Protest pod katedrą

„Zagospodarowanie” placu przy lwowskiej katedrze wywołało sporo emocji.

W sobotę 25 kwietnia br. wierni, wychodząc po porannej mszy św., zobaczyli pod świątynią samochód ciężarowy i wyładowane z niego drzewa w donicach i zwoje trawy. Ludzie, którzy to wszystko przywieźli wyjaśnili, że mają to ustawić na placu. Chociaż placu tam prawie nie ma, bo przed głównym wejściem do katedry przebiega ul. Teatralna, na której po stronie kamienic zaparkowane są auta mieszkańców. Gdzie więc chcieli to wszystko ustawić? Obok porządku pilnowała milicja i straż miejska. Po chwili podjechała kolejna ciężarówka i tzw. „ewakuator”, który odholowuje zaparkowane w niedozwolonych miejscach auta. Zaczął się protest wiernych, który stawał się coraz bardziej intensywny i głośny.

Gdy z kościoła wyszedł ks. Jan, wierni, a było ich około 30 osób, trochę się uspokoili. Przedstawił on bowiem Jewhena Bojkę, kierownika Wydziału Polityki Wewnętrznej Rady Miasta, który dopiero wówczas wyjaśnił jaki zamysł przyświecał organizatorom:

„Pomysł, który chcemy zrealizować na tym placu w żadnym stopniu nie zagraża waszej przestrzeni, którą wykorzystujecie w modlitwach czy nabożeństwach. Ta inicjatywa rozliczona jest na dwa dni – dziś i jutro. Ma ona na celu popularyzację placu jako przestrzeni kultury – bez aut. Mają się tu odbywać imprezy kulturalne, wykłady o mieście, o tym jak wykorzystywać przestrzeń miejską. Plac nie zostanie zamieniony na kawiarnię. Zapewniam was. Z pewnością nie będzie to przeszkadzało w dostępie do świątyni. Mamy najszczersze zamiary. Uzgodniliśmy tę akcję z abp Mieczysławem (Mokrzyckim – red.), że będzie wyłącznie kulturalna. I tej umowy będziemy się dotrzymywać. Jeżeli będzie ona raniła wasze uczucia religijne zwiniemy ją natychmiast”.

Wiemy z doświadczenia, że nie ma nic trwalszego od rzeczy tymczasowych. We Lwowie znamy wiele takich przykładów, gdy władze nie są w stanie zwalczyć samowoli „przedsiębiorców”. Gdyby była to dwudniowa akcja władze miasta nie wynajmowałyby na dwa dni specjalnie zaprojektowanych siedzisk i firmy ogrodniczej, wystawiającej drzewa (japońską wiśnię) oraz wyścielającej bruk trawą. Wszystko to dzieje się w przededniu świąt majowych – dwóch długich weekendów. Jak wiadomo z doświadczenia zaraz znajdą się „jacyś” przedsiębiorcy, którzy zaczną serwować kawę czy piwo (zresztą obok kościoła są już cztery lokale z ogródkami, wychodzącymi prawie pod mury katedry).

Na szczęście do protestu dołączyła pani Józefa Łebidko, adwokat, która od lat reprezentuje w sądzie parafię św. Marii Madgaleny. Wytłumaczyła ona przedstawicielowi władz miasta i wszystkim zebranym, że skoro jest to projekt imprezy, która dotyczy społeczności miejskiej, to przed jej rozpoczęciem należałoby uzgodnić projekt, przedstawić plany osobom zainteresowanym (w tym wypadku proboszczowi katedry), a dopiero po uzyskaniu zgody, wdrażać. Ta wypowiedź pani adwokat znalazła akceptację wśród protestujących i uspokoiła emocje. Pan Jewhen Bojko zgodził się z takim stanowiskiem zebranych i po kilku rozmowach telefonicznych nakazał zapakować wystawione drzewa do auta i odjechać.

Akcja pokazała, że jednak ludzie mogą coś zdziałać, gdy będą występować wspólne. Tak rodzi się społeczeństwo obywatelskie, o którym wiele się mówi. Tu mieliśmy tego naoczny przykład. Tylko w taki sposób można przeciwstawić się samowoli władzy, oligarchów i innych struktur: nec Hercules contra plures.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 8 (228) za 30 kwietnia – 14 maja 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X