTK za jednym zamachem rozpoczął ściganie Netanjahu, byłego ministra obrony Izraela Jo’awa Galanta oraz, żeby było sprawiedliwie, zabitego jakiś czas wcześniej głównodowodzącego bojówek Hamasu Muhammada Dajfa (co w wielu kręgach uznano za zrównywanie broniących się z napastnikiem). Nagle wielu z tych, którzy chwalili wcześniejszą decyzję, przyjęło podobną linię obrony, co rosyjska propaganda broniąca Putina. A człowiek, który rugał polskie władze zastanawiające się, czy gdyby Netanjahu przyjechał do Polski należałoby go aresztować, został ambasadorem Stanów Zjednoczonych nad Wisłą.
Relacja między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi przypomina często państwo zależne, czasami tylko trudno połapać się kto nim tak właściwie jest. Prawo międzynawowe stanowi, owszem, pęta, ale takie mające ograniczyć możliwość topienia świata w pożodze. To system daleki od ideału, ale prawdę mówiąc, jedyny jaki mamy. A może mieliśmy? Jedyne co jest pewne to to, że wielcy tego świata huśtają jak mogą starą, zmurszałą łódką i nie jest powiedziane, że każdy z nas nauczył się pływać.
Maciej Serżysko
Tekst ukazał się w nr 4 (464), 28 lutego – 13 marca 2024
