W 110. rocznicę urodzin Jana Zygmunta Rumla odbył się w Warszawie na Pradze w Bibliotece Publicznej jego imienia wieczór poświęcony tej wyjątkowej w naszych dziejach postaci. Na spotkanie złożyły się: wernisaż wystawy unikalnych grafik przedstawiających Lwów, ziemię lwowską, wołyńską i podolską, a pochodzących z kolekcji Instytutu Lwowskiego oraz wykład „Zygmunt Jan Rumel i Grupa Poetycka Wołyń” piszącego te słowa, ubogacony prezentacją multimedialną oraz interpretacją wierszy autora „Dwóch ojczyzn” przez Bogdana Kasprowicza.

Zygmunt Jan Rumel był oryginalnym, utalentowanym poetą związanym biografią przede wszystkim z Krzemieńcem i Wołyniem. Debiutował wcześnie w szkolnym piśmie w roku 1934. Opublikował poemat „Pieśń”, w krzemienieckiej „Drodze Pracy”. Współtworzył z Czesławem Janczarskim, Wacławem Iwaniukiem, Stefanem Szajdakiem i innymi poetami Grupę Poetycką Wołyń. Publikował utwory w redagowanej przez Czesława Janczarskiego Kolumnie Grupy Literackiej Wołyń, w „Życiu Katolickim” (1936–1938). Później, w okresie okupacji ukazał się w warszawskiej prasie konspiracyjnej jego wiersz „Drukarnia”. Ale większość jego utworów trafiała do szuflady. Ocalona głównie przez jego żonę Annę z pożogi wojennej część jego dorobku literackiego – zaledwie czterdzieści utworów – czekała aż trzydzieści lat po zakończeniu II wojny światowej na publikację. W czasach PRL był prawie zupełnie przemilczany. Wiersze Rumla opublikowała dopiero w 1975 roku wybitna poetka Anna Kamińska, żona Jana Śpiewaka, poety, prozaika i publicysty, współtwórcy Grupy Poetyckiej Wołyń. Tom poezji Rumla z jej posłowiem ukazał się w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej. Został wznowiony w trzy lata później. Z kolei w roku 2018 Państwowy Instytut Wydawniczy w Warszawie wydał jego „Wiersze zebrane”. W małym nakładzie ukazały się również jego „Wiersze” w Wydawnictwie Miles, w Krakowie w 2021 r. Jego twórczość i biografia zostały po raz pierwszy przedstawione przez Bożenę Gorską w pracy „Krzemienczanin” opublikowanej przez Muzeum Niepodległości w Warszawie w roku 2008. Pisała w niej między innymi: „Starszy o parę lat od Baczyńskiego, Gajcego, Trzebińskiego należy Rumel do tego tragicznego pokolenia poetów naszych, których talenty rozkwitły w czasie wojny, a którym nie dane było dożyć jej końca. Poetycką osobowością, siłą talentu z pewnością dorównuje tamtym, jest tylko w porównaniu z nimi. „źle obecny”. Myślę, że ta refleksja pozostaje aktualna, choć istnieje biblioteka warszawska jego imienia w której miało miejsce wspomniane spotkanie, a poeta został też uwieczniony tablicą pamiątkową w stolicy. Także w Gdańsku istnieje ulica jego imienia, ukazały się artykuły mu poświęcone, głównie w czasopismach polonistycznych.
Nadal jednak znany jest szerzej tylko pośród środowisk kresowych. Stąd warto nieco bardziej przypomnieć tę postać.
Żył zaledwie 28 lat. Urodził się 22 lutego 1915 r. w Piotrogrodzie. Był synem żołnierza i poetki, co chyba zaważyło później na jego predyspozycjach, zainteresowaniach i dalszych losach. Jego ojciec Władysław, wywodzący swój ród z szlachty kurlandzkiej, był z wykształcenia agronomem. W czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. służył w stopniu majora w Wojsku Polskim. Odznaczył się wówczas wyjątkową walecznością za co został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Matka przyszłego poety Janina z Tymińskich pochodziła ze szlachty mazowieckiej. Miała naturę i zamiłowania artystyczne, była pełna fantazji – pisała wiersze, lubiła często śpiewać, malowała, a swymi dziełami ozdabiała dom. Po wojnie w 1920 r. rodzina osiadła na Wołyniu w osadzie Orłopol, nieopodal Wiśniowca odległego kilkanaście kilometrów od Krzemieńca. Tam rodzina pomyślnie gospodarowała, ojciec rozwijał swą cenną działalność społecznikowską angażując się w prace Towarzystwa Organizacji i Kółek Rolniczych; cieszył się coraz większym poważaniem w powiecie krzemienieckim. Tam wzrastało i wychowywało się młode pokolenie – rodzeństwo Zygmunta: brat Bronisław starszy o cztery lata i Stanisław młodszy o rok oraz siostra Zofia, która przyszła na świat w 1924 r. Przyszły poeta wzrastał w domu, w którym panował kult sztuki, szczególnie poezji, ale też atmosfera wytężonej pracy i duch patriotyzmu. Od dzieciństwa znał świetnie dwa języki – polski i ukraiński, a Wołyń stał się dla niego „małą ojczyzną”.
Tamtejsza przyroda, krajobrazy zmieniające się wśród czterech pór roku, rośliny, drogi, wzgórza, wsie i miasteczka, rzeki, obyczaje, miejscowe pieśni stały się później osnową wielu jego utworów. Właśnie w tym czasie gdy na Wołyniu osiadła rodzina Rumlów powstało – jak Feniks wskrzeszone z popiołów – na mocy rozkazu z dnia 27 maja 1920 r. wydanego w Belwedrze przez Marszałka Józefa Piłsudskiego „Liceum Krzemienieckie”, które stało się kontynuatorem prac słynnego Gimnazjum, a później Liceum Wołyńskiego założonego przez Tadeusza Czackiego i Hugo Kołłątaja w 1805 roku, a działającego do upadku powstania listopadowego 1830 r.

W rozkazie tym Marszałek Piłsudski pisał: „Odrodzona Rzeczypospolita Polska szuka dróg własnych, by wychować nowe pokolenie dzielnych obywateli, którzy by Jej wielkość i chwałę szerzyć i utrwalić zdołali. Chcąc drogi te odnaleźć, musi sięgnąć do tradycji wielkich przodków i oprzeć się na powołanych przez nich do życia instytucjach wychowawczych, które ongiś, po politycznym naszej Ojczyzny upadku, zdrowego ducha polskiego zachować umiały. Z tej wielkiej pracy, która do odrodzenia ojczyzny doprowadziła, niemałą odegrało rolę Liceum krzemienieckie, stworzone wysiłkiem wiekopomnej pamięci Tadeusza Czackiego i kresowej ludności polskiej. Słynną tę uczelnię powołuję niniejszym do życia, by snuła dalej wielką myśl swych założycieli i pełniła w nowych warunkach, z tą samą jednak gorliwością, co przed laty, tę samą służbę na pożytek Ojczyzny, nauki i cnoty”.

Zygmunt po ukończeniu szkoły powszechnej w Wiśniowcu, rozpoczął naukę w odrodzonym Liceum Krzemienieckim, które w szybkim czasie nawiązało do najlepszych wzorów nauczania i wychowania nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Ponieważ z Wiśniowca do Krzemieńca jest kilkanaście kilometrów i codzienne dojazdy do szkoły z Orłopola w tamtym czasie nie były możliwe, tak się przedziwnie stało, że przyszły autor „Dwóch matek” zamieszkał na stancji w dawnym domu Słowackich, a więc niejako stąpał codziennie po śladach Wieszcza, znał wszystkie kąty jego domu, otaczający go najbliższy teren. To jakiś przedziwny, zastanawiający zbieg okoliczności. Budynek ten jest położony zaledwie kilkadziesiąt kroków od zabudowań licealnych, a dziś mieści się w nim Muzeum Juliusza Słowackiego, uroczyście otwarte w 2004 r. Świetna kadra pedagogiczna, wysoki poziom i nowoczesne metody nauczania w Liceum Krzemienieckim sprawiły, że Zygmunt Rumel pogłębiał szybko wiedzę, a jego zainteresowania szły głównie w kierunku literatury, historii, sztuki, z biegiem czasu stawały się też coraz bardziej różnorodne. Był wysportowany, należał do reprezentacji liceum w hokeju, co było wielkim zaszczytem, uprawiał narciarstwo, często odwiedzał zbudowaną w Młynach – opodal Krzemieńca – na stawach Ikwy nowoczesną pływalnię. Brał udział w odbywających się co tydzień w sali teatralnej liceum „Porankach”, w której gromadzili się wszyscy uczniowie i nauczyciele. Występował na nich ze słowem wstępnym dyrektor Juliusz Poniatowski, a uczniowie przygotowywali różnego rodzaju inscenizacje poetyckie, recytacje. Już wtedy na spotkaniach tych zwracał uwagę zebranych Zygmunt Rumel, który recytował świetnie (miał znakomite warunki głosowe) nie tylko wiersze Juliusza Słowackiego, Cypriana Norwida, innych mistrzów słowa, ale i swoje. Po chlubnym zdaniu matury w 1935 roku Rumel podążył do Warszawy, gdzie zgodne ze swymi zamiłowaniami podjął studia polonistyczne. Ale do Krzemieńca jako student często powracał, tak jak wielu innych absolwentów liceum, którzy założyli Zrzeszenie byłych Wychowanków Liceum Krzemienieckiego. Celem stowarzyszenia była pomoc i praca zmierzająca do rozwoju Wołynia, a szczególnie Krzemieńca, ciągłe wzmacnianie autorytetu i popularyzacja działań oświatowych macierzystej uczelni. W stolicy Rumel wraz z przyjaciółmi wydawał periodyk pod znamiennym tytułem „Droga Pracy” w języku polskim i ukraińskim. Był przewodniczącym Komitetu Redakcyjnego. Jak sama nazwa wskazuje szczególnie starano się budować – i popularyzować – na łamach tego periodyku rozumiany po norwidowsku etos pracy. „Droga Pracy” była dodatkiem do „Życia Krzemieńckiego”, więc poruszała zagadnienia związane głównie z tym terenem.

W swych przedwojennych publikacjach Rumel opowiadał się za ideą Polski jako państwa wielonarodowego, potępiał przejawy antysemityzmu. Był orędownikiem budowania porozumienia i najbliższej współpracy między wszystkimi mieszkańcami tych ziem. Publikował artykuły także w dwujęzycznym piśmie „Młoda Wieś – Mołode Seło” wydawanym w Krzemieńcu, miał bardzo wielu przyjaciół Ukraińców, nie tylko w tym mieście. Należał – jak wspomniałem – do Grupy Poetyckiej Wołyń, której działania artystyczne popierał piłsudczyk wojewoda wołyński, Henryk Józewski. Publikował wiersze na łamach tygodnika „Wołyń”, redagowanego wówczas przez Józefa Łobodowskiego wielkiego zwolennika współpracy polsko-ukraińskiej, także już po II wojnie światowej, kiedy przebywał już na emigracji w Hiszpanii, w Madrycie.
W 1938 roku Rumel został skierowany do Wołyńskiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii im. Marcina Kątskiego we Włodzimierzu Wołyńskim. Brał udział w wojnie obronnej we wrześniu 1939 roku w stopniu porucznika. Po 17 września dostał się do niewoli sowieckiej, ale podał się za szeregowca, a nie oficera i został zwolniony. Wrócił na ukochany Wołyń i jakiś czas ukrywał się w Dubnie. Później, w czasie okupacji wielokrotnie przekraczał nielegalnie granicę hitlerowsko-sowiecką na Bugu, często przy pomocy znajomego przewodnika ukraińskiego. W czasie pobytu w Warszawie okupowanej przez hitlerowców włączył się w działania konspiracyjne, prowadził sklep z naczyniami kuchennymi w lokalu przy Placu Narutowicza, który był punktem kolportażu prasy podziemnej. Ubezpieczał też przeniesienie tajnej drukarni z Placu Trzech Krzyży, a później pod wpływem tych przeżyć powstał wiersz „Drukarnia” opublikowany w prasie podziemnej. W tamtym czasie Rumel kontynuował też studia na uniwersytecie podziemnym, na tajnych kompletach, na których organizowano też wieczory literackie. Na jednym z takich spotkań poznał swą przyszłą żonę Annę – uczennicę i aktorkę eksperymentalnego Teatru Osterwy „Reduta”, poetkę. Ich ślub odbył się w 1941 roku. Zamieszkali w Warszawie na ulicy Zajęczej, Zygmunt pisał po nocach wiersze i czytał je domownikom. Na wspomnianych spotkaniach konspiracyjnych bywał też Leopold Staff i to on zwrócił uwagę na szczególny talent literacki Rumla.
Na polecenie Centralnego Ruchu Ludowego Rumel został skierowany na Wołyń w końcu 1941 r., dokąd wyruszył wraz z żoną. Miał nawiązać kontakt z byłymi członkami Ruchu Ludowego i Wiejskiego Ruchu Młodzieżowego, po to aby można było organizować tam konspiracyjne struktury polskiego państwa podziemnego. Godził pracę konspiracyjną ze światem poezji, w czasie swych często trzydziestokilkukilometrowych marszów po Wołyniu, przysiadał podobno czasem, aby pisać wiersze.
Po powrocie do stolicy wiosną 1942 r. i zdaniu sprawozdania ze swej misji Rumel na początku 1943 roku powołany został przez Kazimierza Banacha, wybitnego działacza chłopskiego, starającego się iść przedwojenną drogą polityczną wojewody Henryka Józefskiego na komendanta VIII Okręgu Batalionów Chłopskich na Wołyniu. Wrócił na Wołyń, gdy gwałtownie narastały tam antypolskie działania UPA, tolerowane i częściowo inspirowane prze hitlerowców. Na początku lipca tego roku Rumel jako delegat rządu polskiego podjął rozmowy ze strukturami wojskowymi Ukraińskiej Powstańczej Armii, choć wokół płonęły już niektóre wioski polskie i ginęli niewinni mieszkańcy. Znajomi Rumla uważali, że jego misja jest zupełnie spóźniona i nie daje żadnych szans na szczęśliwy finał. Sam poeta miał przed wyjazdem na te rozmowy złe przeczucia. Celem spotkania miało być zahamowanie rzezi wołyńskiej i skłonienie Ukraińców do wspólnej walki z Niemcami. Ufny w swe szlachetne intencje, dobrą opinię wśród Ukraińców z czasów działalności przedwojennej Rumel wyruszył jednak 10 lipca do kwatery lokalnego dowództwa… aby wypełnić rozkaz. Towarzyszył mu przedstawiciel Okręgu Wołyńskiego AK Krzysztof Markiewicz (pseudonim „Czort”). Wyruszyli zaprzęgiem konnym z woźnicą Witoldem Dobrowolskim bez zbrojnej obstawy w mundurach żołnierzy Wojska Polskiego. Po aresztowaniu zostali zabici w pobliżu wsi Kustycze – według Anny Kamieńskiej zostali rozerwani końmi. Do dziś nie wiemy gdzie spoczywają ich szczątki. Następnego dnia 11 lipca w tak zwaną „krwawą niedzielę” UPA zaatakowała 150 polskich wiosek na Wołyniu i wśród pożogi dokonała pogromu ich mieszkańców.
Postać Zygmunta Jana Rumla ujmuje nas pięknem i szlachetnością swego działania, głębokim patriotyzmem, poświęceniem bez reszty dla spraw Ojczyzny, a także porozumienia polsko-ukraińskiego. Jego wiersze brzmiące pięknie też nutą ukraińską są skarbem naszej literatury. Choć nieliczne, są cenniejsze niż utwory wielu twórców hołubionych po II wojnie światowej przez władze PRL, wielokrotnie nagradzanych i publikowanych często w wydawanych w tysiącach egzemplarzy książkach. Jego wiersze domagają się wnikliwej lektury, która ubogaca. Dziś jest też poetą, który wciąż czeka na swój krzyż i tablicę pamiątkową – w miejscu choćby symbolicznym – na ukochanym przez niego Wołyniu.
Mariusz Olbromski
Bez mogiły
Pamięci Zygmunta J. Rumla
Gdzie szczątki rozerwane
nikt dziś dotąd nie wie
próchno munduru
może jeszcze na nich wisi
i tylko jego czaszka dawniej
pełna dobrych myśli
wędruje poprzez ziemi ciszę
A niósł ojczyzny – matki dwie
w spojrzeniu swoim czułym
obdarzał obie je zachwytem
po krzemienieckich ścieżkach
wiedzy i etosu pracy krążył
a Słowackiego wizje trwały
przy nim w domu wieszcza
w dzień każdy nocą aż do świtu
Nic nie zostało po nim oprócz
wierszy i legendy która trwa
i w pamięci naszej nadal krąży
Z pożogi i tragedii uszła cało
krokiem poety i obrońcy
trwalsza nad wojska i granice
pięknem Wołynia nawiedzona
dumna tych ziem przeszłością
Mariusz Olbromski
22.II.2025
Tekst ukazał się w nr 4 (464), 28 lutego – 13 marca 2024

